Trwająca od wczoraj (11 stycznia) awantura w sejmie zmierza w niewiadomym kierunku, wiec na razie wstrzymam się od komentarza. Przedstawię tylko sekwencje zdarzeń a wnioski zostawiam czytelnikom.

1. Rano 11 stycznia (środa) ukazuje się w dzienniku „Rzeczpospolita" sondaż, z którego wynika, że gdyby wybory odbyły się obecnie, PiS zyskałby ogromną przewagę w sejmie i mógłby rządzić samodzielnie.

2. Liderzy PiS z całą pewnością czytali sondaż i prawdopodobnie postanowili działać.

3. Marek Jurek (PiS) odwołuje wyjazd na Litwę, by prowadzić obrady sejmu.

4. PiS zgłasza w sejmie rządową autopoprawkę do budżetu. Może to spowodować opóźnienie prac nad budżetem, a jeśli budżet nie zostanie uchwalony do 19 lutego, to prezydent może rozwiązać parlament i ogłosić nowe wybory.

5. Lider LPR i marszałek sejmu zarazem, Marek Kotlinowski zgłasza wniosek o skrócenie prac sejmu nad budżetem i głosowanie już w sobotę 14 stycznia (następnie budżet musi przyjąć senat i ponownie zatwierdzić sejm wraz z poprawkami senatu - czasu jest mało).

6. Marszałek sejmu Marek Jurek z PiS odmawia przegłosowania wniosku. Posłowie tupią i gwiżdżą.

7. Wszystkie partie poza PiS przygotowują wnioski o odwołanie Marka Jurka z funkcji marszałka sejmu.

8. Marek Jurek ogłasza przerwę i przekazuje prowadzenie obrad Markowi Kotlinowskiemu, sam ma udać się na rozmowę z prezydentem Kaczyńskim.

9. Po przerwie sejm wznawia obrady a Marek Kotlinowski ogłasza głosowanie nad wnioskiem, którego głosowania odmówił Marek Jurek.

10. Pod nieobecność większości posłów PiS (którzy zwyczajnie zlekceważyli obrady i nie docenili przeciwnika) sejm przyjmuje wniosek ogromną większością głosów (obecność posłów PiS-u wiele by nie zmieniła, wniosek i tak by przeszedł).

11. Na salę wraca Marek Jurek i usiłuje przerwać obrady, by nie dopuścić do ogłoszenia wyników głosowania. Marek Kotlinowski nie wykonuje jego polecenia i ogłasza wyniki.

12. Jarosław Kaczyński umawia się z Donaldem Tuskiem na rozmowę na temat koalicji na czwartek 12 stycznia (dziś) o godzinie 10 rano.

13. Jeszcze wieczorem w środę (11 stycznia) LPR i Samoobrona proponują PiS-owi koalicję.

14. W czwartek 12 stycznia rano marszałek Marek Jurek wznawia obrady sejmu starając się nie dopuścić do głosu nikogo poza posłami PiS. Wstrzymuje też prace wszystkich komisji sejmowych (co może opóźnić przyjęcie budżetu) i ogłasza przerwę do popołudnia.

15. Jarosław Kaczyński mówi prasie, że głosowanie nad budżetem w sobotę 14 stycznia „jest nierealne" mimo uchwały sejmu.

Tyle na chwile obecną. Igrzyska trwają.

Według konstytucji, prezydent może rozwiązać sejm i ogłosić nowe wybory, jeśli sejm w terminie nie uchwali budżetu. W intencji ustawodawcy ma to być zabezpieczenie przed pogrążeniem się kraju w nierozwiązywalnym kryzysie. Nie miało to być jednak narzędzie do rozwiązywania sejmu, gdy ma się szanse na lepszy wynik w przedterminowych wyborach. Konstytucja chyba nie przewidziała celowego niedopuszczenia do uchwalenia budżetu w terminie, po to, by zerwać sejm.

Krzysztof Łoziński

PS. Według najnowszych wieści, posiedzenie sejmu zostało odroczoe do 25 stycznia. Szanse na uchwalenie budżetu są bliskie zera.

