Konstrukcja prawno-administracyjna piętrząca przeszkody na drodze każdemu, kto chce się zrzec obywatelstwa polskiego, została zaprojektowana przez bardzo, ale to naprawdę bardzo dobrych prawników RP, w duchu mało odbiegającym od oryginalnego ducha gomułkowskiej ustawy o obywatelstwie polskim z 15 lutego 1962,  obowiązującej do dzisiaj, z nieznacznymi zmianami i aktualizacją terminologii.

Około dwa lata temu brałem udział w przeprowadzeniu dyskretnej konsultacji z ekspertami w interesującej mnie kwestii rozwodu z RP. Zarówno ekspert krajowy (prof. dr hab. prawa, konstytucjonalista) jak i euroekspert brukselski (LL.D) orzekli jednomyślnie, ze istniejący stan prawny w kwestii zrzeczeń obywatelstwa polskiego stanowi dzieło sztuki obstrukcyjnej, godne podziwu każdego prawnika-profesjonalisty, oraz curiosum prawne w skali europejskiej, a po części nawet globalnej.<?xml:namespace prefix = o ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:office" />


Istniejący stan prawny uzależnia w praktyce możliwość skorzystania przez obywatela z jego konstytucyjnie zagwarantowanego prawa do rezygnacji z obywatelstwa polskiego od tajnej decyzji urzędnika stosunkowo niskiego szczebla. Konstrukcja prawna obowiązujących przepisów pozbawia również obywatela możliwości apelacji, z demonstracyjnym pogwałceniem przez RP Artykułu 12 podpisanej przez Polskę dn. 27 kwietnia 1999r. Europejskiej Konwencji o Obywatelstwie (ETS 166), oraz Artykułu 15 ust. 2 podpisanej przez Polskę Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela.


Tak, tak, wiem, znam na pamięć techniczny wykręt węgorzy z Biura Prawa i Ustroju Kancelarii Prezydenta RP, że Konwencji ETS 166 Polska „na razie” nie ratyfikowała (mimo upływu 6 lat od jej podpisania), a Powszechna Deklaracja Praw Czlowieka i Obywatela nie jest częścią prawa wewnętrznego RP, a tylko wzniosłą deklaracją ideałów. Podobnie opisano mi kiedyś w Pałacu Mostowskich interakcję pomiędzy prawem krajowym a Europejską Konwencją Praw Człowieka. Intencja wtedy i teraz była taka sama - by obywatel czasem ze swoich praw nie chciał skorzystać, bo by mu się od tego w głowie przewróciło, zaś państwu niebo runęłoby na głowę.


Przepraszam za dość suchy wywód poniżej , ale inaczej się tego wyłożyć nie da. Duże litery to podkreślenia moje i czcigodnych ekspertów:


http://www.uric.gov.pl/auths/108/files/40336cc988d2e_ustawa%20o%20obywatelstwie.htm


USTAWA z dnia 15 lutego 1962 r. o obywatelstwie polskim. (Dz. U. z 2000 r. Nr 28, poz. 353, z 2001 r. Nr 42, poz. 475, z 2003 r. Nr 128, poz. 1175) mówi:


Art. 16: 1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nadaje obywatelstwo polskie i wyraża zgodę na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego.


2. Wnioski o nadanie obywatelstwa polskiego i o wyrażenie zgody na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego osoby zamieszkałe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej wnoszą za pośrednictwem właściwego wojewody, a osoby zamieszkałe za granica - za pośrednictwem konsula.


3. Wnioski, o których mowa w ust. 2, WRAZ Z WLASNYM STANOWISKIEM, wojewoda i konsul, z zastrzeżeniem ust. 5, przekazują Prezesowi Urzędu do Spraw Repatriacji i Cudzoziemców.


4. Prezes Urzędu do Spraw Repatriacji i Cudzoziemców przekazuje wnioski, o których mowa w ust. 2, do Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej WRAZ ZE SWOIM STANOWISKIEM.


5. Wnioski, o których mowa w ust. 2, wojewoda i konsul przekazują bezpośrednio do Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej W KAZDYM PRZYPADKU, GDY PREZYDENT TAK ZADECYDUJE.


6. Wojewoda i konsul informuja Prezesa Urzędu do Spraw Repatriacji i Cudzoziemców o przekazaniu wniosków, o których mowa w ust. 2, do Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w przypadkach określonych w ust. 5.


