Jutro, w środę 30 listopada 2005, rozpocznie się przed Sądem Okręgowym w Warszawie sprawa z mojego powództwa przeciw Skarbowi Państwa jako spadkobiercy prawnemu władz PRL. Sprawa dotyczy odszkodowanie za sfabrykowanie mi sprawy karnej prze SB w 1982 roku (stan wojenny) oraz uniemożliwianie zatrudnienia przez ponad 4 lata, w konsekwencji utratę przeze mnie zarobków i prawa do emerytury (obecnie nie należy mi się wcale). MSWiA Ludwika Dorna wniosło o ODDALENIE POZWU.

Służba Bezpieczeństwa domyślała się, że planuję uwolnienie postrzelonego przez ZOMO i uwięzionego Jana Narożniaka. Nie zdołała jednak zdobyć na to żadnych dowodów ani wykryć mojej prawdziwej działalności konspiracyjnej. Urządzono mi więc lipny proces za kierowanie nie istniejącą organizacją terrorystyczną, pod kretyńską nazwą „Legion Kondor”, która rzekomo miała dokonywać ataków na funkcjonariuszy milicji i sabotaży. Nawet jednak na to SB nie przedstawiła żadnych dowodów, co nie przeszkodziło w skazaniu mnie na 1,5 roku więzienia po pobycie w areszcie przez 8 miesięcy.


W czasie zatrzymania i śledztwa zostałem zrzucony ze schodów, przystawiano mi do głowy nabity i odbezpieczony pistolet, grożono wyrzuceniem przez okno, represjami wobec rodziny. Stosowano szantaże – wysoki wyrok albo wyjazd za granicę bez prawa powrotu, występ w telewizji z pochwałą stanu wojennego albo dodatkowe 3 lata paki itp. Zeznania świadków wymuszono biciem i szantażem. W czasie aresztowania wyrzucono mnie z pracy a później przez 4 lata SB blokowała mi wszelkie próby podjęcia pracy strasząc potencjalnych pracodawców. W ujawnionych przez IPN dokumentach SB widnieje zdanie „metodą działań operacyjnych uniemożliwiono zatrudnienie”.


W roku 1993 zostałem uniewinniony przez Sąd Najwyższy w wyniku rewizji nadzwyczajnej. W 2003 roku otrzymałem dokumenty z IPN, na podstawie których dopiero mogłem wnieść sprawę do sądu (wcześniej bym przegrał bo nie miałem dowodów na to, co się działo za murami aresztu). W 2004 roku prokurator IPN wszczął sprawę karną o „zbrodnie komunistyczne”, która dotyczy nie tylko nie tylko „bezprawnego pozbawienia wolności Krzysztofa Łozińskiego” ale i kilkunastu innych osób (m.in. Adama Borowskiego i Jerzego Bogumiła) oraz postrzelenia i bezprawnego uwięzienia Jana Narożniaka.


Dziś dostałem pocztą stanowisko strony pozwanej, czyli Skarbu Państwa reprezentowanego przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Ludwika Dorna. Pismo datowane jest na 21 listopada, czyli 8 dni temu. Minister wnosi w nim o oddalenie pozwu. Twierdzi, że sprawa jest przedawniona, bo wydarzenia miały miejsce 22 lata temu i nie interesuje go, że dokumenty IPN ujawnił dopiero 2 lata temu. Twierdzi też, że za czyny SB nie odpowiada dziś MSWiA, tylko Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW spadkobiercą SB!), którą to instytucję rząd pana wicepremiera Dorna zamierza na dniach zlikwidować. Pismo podpisał pełnomocnik Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.


Przypomnę, że podobna postawę przyjęło MSWiA za rządu SLD (przedawnienie, nie spychając jednak na ABW) w sprawie Anny Walentynowicz, ale pod naciskiem opinii publicznej wycofało się z tego. Mam nadzieję, że polskie prawo nie jest inne dla mnie a inne dla Anny Walentynowicz.


Pozew wniosłem 5 sierpnia 2004 roku (1,5 roku temu).


Krzysztof Łoziński

Komentarze

mifin | 2005-11-29 17:25

Od kiedy to organ tzw. władzy publicznej jest następcą prawnym innego organu? Pan L. Dorn powinien chyba sobie umiejetniej dobierać personel. Za działania organów państwowych odpowiada Państwo i to ono jest następcą prawnym zawsze i w każdej sytuacji. Następcą prawnym MSWiA chyba powinna być frywolność umysłów.