Wczoraj w sejmie mieliśmy obraz działań mocnego i stabilnego rządu, który przegrał dwa ważne głosowania. Stało się tak na własne życzenie PiS. Okazało się, że straszak w postaci wcześniejszych wyborów przestał działać. Oskubywane z elektoratu przez PiS, Samoobrona i LPR zauważyły, że stałe wspieranie tego rządu im się po prostu nie opłaca, więc przystąpiły do ofensywy. Szczególnie mocno zaatakowała Liga. To dla niej PiS okazał się największym zagrożeniem. Teraz próbuje odzyskać utracone pole. Ich sztandarowa ustawa o „becikowym”, też została uchwalona w jej wersji. Teraz PiS zrzuca winę na PO, za to że ta poparła tę ustawę.

Zawsze twierdziłem, że nigdy nie należy oszukiwać, nawet w kampanii wyborczej. Teraz inni muszą wyręczać PiS w spełnianiu obietnic wyborczych. Wszak ta partia podczas kampanii wyborczej miała dla każdego coś miłego. Obwinianie Platformy i zrzucanie na nią winy za sypiący się budżet, zarzucanie jej braku rozsądku, jest wyrazem słabej pamięci i braku dobrego wychowania. Rozsądnym trzeba było już być podczas kampanii wyborczej. Za ówczesny brak rozsądku przyjdzie teraz PiS-owi płacić rachunki. Nie rozumiem zupełnie, dlaczego partia, z której PiS uczynił podczas kampanii wyborczej największe zagrożenia dla kraju, którą straszył dzieci drogimi zabawkami a rodziców widmem głodu, po wyborach miałaby go teraz wspierać. Na co bracia Kaczyńscy liczyli? Na to, że można opluwać ewentualnych koalicjanntów, zarzucać im brak programu, wzywać na pomoc Wehrmacht, byleby, za wszelką cenę zwyciężyć? Teraz zaś powiedzieć: właściwie nic się nie stało, kampania wyborcza ma swoje prawa?


O to chodzi, że się stało. Niewybredny atak PiS na Platformę w czasie kampanii wyborczej spowodował spadek notowań obu partii. Najlepszy dla obu tych partii sondaż, dawał im łącznie 368 mandatów w sejmie. Wtedy można byłoby zmieniać i konstytucję i kraj na lepsze. Ogromna pazerność na władzę sprawiła, że to jest nie możliwe. Być może taki był właśnie plan braci Kaczyńskich. Doprowadzić do sytuacji, w której mogliby mieć wybór, rządzić z PO lub z innymi partiami. Nic by tu nie zmieniło nawet niewielkie zwycięstwo wyborcze Platformy. Mało tego. Uważam, że wtedy PO byłaby w dużo gorszej sytuacji. Łatwiej byłoby ją zatopić. Dziś, z perspektywy czasu, widać wyraźnie, że koalicja z Platformą nigdy nie była przez PiS rozważana poważnie. Wybory prezydium sejmu i senatu, niechęć do Komorowskiego i Niesiołowskiego, to tylko preteksty i próba wskazania na PO, jako winnej braku koalicji.


Tak naprawdę żaden poseł Platformy nie mógł zostać marszałkiem sejmu. On by nie dopuścił do ekspresowego tempa uchwalania ustaw dających PiS pełnie władzy nad mediami i Warszawą. Jeżeli jeszcze kiedyś zobaczymy szczególny pośpiech przy uchwalaniu ustaw, możemy być pewni jednego. Nie będzie to ustawa prostująca prawo lub ułatwiająca działalność gospodarczą. Będzie to ustawa poszerzająca władzę PiS nad naszym krajem. Gdy zaś chodzi o odwoływanie się polityków PiS do rozsądku Platformy, to chyba nie ma takiej potrzeby, bez wcześniejszego odwołania się do rozsądku własnego. Nie może bowiem być takiej sytuacji, gdy ustawy utrwalające monopol PiS na władzę, partia ta będzie uchwalała razem z Ligą, PSL i Samoobroną, zaś gdy będzie chodzić o ratowanie budżetu będzie się odwoływać do rozsądku PO.


Warto w tym miejscu przypomnieć jak skończyła partia, do niedawna uważana przez większość publicystów i mediów, za bardzo odpowiedzialną i rozsądną. Gdyby dziś PO podzieliła jej los, mielibyśmy recydywę socjalizmu pewną jak w banku. Ci, którzy uwierzyli, że Platforma opróżni ich lodówki, już przekonują się, że PiS wyłączył im prąd i w lodówce zgasło światło. Nie będzie więc widać kto opróżnia ich lodówki. Bez koalicjanta, trudniej będzie zrzucić winę na kogoś innego. Tego bracia chyba nie wzięli pod uwagę.


Janusz Krakowian<?xml:namespace prefix = o ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:office" />