tof2 lipca br. zmarł Krzysztof Markuszewski. Urodzony w roku 1956  historyk, dziennikarz, pisarz. Współpracownik opozycji jeszcze sprzed Sierpnia 80, w stanie wojennym redaktor, szef kolportażu i publicysta tygodnika "Miś", "Robotnika  MRKS", drukarz, kolporter, łącznik, organizator produkcji, ulotek, broszur i pism podziemnych, współpracownik Radia "Solidarność", od 1986 r. redaktor naczelny "Magazynu Robotnika". Autor artykułów zamieszczanych w wielu pismach, audycji emitowanych w RWE. W wolnej Polsce Krzyś był jednym z założycieli Stowarzyszenia Wolnego Słowa i należał do najaktywniejszych członków zarządu SWS.
Znaliśmy się chyba od 1973 r., od czasu, gdy z kilkorgiem przyjaciół (m.in. wraz ze zmarłym niedawno Irkiem Wyszomirskim, Kasią Boruń, Magdą Urban, Piotrkiem Bratkowskim i Ryśkiem Holzerem) postanowiliśmy spotykać się co tydzień w środy, by podyskutować o polityce, literaturze, komunizmie. To nieformalne kółko dyskusyjne, o którym nie wiedziała bezpieka, to było nasze opozycyjne przedszkole. Przed poważniejszymi zajęciami. W wielu z nich nasze drogi się przecinały. Pozostaliśmy przyjaciółmi aż do dziś. Bo Krzysia trudno było nie lubić. Dobrze wychowany, kiedyś prowadził pogadanki na temat savoir-vivre´u, był dobrym duchem SWS, który starał się łączyć, nie dzielić, ściągać do Stowarzyszenia wszystkich, niezależnie od tego, w jakich organizacjach działali i gdzie się teraz znajdują (niech się kłócą gdzie indziej, ale tu jest miejsce na spotkanie i pogadanie, a także wspólne działanie w imię dawnych racji czy dawnych przyjaźni). Nie muszę mówić, że bliska mi jest ta Jego postawa.

Tak jak i Jego starania o poprawienie losu tych wszystkich, którym tamte lata zniszczyły życie, kariery, zdrowie (a dołożyła się w wielu wypadkach już wolna RP). U Krzysia działanie dla innych, szczególnie tych, którym powodziło się źle, to był odruch. Tak jak i nie eksponowanie własnej osoby. Choć miałby się czym chwalić...

I jeszcze jedno - jego pasja pisarska. Krzyś był autorem dwu wydanych drukiem powieści i jednej wydanej tylko w Internecie, licznych opowiadań, dokończonych i nie. Mam nadzieję, że nie przepadną one wraz z Jego odejściem...

Janek Strękowski

Od redakcji: Musimy dodać, że Krzysztof Markuszewski był przez dłuższy czas stałym współpracownikiem naszej redakcji. Jedna z jego powieści jest opublikowana w dziale „książki" w „Kontratekstach", ta o której Janek Strykowski pisze, że nie wyszła drukiem. Krzysztof podpisywał się często pseudonimem Jan Prowincjusz.