press.jpgDziennikarz publikujący swoje teksty na prywatnym blogu podlega prawu prasowemu. Albo nie.
„Mirek to zły Ślązak, czyli volksdeutsch" napisał podczas tegorocznego mundialu w swoim blogu Rafał Geremek, zastępca redaktora naczelnego „Ozonu"
(Blog.ozon.uff.pl), odnosząc siś do wypowiedzi i zachowania piłkarza reprezentacji Niemiec Miroslava Klose. Czy takie zdanie miałoby szansś znaleźć się na łamach tygodnika? Raczej nie.
Zdaniem Michała Bonarowskiego, dyrektora serwisów informacyjnych portalu Onet.pl, wiśksza swoboda wypowiedzi w Internecie wynika z postrzegania sieci jako miejsca, w którym jesteśmy anonimowi, a dziśki temu wszystko nam wolno. - W Internecie stosuje się wszystkie przepisy prawa powszechnego - mówi jednak Piotr Waglowski, członek Internet Society Poland, autor ksiązki „Prawo w sieci. Zarys regulacji Internetu" i twórca serwisu internetowego VaGla.pl - Prawo i Internet. - Wśród nich są miedzy innymi prawo autorskie, prawo prasowe, odpowiedzialność za zniesławienie czy odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych - wylicza Waglowski.

Można z tego wnioskować, że Internet, a wraz z nim dziennikarstwo w sieci, jest dziedziną uregulowaną. Nic bardziej mylnego. - W praktyce regulacje te są często niespójne, a obowiązki z nich wynikające często niemożliwe do zrealizowania - mówi Waglowski. W efekcie każdy, kto prowadzi blog czy serwis internetowy, w jakimś aspekcie działa na polu nieuregulowanym przez prawo.

Czy portal jest gazetą?

Już sama prawna definicja prasy budzi wiele wątpliwości. W rozumieniu Ustawy Prawo prasowe „prasa oznacza publikacje periodyczne (...) ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą. (...) Prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postśpu technicznego środki masowego przekazywania (...) upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki". Ustawa nakłada też na wydawcś obowiązek rejestracji w odpowiednim sadzie wojewódzkim. Czy zatem gazeta publikowana w Internecie, która jest na bieżąco aktualizowana i działa 24 godziny na dobę, ale nie ma numeru wydania, nie będzie traktowana jako prasa? Wszak na tej zasadzie działają wydania internetowe najwiśkszych polskich i światowych gazet - numeru takiego nie znajdziemy choćby na stronie www.wyborcza.pl, gdzie zamieszczana jest internetowa wersja „Gazety Wyborczej". - Gazeta internetowa musi spełniać wszelkie wymogi nakładane na tradycyjne gazety, w tym wymogi etyki dziennikarskiej, ale nie te formalne dotyczące rejestracji - uważa Krzysztof Łoziński, jeden z inicjatorów powołania Stowarzyszenia Dziennikarzy i Mediów Internetowych. - Wymóg rejestracji to myślenie, że coś zaczyna istnieć, jeśli urzędnik zapisze to na papierze. Przepis taki w kraju, gdzie kilkanaście lat temu ukazywało się czterysta podziemnych tytułów, brzmi jak cenzura - ocenia Łoziński.

Sądowe sprzeczności

Jednoznacznej opinii w sprawie uznawania bądź nieuznawania serwisów internetowych za prasę nie są w stanie wydać sądy. W listopadzie ub. r. głośna była sprawa Norberta Ziętala, dziennikarza ukazującego się na Podkarpaciu dziennika „Nowiny", oraz współpracującego z nim Tomasza K. Obaj zostali oskarżeni - po doniesieniu prezydenta Przemyśla - o wydawanie bez rejestracji czasopisma internetowego, w którym krytykowali lokalne władze samorządowe. Sad Rejonowy w Przemyślu uniewinnił jednak dziennikarza, uznając, że „strona internetowa nie jest ani dziennikiem, ani czasopismem i nie podlega sądowej rejestracji".

