W ramach publicznych dyskusji o dwóch fragmentach życia Lecha Wałęsy, przed Stocznią Gdańską odbyła się taka właśnie publiczna rozprawa nad byłym prezydentem. Jednym z głównych mówców był tam Andrzej Gwiazda, założyciel i członek Wolnych Związków Zawodowych w końcu lat 70, który powiedział, że "widziałem jasno jawną współpracę w czasach "Solidarności".
Andrzej Gwiazda już w 1981 roku wystąpił przeciwko Lechowi Wałęsie. Wystąpił mianowicie jako rywal w wyborach na przewodniczącego NSZZ „Solidarność”

Andrzej Gwiazda zapytany przed wyborami w Hali Oliwii, po co zgłasza się do przegranej walki mówił autorowi, który reprezentował wtedy redakcję Tygodnika Solidarność:

„Demokracja wymaga ścierania się poglądów. A dać świadectwo swoim poglądom to nie jest przegrana."
I swoje poglądy przedstawił tak oto (relacja z TS 28/1981)

W minutę potem, na podium pojawia się Andrzej Gwiazda. Łagodny uśmiech na twarzy. Mówi cicho, a sala go słucha w skupieniu. Andrzej Gwiazda rozpoczyna od stwierdzenia. że Związek znajduje się w trudnej sytuacji, pod presją dwóch zasadniczych zjawisk: kryzysu gospodarczego i ataków ze strony władzy. Kryzys spowodowany został nie tyle stanem gospodarki, ile wadliwymi zarządzeniami. Teraz coraz bardziej przekształca się w rzeczywisty kryzys ekonomiczny „O ile rok temu - kontynuuje swą myśl Gwiazda - z tego kryzysu mogliśmy prawdopodobnie wyjść kilkoma zarządzeniami, a przynajmniej zahamować postępowanie tego kryzysu, o tyle każdy dzień w tej chwili będzie powodował, że wyjście to będzie coraz trudniejsze I będzie wymagało coraz więcej czasu.”

Dalej mówca zatrzymuje się nad sprawą zagrożenia Związku ze strony władz. „Rok temu władze polskie nie ośmieliłyby się wytoczyć tylu procesów działaczom „Solidarności”. Rok temu prokuratura nic ośmieliłaby się wszcząć tylu postępowań przeciwko niezależnym wydawnictwom i wydawnictwom związkowym. Pod tym względem nie  posunęliśmy się naprzód, lecz cofnęliśmy się. Powodem tego było to, że nie reagowaliśmy na drobne zaczepki, na drobne próby - czy ustąpimy”.

„Popełniliśmy, uważam, błąd. że nie zareagowaliśmy zdecydowanie na pierwszą taką zaczepkę W tej chwili jesteśmy już uwikłani nie w jeden proces, a w 200.

Środki masowego przekazu stoją na tym samym poziomie, co rok temu. W listopadzie dyskutowało się, czy dostaniemy 1 godz. czy 2-godziny dla naszej redakcji w TV. W tej chwili o takim czasie w ogóle się nie mówi.

Uważam, że jest błędem twierdzenie, że ustępstwami da się władzę ułagodzić. Mamy 35 lat doświadczeń i jeszcze jeden rok na dokładkę. Ustępstwami nie unikniemy konfliktu, ustępstwami zbliżamy się do konfliktu zasadniczego.

Czy jest wyjście z tej sytuacji? Oczywistą rzeczą jest, że z każdej sytuacji jest wyjście - kwestia tylko jest taka, że każdy nasz krok zmienia nam parametry do wyjęcia”.

Dalej Gwiazda rozważa problem kompromisu. „Uważam - mówi, że z tą władzą można zawrzeć kompromis, jestem zresztą autorem wszystkich kompromisów tego Związku” Sensowne jednak są nie tylko takie kompromisy, w których Związek więcej zyskuje niż dotąd - uważa Gwiazda. Nie mogą być - jego zdaniem - kompromisy zawarte poniżej tego, co się już osiągnęło; ani zbyt odległe od tego, czego społeczeństwo oczekuje. „Nie ma możliwości stabilizacji na tym poziomie, kiedy żywotne  interesy społeczeństwa, narodu, prostego człowieka nie są zabezpieczone i zaspokojone. Przez ten rok nic zdołaliśmy nic zrobić w sprawie bezpieczeństwa i warsztatu pracy. Przez ten rok nie zdołaliśmy nic zrobić w dziedzinie ochrony środowiska. Jest to zrozumiale - stwierdza mówca. Na to potrzeba pieniędzy. Trzeba się zastanowić, czy te pieniądze są czy ich nie ma. Czy te puste półki w sklepach to jest konieczność, niedbalstwo czy też sabotaż”,

„Za kontrolę musimy się wziąć sami. Nie jest to na pewno zadanie popularne, gdyż od bardzo wielu naszych członków wymaga uciążliwej, nieefektownej pracy, ale tę pracę zmuszeni jesteśmy wykonać”.

To, że dotychczas we wszystkich rozmowach ustępowaliśmy tak daleko jest, między innymi, wynikiem tego, że przez rok nie zdołaliśmy rozszyfrować na czym poleca gospodarka. Czy zboże, które wywozimy do Czechosłowacji (do zmielenia) wraca w postaci mąki? Niestety, zdaję sobie sprawę, że jest to trudne. Zdaję sobie sprawę, że będziemy mieli z tym mnóstwo kłopotów, bo spotka się to z kategorycznym przeciwdziałaniem władz, ale za to musimy się wziąć my sami: każda załoga na swoim stanowisku pracy”.

