Wydawało mi się, że po marcu 1968 roku, już mnie nic nie zadziwi. Wydawało mi się, że już nie ma takich szmatławców jak „Trybuna Ludu", „Walka Młodych", „Prawo i Życie", wówczas zwane zasadnie Prawo i Pięść i różne takie gazetki, o których było wiadomo, że  - „prasa kłamie".
A nie prawda. Jest taka gazeta - „Rzeczpospolita". Otóż nie minęło jeszcze 40 lat, gdy takich zasłużonych dla sprawy narodowego socjalizmu dziennikarzy jak Kur - który zawsze wiedział lepiej, Gontarz, Krzywobłocka i generał Walichnowski godnie zastąpił dzisiejszy zespół „Rzeczpospolitej" z Pawłem Lisickim na czele.

Profesor Kąkol powinien być dumny ze swoich następców - jak Ziemkiewicz, Semka i Lichocka -  toż to wnuki z jego stajni. Język ten sam, te same zwroty i sformułowania, te same kalki i rodzaje oskarżeń - wszystko to w tej samej poetyce ubeckiego donosu.

Tak jak Mein Kampf Hitlera jest logiczną konsekwencją Manifestu Komunistycznego Marksa i Engelsa, tak dzisiejszy zespół „Rzeczpospolitej" jest jedynym prawdziwym dziedzicem marca 1968 roku. Lisicki, Ziemkiewicz, Semka i Lichocka, toż to „czyści, żywi postkomuniści" - są to nieodrodne dzieci komunizmu.

Żeby daleko nie szukać, to wyjęte z jednego numeru, piątek 27 kwietnia 2007 r.

Pani Lichocka pisze, Barbara Blida, tak jak Henryk Holland popełnili tylko samobójstwo. SB i ABW - mają czyste ręce. Pani Lichocka nie może pamiętać, bo jej nie było na świecie, że gdy o 6-tej rano przychodziło SB, to już z założenia wiadomo było, że podejrzany będzie skazany. I tak jest w przypadku pani Blidy. Przecież ani minister Ziobro, ani minister Wassermann nie ukrywają tego, powiadają otwartym tekstem - Blida była winna korupcyjnej afery węglowej. A właśnie to co łączy przypadek Hollanda i Blidy - to właśnie owo domniemanie winy, które, przed jakimkolwiek orzeczeniem sądu, wydają wszelkie tajne służby, a powtarza to minister sprawiedliwości i prokurator w jednej osobie. W każdym państwie prawa istnieje domniemanie niewinności, a winę trzeba udowodnić - i tylko sąd jest władny orzec, kto jest winny, a kto - nie.

Pan Ziemkiewicz w swym napastliwym i głupim tekście Brygady Międzynarodowe w Hiszpanii przyrównuje do Waffen SS. Ziemkiewicz w ślad za ojcem dyrektorem i bratem bliźniakiem wypomina przeciwnikom rodzinne korzenie KPP, i tak jak hiena cmentarna wyciągnęła z grobu dziadka z Wermachtu Donalda Tuska, tak redaktor „rzepy" przypomina dzieciom i wnukom ich pochodzenie. Jest oczywiste, że jak już nie można oskarżyć o syjonizm, to o komunizm - zawsze. Nekrofilia - to też spadek po marcu 1968 r.

No i guru współczesnego dziennikarstwa Piotr Semka opowiada nam o „intelektualiście ocalałym z Holokaustu (po polsku czytaj: Żydzie) i bohaterze „Solidarności", który ... dla swych niecnych celów urządza „antylustracyjny show w Brukseli" po to tylko byśmy usłyszeli, że „działacze Komunistycznej Partii Polski byli herosami walki z faszystowskim reżimem Piłsudskiego, a pracownicy UB walczyli jedynie z rozbuchanym po wojnie antysemityzmem".

Sensu i logiki za grosz u żadnego z przywołanych autorów. Nie prawda, mylę się, jest żelazna logika - kto nie z nami, ten nasz wróg, tak jak w marcu 1968 roku „kto nie z Mieciem - tego zmieciem".

Nie ja to wymyśliłem, to profesor Michał Głowiński napisał swój tekst o języku IV Rzeczpospolitej, języku propagandy i nienawiści - języku, którego korzenie odnajdujemy w marcowych gadzinówkach z 1968 roku.

Mechanizm „powtórki z historii" jest ten sam. Dzisiaj - jak i 40 lat temu, jest to pokolenie, które nie miało szans pobrać uczciwych nauk, nauczyć się przede wszystkim języka polskiego, nauczyć się logicznego myślenia, nauczyć się historii, a przede wszystkim, pokolenie któremu zupełnie brak kindersztuby i dobrych obyczajów. Tak dzisiaj - jak wówczas pokolenie to ma parcie na szkło i kolumny gazet. Kiedy się jest „późno urodzonym" to trzeba pilnie skompilować sobie życiorys, jak się nie załapało na walkę z „komuną", to trzeba sobie wymyślić walkę z „postkomuną". I pilnie też do postkomuny zaliczyć trzeba Michnika, Kuronia i Basię Toruńczyk, ocalałego z Holokaustu profesora Geremka i tych wszystkich bez których,  Lichocka, Semka i Ziemkiewicz pisali by nadal w Trybunie Ludu, Prawie i Życiu, Walce Młodych i innych gadzinówkach.

Tak, wracamy do 1968 roku - gdzie to służby tajne, milicjanci i pałkarze ORMO, a za nimi sądy i kolegia - orzekały o winie protestujących studentów i profesorów. Wracamy do 1968 roku, gdy pochodzenie żydowskie  i kapepowskie stanowiły akt oskarżenia na słynnym wiecu Gomułki w Sali Kongresowej 19 marca 1968 roku.

Biedny twórca „Rzepy" - Dariusz Fikus - to w grobie się przewraca, gdy widzi, co się dzieje z jego porządnym niegdyś tytułem.

Stefan Małecki-Tepicht