Art. 18a: Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej określi, w drodze rozporządzenia, szczegółowy tryb postępowania W SPRAWACH O NADANIE LUB WYRAZENIE ZGODY NA ZRZECZENIE SIE OBYWATELSTWA POLSKIEGO oraz wzory zaświadczeń i wniosków.


Skonsultowani specjaliści byli jednogłośnie zdania, ze prerogatywa decyzyjna prezydenta wyrażona w Art. 137 Konstytucji RP („Prezydent RP nadaje obywatelstwo polskie i wyraża zgodę na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego”) implicite zawiera w sobie upoważnienie głowy państwa tak do wyrażenia zgody, jak i do odmowy naturalizacji cudzoziemca, oraz tak do wyrażenia zgody na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego, jak i do odmowy wyrażenia takiej zgody. Co zresztą logiczne, ponieważ nie ma sensu taki proces decyzyjny, w którym z góry zastrzega się wynik wyłącznie pozytywny. Zgodnie z art. 18a ustawy, Prezydent RP określił szczegółowy tryb, wydając na podstawie ustawy ROZPORZĄDZENIE PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ z dnia 14 marca 2000 r. w sprawie szczegółowego trybu postępowania w sprawach o nadanie lub wyrażenie zgody na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego oraz wzorów zaświadczeń i wniosków. (Dz. U. nr 18 z 2000 r., poz. 231) [dalej cytowane jako op. cit.], w którym zastosowano pełną symetrię prawna procesu NADANIA obywatelstwa przez Prezydenta RP (czyli naturalizacji cudzoziemca, z procesem WYRAŻENIA ZGODY PREZYDENTA RP NA ZRZECZENIE SIĘ OBYWATELSTWA POLSKIEGO. Rozporządzenie zrównuje uprawnienie prezydenta do nadania (lub nie) obywatelstwa polskiego osobie fizycznej, która go nigdy nie posiadała, z uprawnieniem do wyrażenia zgody (lub nie) na własnowolne zrzeczenie się obywatelstwa polskiego przez osobę fizyczną, której państwo ani tego obywatelstwa czynnie nie nadawało (bo zostalo automatycznie nabyte przez urodzenie, na podstawie art. 34 ust.1 Konstytucji), ani nie może go wbrew woli posiadacza odebrać (bo Art.34.2 Konstytucji tego zakazuje).


Dowcip polega na tym, że op. cit. reguluje tylko TRYB POSTĘPOWANIA (administracyjnego) W SPRAWACH O WYRAZENIE ZGODY NA ZRZECZENIE SIĘ OBYWATELSTWA POLSKIEGO, natomiast nie reguluje wcale TRYBU PODEJMOWANIA DECYZJI na ten temat przez Prezydenta RP, który to tryb NIE JEST postępowaniem administracyjnym, jest natomiast specjalnie traktowaną przez ustawę zasadniczą suwerenną prerogatywą decyzyjną prezydenta (ekwiwalent tego pojęcia w monarchii to "wola tronu").


 Op. cit reguluje proces sporządzania, przedstawiania, opiniowania i przesyłania wniosku do Kancelarii Prezydenta, czyniąc go tak skomplikowanym, kosztownym i nieprzyjaznym dla wnioskodawcy, jak tylko się da.


Od momentu wpłynięcia wniosku do Kancelarii Prezydenta, tak Kancelaria jak i Prezydent RP mogą sobie z wnioskiem poczynać zupełnie dowolnie, ponieważ czynności prawne wykonywane przez głowę państwa bezpośrednio na podstawie Konstytucji (aktu prawnego najwyższego rzędu) nie podlegają Kodeksowi Postępowania Administracyjnego (aktowi prawnemu niższego rzędu), więc nie można zaskarżyć prezydenckiej odmowy ani prezydenckiej opieszałości do NSA (bo czynności nie podlegają KPA) ani do TK (bo TK nie ma uprawnień do zmiany lub opiniowania samej konstytucji, a jedynie do ustalania zgodności aktów prawnych z konstytucją).


