Dziennikarz w „Wiadomościach" spokojnym głosem poinformował: „Na Podhalu pojawiły się ostatnio hordy zdziczałych psów. Zjawisko występuje w całej Polsce stanowiąc zagrożenie dla ludzi i zwierząt".
Użycie przez dziennikarza określenia „hordy zdziczałych psów" ma podkreślić wagę problemu i grozę faktu.
A może ta informacja powinna zostać przedstawiony w taki oto sposób:

W całej Polsce tak bardzo pogłębiła się bieda, że ludzie nie mają możliwości wykarmienia siebie i swoich rodzin. Masowo wyrzucają psy, które zgłodniałe łączą się w stada i w rozpaczliwym poszukiwaniu żywności stają się groźne. Tam, gdzie pojawiają się „hordy zdziczałych psów" rząd powinien niezwłocznie przeciwdziałać nędzy i bezrobociu...

No tak, ale „tam" oznacza „w całej Polsce".

Dobrze odżywionym, ciepło i elegancko ubranym, poruszającym sie w ekskluzywnych środowiskach redakcji dziennikarzom nie chce się, widać, łamać głowy nad zjawiskiem „hord zdziczałych psów", choć zapewne mają świadomość, że nie wzięło się ono znikąd i nie pojawiło się nagle jak np. anomalia pogodowa.

Jest efektem dziczenia hord ludzkich, które zmuszone są do bezpardonowej walki o przetrwanie, o zaspokojenie najbardziej biologicznej potrzeby, jaką jest jedzenie.

Pod lasem anten telewizyjnych na dachach domów w wielu polskich wsiach i miasteczkach panuje średniowieczna rzeczywistość. Ciemnota, analfabetyzm, choroby, brud, zło, przestępczość, przemoc, wyzysk. Biedacy wykorzystują biedaków. Strach przyznać się, że znalazło się dobre miejsce do żebrania w dużym mieście. Praca, stała praca, w agencjach towarzyskich jest przedmiotem dziewczyńskich modlitw. Młodzi chłopcy z powagą przygotowują swoje ciała do służby gangsterom lub homoseksualnym poszukiwaczom dworcowej miłości. Zazdroszczą życia rozwydrzonym „kibolom", „blokersom", których „wyczyny" oglądane w TV komentują: „za dobrze gówniarzom". Zazdroszczą więźniom więziennego dostatku.

„Każdy człowiek ma prawo do wyżywienia" - tak stanowi Deklaracja praw Człowieka Narodów Zjednoczonych. Żeby realizować w Polsce to prawo nie wystarczy kilkadziesiąt czy kilkaset akcji, których rezultatem jest głównie autoreklama „darczyńców", „dobroczyńców" i „filantropów" nie za swoje, a za nasze pieniądze. Żeby realizować w Polsce to prawo trzeba wpierw zrealizować inne prawo:

„Każdy człowiek ma prawo do pracy"

Do pracy godnej i godnie opłacanej, od której zapłaci państwu podatek, a nie haracz. Do pracy, która zapewni adekwatną do niej emeryturę. Do pracy, która zapewni dochody wystarczające na zaspokojenie podstawowych potrzeb jego i jego rodziny. Może nie aż w takim stopniu, jak wystarczają dochody polskich posłów, senatorów, ministrów, wyższych urzędników państwowych i samorządowych na zaspokajanie potrzeb ich rodzin. Ale przynajmniej na poziomie najskromniej wynagradzanych pracowników innych państw Europy.

Warto zapytać:

- jaką wielokrotność najniższej płacy powinien w Polsce otrzymywać poseł, senator, minister, czy inny wyższy urzędnik, żyjący z naszych pieniędzy- podatków płaconych również od rent i emerytur?

- jaka nadwyżka ponad to, co zdaniem rządzących ma wystarczyć emerytowi i przeciętnemu zatrudnionemu do życia, powinna trafiać do kieszeni polskich rządowych i samorządowych prominentów?

- za jakie szczególne zasługi ta nadwyżka się należy?

- czy wybory są drogą do przejęcia władzy w celu polepszania bytu i bezpieczeństwa narodu, czy po to by ten naród bezkarnie okradać?

- gdzie kończy się przyzwoitość władzy a zaczyna bezkarne żerowanie na narodzie?

Dane GUS:
W Polsce 20 milionów ludzi żyje w nędzy, w tym 6 milionów ludzi żyje w nędzy zagrażającej ich bytowi biologicznemu.

W Polsce grasują hordy zdziczałych psów.