Komentarze

MNurowski | 2006-01-12 18:24

"Chleba nie ma, są igrzyska" to tytuł tekstu K.Łozińskiego. Taki tytuł to naprawdę igrzyska. Otóż Panie Krzysztofie z chlebem jest nienajgorzej. Gospodarka jest w niezłym stanie i rozwija się coraz szybciej. Chwała Bogu nasza gospodarka jest coraz bardziej odporna na wszelkie igrzyska.

mifin | 2006-01-14 09:16

Otóż to!Gospodarka nasza ma się wspaniale, a może nawet jeszcze lepiej. Wciąż w niepohamowanym rozpędzie, więc jakieś grymasy to tylko zwykłe malkontenctwo. Chleba ci u nas dostatek, wszelakiego dobra ponad miarę i tylko tych parę milionów obywateli RP jakoś nie chce dostrzec prawd oczywistych. Ale to pewnie ten odłam zwany "cemnym ludem", a na dodatek jeszcze najwyraźniej niedowidzący. Może z niedożywienia...?

MNurowski | 2006-01-14 22:09

Drogi "mifinie", po pierwsze, uwielbiam pisanie w konwencji, którą Francuzi nazywają "persiflage. Po drugie, o gospodarce wypowiadam sie na ogół na podstawie danych statystycznych(niekoniecznie GUS-owskich, mamy już w internecie dostęp do Eurostatu i nie tylko). Z tych danych wynika np., że mamy nie tylko rekordowe w UE bezrobocie i 700 tys. dzieci chodzących do szkoły bez śniadania. I tak w ogóle ze cztery razy jesteśmy biedniejsi od Niemców.Z tych danych wynika również, że gospodarka rozwija się pomyślnie, że np. PKB w ostatnich 15 latach powiększył się sześciokrotnie i teraz też nieźle rośnie. Rozwija się jak nigdy dotąd eksport.Po trzecie, nie czuję się odpowiedzialny za to, drogi "mifinie", że wymarzona przez miliony rodaków gospodarka rynkowa( rodzimy kapitalizm) przyniosła dostatek jednym i biedę drugim.Ale to już temat na inną okazję.

mifin | 2006-01-15 12:44

Ja zaś uwielbiam wszelkie diagnozowania i opisy rzeczywistości przy wykorzystaniu tak doskonałego instrumentu, jakim jest statystyka. Dzięki niej można utopić człowieka w jeziorze o głebokości - statystycznie rzecz biorąc - 10 centymetrów, a płace realne rosną, bo ogólnie następuje generalna obniżka cen dzięki potanieniu lokomotyw. Ćwiczyliśmy to już za czasów nieodżałowanej pamieci Edwarda G. Z tego okresu pochodzi znane powiedzenie: "Chciałem dobrze, nie wyszło"...Wninnymi obrazu rodzimego kapitalizmu są, oczywiście, ci wszyscy, którzy nie znają zasady "pecunia non olet" oraz parę milionów innych, którzy nie chcę być kapitalistami z czystego lenistwa względnie głupoty. Wystarczy wszak chcieć i wszystko każdy może zrobić. Mamy nieograniczone możliwości. Wszyscy, rzecz jasna.

MNurowski | 2006-01-15 20:10

Poddaję się. Nie potrafię uczęstniczyć w takim dyskursie.

prachtan | 2006-01-16 15:04

Igrzyska są i rzeczywiście mogą rajcować widownię. I chleb do tego nic nie ma, bo jeśli czegoś w tym - lub obok - tego spektaklu nie ma, to umiarkowania i przyzwoitości. Politycy kopią swoją gałkę, każdy na własnym polu i zerkają, czy mieszczą się w kadrze. Statystyka rzecz poważna, nie dla polityków jednak, którz albo jej nie czytają, albo fałszują, albo zwyczajnie z nią się nie liczą. Pewnie dlatego włąśnie takie obserwujemy igrzyska przy okazji układania budżetu, który pewiem wpływ na kategorię "chleb" mieć będzie.

mifin | 2006-01-18 09:26

"Pewien wpływ" i ulubiona przez niektórych statystyka: "W ciągu czterech lat liczba Polaków, którzy żyją za mniej niż dwa dolary dziennie , wzrosła prawie o pół miliona - z 760 tys. w 1998 r. do 1,2 mln w 2002 r. W tym samym czasie z 23 do 27 proc. wzrósł odsetek Polaków żyjących za mniej niż 4,3 dolara dziennie" (...) GUS, który za granicę ubóstwa przyjmuje dochód ok. 370 zł miesięcznie na osobę, podaje, że w 1998 r. takich osób było w Polsce 5,6 proc., a w 2002 r. - już ponad 11 proc.(...)" - To Raport Banku Światowego i dane mają tendencje zwyżkową.