Tym samym Prezydent RP może prowadzić w sprawach naturalizacji cudzoziemców i zrzekania się obywatelstwa przez obywateli polskich politykę jednosobową („państwo to ja”) podejmując decyzje, jakie tylko zechce, według dowolnych kryteriów. W praktyce - takie decyzje, jakich zechce „dwór”, czyli Kancelaria Prezydenta RP. Wniosek może dotrzeć albo nie dotrzeć na biurko Prezydenta. Prezydent może się zgodzić, nie zgodzić, wyrzucić wniosek do kosza, albo pozostawić go bez rozpatrzenia; nie obowiązują go żadne terminy, ani żaden obowiązek uzasadnienia decyzji w jakikolwiek sposób.


To jest najbliższy ekwiwalent tronu w doktrynie państwa i prawa polskiej demokracji parlamentarnej. Głowa państwa występuje tu jednoosobowo, działając bezpośrednio na podstawie Konstytucji, w roli konstytucyjnego suwerena. Identycznie, jak przy stosowaniu prawa łaski lub nadawaniu odznaczeń państwowych.


 Nie można zaskarżyć prezydenta do jakiegokolwiek sądu - z NSA, SN, TK i TS włącznie - o to, że kogoś NIE ULASKAWIŁ, ani o to, ze kogoś ULASKAWIŁ NIESŁUSZNIE. Nie można go też zaskarżyć o to, że kogoś ODZNACZYŁ orderem, albo co gorsza o to, że kogoś innego NIE ODZNACZYŁ, choć mu się należało. Cudzoziemiec nie może skarżyć Prezydenta RP o odmowę naturalizacji. Obywatel polski nie może zaskarżyć Prezydenta RP do sądu za odmowę „zwolnienia” poddanego z obywatelstwa polskiego.


Możliwość wyegzekwowania przez obywatela polskiego od urzędu Prezydenta RP jego suwerennej obywatelskiej woli zrzeczenia się obywatelstwa polskiego jest zatem taka sama, jak możliwość wyegzekwowania na drodze sądowej od Prezydenta RP Orderu Orla Białego dla każdego, czyli żadna. W sprawie rezygnacji z obywatelstwa, obywatel polski jest całkowicie niesuwerenny. Suwerenne w tej kwestii jest wyłącznie państwo. Obywatel polski pragnący zrezygnować z obywatelstwa jest dla państwa przedmiotem, a nie podmiotem prawnym.


I to by było na tyle na temat naszego wymarzonego społeczeństwa obywatelskiego, oraz państwa prawa, przychylnego prawom obywateli. Wystarczy lekko poskrobać zachodni lakier, a spod spodu wyłazi Gomułka.


Nadużycie polityczno-prawne podlega na tym, że o ile ułaskawienie skazanego to, jak sama nazwa wskazuje, osobista łaska Pana Prezydenta, order to nie prawo, tylko wyróżnienie i nagroda, naturalizacja cudzoziemca w Polsce to też nie uniwersalne prawo, tylko przywilej w gestii Prezydenta RP, o tyle własnowolne zrzeczenie się obywatelstwa polskiego pasuje do kategorii prezydenckich suwerennych prerogatyw jak pięść do nosa.


Zrzeczenie się obywatelstwa polskiego to żadna łaska i miłosierdzie pańskie, ani nagroda za zasługi, tylko prawo obywatelskie zagwarantowane obywatelowi w art. 34 Konstytucji. Dobry Bóg wiedzieć raczy, dlaczego wyrażenie zgody (albo nie) na skorzystanie z tego prawa uczyniono konstytucyjna prerogatywa Prezydenta, zamiast rzecz uregulować w drodze ustawy. Czyżby w strachu, że wszyscy obywatele się zrzekną?


Zaskarżenie prezydenckiej prerogatywy konstytucyjnej do TK jest niemożliwe, ponieważ badanie zgodności Konstytucji z nią sama jest niewykonalne prawnie. Aby zmienić stan prawny, konieczna byłaby poprawka do Konstytucji.


Bardzo, bardzo niebezpieczny precedens: prawo obywatela, dla skuteczności prawnej którego konieczne jest indywidualne uzyskanie osobistej zgody suwerena by z tego prawa skorzystać. Zapewniam, że obywatel brytyjski nie musi w żadnym wypadku uzyskiwać osobistej zgody królowej Elżbiety II, obywatel USA zgody prezydenta Busha, a obywatel Niemiec zgody kanclerza federalnego, pani Merkel, aby skutecznie zrzec się obywatelstwa brytyjskiego, amerykańskiego czy niemieckiego.


Zaskarżenie op. cit. i przepisanej w nim bizantyjskiej procedury do Naczelnego Sądu Administracyjnego jest wprawdzie możliwe w teorii, ale niemożliwe w praktyce.


