Okoliczności katastrofy smoleńskiej ujawniły ciekawe zjawiska nie tylko polityczne, ale także społeczne, skoncentrowane wokół rodzącego się kultu Lecha Kaczyńskiego. Dla wielu komentatorów jest to fenomen śmieszny, podejrzany i niewiarygodny. Jednak jest on żywy i ma wielu uczestników, z których powstaje z wolna nowy ruch, manifestujący swoją spójność i wigor w marszach z pochodniami. Poniżej wyrażający emocjonalne wzmożenie tekst Magdy Figurskiej, publicystki dość szmatławej gazety "Warszawska Gazeta", wydawanej przez Piotra Bachurskiego. Warto zwrócić uwagę na odwołania i retorykę, tak charakterystyczne dla największej partii opozycyjnej. Tekst publikujemy bez skrótów i ingerencji.
Piotr Rachtan
Do nieba jest najbliżej z Polski
Magda Figurska 
 

Jacek Kaczmarski Pan Wołodyjowski

Do nieba leci Mały Rycerz
Wybuchem rozerwany w strzępy,
W Rzeczypospolitej granice
Tureckie kładą się zastępy.
Pęka imperium pełne swobód,
Rozerwą je sąsiedzi rychło -
Jak Basi rzekł, tak powie Bogu
Pan Michał swoje credo: Nic to!

Trzęsie się z płaczu pan Zagłoba
Nad symboliczną Polski trumną
I krwi nie woła – sam nad grobem,
Bo umrzeć łatwo; żyć jest trudno.
Więc szloch w rycerskie ciśnie piersi
Kaja bohater się i nicpoń
Wobec tak niepojętej śmieci
O której Michał rzekł, że – Nic to!

Lecz „nic to” – śmierć, czy „nic to” – życie?
Potyczki, zwady i miłostki?
Do nieba leci Mały Rycerz,
Do nieba jest najbliżej – z Polski.
Swoje odsłuchał i odsłużył
Wiatraczkiem, sztychem, fintą płytką
I oto dzieło jego – w gruzy…
Więc chyba rację miał, że – Nic to!

Nie znał mądrości swej żołnierzyk
Zajęty Baśką i szabelką:
Nie wątpić, w sen ofiary wierzyć
Jest rzeczą łatwą – bywa wielką.
Lecz potem wbrew serc pokrzepieniu
Łzę cenić tylko na policzku
I na niebieskim, na sklepieniu
Wypisać krwią dewizę – Nic to!
„A komu droga otwarta do nieba – tym, ci służą Ojczyźnie”.
Bo do nieba jest najbliżej z Polski.
Pojedynczo, czwórkami czy wielkim zastępem...

Niebo przyjmuje nas zawsze, gdy walczymy o Polskę i o każdy zakątek na świecie, w którym panuje terror, agresja, przemoc i gwałt. Udowodniliśmy to naszą tragiczną historią i udowadniamy każdego dnia. Wielkim umiłowaniem człowieka, ludzkiej godności, ofiarnością, niezłomnością i energią.
Wiemy, że „umrzeć przyjdzie, gdy się kochało wielkie sprawy głupią miłością”.
Godzimy się z tym przygotowani w imię godności narodu i godności człowieka, ocalenia prawdy korzeni, bez której naród, jak wielkie drzewo, nie może istnieć.
Choć nie szukamy rozgłosu i sławy, mamy szacunek całego świata, jego wdzięczność za to, że z naszej krwi rozkwitły czerwone maki, a nasza szkoła Solidarności przyniosła niepodległość i zadziwiła świat.

Minął rok, gdy odszedłeś do nieba mój Prezydencie a z Tobą wszyscy polegli na warcie ojczyzny. Niebo stoi dla Ciebie otworem, a pieśń o Małym Rycerzu, która miała Ci towarzyszyć podczas kampanii, tym, którzy w boju i tym, którzy w znoju, brzmieć będzie zawsze.
Przypominać będzie pokolenia tych, którzy walczyli z bolszewicką agresją, których święte kości skrywa las katyński, i tych,  którzy w Powstaniu oddali swe młode życie.
To im poświeciłeś Muzeum, uhonorowałeś odznaczeniami tych, którym od lat odmawiano dobrego imienia. Bo nikt, kto szlachetny, nie był Ci obojętny. Byłeś zawsze tam, gdzie ludziom działa się krzywda; podczas strajku w Stoczni Gdańskiej, pomagałeś represjonowanym robotnikom, jako minister sprawiedliwości walczyłeś z przestępcami, którzy Twoje odejście hucznie fetowali w warszawskiej restauracji.
Nie zgadzałeś się, by neoliberalne rządy zaprzepaściły hasła solidarności społecznej, by gangsterskimi chwytami wyniszczano Polskę i jej narodowy kapitał.
Protestowałeś przeciw niszczeniu moralnemu człowieka i rodziny, przeciw fałszowaniu historii, walczyłeś, by pojęciom takim jak rodzina, ojczyzna, miłość, wierność, obowiązek, prawo, prawda, dobro i piękno  przywrócić ich sens.

Porzuciłeś nas i poszedłeś w cień, z duchami. Twoje dumne serce nigdy nie zabiegało o świata oklaski. Ale wszyscy, którzy Cię znali wiedzą, że byłeś uczciwym, dobrym, ciepłym człowiekiem. Najlepszym prezydentem, jakiego można sobie wymarzyć. Człowiekiem, dla którego Ojczyzna jest najświętszym dobrem i obowiązkiem.

Żegnaj, Mały, Wielki Rycerzu!
Niech Twoje życie i poświęcenie, nas „zjadaczy chleba – w aniołów przerobi”.
Dokończymy Twoje dzieło.

Komentarze

pemba | 2011-05-13 14:39

Miałem nieprzyjemność znać obu panów Kaczyńskich od ok. 40 lat, czyli od czasów KOR-owskich. Niestety pamiętam ich zupełnie inaczej, niż ta pani i brat Lecha by chcieli. W mojej pamięci Lech Kaczyński zachował się jako człowiek małostkowy, zawistny, złośliwy, obrażający się o byle co i niezbyt bystry. Jestm oczywiście dla jego brata niewygodnym świdkiem, bo pamietam za dużo. Pamiętam, że Lech i jego brat w wydarzeniach marca 68 nie brali udziału wcale, w latach 70 ich aktywność była, ale znikoma, w strajkach sierpnia 80 żadna. W podziemiu stanu wojennego też nimal żadna. Co do Lecha jako ministra sprawiedliwości, to był to jedyny okres w długiej fazie spadania przestępczości, gdy znowu przestępczość rosła. Kult jednostki ma zawsze to do siebie, ze niewiele ma wspólnego z prawdą. K.Ł.