W ostatnim czasie następuje powszechna brutalizacja życia politycznego i ogromne zaostrzenie języka polityków. Celują w tym przede wszystkim Ludwik Dorn i Jarosław Kaczyński, który nie lubi być drugi i za wszelka ceną chce Dorna prześcignąć. Zaczęło się jeszcze w czasie ostatniej kampanii wyborczej, gdzie sięgnięto do kampanii oszczerstw, a mistrzem tego typu zachowań był Jacek Kurski, który pokazowo, z partii braci Kaczyńskich został usunięty, by później wrócić w chwale i dać pokaz obłudy oraz arogancji w sejmie, podczas debaty nad powołaniem komisji sejmowej do spraw związanych z bankami.
Z drugiej zaś strony następuje ogromna dbałość o słowa i dobre obyczaje. Szczególnie jest ona widoczna w działaniach KRRiTV i jej niekonstytucyjnej szefowej, Elżbiety Kruk. Za przedrzeźnianie głosu lektorki radia „Maryja", telewizja Polsat została ukarana ogromną karą finansową, radio TOK FM dwukrotnie dostało ostrzeżenie. Raz za rozmowy o seksie przedmałżeńskim, drugim razem za dowcipy o Lechu Kaczyńskim. Aż szkoda, że pani Kruk nie była szefową tej rady w czasie kampanii wyborczej. Z pewnością nałożyłaby karę na radio „Maryja" za wzywanie do zatopienia jednej z partii politycznych, z którą zresztą PiS, podobno chciał utworzyć koalicję rządową. Ostatnio zaś z pewnością udało jej się ocenzurować wszystkie media.

Otóż Jarosław Kaczyński powiedział, że PO, która przeciwstawia się wcześniejszym wyborom, stosuje „chamskie metody". Tę wypowiedź usłyszałem tylko raz jeden, w radiowej trójce, i nikt nigdy jej więcej nie powtórzył. Mało tego, nawet prasa, która zupełnie jej nie podlega, chyba ze strachu przed ptasią grypą, sama się ocenzurowała i nożyczkami powycinała niepochlebne bliźniakom strony. I kto tu jest tą słynną łże-elitą i lumpenliberałem, który wolność pojmuje jako wolność własną, a za jedynie prawdziwe słowa, słowa wypowiadane przez siebie?

Janusz Krakowian