Renata Rudecka-Kalinowska

Komentarze

pemba | 2006-04-01 09:22

Szanowna Autorka raczy uprawiac demagogię. Według danych statystycznych, na które się Pani powołuje średnia płaca wPolsce wynosiła w 1986 roku 20 dolarów. Dziś wynosi ok. 800 dolarów. Nawet typowa niska płaca (1200 złotych) to 400 dolarów. Przeza 20 lat srednia laca w Polsce liczona w dolaracj wzrosła 40 razy. Średnia płaca w Polsce jest 120 razy wyższa od typowego zarobku Hindusa lub 60 razy wyższa od typowego zarobku Chińczyka. W Polsce od bardzo wielu lat dokładnie nikt nie umarł z głodu. W Afryce umiera z głodu ponad milion ludzi rocznie. Poza tym: 20 mln ludzi w Polsce żyje ponizej "minimum socjalnego" a nie w nędzy. Minimum socjalne to jest z definicji "dolna granica dobrobytu" a nie granica nedzy. 6 milionów Polaków zyje ponizej granicy nedzy, a nie "w nędzy zagrażającej ich bytowi biologicznemu". Powołując sie na statystykę dobrze jest ją rozumieć.

pemba | 2006-04-01 09:26

To wszystko oczywiscie nie znaczy, że nie ma problemu. Ale nie można popadać w histerię. Wystarczy sie wybrac do Rosji, czy na Ukrainę by zobaczyć ilu ludzi bardzo by chciało zyć w "polskiej nędzy". O wycieczce do Pakistanu lub Bangladeszu nawet nie mówny.

mifin | 2006-04-01 21:49

Fakt, redaktor zamieszczający tekst musiał troche zaspać, bo jest trochę przerysowania w tej statystyce. Niemniej jednak nie sądzę, by to przeysowanie było aż tak dalekie, by uzasadniało ocenę za pomocą określeń typu "demagogia". Przykłady przeciwstawne tezom z artykułu równiez można byłoby w takim razie nazwać demagogią, bo dla porównań bardziej zasadne byłoby przywołanie takich krajów, jak Słowacja, Czechy czy Estonia. Podobne warunki, a jakie różnice.

mifin | 2006-04-01 21:53

Tak więc zbyt oszałamiajacego przegiecia w tej lekko uproszczonej statystyce raczej bym się specjalnie nie dopatrywał. Rozdźwięk pomiedzy milionami na skarju jeśli nie nędzy, to wegetacji i z drugiej strony wąska grupa o niebotycznych dochodach, dają podstawy twierdzeniom, że tzw. demokracja w wykonaniu polskim jest w istocie drapieżnym i nieracjonalnym systemem rodem z republik bananowych. Z pewnymi modyfikacjami - tu, na razie jeszcze, wolno o tym mówić. Choć już i teraz nie wszystkim.

MNurowski | 2006-04-01 23:14

Liczby i fakty to dobry sposób na poważną rozmowę o poziomie życia kiedyś i teraz. Dobry sposób, ale pod warunkiem, że "czarnorynkowego dolara" z 1986 roku w PRL nie porównuje się z "rynkowym dolarem" w 2005 roku w RP. Tymbardziej, że najbliższy przyjaciel "pemby" niejaki Krzysztof Łoziński uważa "Kontrateksty" za pismo elitarne.A może by tak przy butelce dobrego "Merlota" z rocznikiem statystycznym w ręku porozmawiać o minimum wiedzy ekonomicznej obowiązującej wśród współpracowników i czytelników "Kontratekstów".Mam komplet roczników statystycznych i stać mnie na butelkę, no może dwie...

pemba | 2006-04-02 09:00

Z rozmowy dwóch panów przy butelce raczej wiele nie wyniknie, ale pomysł zorganizowania dyskusji nad rzeczywistym miejscem Polski i Polaków w świecie jet bardzo dobry. Bo z jednej strony mamy prolblemy, jak ogromne bezrobocie, a z drugiej porównujemy się ciągle do najbogatszych i płaczemy, żeśmy biedni. Pod wzgledem PKB per capita Polska jest na 40 miejscu. Jest więc 39 państw, wktorych ludziom żyje sie lepiej (choć PKB per capita i dochody ludności to nie zupełnie to samo), ale jest i 160 państw, w których żyje się gorzej i to raczej dużo gorzej. Chińczyk (typowy) zarabia 11 USD miesięcznie. Hindus 5 USD a Indie wcale nie są najbiedniejszym krajem świata. Są mniej wiecej w połowie. Z drugiej strony taka publiczna dyskusja mogłaby nieco wyprostować pojecia, bo gdy słysze Leppera domagajacego się "wprowadzenia minimum socjalnego" - pojęcia statystycznego - i widzę premiera, który wyraźnie nie wie, co to znaczy, to mi ręce ...

pemba | 2006-04-02 09:10

... to mi ręce opadają z szelestem. To tak jakby ktoś domagał sie wprowadzenia liczby pi, kąta prostego albo sinusa 45 stopni. Nad organizacją dyskusji pomyślę. I jeszcze ciekaswostka socjologiczna: mieszkańcy wszystkich państw świata, łącznie z USA, Japonią, Singapurem i Hong Kongiem, deklarują w badaniach ankieterskich, że zarabiają za mało.