Pozwoliłem sobie na przypomnienie historii Andrzeja Marka dziennikarza, Redaktora naczelnego „Wieści Polickich” który został skazany na karę więzienia za kilka słów prawdy. Wkrótce ma pójść do więzienia za to tylko, że nie przeprosił umoczonego urzędnika z Polic. Prezydent Kwaśniewski nie skorzystał z aktu łaski dla dziennikarza, być może uznał, że trzy miesiące zlecą jak z bata strzelił. Wolał ułaskawić inne osoby, w tym przyjaciela Sobotkę, którego syn był osobistym ochroniarzem prezia.

Przypominam tę historię albowiem ma ona bardzo wiele wspólnego z naszym Starogardzkim światkiem władzy samorządowej i sądowniczej. Czytelnikom zwracam uwagę na te części artykułu „Dziennikarz do więzienia” autorstwa Witolda Bachorza, które nawiązują do układów jaki panują w urzędzie w Policach, do bezprzetargowych zleceń, zajmowanie stanowisk pomimo braku kwalifikacji, itp.


Proszę sobie porównać, jak bliźniaczo podobnie wygląda sprawa w Urzędzie Miasta Starogard Gdański, jak identycznie wręcz ma się to w odniesieniu do Starostwa Powiatowego.


Na ten temat napisałem kilkadziesiąt artykułów, złożyłem kilka zawiadomień do prokuratury i ABW. Kilka śledztw umorzono, niektóre podjęto od nowa, a inne trafiły do sądu z oskarżenia publicznego (sic).


Za to wszystko miałem zostać „nagrodzony”.  Miało to zostać pięknie uwieńczone zwycięstwem wymiaru sprawiedliwości nad złym dziennikarzem, który odważył się władzy spojrzeć na ręce, a czasem i gdzie indziej... Sięgnięto po komunistyczny przywilej dla władzy w postaci art. 212 kk. 


Przed oblicze Sądu Rejonowego w Starogardzie Gdańskim II Wydział Karny, mnie – autora licznych publikacji o przestępczej roli kilku lokalnych urzędników i polityków  wspieranych przez wymiar sprawiedliwości, o korupcji i łamaniu prawa, o ustawianiu przebiegu sesji, przywiódł nie kto inny jak sam  Przewodniczący Rady Miasta (były towarzysz wicewojewoda gdański lata 1980-85?) Stefan Milewski. Tu w tym sądzie, równo rok temu, Sąd Rejonowy w Starogardzie Gd. uznał się za niewłaściwy miejscowo i rzeczowo. Sprawę - z oskarżenia prywatnego- przekazano do rozpoznania w Sądzie Rejonowym Gdańsku.  Wcześniej, tu w Starogardzie, próbowano ustalić dla mnie wyrok za zniesławienie art. 212 kk pomimo, iż SR w Starogardzie był sądem niewłaściwym miejscowo.


Historia podobna do tej z Polic? Niech Czytelnik sam sobie odpowie na to pytanie.


Dziennikarz do więzienia http://www.pomorzezachodnie.pl/opcja/73/news/254.dhtml


W dniu wczorajszym (28 -12-05) wyznaczony został kolejny (było ich już chyba z dziesięć?) termin na 10 lutego 2006 r. Sąd Rejonowy w Gdańsku , ul. Nowe Ogrody 30/34, godzina 12:00 sala nr 243. Zapraszam.


Marek Olżyński


29 grudnia 2005, Starogard Gd.


Od redakcji: tekst zawiera pewne nieścisłości. Andrzej Marek nie został skazany „za napisanie prawdy”, lecz za odmowę wykonania wyroku sądu, który uznał, że ta „prawda” jednak nią nie jest. Nie mniej jednak autor ma rację, że według standardowe nowoczesnego państwa prawa i demokracji pewne artykuły kodeksu karnego, takie jak „obraza naczelnych organów państwa”, czy „obraza uczuć religijnych” nie powinny w ogóle istnieć. Są to relikty totalitarnego systemu. W państwie demokratycznym od wszelkich „obraz” są sądy cywilne a sprawy wnosi się z powództwa prywatnego.

Komentarze

mifin | 2006-02-12 19:48

Cały dowcip polega na tym, że treść przepisu art. 212 KK daje możliwość wniesienia oskarżenia prywatnego BEZ konieczności udowadniania swoich twierdzeń, natomiast art. 24 KC, który w takich wypadkach powinien być stosowany, wymaga - zgodnie z regułami Kodeksu Cywilnego - udowodnienie faktu, z którego strona wywodzi skutki prawne. I to leży pies pogrzebany. Wnieść oskarżenie i niczym się nie przejmować, niech sądy doszukują się tzw. prawdy obiektywnej, a wnieść oskarżenie i samodzielnie musieć skonstruować linię dowodową, to są dwie różne sprawy. Stąd tak kurczowo "władza" trzyma te "ubeckie" przepisy, jako niezwykle wygodne dla każdego upapranego w różne machlojki urzędnika.