Czy bracia Kaczyńscy pójdą w ślady Łukaszenki?

Poczynania nowej ekipy rządzącej coraz częściej zaczynają przypominać pomysły obalonych (między innymi przez nich) komunistów. Oto ideologia przeważa nad ekonomią, minister spraw wewnętrznych straszy strajkujących lekarzy sankcjami karnymi i karnym poborem do wojska, w sejmie bitwa o zmianę prawa, tak aby utrzymać swoich ludzi we władzach Warszawy po odejściu Lecha Kaczyńskiego na stanowisko prezydenta kraju. Wtórują temu głosy, że trzeba ukrócić dziennikarzy, bo piszą nie tak, jak by władza chciała, zmiany w ustawie medialnej to aż trzy elementy znane nam z poprzednich czasów: skok na media, skok na władzę i skok na wolność słowa. Gdzieś w tle tego wszystkiego łatwo wyczuwalna a znana ze wszystkich reżimów komunistycznych, niechęć do inteligencji.


Co się takiego stało Lechowi i Jarosławowi Kaczyńskim, dawnym działaczom Solidarności, podziemia, wolnych związków zawodowych, uczestnikom obrad Okrągłego Stołu? Czemu zaczynają robić to, co przedtem całe życie zwalczali? Czyżby chcieli zbudować nową dyktaturę?

Ja będę lepszym tyranem


Nasuwa się skojarzenie z historią zupełnie innego kraju – Chin. Od 23 wieków rządziły tam kolejne cesarskie dynastie, a po obaleniu cesarstwa, komuniści zbudowali państwo, które swoją strukturą, koncepcją władzy, stosunkami społecznymi, żywcem przypomina kolejną cesarską dynastię, niemal nie różniącą się od poprzednich. Dlaczego? Dlatego, że nie znali innych wzorców rządzenia. Przez wieki wybuchały w Chinach chłopskie powstania przeciw „złym cesarzom”, obalały ich i ustanawiały swoich „lepszych cesarzy”, którzy robili dokładnie to samo, co ich poprzednicy.


I tu wracamy na grunt polski. W szeroko rozumianym ruchu Solidarności były dwie dominujące koncepcje przyszłych przemian ustrojowych. Pierwsza grupę stanowili ludzie, którzy chcieli fundamentalnych zmian: demokracji, praworządności, wolnego rynku, wolności słowa i wolnych mediów. Drugą, do której należała znakomita większość dzisiejszych działaczy PiS, w tym bracia Kaczyńscy i Ludwik Dorn, to byli ludzie, którzy chcieli lepszego socjalizmu pod własnym przewodem.


Nie imputuję im złej woli, nie o to chodzi. Oni po prostu, jak ci chińscy powstańcy, nie znali innych wzorców. Żyli w zamkniętym kraju, przeciw któremu się buntowali, ale bez głębokiej analizy przyczyn niezadowolenia. Większość tych ludzi nie bywała za granicą, z wyjątkiem KDL-ów, nie rozumiała zachodniej liberalnej ekonomii i zachodniego liberalnego prawa (bracia Kaczyńscy są profesorami prawa, ale prawa PRL). Znaczna część z nich do dziś nie zna angielskiego, a po rosyjsku raczej trudno było o nowoczesnym państwie poczytać. Powiedzmy otwarcie – ci ludzi są po prostu niedokształceni w zakresie dziedzin, którymi się teraz zajmują, w polityce i gospodarce.


Przejęty od komunistów jest nawet ich stosunek od liberalizmu, który jawi im się jako synonim wszelkiego zła, jakiegoś mistycznego demona, czy czarnego luda, którego nazwy używają jako epitetu, bo nawet nie bardzo ją rozumieją. Lech Kaczyński często na przykład mawia o „liberalnej ideologii łagodnego karania”, czyli o czyś, co w realnej rzeczywistości w ogóle nie istnieje. Liberalizm nie ma nic wspólnego z łagodnym karaniem, ale o tym trzeba wiedzieć. W PRL nie uczyli, po rosyjsku przeczytać się nie da.


Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy


Bracia Kaczyńscy uważają zdobycie i utrzymanie władzy za cel sam w sobie, cel nadrzędny, bo dzięki niemu będzie można urządzić kraj po swojemu nie zważając na innych i jakieś tam „przypadkowe społeczeństwo”, które jest przydatne tylko do tego, by manipulując nim władzę zdobyć. To dlatego można było kłamać w czasie kampanii wyborczej i obiecywać rzeczy, które wcale nie miały być realizowane (np. 3 miliony mieszkań „od państwa”). Ważne było zdobycie władzy a nie metoda jej zdobycia. Ludzie, którzy uważają, że „fabrycznie” wiedzą wszystko najlepiej, nie widzą potrzeby, by działać uczciwie. Po co? Przecież i tak na końcu zrobią wszystko dobrze. Bo „nasze” i „dobre” to synonimy.


