Pamięci Jacka Kuronia, Profesora Bronisława Geremka i innych niepoprawnych altruistów
Niedawno reemigrował z Polski znany pisarz Sławomir Mrożek. Na pożegnanie, w jednym z wywiadów pozostawił swoim rodakom, jak na siebie nie tak znowu odkrywcze, ale - mimo to - jakże, niestety, często prawdziwe, przesłanie, że dla Polaków można wiele, z Polakami nic.
Szanując i literacki dorobek, i decyzję szanownego reemigranta o wyjeździe z kraju, a nawet - w pewnej mierze - podzielając Jego o nas opinię, nie mogę jednak podpisać się pod nią obiema rękoma. Zgłaszam więc stanowcze zastrzeżenie, że osąd Pana Sławomira nie dotyczy, moim zdaniem, wszystkich Polaków. Równocześnie, w ślad za tym zastrzeżeniem, spieszę wyjaśnić dlaczego ja z Mojego Kraju na stałe nie wyjadę.

A no właśnie dlatego, że w moim odbiorze, nie jest to, na szczęście, JESZCZE wyłącznie kraj Kaczyńskich, Rydzyków i Radia Maryja. I choćby z uwagi na owo „JESZCZE", nie mogę pozwolić, aby takim (zakompleksionym, ksenofobicznym, śmiesznym i zamkniętym we własnym zaścianku) się stał. Jestem to winna także samej sobie, ale o wiele bardziej Panu Tadeuszowi Mazowieckiemu, Panu Prezydentowi Lechowi Wałęsie (z którego zachowaniami i decyzjami nie zawsze, i w przeszłości i teraz, się zgadzam, ale - w kontekście obecnych poczynań dzisiejszych elit politycznych - zdejmuję przed Nim czapkę z głowy). Przede wszystkim jednak jestem to winna pamięci tych ludzi, których, z niezrozumiałych wyroków Boga lub losu, zbyt wcześnie - bo zawsze jest zbyt wcześnie - jednych od dość dawna, a innych dopiero od tak krótkiej chwili, że wciąż trudno w to uwierzyć, zabrakło między nami.

Wspomnę więc bohaterskiego, w każdych okolicznościach pracującego ponad siły ,dzielnie i długo trwającego ponad granicami ludzkiej wytrzymałości, nigdy nie myślącego o sobie Jacka Kuronia. Cierpliwego, zdystansowanego wobec wszelkiej buty, każdego chamstwa i niedouctwa, mądrego, wyważonego w sądach, człowieka o pięknie, i jakże sensownie, zmęczonych oczach - Profesora Bronisława Geremka.

Wiem, że w tym miejscu trzeba by wymienić jeszcze całą rzeszę... żywych i umarłych. I właśnie dlatego, w tym miejscu ciśnie mi się na usta dosadny przerywnik na „k", ale zmilczę, nie wyjadę. Ktoś musi, każdy jak umie, bronić Ich, i Państwa, ale także Mojego Kraju, przed moralnymi i intelektualnymi, ziejącymi nienawiścią karłami.

Na koniec wyszło pewnie zbyt patetycznie, ale czasami tak trzeba.

Ewa Karbowska