Aby zaskarżyć cokolwiek do NSA, trzeba najpierw wyczerpać tryb administracyjny, przez wszystkie jego instancje, to jest otrzymać decyzje odmowną, odwołać się od niej, otrzymać odmowę z odwołania, apelować do wojewódzkiego sądu administracyjnego etc.


Jedyna decyzja administracyjna podejmowana na podstawie op. cit. to decyzja o przedstawieniu wniosku - albo nie - Prezydentowi RP. Żeby było o czym decydować, i było co przedstawiać Prezydentowi, wniosek musi najpierw wpłynąć. Wniosek nie zostanie przyjęty - nie wpłynie - dopóki wnioskodawca nie zadośćuczyni surrealnym wymaganiom administracyjnym w kwestii załączników, w dużej części całkowicie pozamerytorycznych dla rozpatrywanej kwestii rezygnacji z obywatelstwa: własnoręcznie sporządzony życiorys, akty stanu cywilnego z polskich USC dotyczące wszystkich związków małżeńskich zawartych za granicą, polskie akty urodzenia dla wszystkich dzieci urodzonych poza Polską, walidacja wszystkich zagranicznych rozwodów przez polskie sądownictwo.


Obstrukcja własnowolnego zrzekania się obywatelstwa przez op. cit. opiera się nie na decyzji odmownej, odmowie przedłożeni wniosku Prezydentowi RP, ale na uniemozliwieniu uzyskania decyzji w tej sprawie, drogą piętrzenia sztucznych przeszkód administracyjnych radykalnie urudniających złożenie wniosku. Faktycznym celem rozporzadzenia jest pozaprawne zniechęcenie wnioskodawcy do złożenia wniosku o zgodę Prezydenta RP na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego. Nie ma wniosku - nie ma decyzji. Nie ma decyzji - nie ma apelacji. Nie ma apelacji - nie ma sprawy dla NSA. Genialne!


Rzadkich desperatów, którzy przebędą wielomiesięczny tor przeszkód i złożą swój figurowo udokumentowany wniosek w tak wymyślnej formie, jak tylko sobie zyczy prezydenckie rozporządzenie, zawsze można zniechęcić na drugim etapie filtrowania. Proszę sobie przypomnieć: konsul RP przekazuje wniosek Prezesowi Urzędu do Spraw Repatriacji i Cudzoziemców - po dodaniu do niego własnego stanowiska. Prezes Urzędu do Spraw Repatriacji i Cudzoziemców przekazuje wniosek do Kancelarii Prezydenta RP - także po dodaniu do niego własnego stanowiska, chyba że sam prezydent zarządzi w konkretnej sprawie inaczej, z własnej prezydenckiej inicjatywy. Ani konsul, ani prezes URiC nie maja jakiegokolwiek obowiązku zapoznania wnioskodawcy z treścią swoich stanowisk - opiniują tajnie. Jeśli zaopiniują wniosek negatywnie, wnioskodawca nigdy się o tym nie dowie - ponieważ Prezydent RP nie musi się komukolwiek tłumaczyć z przyczyn odmownej suwerennej decyzji głowy państwa, więc nigdy nie wyjdzie na jaw, jaki był powód odmowy.


Tyle w tym wszystkim majestatu prawa, co we wrzucaniu czarnej gałki do dzbana, podawanego z rąk do rąk w ciemnej izbie przez zakapturzonych sędziów Św. Inkwizycji. Rzeczpospolita skonstruowała perfekcyjną pułapkę na poddanych - całkiem jak z klasycznej amerykańskiej telewizyjnej reklamy pułapki na karaluchy „The Roach Motel”: „you can check in, but you cannot check out”.


I co? I nic. Nic się przecież nie stało. To tylko kolejny członek Polonii pozostał, wbrew swej woli, poddanym RP do końca swoich dni, aby nie był taki mądry. Rodacy w kraju wiwatują, że dobrze mu tak, bo po co emigrował, szuja jedna! Polska XXI wieku...


Stary Wiarus

Komentarze

Patrick | 2005-11-11 17:50

Chce podziekowac Staremu Wiarusowi za wspanialy artykul.Przedstawia prawdziwe wspolczesne niewolnictwo. Mam nadzieje, ze to sie kiedys zmieni. Moze nowy rzad cos zrobi w tej sprawie.-idealista