Od pół wieku kibicuję naszej cywilizacji i naszej Najjaśniejszej RP. Nie mogę zrozumieć dlaczego w pewnych dziedzinach postęp jest niewyobrażalnie duży a w innych np. organizacji życia społecznego zerowy a często ujemny.
Postęp techniczny dawno przekroczył najśmielsze fantazje dwudziestowiecznych fanatyków techniki. Dobrym przykładem tego jest np. endoskop kapsułkowy - „oko w jelicie". Wielkością przypomina dużą tabletkę witaminy. We wnętrzu urządzenia które ma 11 mm średnicy i 26 mm długości mieści się cyfrowa kamera wideo, soczewka, 4 diody, bateria, nadajnik oraz antena nadawcza!!! Co sekundę robi dwa zdjęcia. Po ośmiu godzinach wędrówki przez układ pokarmowy wykonuje ich ponad 50 tysięcy.

Tymczasem w sprawach publicznych stoimy w miejscu a często mam wrażenie, że się cofamy. W 1938 roku zawiązała się niewielka grupa młodych „naiwnych idealistów" (m. in. Jerzy Giedroyc, bracia Adolf, Aleksander i Innocenty Bocheńscy, Ksawery i Mieczysław Pruszyńscy, Stefan Kisielewski, Czesław Miłosz) która zamierzała wystartować w wyborach do Sejmu w 1940 roku. W swoim programie pt. „Polska idea imperialna" odrzucili koncepcję polityki jako wolnej gry partii politycznych, dla których głównym celem jest zdobycie władzy i zaspokajanie osobistych ambicji przywódców. Scharakteryzowali ówczesne partie polityczne i zdefiniowali idealną, którą chcieli utworzyć:

Nie są to partie, lecz koterie, reprezentują bowiem nie naród, lecz tylko grupy interesów. Zdobywają wyborców posługując się demagogią i pochlebstwem, żerując na niewiedzy i naiwności. Tymczasem  praca państwowa wymaga uczciwego kształtowania opinii mas, nie zaś ulegania jej. Działalności politycznej nie wolno oddzielać od troski o dobro wspólne - państwo. Polityka jest więc sferą nacechowaną etycznie i żąda respektowania podstawowych norm. Najcenniejszym kapitałem działacza politycznego i państwowego jest autorytet moralny. Nie można go zdobyć „schylając się po błoto, którym się rywale polityczni wzajemnie obrzucają". Konsekwentna jest w programie niechęć do tradycyjnych partii będących wcieleniem „demagogii, sobkostwa i nieuctwa" i reprezentujących „patologiczne odpryski" opinii publicznej „Encyklopedia Multimedialna PWN"

I co? 70 lat minęło i nic się nie zmieniło. Ciągle mamy „chory" system władzy publicznej lekceważący podstawowe reguły moralne i ekonomiczne. Przyczyną nie jest brak dobrych rozwiązań organizacyjnych. Przyczyną tego stanu rzeczy jest wyrachowanie „elit" politycznych, które znają powody wadliwości systemu lecz z niskich pobudek, z uwagi na własne korzyści, nie robią nic by je usunąć. Odpowiada im chory system. Poczciwi obywatele albo rozumieją dramatyczną sytuację publiczną i z powodu małej wiary są bezczynni albo nie rozumieją niebezpieczeństw wynikających z pozostawienia spraw publicznych „elitom". Nieświadomie są „ciemnym ludem" który godzi się na manipulacje nim przez wyrachowanych, chorych na władzę, „wodzów". 

Największym „sukcesem" naszej obecnej „grupy trzymającej władzę" jest tzw. kotwica budżetowa co oznacza, że nasze publiczne zadłużenie rośnie „tylko" 30 mld. zł rocznie. Jeśli tego nie zmienimy to po 70 kolejnych latach nasz dług publiczny wyniesie ok. 2 600 mld. tj. ok. 850 tys. na każdego obywatela. Czy to jest dobra perspektywa dla naszych następców? Czy naprawdę nie możemy tego zmienić? Polityczni „realiści" są przekonani, że nie. Cała nadzieja w „naiwnych" idealistach.

Mamy do wyboru dwa lepsze od nieszczęsnej „przedstawicielskiej demokracji proporcjonalnej", sprawdzone w praktyce systemy polityczne: przedstawicielską demokrację większościową oraz pełną demokrację tzw. bezpośrednią. Demokracja większościowa (system tzw. JOW-ów) istotnie ogranicza w systemie władzy rolę polityków „chorych na władzę". Pełna demokracja zupełnie ich eliminuje. Zastępuje ich wynajętymi specjalistami do rozwiązywania spraw publicznych pod stałą kontrolą pracodawcy tj. społeczeństwa.

Szanowni „naiwni" idealiści. Nie możemy, nie powinniśmy, biernie czekać na cud - cudu nie będzie. Uruchommy nasze szare komórki. Pomyślmy jak najszybciej i w jaki sposób wymusić zmianę naszego niefortunnego systemu politycznego. W jaki sposób możemy naszym „elitom" odebrać część a najlepiej całą władzę. Gdzie „kupić/wyszukać" lokomotywę która może pociągnąć sprawę. Weźmy pod uwagę negatywne doświadczenia woJOWników. Nie honor biernie patrzeć gdy „szef naszej Spółki z o. o."  rozdziela intratne stanowiska swoim ludziom, za nasze pieniądze, wg kryteriów BMW bez pytania nas o nasze przyzwolenie. Natomiast jeśli służba zdrowia domaga się podwyżek sugeruje komunistyczne rozwiązanie i pyta: „Czy mam zabrać bogatym i dać biednym medykom?"

Zdzisław Gromada