Innego zdania była prokuratura w Bytowie w województwie pomorskim. Tam zapis o obowiązku rejestracji stał się podstawą do postawienia zarzutów i skierowania do sądu aktu oskarżenia przeciwko Leszkowi Szymczakowi, prowadzącemu serwis GazetaBytowska.pl. Początkowo w tej sprawie chodziło jedynie o komentarze (zdaniem policji mające charakter groźby karalnej) do informacji zamieszczonej na forum serwisu. W prokuraturze uznano, że prowadzący serwis internetowy jest odpowiedzialny za wpisy na forum. Ponieważ zaś policja nazywała je materiałem prasowym, prokuratura postawiła Szymczakowi dwa zarzuty, oba z zakresu prawa prasowego. Pierwszy dotyczył nieumyślnego dopuszczenia do publikacji treści niezgodnych z prawem, a drugi... braku oficjalnej rejestracji portalu w sądzie.

Swoją opinię na temat obowiązku rejestracji prasy wydała Rada Konsultacyjna Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Powołując się na przepisy konstytucji oraz Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, uznała ona, że kara za wydawanie dziennika lub czasopisma bez rejestracji jest sprzeczna z konstytucją. „Zagrożenie karne zawarte w przepisie łamie artykuł 14 i artykuł 54 ustęp 1 konstytucji gwarantujące wolność prasy, wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji" - czytamy w stanowisku Rady. Sprawa prowadzenia portalu bez oficjalnej rejestracji ostatecznie trafiła do Trybunału Konstytucyjnego, który jeszcze nie zajął stanowiska w tej kwestii.

Prasa nie prasa

Zdaniem szefów działających w Polsce największych portali spełniają one wszystkie wymogi, by mogły być uznane za prasę. - Pełnimy funkcję informacyjną i kontrolną, dostarczamy informacje i komentarze do nich, dbamy o wiarygodność i rzetelność publikowanych informacji. Stosujemy się więc do reguł obowiązujących prasę - ocenia Michał Bonarowski. Tu jednak pojawia się pewien paradoks. Jak ocenić bowiem serwisy informacyjne (np. sportowe) umieszczane na stronach firm - jak choćby serwisy piłkarskie tworzone przy okazji mundialu przez Nike czy Coca-Colę? - Stosując te kryteria, także te strony powinny być uznane za prasę - ocenia Bonarowski.

Blogi stają się pełnoprawnym źródłem newsów. Igor Janke jako pierwszy napisał o planowanej dymisji premiera Kazimierza Marcinkiewicza.

Kolejnym paradoksem jest postępowanie portali w odniesieniu do zamieszczanych na ich forach (przez użytkowników) informacji nieprawdziwych, niezgodnych z prawem bądź naruszających dobra drugiej osoby. Wynika z tego pewne rozdwojenie jaźni - z jednej strony treści redakcyjne, sposób ich przygotowania czy prezentacji miałyby stawiać portale na równi z prasą czy innymi mediami, z drugiej strony chcą one być traktowane inaczej niż media tradycyjne i nie odpowiadać za publikowane na swych stronach treści czytelników. Przyczyna jest dość prozaiczna - monitorowanie komentarzy i wpisów na forach, w sytuacji gdy dziennie są ich tam setki tysięcy, wymagałoby zaangażowania wielu osób. - Zwyczajem przyjętym przez wszystkie duże serwisy jest reagowanie dopiero wtedy, gdy ktoś wskaże nam informację niezgodną z prawem lub dobrymi obyczajami - mówi Bonarowski. Postępowanie takie jest wynikiem zastosowania Ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. W artykule 14 tego prawa czytamy, że nie podlega karze ten, „kto, udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę, nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności". Część prawników uważa jednak, że administratorzy forów czy blogów ponoszą odpowiedzialność za wszystko to, co ukazało się w tych serwisach. Taką samą jak wydawcy prasowi czy telewizyjni.

Bloger dziennikarzem...

Skoro więc serwis internetowy (nawet jeśli nie spełnia wszystkich zapisów prawa) może być uważany za prasę, to osoby publikujące w sieci powinny być uznane za dziennikarzy. Zasadę tę stosują zresztą portale wydające swoim pracownikom legitymacje prasowe honorowane np. w Sejmie. Zgodnie z prawem prasowym dziennikarz to „osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji". Czy w tych ramach da się umieścić dziennikarza internetowego? Zdaniem Krzysztofa Łozińskiego dziennikarzem internetowym jest każdy, kto publikuje w sieci i wykazuje przy tym pewien profesjonalizm i rzetelność. - Taki dziennikarz nie powinien pod tym względem różnić się od osób publikujących w innych mediach. Teksty te powinny być pisane fachowo, zawierać sprawdzone informacje oraz opinie wszystkich zainteresowanych stron - wylicza Łoziński.

