Pacyfikacja Klubu Le Madame
Zgodnie z zapowiedzią okupacja klubu Le Madame trwała od poniedziałku 27 marca. O godzinie 11 nastąpiła pierwsza próba eksmisji podjęta przez komornika Jacka Bogiela. W drzwiach klubu zawiesił taśmę i namawiał sympatyków Le Madame do opuszczenia lokalu. Zapowiedział, że nie użyje siły. Przez następne cztery dni w klubie trwały dyżury. Cały czas ktoś był w środku, żeby uniemożliwić eksmisję.

 
We wtorek właściciel Le Madame Krystian Legierski umówił się z komisarzem Warszawy Mirosławem Kochalskim, że komornik przez dwa dni nie przejdzie przez próg klubu. Po wpłaceniu pierwszej raty zadłużenia miały zostac podjęte negocjacje. Krystian wpłacił pieniądze jeszcze tego samego dnia. Do żadnych rozmów nie doszło.

Dzisiaj (31 marca) o godzinie 5.30 przyszłam do Le Madame. Mój dyżur miał zacząć się o godzinie 6. W klubie poza właścicielami nocowało ok. 45 sympatyków. O godzinie 5.50 wszedł do środka Jacek Bogiel wraz z ok. 15  policjantami i ok. 10 pracownikami agencji ochroniarskiej „Perfekt". Przywitaliśmy go słowami „Dzień dobry, panie komorniku!". Wyrwany ze snu Krystian został poproszony o nakłonienie swoich ludzi do opuszczenia lokalu. Oczywiście odmówił. Bogiel zapowiedział, że jeśli będziemy przeszkadzać w wykonywaniu czynności komorniczych grozi nam kara od 6 miesięcy do 6 lat więzienia. Przyjęliśmy tę wiadomość ze spokojem, czekając na rozwój wypadków. Jeden z pracowników klubu zaczął sprzątać, ustawiać krzesła i zapalać świeczki, przygotowując lokal do normalnych dyżurów.

Policja na wezwanie komornika Bogiela zaczęła spisywać wszystkich obecnych. Najodważniejsi sympatycy klubu, aby rozluźnić dość ciężką atmosferę zaczęli grać w klasy. Wywołało to konsternacje wśród stróżów prawa. Mina komornika Bogiela była trudna do opisania. Protestujący młodzi ludzie nucili i pogwizdywali.

Gdy oczywiste stało się, że dojdzie do użycia siły, postanowiliśmy usiąść na ziemi i jak najbardziej utrudnić postępowanie komornikowi. Humory nam dopisywały. Ktoś rzucił cytat „Barbarzyńcy przychodzą razem z pierwszymi promieniami wiosny". Żeby poprawić nastrój panu Bogielowi poczęstowaliśmy go cukierkiem. Potem zaczęła się pacyfikacja.

Komornik Bogiel podchodził do każdego z protestujących i pytał czy został już spisany przez policję. Jeśli odpowiedź była twierdząca ochrona brała daną osobę pod ręce i wynosiła. Gdy przyszła moja kolej i zobaczyłam dwóch postawnych ochroniarzy w cywilu poprosiłam o delikatność. Komornik Bogiel z dwuznacznym uśmiechem odparł „Ja jestem delikatny". Zaraz potem zostałam bezceremonialnie wyniesiona z klubu. Mniej pokornych po prostu wyrzucono na chodnik.

Na zewnątrz było wielu dziennikarzy, policjantów i gapiów. Trzy policyjne ciężarówki tzw. suki odcinały wjazd na ulicę Koźlą. Gdy później przyjechały wozy transmisyjne telewizji cały sprzęt musiał być donoszony z sąsiednich ulic. Demonstranci zgromadzeni pod Le Madame skandowali „Kaczki do wora, wora do jeziora", „Pisokracja", „Zaspawali komornika" i „Demonstracja okupacja". Na ulicę Koźlą wjechał opancerzony wóz policyjny. Ktoś przyniósł nam skrzynkę jabłek i skrzynkę kajzerek. Wśród protestujących pojawił się John Malkowich, Kazimiera Szczuka, Robert Leszczyński.

Z klubu dochodziły różne hałasy. Drzwi Le Madame zaspawano od wewnątrz, by definitywnie uniemożliwić komukolwiek wtargnięcie do środka.

Agnieszka Zielińska,
koordynator warszawskiego oddziału Ostrej Zieleni, młodzieżówki Zielonych 2004
PS. Krystian Legierski zaprasza wszystkich na dyżury pod Le Madame codziennie o godzinie
19. Zapowiada różne atrakcje np. koncerty.