Z tego samego powodu dążą do obsadzenia swymi stronnikami wszystkich stanowisk w państwie. Pluralizm to dla nich zło, bo inni mogą rządzić tylko źle. Wszak to oni mają monopol na rację, z definicji. Nie można więc oddać raz zdobytego stanowiska prezydenta Warszawy wyborowi przypadkowego społeczeństwa. Czy będą chcieli po upływie kadencji oddać władzę raz zdobytą, czy też zechcą pójść w ślady Łukaszeniki, Putina i Kuczmy, czyli „demokracji sterowanej”? Czas pokaże. Bardzo się boję zakompleksionych frustratów u władzy.


Przewodzi Partia


Elementem wiodącym w myśleniu braci Kaczyńskich jest ideologia. Oczywiście inna niż u komunistów. Jest nią specyficznie pojmowany katolicyzm według koncepcji sekty Rydzyka. A więc katolicyzm wodzowski, nietolerancyjny, ksenofobiczny, zacofany. Przeciwny biegun w stosunku do katolicyzmu Jana Pawła II. A więc w imię ideologii, a wbrew prawu, Lech Kaczyński zakazuje pokojowej demonstracji ideologicznie niesłusznej. Bo ideologia jest ważniejsza od prawa. Dla realizacji ideologicznych celów „moralnej odnowy” można wejść nawet w koalicję z partią przestępców. Wszak ideologia uświęca środki a moralne jest to, co „nasze”. Nie „nasze” jest niemoralne. O moralności nie świadczy postępowanie, tylko przynależność do „naszej” ideologicznej wspólnoty. Dlatego „IV Rzeczpospolita” może mieć twarz wyrokowca a odnowę moralną może głosić antysemita. Dlatego nie ma znaczenia, że nadajniki satelitarne telewizji przewodniej sekty ulokowane są na terenie Federacji Rosyjskiej a sygnał jej radia transmitowany jest na terytorium całej Rosji, która jednocześnie wydala polskich księży i świętuje wygnanie Polaków z Kremla kilkaset lat temu.


Umarł Lenin, pozostał Leninizm


Jednym z pierwszych dekretów Lenina po ustanowieniu „robotniczej” władzy był rozkaz rozstrzelania żon i dzieci strajkujących robotników Kronsztatu, by złamać strajk. „Solidarnościowy” minister spraw wewnętrznych zaczyna od straszenia strajkujących lekarzy z Porozumienia Zielonogórskiego sankcjami karnymi w imię pokrętnej interpretacji prawa, wedle której lekarz ma dożywotni nakaz pracy nawet za darmo. W dodatku słyszymy fatalnie kojarzące się groźby poboru lekarzy do wojska. Represyjny pobór inteligentów do wojska pamiętamy z wydarzeń Marca 68. Brano wówczas w kamasze niepokornych studentów. W najgorszych snach mi się nie śniło, że wywodzący się z Solidarności rząd sięgnie po taki argument. Pana ministra Dorna nie interesuje nawet, że większość lekarzy rodzinnych to kobiety i mężczyźni poza wiekiem poborowym, że dalsza część to osoby niezdolne do służby z powodu zdrowia, że na taki pobór nie pozwala ani konstytucja ani ustawy dotyczące poboru. Cóż, rządzić „po leninowsku”, to rządzić dekretami. Wszak już wcześniej sam nowy prezydent coś wspominał, że tęskni do dekretów, czyli do czegoś w rodzaju „dyktatury ludowej demokracji” („demokracja jest wśród ludu, który stosuje dyktaturę wobec swych wrogów – Mao Zedong).


Inteligencja – wrzód na zdrowym ciele narodu


Naród wybrał wodza, a paskudni dziennikarze pisali, że jego program jest głupi i szkodliwy. Paskudni dziennikarze popierali Donalda Tuska, więc trzeba media wziąć za pysk, by przywrócić im obiektywizm. Pytanie tylko, co to jest obiektywizm. Według wyników wyborów, Donald Tusk wygrał w grupie ludzi młodych, z wyższym wykształceniem i mieszkańców wielkich miast. Do tej właśnie grupy należy znakomita większość dziennikarzy.


