Lektura na wakacje
W ciągu jednego tygodnia zostałem  dwa razy użądlony przez osy. Tydzień wcześniej osie udało się ugodzić Agnieszkę. Ta prywatna obserwacja potwierdza doniesienia o niezwykłym rozmnożeniu tych owadów. Dlatego chcę się podzielić z czytelnikami paroma sposobami walki z tym paskudztwem. Temat trochę wakacyjny, ale ukąszenia os i szerszeni mogą być groźne nawet dla życia, nie mówiąc o tym, że są bardzo bolesne.
Osy i szerszenie stają się szczególnie agresywne i ruchliwe podczas upałów, bo są to zwierzęta zmiennocieplne, więc słoneczna pogoda dodaje im energii. Są dosyć silne, jak na owady a cale roje wykazują dość dużą zbiorową inteligencję. Potrafią organizować się w celu zdobycia pożywienia lub w celu obrony. Szerszenie potrafią też przeprowadzać zorganizowane zbiorowe ataki, co jest szczególnie groźne.

Po pierwsze nie należy tych ataków prowokować, poczynając od tego, by nie prowokować przylatywania tych owadów do nas. Osy i szerszenie patrolują okolicę w dość rozległym promieniu od gniazda (szerszenie latają nawet na kilometry od gniazda) w poszukiwaniu pożywienia. Jeśli jeden owad znajdzie pożywienie, przekazuje tę informację innym i po pewnym czasie mamy już w pobliżu sporą ich liczbę.

Co robić, by do tego nie dopuścić? Nie zostawiać w miejscach dostępnych dla os i szerszeni dojrzałych owoców, zwłaszcza nieco uszkodzonych. Tych owadów raczej nie interesują owoce o całej skórce, bo nie mogą się dostać do słodkiego wnętrza. Ale nieco uszkodzona gruszka na stole to niemal pewność inwazji os. Przyciąga je również cukier, słodkie napoje (np. Coca-cola). Osy interesują się też nie pozmywanymi naczyniami, lub nie wytartym po posiłku stołem. Osy lecą także do jaskrawych kolorów. Czerwony obrus na stole, to gwarancja zjawienia się osiego patrolu.

Drugim rozwiązaniem są pułapki na osy, dzięki którym nie wracają one do gniazda i nie zapraszają koleżanek. Dosyć skuteczne są silne lepy na muchy, z których większość os nie potrafi się uwolnić. Wypróbowaliśmy lepy w postaci pasków kładzionych na meblach, lub zwijanych w walec. Działają. Nie działają natomiast tradycyjne lepy wiszące, bo dla os ich klej jest za słaby.

Można też zrobić samemu pułapkę na osy (wypróbowaliśmy - działa). Konstrukcja jest dość prosta. Przecinamy plastikową butelkę, tak by z górnej części utworzyć lejek. Umieszczamy ten lejek w dolnej części, zwężeniem do dołu i całość spajamy zszywkami do papieru lub spinaczami. Do butelki wlewamy trochę soku lub słodkiego napoju (sprawdza się Coca-cola). Ważne, by tą przynętą był płyn, bo osy się w nim topią. Części os udaje się wydostać z pułapki, ale większość ginie. Dla zwiększenia skuteczności, wewnątrz butelki można jeszcze umieścić lep. Ostateczna utylizacja żądlącego towarzystwa następuje w ognisku.

Stosując te sposoby udało się nam ostatnio znacznie zredukować ilość os latających w naszym pobliżu, choć nigdy nie uda się zlikwidować wszystkich.

I jeszcze parę rad starego trapera, co bywał w krajach, gdzie latającego paskudztwa jest dużo więcej, niż u nas. Nie rozbijamy obozu tuż pod lasem, bo tam owadów jest szczególnie dużo. Wystarczy odsunąć się na 30 metrów, by było ich dużo mniej. Jeśli jesteśmy na własnej działce, kośmy trawę. Koszenie trawy jest najskuteczniejszą metodą na komary. Komar jest bardzo mało odporny na utratę wilgotności. W przeciwieństwie do os, nie lubi upału i słońca. Komary przeczekują dzienny upał w wysokiej trawie. Jeśli kosimy trawę, mają niewielkie szanse przeżycia. Komary lubią chłód i wilgoć. Najwięcej widziałem ich na Syberii, na Gobi (chłodny trawiasty step) oraz w dolnych lesistych partiach Himalajów. Natomiast w suchym, gorącym klimacie nie ma ich prawie wcale.

Krzysztof Łoziński