Tragedia w Katowicach to sprawa jedna. Zaangażowanie mediów w przekazach z miejsca zdarzenia, to sprawa druga. Nikt nie wątpi w to iż jest to jedna z najczarniejszych tragedii w Polsce od czasu katastrofy „Kopernika" i wybuchu w warszawskiej „Rotundzie".
Nikt też nie wątpi w przejaw fali ludzkiego współczucia; ta zawsze się budzi wtedy kiedy jest już po zdarzeniu...
Mnie zastanawia fakt inny, a mianowicie rola tych wielkich mediów, które na co dzień prześcigają się w podawaniu sensacyjnych wiadomości - „...jako pierwsi jesteśmy na miejscu morderstwa..., jako pierwsi podajemy prawdziwe fakty..." I tym podobne frazesy. Zastanawia mnie fakt znaczeniowy tej mantry. (?)
Codziennie, z winy drugiego człowieka, giną w Polsce setki osób. Wypadki samochodowe spowodowane nadmierną prędkością na kiepskiej nawierzchni i jazdą po pijaku, zabójstwa, brak należytej opieki medycznej - odmowa udzielenia pomocy choremu i wiele innych. Jednakże te informacje zasługują jedynie na pojedynczy sygnał większy, mniej czy bardziej sugestywny, nagłówek newsa, i tyle.
Nie pojawia się przy okazji tych codziennych tragicznych zdarzeń choćby cień współczucia - wręcz przeciwnie, tu media upatrują swoją popularność wietrząc wielką sensację. Nikt nie przyodziewa się na czarno, nikt nie ogłasza żałoby - choćby na pięć minut. Nikt nie pochyla głowy nad rodzinami ofiar.
Emocjonalne pompowanie ciśnienia i brak rzetelnej chłodnej kalkulacji tego co się zdarzyło potwierdza jedynie fakt manipulacyjnej roli mediów.
- Przekaz na żywo. Dziesiątki razy powtarzane te same ujęcia, te same wypowiedzi i szukanie sensacji, aby jako pierwsi dotrzeć do najbardziej bulwersującej wypowiedzi czy ujęcia.
Mimo czerni kiru w jaki oblekły się największe polskie media wyczuwalna jest - płytko przykrytą powłoką obłudy - wszędobylska sensacja, która żywi się na ludzkiej tragedii jaka może zdarzyć się w każdym miejscu i o każdej porze...

Marek Olżyński


Od redaktora: Całkowicie zgadzam się z przedmówcą. Pogoń za sensacją potrafi kreować obraz całkowicie nieprawdziwy. Katastrofa w Katowicach, choć niewątpliwie tragiczna, nie jest wbrew niektórym komentarzom ani pierwsza ani największa w Polsce. Poza wymienionymi już przez autora katastrofami w Rotundzie i rozbiciem się samolotu „Kopernik", mieliśmy jeszcze katastrofę innego samolotu Ił-62 (rok wcześniej niż „Kopernik"), zatoniecie promu „Heweliusz" i pożar w trójmiejskiej dyskotece. Być może było takich katastrof więcej, tylko o nich nie wiemy, lub nie pamiętamy. Zjawisko, o którym pisze Marek Olżyński wynika z pewnej brzydkiej dziennikarskiej maniery opatrywania „newsów" prywatnym wstępem podkręcającym sensację. I tak słyszymy w telewizji (i nie tylko), że obecna zima jest wyjątkowo ostra, choć nie jest ona niczym szczególnym w naszym klimacie. Słyszymy przed informacją o jakimś wybryku „wstępik": „brutalność młodocianych przestępców lawinowo rośnie", choć nie jest ona większa niż 10, 20 i 100 lat temu. Słyszymy o ciągłym „lawinowym wzroście rozzuchwalonej przestępczości", choć nasz kraj ma jeden z najniższych wskaźników przestępstw w stosunku do liczby mieszkańców na świecie, a w dodatku obecnie wskaźnik ten maleje. Słyszymy, że „ciągle rośnie agresja uczniów wobec nauczycieli", co jest kompletna bzdurą, bo nic tu nie rośnie i od setek lat jest tak samo.

Szanowni koledzy dziennikarze, czy naprawdę trzeba ubarwiać rzeczywistość? Czy katastrofa w Katowicach nie jest wystarczająco tragiczna bez „podkręcania"?

Krzysztof Łoziński