Następnie Gwiazda zwraca uwagę, iż człowiek nie jest istotą doskonałą i że trzeba się z tym liczyć, brać to pod uwagę w programie, w taktyce. Nawołuje, by nie powtarzać błędu komunistów. którzy „chcieli zbudować system dla ludzi idealnych. Trzeba wszystkie struktury budować dla ludzi rzeczywistych”.
Delegaci i pozostali słuchacze oklaskują mówcę przez pół minuty.

O Lechu Wałęsie – ani słowa!

A po wyborach (73 głosy) znów mówił autorowi:

- Liczyłem na jakieś 150 głosów.
Co wpłynęło na tak niski wynik?
- Chodziły na tej sali i poza nią różne paskudne ploty.
Czy będzie pan współpracował z Wałęsą, jeśli znajdzie się pan w Krajowej Komisji? Tym bardziej, jeśli wybiorą pana na wiceprzewodniczącego w KK?
- Po pierwsze, on mówił, że nie będzie się liczył z nikim. Po drugie, on będzie wybrany przez Zjazd, a ja tylko przez KK. Ot, cała różnica.
A co na przyszłość?
- Nie rozumiem.
Czy za dwa lata będzie pan miał zmieniony program?
- Pytanie to będzie za dwa lata.

* * *

W 1981 roku Andrzej Gwiazda przy okazji publicznego starcia o przywództwo Związku mógł przedstawić delegatom zjazdu „Solidarności” swoją wiedzę o Lechu Wałęsie. Nie uczynił tego. Nie ujawnił, że Lechu to „Bolek”, że Wałęsa donosił, że był TW, że szkodził kolegom z wydziału W-4. I że był szkodnikiem w "Solidarności".
Dziś twierdzi Andrzej Gwiazda "autor wszystkich kompromisów", że wiedział. Pytanie, czy wiedział, co wiedział, skoro nie powiedział? A jeśli wiedział, to czemu nie powiedział?

Piotr Rachtan

Komentarze

pemba | 2008-06-24 13:11

W latach tzw. dekady Jaruzelskiego, gdzieś między 1984 a 1986 rokiem, dwukrotnie spotkałem się z Andrzejem Gwiazdą w Tatrach. Mieszkliśmy w sąsiednich namiotach na polu namiotowym w Miorskim Oku, a później w zimie w Starym Schronisku w Morskim Oku. Andrzej Gwiazda wyrażał wówczas różne żale do Lecha Wałęsy, polegające głównie na odmiennej koncepcji polityki "S", ale nic nie mówił o tym, że Wałęsa miał być "sterowany", uwikłany we wspólprace itp. Obecnie, w mojej ocenie, Gwiazda mocno mija się z prawdą i o tym wie.…

pemba | 2008-06-24 13:18

Jest to dla mnie przykre, bo dotyczy starego człowieka, bardzo zasłużonego dla "S" (Gwiadza był też założycielem WZZ), który się zaplątał w osobistą walkę z Lechem Wałęsą i brnie dalej pogrążając tak na prawdę nie Lecha a siebie. Nie martwi mnie (najwyżej brzydzi), gdy robią to ludzie małego chrakteru i małych zasług (Kaczyńscy, Wyszkowski), ale w przypadku Andrzeja Gwiazdy, z którym się przyjaźniłem, i którego szanowałem, odbieram osobiście spory dyskomfort. Krzysztof Łoziński

pemba | 2008-06-24 13:29

PS. I Piotr Rachtan i ja mieliśmy wątpliwosci, czy polemizować z żalami starego zgorzkniałego człowieka, ale są one cynicznie wykorzystywane przez polityków, którzy takich oporów nie mają i każde słowo Andrzeja Gwiazdy natychmiast zostaje instrumentalnie użyte. Dlatego nie możemy sprawy przemilczeć. K.Ł.

prachtan | 2008-06-24 13:46

Moje wahanie wzięło się z dwóch przyczyn. Wtedy, w 1981 roku Andrzej Gwiazda rzeczywiście bardzo boleśnie odebrał przegraną z Wałęsą. Kiedy z nim rozmawiałem po ogłoszeniu wyników, było to po nim naprawdę wyraźnie widać. Dziś jego złe relacje z Lechem Wałęsą sa cynicznie wykoryztywywane przez cwanych graczy politycznych, takich jak Jacek Kurski, który stał teraz obok Gwiazdy i - jak to on zwykle czyni - judził. Właśnie Kurski zachęcił mnie do przypomnienia okoliczności, w których Andrzej Gwiazda mógł coś zrobić, by - zgodnie ze swoimi słowami, Wałęsa związkowi (i Polsce) nie szkodził. A skoro tego nie uczynił - to chyba jednak o niczym nie wiedział...

prachtan | 2008-06-24 13:55

I jeszcze jedna uwaga do Krzysztofa: nie zaliczam K. Wyszkowskiego do grupy "ludzi małych zasług". Zawdzięczamy mu o wiele więcej, niż np. obu Kaczyńskim. Bracia Wyszkowscy byli twórcami może niewielkich, ale przecież bardzo dla powstania ważnych Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Kaczyńscy zakładakli w tym czasie co najwyżej palto i czapkę. Życiorys i droga polityczna Krzysztofa Wyszkowskiego zasługuje na pewno na opisanie, bo jest historia rzadkiego w Polsce awansu społecznego i intelektualnego. Mogę z Wyszkowskim się różnić, i na pewno dzieli nas sporo, ale mam dla niego zbyt wiele szacunku, by źle o nim pisać i myśleć.