Minęło kilka tygodni i w zawierusze parlamentarno-koalicyjnej już mało kto pamięta „skok na media" (czy raczej jego pierwsze niewinne początki) jakie zafundowali nam miłościwie panujący.

Pomysł pełnej kontroli mediów nie tylko nie jest niczym nowym, ale też metody jego realizacji przypominają stosowane przez tak zwaną lewicę po wygranych wyborach w 1993 i 2001 roku. Przyzwyczailiśmy się do mediów opanowanych przez wasali SLD, przesiąkniętych polityczną lewicową poprawnością.

Problem - moim zdaniem - jednak nie leży w samym obsadzaniu stanowisk i próbach tworzenia prawa mającego na celu „dyscyplinowanie" środowiska dziennikarskiego. Główny problem nie leży nawet w kwestii tworzenia nowych służalczych kadr dla panującego układu. Dramatem staje się opanowywanie mediów przez nowy fundamentalistyczny paradygmat kultury.

W tym kontekście nie zgadzam się z twierdzeniem, że ani toruńska rozgłośnia, ani jej dyrektor nie stanowią realnego zagrożenia polskiej demokracji i z trudnością wypracowanych, jeszcze niepełnych standardów liberalnych. Zwłaszcza, że katolicki głos w naszym domu coraz bardziej wpływa na oficjalny kurs rządzących także w zakresie kreowania polityki kulturalnej. Odnoszę wrażenie, że wiele publikacji, w tym zwłaszcza niektóre artykuły jednego z największych polskich dzienników, starają się ukazać twórcę telewizji Trwam jako w zasadzie niegroźnego, skoncentrowanego jedynie na sprawach wiary zakonnika.

Podobne bzdury coraz częściej przyczyniają się do bagatelizowania niebezpieczeństwa wypłukiwania „z siłą wodospadu" resztek istoty szarej moherowych mózgów. Ten sposób myślenia staje się też coraz bardziej powszechny także wśród nie zakutych do niedawna w moherowy hełm. Od kilku miesięcy co pewien czas publikowany jest jakiś tekścik czy wywiadzik, w którym co lepszy fachman opowiada natchnione bzdety a to o społecznej misji, a to o jednoczeniu środowisk... i tylko paraliżuje strach przed społeczeństwem, które takich redaktorków (od dzienników poprzez tygodniki do miesięczników - nazw nie wymienię, by nie stać się pierwszym, na którym przetestowane będą dwudziestoczterogodzinne sądy) nobilituje.

Uaktywnił się ostatnio także niejaki T. bełkoczący swą niezmienną transcendentną tandetę, począwszy od new age do ultra fundamentalizmu. Z przerażeniem przeczytałem, że jest on typowany na nowego ministra „od kultury". Tylko całkowitym wypraniem z wszelkich humanistycznych wartości usprawiedliwić można fakt, że jak dotąd liberalne medium staje się - głosząc podobne brednie - tubą propagandową ekstremy.

Strach się bać. Obawy przed nową kulturalniejszą jeszcze przyszłością potęgują wypowiedzi w stylu: „jak płacę podatki, jak kultura utrzymywana jest z moich podatków, to nie powinno być możliwe aby artysta tworzył coś, co jest niezgodne z moimi zasadami". Podobną wypowiedź padła z ust kolejnego redaktorka a podchwyciły ją prawie wszystkie serwisy telewizyjne.

O zgrozo. Czy oznacza to, że teraz każdy płacący podatki, nawet całkowicie niewykształcony kulturalnie burak będzie mógł stać się krytykiem? Będzie mógł podważać sens i wymowę dowolnego dzieła sztuki (nawet pomijając już fakt, czy dane będzie z górnej czy z trochę niższej półki). Czy oznacza to, że całą nową polską kulturę, nową prasę, nowe media opanuje pełna poprawność polityczna względem kilku oszołomów, nie dających sobie rady z percepcją współczesności? Czy każdy, za pomocą kilku bredni byle owiniętych w majestat Boga, będzie mógł wpłynąć ograniczenie niewygodnemu twórcy czy dziennikarzowi dostępu do odbiorcy? Obawiam się, że tak. I nic nie pomoże wyróżnianie nawet najbardziej prestiżowymi międzynarodowymi nagrodami polskich artystów, jeśli nie będą oni tworzyć w sposób zrozumiały dla przeciętnego Kowalskiego, dla przeciętnych mas.

Czy taka sytuacja nie przypomina najbardziej ortodoksyjnych lat socrealizmu?

Aleksander Żołnierski

Komentarze

MNurowski | 2006-01-21 20:49

"...nowy fudamentalistyczny paradygmat kultury.""...wypłukiwania "z siłą wodospadu" resztek istoty szarej moherowych mózgów".Co za niezrównana stylistyka, co za głębia myśli.I to wszystko pod wytwornym tytułem: :"Rewolucja anty-kulturalna czyli za burakiem rzepa."Całość ma służyć unicestwieniu PIS-u, Telewizji Trwam, Radia Maryja itd. Już widzę rozradowaną twarz o. Rydzyka jak mu ktoś pokaże takie arcydzieła głębokiej myśli i wspaniałej polszczyzny.

AleksanderZolnierski | 2006-01-22 10:39

Zdaje się, że nie zrozumieliśmy się, dlatego jeszcze raz powtórzę: nie jest niczym dziwnym, że zmienia się obecnie kierownictwo i nadzór nad kulturą i mediami (zresztą najwyższy czas na zmianę zasiedziałej tam czerwonej w większości ekipy), problem w tym, że część bezstronnych – jak dotąd – mediów za cel stawia sobie zmianę dotychczasowych poglądów i staje się bardziej radiomaryjna od samego RM

starywiarus | 2006-01-22 12:44

Bardzo przepraszam autora, ale czy gdzieś w kamieniu jest moźe głęboko wyryte, tylko ja znaleźć tego nie potrafię, albo przez wlasne lenistwo i nieuwagę przeoczyłem, że prostytucja medialna moźe istnieć wszędzie, tylko nie w Polsce?