Ewa Milewicz z „Gazety Wyborczej" przyznaje, że na swoim blogu zamieszcza teksty, które nie podobają się redakcji.

Według Michała Bonarowskiego duża część blogów nie spełnia tylko jednego z warunków definicji dziennikarza - teksty te nie są pisane na zlecenie redakcji. Tworzenie ram prawnych czy zasad mówiących o tym, kto może, a kto nie może być uznany za dziennikarza, jest zresztą - jego zdaniem - anachronizmem i próbą zamykania dostępu do tego zawodu. - Wraz z upowszechnieniem się dziennikarstwa obywatelskiego, jak określa się coraz częściej blogi i fora dyskusyjne, dziennikarzem będzie nie ten, kto spełni reguły określone przez prawo czy jakieś wewnętrzne zasady redakcji, ale ten, kto będzie uważany za dziennikarza przez innych użytkowników sieci - ocenia Bonarowski.

...a dziennikarz blogerem

Za przypisanie blogów do dziennikarstwa w części odpowiadają zresztą sami dziennikarze. Niektórzy z nich sami zaczęli tworzyć blogi. Mają swoje blogi na Blog.polityka.pl dziennikarze „Polityki", m.in. Daniel Passent i Adam Szostkiewicz. Blogują dziennikarze „Newsweeka Polska". - Pomysł krążył po wielu głowach, ale wszystko skonkretyzował i zorganizował redaktor naczelny Tomasz Wróblewski - mówi Michał Karnowski, dziennikarz tygodnika publikujący bloga na stronie Newsweek.redakcja.pl/blogi. Swoje blogi zamieszczają tam także m.in. Piotr Zaremba i Filip Łobodziński.

Co ciekawe, blogi dziennikarskie, nawet jeśli w założeniu nie miały pełnić funkcji klasycznej publicystyki, są w ten sposób odbierane przez czytelników. - Celem zaproszenia Igora Jankego do tworzenia bloga w Onecie było dostarczenie czytelnikom opinii pisanych przez osobę, która ma coś do powiedzenia - mówi Michał Bonarowski z Onet.pl. - Ale samo pojawienie się osoby kojarzonej z mediami i spełniającej funkcję dziennikarską sprawiło, że ten blog jest postrzegany jako działalność prasowa autora, i to mimo że nie jesteśmy jego pracodawcą, a on nie jest naszym dziennikarzem - dodaje Bonarowski. Co więcej, blog ten stał się pełnoprawną publicystyką i źródłem informacji. Wystarczy przytoczyć przykład ostatnich tygodni, gdy Janke na swym blogu jako pierwszy napisał o planowanej dymisji Kazimierza Marcinkiewicza. Swoją drogą były premier od początku sierpnia też prowadzi swojego bloga: Kmarcinkiewicz.blog.onet.pl.

Blog Piotra Zaremby jest jednym z siedmiu blogów prowadzonych przez dziennikarzy „Newsweek Polska"

Blogi dziennikarskie są zresztą traktowane w ten sposób przez samych piszących. Ewa Milewicz, dziennikarka „Gazety Wyborczej" (Ewamilewicz.blox.pl), traktuje go jak wycinek swojej pracy dziennikarskiej, choć pisany luźniejszym językiem. - To dla mnie równorzędna forma dziennikarska. Czasem, gdy nie piszę o czymś w „Gazecie", bo tematem zajął się ktoś inny albo mój tekst się redakcji nie podoba, a mnie tak, to piszę do bloga - mówi Milewicz. Obok niej z redakcji „GW" swojego bloga ma m.in. Jan Turnau (Janturnau.blox.pl).

- Na blogu można więcej - ocenia Michał Karnowski z „Newseek Polska". - Pewna nieoficjalność jest wpisana w tę formułę. Można pokazać osobiste emocje, a czasem nawet odciąć się krytykom. Ale wszystko w granicach rozsądku - pod każdą opinią podpisuję się nazwiskiem i myślę, że każda mogłaby się ukazać w papierowym wydaniu tygodnika - dodaje.

