Podczas ostatnich dni prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, przez media przetoczyły się różne opinię na temat jej jakości. Nie chcę się wdawać w jej ocenę, ale odwołam się do jednej opinii wygłoszonej przez posła Samoobrony, chętnie także wygłaszanej przez innych. Otóż poseł ten stwierdził, że ustępujący prezydent zbyt rzadko sięgał do inicjatywy ustawodawczej, bo sam zgłosił jedynie 46 projektów ustaw, co na dziesięć lat prezydentury jest ilością zbyt małą. Nie mam tu zamiaru bronić byłego prezydenta, nigdy nie byłem jego zwolennikiem, ale myślę, że nie jest rzeczą najważniejszą ilość ustaw uchwalanych przez sejm, bo od niej ważniejsza jest jakość. A jaka jest jakość stanowionego w naszym kraju prawa przekonują się codziennie zwykli obywatele, których to prawo dotyka.

Poprzedni parlament, w odróżnieniu zresztą od byłego prezydenta, ustaw uchwalił bez liku. A że większość z nich nie ma sensu, jedna przeczy drugiej lub po prostu są niewykonalne a ogólnie zaśmiecają one tylko system prawny, czyniąc go zupełnie niezrozumiałym i niewydolnym, tym bardziej, że ze świecą można szukać tekstów jednolitych tych ustaw, jako że większość z nich to nowelizacje. W tej twórczości parlamentarnej, zdarzają się nawet takie kwiatki, że w jednej ustawie zawarte są artykuły wzajemnie się wykluczające (Prawo Telekomunikacyjne, gdzie wg jednego artykułu tzw. bilingi można dostać za darmo, a wg innego trzeba za nie zapłacić).


Ale czy to kogoś z ich autorów obchodzi? Obchodzi natomiast obywateli, którzy w tym gąszczu przepisów muszą się poruszać i ich przestrzegać pod groźbą kary, w odróżnieniu od urzędników, którzy przepisów znać nie muszą, w związku z tym mogą się mylić. W tej sprawie dysponuję nawet jako dowodem, uzasadnieniem umorzenia śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień przez urzędników Starostwa Powiatowego w Częstochowie. Według tego uzasadnienia, urzędnik się pomylił, bo nie znał nowego przepisu prawa.


Tymczasem nowy parlament, zaczął jeszcze lepiej od poprzedniego. Nie o ilość tym razem chodzi, chociaż w pewnym sensie także. Nowy parlament, pod wodzą nowego marszałka, rozpoczął całkowicie nowy model przyjmowania prawa w Polsce. Otóż uchwala on ustawy w podwójnej wersji (np. dwie ustawy o „becikowym”). Jak w kampanii wyborczej. Dla każdego coś miłego. Do całego tego galimatiasu dołączył i rząd, który pozbył się już pierwszego ministra. Co prawda pan premier oświadczył, że on zna już nazwisko jego zastępcy, ale naród nie jest godzien go poznać. Swoją drogą ciekaw jestem, kto panu premierowi to nazwisko podał. Pan prezydent, pan prezes czy też może ojciec dyrektor. Zapewne to nazwisko zostanie ogłoszone na falach Radia Maryja, skłonny więc jestem postawić raczej na ojca dyrektora.


Zamiast brać się skutecznie za naprawę prawa w Polsce, bo od tego trzeba zaczynać naprawę Rzeczypospolitej i to bez względu na jej numer, PiS w podziwu godnym tempie, forsuje ustawy mające dać mu monopol władzy. Dochodzi do tego, że posłowie udający się na posiedzenia plenarne sejmu, nie wiedzą, czym na tym posiedzeniu będą się zajmować, bo nie wiadomo na jaki pomysł wpadną bracia Kaczyńscy. Tego jeszcze nie było. Tymczasem karuzela się kręci a społeczeństwo, coraz bardziej rozczarowane i zdegustowane odwraca się od swojego (czy aby na pewno swojego?) państwa.


Janusz Krakowian

Komentarze

mifin | 2006-01-16 11:35

Poprawianie prawa to tylko jedna strona medalu. Ważna, może i nawet najważniejsza, ale tempo prac przeróżnych i składy personalne tych "poprawiaczy" raczej optymizmem nie napawają. A co z tym prawem, które istnieje tu i teraz? Jego nieegzekwowalność, będąca de facto zjawiskiem powszechnym daje podstawę do pesymizmu w stosunku do procesów naprawy prawa. Co z tego, że nawet i zostanie poprawione, skoro i tak nie jest egzekwowane? Na poprzedniej stronie jest coś o tym. Żadna ustawa, choćby najdoskonalsza nic nie zmieni, jeśli nie będą przepisy tej ustawy egzekwowane zgodnie z intencjami ustawodawcy lub też będzie to doskonałe prawo działac wybiórczo - inaczej dla obywatela, inaczej dla organów władzy. Konstytucja zawieszona na kołku.