Mam gdzieś Pana i..., to jest - powrót Pana Prezydenta z Brukseli
Jest taki stary dowcip o tym, jak to facet chce pożyczyć od sąsiada sekator. Ponieważ sąsiad wprowadził się niedawno i facet praktycznie go nie zna, na wszelki wypadek, jak to Polak, idąc do niego gość wyobraża sobie tysiąc powodów, dla których tamten okaże się osobą, na pewno, nieżyczliwą i sekatora mu nie pożyczy. Efekt końcowy jest taki, że w momencie, gdy potencjalny pożyczkobiorca puka wreszcie do drzwi potencjalnego pożyczkodawcy, właściciel sekatora, zamiast uprzejmej prośby o użyczenie ogrodowego narzędzia, słyszy już tylko, z ust sąsiada, wściekłe: „W d.... mam Pana i Pański sekator".
Bardzo podobnie miała się rzecz, na odtrąbionym jako sukces Pis-u, Prezydenta i w ogóle całego narodu, ostatnim szczycie Unii Europejskiej w Brukseli. Rolę wspomnianej frazy o d. i sekatorze spełniła tu, zadedykowana Pani Kanclerz Angeli Merkel, fraza o tym, że gdyby nie, wywołana przez Niemców, II wojna światowa, Polska miałaby dzisiaj 66 milionów obywateli, a więc więcej, niż Niemcy. Ergo, Polsce należą się, podczas głosowania w Unii warunki korzystniejsze niż największemu płatnikowi netto w UE, a to w charakterze historycznego zadośćuczynienia od tegoż płatnika.

Otóż, nawet jeżeli przyjąć, że wynegocjowane, z ogromnym udziałem telefonu, warunki głosowania do roku 2014, a może i 2017, są w istocie ogromnym sukcesem dla naszego kraju, i nawet jeśli przymknąć oko na to, iż załatwianie dwóch pozostałych, bardzo istotnych dla Polski, spraw (nie będę tu wchodzić w ich szczegóły, bo nie to jest przedmiotem moich rozważań) zakończyło się klęską, to i tak, w praktyce, a nie w teorii, niewiele z tego wynika.

Niezależnie bowiem od tego, jaki system głosowania będzie w UE obowiązywał, Polska, dla

przeforsowania jakichkolwiek korzystnych dla siebie rozwiązań, potrzebuje sojuszników, bo jeśli, jak często w historii, znów będzie osamotniona, to nic jej po, nawet najlepszym systemie głosowania.

Tymczasem, mało tego, że w kontekście deklarowanych chęci budowania wspólnej, a więc wspólnej także z Niemcami - zwłaszcza, że opartej głównie na ich „kasie" - nowoczesnej Europy, przywoływanie poczynań Hitlera jest, delikatnie mówiąc, nie na miejscu, to jeszcze, za chwilę,  okaże się, iż będziemy chyba musieli okazać wdzięczność braciom K., że - wspaniałomyślnie - nie cofnęli się jeszcze do, powiedzmy, krzyżackich czasów. A przecież, ostatecznie, to my , wszyscy Polacy, a nie tylko bracia K., możemy skutkiem ich, prowadzonych z pewnością „nie na kolanach" działań, okazać się w sytuacji kolesia, co to chciał pożyczyć sekator.

Mam gdzieś Pana i..., to jest - powrót Pana Prezydenta z Brukseli

Jest taki stary dowcip o tym, jak to facet chce pożyczyć od sąsiada sekator. Ponieważ sąsiad wprowadził się niedawno i facet praktycznie go nie zna, na wszelki wypadek, jak to Polak, idąc do niego gość wyobraża sobie tysiąc powodów, dla których tamten okaże się osobą, na pewno, nieżyczliwą i sekatora mu nie pożyczy. Efekt końcowy jest taki, że w momencie, gdy potencjalny pożyczkobiorca puka wreszcie do drzwi potencjalnego pożyczkodawcy, właściciel sekatora, zamiast uprzejmej prośby o użyczenie ogrodowego narzędzia, słyszy już tylko, z ust sąsiada, wściekłe: „W d.... mam Pana i Pański sekator".

Bardzo podobnie miała się rzecz, na odtrąbionym jako sukces Pis-u, Prezydenta i w ogóle całego narodu, ostatnim szczycie Unii Europejskiej w Brukseli. Rolę wspomnianej frazy o d. i sekatorze spełniła tu, zadedykowana Pani Kanclerz Angeli Merkel, fraza o tym, że gdyby nie, wywołana przez Niemców, II wojna światowa, Polska miałaby dzisiaj 66 milionów obywateli, a więc więcej, niż Niemcy. Ergo, Polsce należą się, podczas głosowania w Unii warunki korzystniejsze niż największemu płatnikowi netto w UE, a to w charakterze historycznego zadośćuczynienia od tegoż płatnika.

Otóż, nawet jeżeli przyjąć, że wynegocjowane, z ogromnym udziałem telefonu, warunki głosowania do roku 2014, a może i 2017, są w istocie ogromnym sukcesem dla naszego kraju, i nawet jeśli przymknąć oko na to, iż załatwianie dwóch pozostałych, bardzo istotnych dla Polski, spraw (nie będę tu wchodzić w ich szczegóły, bo nie to jest przedmiotem moich rozważań) zakończyło się klęską, to i tak, w praktyce, a nie w teorii, niewiele z tego wynika.

Niezależnie bowiem od tego, jaki system głosowania będzie w UE obowiązywał, Polska, dla

przeforsowania jakichkolwiek korzystnych dla siebie rozwiązań, potrzebuje sojuszników, bo jeśli, jak często w historii, znów będzie osamotniona, to nic jej po, nawet najlepszym systemie głosowania.

Tymczasem, mało tego, że w kontekście deklarowanych chęci budowania wspólnej, a więc wspólnej także z Niemcami - zwłaszcza, że opartej głównie na ich „kasie" - nowoczesnej Europy, przywoływanie poczynań Hitlera jest, delikatnie mówiąc, nie na miejscu, to jeszcze, za chwilę,  okaże się, iż będziemy chyba musieli okazać wdzięczność braciom K., że - wspaniałomyślnie - nie cofnęli się jeszcze do, powiedzmy, krzyżackich czasów. A przecież, ostatecznie, to my , wszyscy Polacy, a nie tylko bracia K., możemy skutkiem ich, prowadzonych z pewnością „nie na kolanach" działań, okazać się w sytuacji kolesia, co to chciał pożyczyć sekator.

Ewa Karbowska

Od redaktora: Drobna uwaga na marginesie. Uwaga o II wojnie światowej i 66 milionach była nie tylko niestosowna ale i głupia. Po pierwsze dlatego, że taka prosta aproksymacja przyrostu naturalnego sprzed wojny na kolejne 60 lat nie jest wnioskiem naukowym, tylko pseudonaukową brednią. Po drugie dlatego, że, stosując tę samą aproksymację, Niemcy miałyby dziś 130 milionów mieszkańców, oraz byłyby państwem jeszcze bogatszym, niż obecnie. Pan prezydent zapomniał też, że Polska zrzekła się wszelkich roszczeń z tytułu reparacji wojennych od Niemiec. Będąc prezydentem wypadałoby choć trochę znać historię własnego kraju i wiedzieć, jakie umowy międzynarodowe w przeszłości podpisał.

K.Ł.