List 1.
Do Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
Ktoś musi powiedzieć autorytatywnie i głośno, Sejmowi RP i społeczeństwu polskiemu, że bez wolnych mediów nie ma demokracji, że wolne media są jednym z podstawowych warunków demokracji.
Władza państwowa może ścigać naruszenia prawa, ale nie może kontrolować mediów żadnymi sposobami i pod żadnymi pozorami.
Dziennikarze, wedle zasad Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy, mogą co najwyżej "lustrować się" sami - przed swoimi czytelnikami, widzami i słuchaczami. Zażądajcie natychmiastowego otwarcia "teczek" dziennikarzy, a przynajmniej członków SDP, niech będą ZARAZ publicznie dostępne (dawno to należało zrobić, skoro SDP podjęło uchwałę o poddaniu się lustracji). Stańcie w obronie wolności mediów, a nie wolności rządu. Jeżeli nie potraficie, a obawiacie się międzynarodowego skandalu, zwołajcie nadzwyczajny zjazd SDP dla wyjaśnienia, czym ma być to Stowarzyszenie.
Stefan Bratkowski
List 2.

Szanowny Zarządzie Główny!

Przeczytałem Wasz list, podpisany w Waszym imieniu przez Panią Prezes. Pryznam, że mnie zdumiał; jeżeli Zarząd Główny SDP nie odróżnia reakcji władz państwa na przestrzeganie prawa (także w sferze skarbowej czy też antymonopolowej itp.) od prób nacisku na media i straszenia ich, prób, które poparliście swoimi podpisami, to staje pod znakiem zapytania sama przyszłość Stowarzyszenia.

Ustawa o lustracji w odniesieniu do mediów jest sprzeczna z Konstytucją (patrz art. 54), a nie czytałem nigdzie Waszej opinii na ten temat, wyrażonej PUBLICZNIE, nie zwołaliście żadnej konferencji prasowej. To większość sejmowa, gwałcąc Konstytucję, stawia się ponad prawem, Wasze pospieszne poparcie dla rzekomego "prawa" (bez konsultacji choćby z tak wybitnym prawnikiem jak Stefanowicz) zrobiło nie tylko na mnie fatalne wrażenie. Ustawa jest przy tym w założeniu amoralna, wymuszając na ludziach oświadczenia bez wiedzy o tym, co bezpieka na nich zgromadziła. Że niechlujna, to już inny temat.

Ustawa na dobitek uderza w naszym środowisku zawodowym tylko w ludzi, którzy stanęli po stronie wolności i demokracji, a nie tych, którzy byli do 1989 po drugiej stronie i których nie ma jak dosięgnąć. Pomysł zakazów pisania, żywcem z PRL, kompromituje ten Sejm, a jest śmieszny: umieliśmy już sobie z takimi zakazami radzić; żeby komuś zamknąć usta, trzeba by go zamknąć. Żadne argumenty w obronie tego "prawa" nie przekonają ani świata zewnętrznego, ani potomnych. Media są od patrzenia władzy na ręce w imieniu opinii publicznej, to je różni od innych zawodów, a władza państwowa może co najwyżej ścigać dziennikarzy, którzy naruszają prawo; nic poza tym. Nie może kontrolować niezależnych mediów żadnymi sposobami i pod żadnymi pozorami. Nie ja to wymyśliłem. Jeśli zarząd główny jakiegokolwiek stowarzyszenia dziennikarzy tego nie rozumie, to nie rozumie podstaw demokracji - jak i ta humorystyczna większość sejmowa, która pogwałciła także autonomię wyższych uczelni.

Jeśli media coś partolą, coś psują (a dziś sporo psują), to póki nie naruszają prawa, jest naszą rzeczą, środowiska zawodowego, reagować na to - publikacjami, wystąpieniami, ocenami Rady Etyki Mediów (byle uczciwej), sądem koleżeńskim. Zapoznajcie się z wymagającymi tego zasadami Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy, do której SDP, to Dziennikarzy Przyzwoitych, zostało przyjęte. Nasz Zjazd poparł lustrację; dlaczego przez dwa lata nie podjęliście jej sami, nie sięgnęliście po teczki, dlaczego na Wasze poparcie powołują się teraz politycy dla straszenia mediów?

Różnice zdań między nami idą dziś dalej, niż wtedy, gdy jako Zarząd Główny i Rada Etyki Mediów zaatakowaliście tych, którzy ujawnili proceder kupowania posłów, a nie skwitowaliście tych, którzy kupowali.

Oto moje zastrzeżenia w punktach:

1) Nie przypomnieliście władzy ani opinii publicznej, że to dzięki m.in. ludziom naszego zawodu obecna większość sejmowa może korzystać z praw demokracji. To ona coś nam zawdzięcza, nie my jej. Dziennikarze zapłacili jedyni tak wysoką cenę za swoją postawę, bo nie tylko straciło nas pracę po "weryfikacji" parę tysięcy osób, ale nie odzyskaliśmy swoich miejsc pracy i swoich gazet oraz programów; młodzi ludzie, startujący do zawodu w podziemiu, wespół z nami zasługują na równie wysokie społeczne uznanie, razem z drukarzami i kolporterami prasy drugiego obiegu. Nie dopominaliśmy się o pochwały, ale też nikt nam nie podziękował; nie zaprotestowaliście przeciw haniebnym insynuacjom wobec środowiska en bloc. A chyba macie świadomość, że to dziennikarze swymi odkryciami przyczynili się do obalenia poprzedniego rządu; jeśli nie podoba się im obecny rząd, nagonka na nich jest czymś amoralnym - jak amoralne jest Wasze poparcie dla tej nagonki poprzez udawanie, że nic się nie dzieje.