Wedle braci Kaczyńskich, dziennikarze byli nieobiektywni, bo pisali źle o programie PiS, bo obiektywizm to jest pisanie dobrze o programie PiS, nawet gdy ten program jest zły i szkodliwy dla kraju. Poza tym media powinny „równo” potępić Jacka Kurskiego i Hannę Gronkiewicz-Waltz, choć Kurski kłamał a ona mówiła prawdę. Bo prawda wedle PiS jest dialektyczna, słuszna i niesłuszna. Media są od głoszenia wyłącznie słusznej a PiS razem z Lepperem i Rydzykiem będzie niesłusznych dziennikarzy piętnował.


Czyżby nowa władza chciała obsadzić etaty dziennikarskie starymi mieszkańcami wsi z wykształceniem podstawowym? Już to przerabialiśmy w latach 50. Jedynie słuszną telewizję też już przerabialiśmy. Żyją nawet jej weterani: Kozera, Tumanowicz, Barański, Samitowski, Falska.


Co więcej trzeba spacyfikować naukowców, bo ogłaszali wyniki sondaży, wedle których naród jeszcze nie zgłupiał do końca, a naród wybrał inaczej. Tą metodą zaczynamy dorabiać się słusznej i niesłusznej nauki. Zresztą od dawna istnieje już słuszna koncepcja nauk prawnych wedle magistra Zbigniewa Ziobro, oraz niesłuszna wedle wszystkich ośrodków naukowych nowoczesnego świata.


Smutne tylko, że znów wyjeżdżają z Polski młodzi wykształceni ludzie i nie tylko z powodu poszukiwania pracy.


Stanisław Jerzy Lec napisał kiedyś genialne zdanie: „Analfabeci musza dyktować”. Nic dodać, nic ująć.


Krzysztof Łoziński

Komentarze

piotrwojcicki | 2006-01-08 18:17

Nie należę do elektoratu braci Kaczyńskich, ale muszę zauważyć, że Autor mocno przesadził. Formułowanie sugestywnych paraleli (typu "komunizm=kaczyzm", czy "Kaczyński=Łukaszenko") oraz wysnuwanie wniosków dotyczących zagrożenia wolności wypowiedzi nie ma - w moim przekonaniu - racjonalnych podstaw. Wyczuwam więc w tym tekście reakcję lękową (nie mylić ze "strachem"!). Podobnych reakcji sporo było po wizycie premiera w niemiłym mi Radiu Maryja. Nikt nie zastanowił się przy tej okazji nad problemem (próbą) wciągnięcia kilku milionów podatnych na demagogię (potencjalnie groźnych), sfrustrowanych ludzi, w krąg spraw obywatelskich. I stąd zamiast racjonalnej oceny - histeria. Postuluję baczną obserwację rzeczywistości, ale bez lęku!

MNurowski | 2006-01-08 21:29

Podzielam opinię Piotra Wójcickiego.Mam nadzieję, że Krzysztof Łoziński pisał ten swój tekst pół żartem - pół serio.Na ocenę rządów PIS-u przyjdzie czas. Przyjdzie np. czas na ocenę decyzji w sprawie powołania Zyty Gilowskiej.Jeżeli Pis-owi się powiedzie to może być dobrze dla Polski. Podporządkowanie wszelkich działań polskiej racji stanu jest dla mnie ważnym kryterum formułowania ocen w tej dziedzinie.

autor | 2006-01-09 15:29

Szanowni panowie mają rację co do tego, że obraz jest w moim tekscie przejaskarawiony (celowo), ale ja się upieram, że dyktatroskie ciągoty braci Kacznskich są zjawiskiem szalenie niebezpiecznym i alarmować trzeba, nawet w nieco drastyczny sposób. Łukaszenka też wygrał wybory i mial poparcie. Co więcej, sprytnie manipulując ma je nadal. Trudno nie czuć niepokoju, gdy mnister spraw wewnętrznych, już przy pierwszej napotkanej trudności (i to drobnej) rozgląda się za stanem wyjątkowym i środkami nadzwyczajnymi zarezerwowanymi wyłącznie na czas wojny. Bardzo chcę sie mylić, ale mam obawy, czy ci panowie "władzę raz zdobytą" będą chcieli kiedykolwiek oddać. Bardzo bym chcial się mylić. Podziwiam optymizm Marcina Nurowskiego, który w działaniach szanownych braci widzi polską rację stanu. Ja niestety znając tych panów nie od dziś mam obawy, że chodzi tylko o rację własną. Obym sie mylił.

autor | 2006-01-09 15:38

A co koalicji z Lepperem i LPR-em, to jeszcze jeden cytat z Leca: "Co się właśnie smarzy po szumowinach poznacie".