Równe prawa, ale nie u nas

Paradoksalnie jednak serwisy publikujące blogi - także te dziennikarskie - nie są już tak skore do uznawania swojej działalności za wydawniczą. Blogi traktują zaś podobnie jak wspomniane wcześniej fora internetowe umieszczane na swoich stronach, informując, że nie ponoszą jakiejkolwiek odpowiedzialności za treści i inne materiały zamieszczane przez użytkowników. Zresztą mogłoby to być trudne. Tomasz Bienias, zastępca dyrektora wydawniczego portalu Gazeta.pl zajmujący się serwisami społecznościowymi, deklaruje, że Gazeta.pl nie jest wydawcą blogów, tylko umożliwia różnych osobom ich publikowanie. Jego zdaniem prawo prasowe reguluje jedynie prasową działalność wydawniczą i dziennikarską. - Przykładanie prawa prasowego do blogów jest działalnością dość nowatorską - blogi to nie prasa, prasa jest w kioskach - ocenia Bienias.

To pewnie dlatego, że w polskim prawie nie ma ustawowej definicji Internetu, nie ma również definicji bloga. - Być może znajdzie się ona w Ustawie o ochronie małoletnich przed szkodliwymi treściami prezentowanymi w środkach masowego komunikowania - mówi Piotr Waglowski z Internet Society Poland. Projekt ten definiuje środki masowego komunikowania jako „każdy środek materialny i niematerialny, w szczególności gry wideo i programy komputerowe, radiofonia i telewizja, prasa, komiksy, portale internetowe, reklama zewnętrzna, trwałe nośniki muzyki oraz filmy, umożliwiający dotarcie do nieokreślonego kręgu osób". - Definicja ta obejmuje zatem i blogi - ocenia Waglowski.

Zdecyduje wiarygodność

Zdaniem Michała Bonarowskiego z Onet.pl o pozycji i społecznym postrzeganiu tradycyjnych mediów decyduje budowana przez lata wiarygodność prasy, przeświadczenie, że jeśli jakaś informacja pojawiła się w gazecie (nawet bulwarowej), to musi być ona prawdziwa. - Media te są swoistym katalizatorem prawdy. Jeśli jednak by zanikły, ze społeczności internetowych wyłonią się samorzutni liderzy - komentatorzy, blogerzy, którzy przejmą tę rolę, bo ich talent i wiedza uzupełnione zostaną zdobytą w tych środowiskach wiarygodnością - uważa Bonarowski. Ta samorzutna chęć uwiarygodnienia się wpływa zaś na przeniesienie do sieci dziennikarskiej odpowiedzialności za słowo. Inny jest natomiast jej wymiar. - W tradycyjnej prasie odpowiedzialność ponoszą redaktor naczelny i wydawca. Dzięki Internetowi jednak każdy może być jednocześnie nadawcą (wydawcą) i odbiorcą (czytelnikiem, słuchaczem czy widzem) informacji - mówi Waglowski.

Jedynym zagrożeniem w takim przypadku może być chęć ujścia tego oddolnego trendu w tryby mechanizmów regulujących media. Wspomniany wcześniej projekt Ustawy o ochronie małoletnich zakłada, że każdy, kto będzie chciał opublikować komentarz w serwisie internetowym czy napisać bloga, będzie musiał postarać się o jego wcześniejsze sklasyfikowanie. Jeśli tego nie zrobi, będzie podlegał karze do 5 tys. zł. Pomysł ten raczej skazany jest na porażkę, tak jak każda próba administracyjnej regulacji Internetu.

Michał Karpiński
www.press.pl
Artykuł ukazał się w miesięczniku PRESS w numerze Sierpień 2006 (www.press.pl). Przedruku dokonujemy za zgodą redakcji.

Jak to zrobili w Ameryce
W USA prawa osób tworzących blogi zrównano faktycznie z prawami innych dziennikarzy. Stało się tak po decyzji Sadu Apelacyjnego z Kalifornii, który kilka tygodni temu odrzucił argumenty firmy Apple domagającej się od autorów m.in. blogów Powerpage.org i AppleInsider.com ujawnienia źródeł opublikowanej przez nich w listopadzie 2004 roku informacji o jednym z tajnych wówczas projektów koncernu. Sad uznał, że domaganie się ujawnienia takich źródeł narusza zarówno prawo federalne, jak i stanowe gwarancje wolności prasy. MK