2) Nie wystąpiliście w obronie honoru starszych wybitnych kolegów, których listę opublikował Macierewicz jako listę współpracowników bezpieki, podczas gdy - co się okazało - była to lista ludzi, których bezpiece akurat nie udało się zwerbować, z niedwuznacznymi co do tego adnotacjami przy każdym nazwisku, przy Domaniewskim wręcz z uwagą, że zieje nienawiścią do ustroju... Kiedy już to wyszło na jaw, Macierewicz powtórzył samą listę bez tych adnotacji...

3) Teraz nie słyszę Waszego głosu w obronie koleżanek i kolegów z radia, redukowanych przez Czabańskiego. Krzysztof już położył swego czasu jako PC "Ekspress Wieczorny", doprowadzając go w szybkim tempie do upadku. Teraz demoluje radio - i SDP nie broni ani radia, ani dziennikarzy. Rozwalenie "dwójki", zabranie jej częstotliwości, to wielka strata dla kultury, każdy, kto choć trochę liznął radia, wie tyle, że długie fale to nie dla muzyki. Z góry można przewidzieć, że po zakończeniu kadencji tego rządu (a może nawet wcześniej) i Krzysztof, i Wy, popierający go, staniecie wobec perspektywy swoistego sądu obywatelskiego. Tu nie chodzi o poglądy. Chodzi o dotkliwe szkody społeczne.

4) Nie liczyłem na obronę mojej skromnej osoby (jak Wildsteina) wobec cenzury i odmowy współpracy ze strony Pawła Lisickiego, skoro ten Wasz były etyk chrześcijański zwolnił całą czołówkę dziennikarzy "Rzeczpospolitej", poczynając od Rakowieckiego i Moskalewicza, na Popowskim, Skórzyńskim i Hołowni kończąc; powiedziałbym nawet, że w tej sytuacji obrona z Waszej strony raczej by mnie żenowała. Nie słyszałem ani słowa na temat tej partyjnej czystki, nie broniliście nikogo ze zwalnianych i nie raziło Was, że Marczuk pozostawał szefem Centrum Monitoringu Wolności Prasy, będąc jednocześnie zatrudniony w tej właśnie "Rzeczpospolitej" (zwracałem na to uwagę Miłoszowi przy Was parę miesięcy temu).

Wolno Wam służyć nowej sile przewodniej. Zebrać jeszcze więcej podpisów za rządem. Lepiej, że za tym, niż za poprzednim. Ale pozwólcie, że przypomnę: to jednak nie PRL, zaś SDP miało być i Stowarzyszeniem Dziennikarzy Przyzwoitych. Muszę tymczasem wysłuchiwać zdań, delikatnie mówiąc, bardzo przykrych na temat osób, z którymi się przyjaźniłem. Nigdy nie miałem ambicji wyrokowania, pozostawałem tylko przy swoim zdaniu, ale na ogół jednak nie sam; dziś zastanawia mnie, dlaczego boicie się zwołać nadzwyczajny zjazd, a nie boicie się tego, co będą o Was mówić i tu, i po całej Europie?

Kiedyś marzyliśmy razem o czymś innym. Dziś dalsza korespondencja między nami chyba jest bezprzedmiotowa. Mogę Wam tylko poradzić, żebyście uczciwie porozmawiali między sobą. Długo i trzeźwo - nawet jeśli czujecie się tak pewni siebie jako lepsi w te klocki, niezrozumiałe dla starego, naiwnego człowieka.

Przykro mi za Was

Stefan Bratkowski

11.04.2007

List 3. (do Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy)

To the Managing Board of the International Federation of Journalists

It´s Stefan Bratkowski, a honorary president of the Polish Journalists´ Association, a former leader of the underground PJA before 1989, who is writing this letter.

Dear Friends, be so kind to help me and my colleagues...

The Managing Board of the Polish Journalists´ Association has supported ambitions of the Polish government to control Polish free independent media.

So somebody has to say authoritatively and loudly to the Polish Parliament (authors of the new law on "lustration") and to the Polish society too that there is no democracy without free media, this one of the basic conditions of democracy. I tried to explain that government in democracy is allowed only to prosecute wrongdoers; it is not allowed to control media any way and on any account. Journalists - under principles of our International Federation of Journalists - may be "lustrated" only in confrontation with their readers, viewers and listeners. I demanded (since 1990) to open all the so called portfolios of former secret service, especially these ones of journalists, of members of the PJA at least; let the portfolios be accessible to public at once (it was possible to be made long ago since the PJA had declared to stand by lustration). It´s a question now to defend press freedom; the Managing Board of the PJA is defending freedom of government (they gathered even signatures to support it). If you are able to study the case and to protest, be so kind to make it. I tried to convince the government and the parliament to be afraid of international scandal, and this Managing Board of the PJA to arrange an extraordinary assembly of our Association to explain what this Association is to be. I have´nt been succesful, my personal authority - and of other veterans - is too limited. And it is a very important test for democracy in Poland, I think; we hadn´t fought for media controlled by any power.

Sincerely yours

Stefan Bratkowski

Warszawa, March 14th, 2007