Chciałbym powiedzieć parę słów o tym, czego nauczył mnie profesor Witold Kula, który zmarł 25 lat temu.

To Witold Kula sprawił, że jestem doktorem ekonomii. Prawie 60 lat temu, gdy przed maturą miałem zdecydować o kierunku moich studiów wyższych, a wybierając między historią i socjologią, trafiłem na otwarty wykład profesora Kuli o gospodarce Królestwa Polskiego w „Lalce” Prusa. W 1961 roku o profesorze Witoldzie Kuli wiedziałem tyle, że był autorem słynnych wówczas „Rozważań o historii” – książki, którą się czytało,  o której się mówiło, i nad którą się dyskutowało. Wykład profesora Kuli był wyśmienity i to sprawiło, że gdy tylko sprawdziłem, gdzie prowadzi zajęcia prof. Kula – tam poszedłem. A był to Wydział Ekonomii Politycznej Uniwersytetu Warszawskiego.

 

Do 1968 roku  był to jeden z najlepszych wydziałów ekonomii w Polsce. Wydział, na którym spotkałem wielu wybitnych ekonomistów. Lata 1961-1966 to niezwykły rozwój polskiej ekonomii, o której profesor Edward Lipiński pisał, że Warszawa była takim wschodnim Cambridge (angielskim, nie amerykańskim). Pojmowania ekonomii  uczyli mnie – z różnym skutkiem - Witold Kula, Oskar Lange, Włodzimierz Brus, Henryk Greniewski, Czesław Bobrowski, Józef Pajestka i Zdzisław Sadowski. Poza Wydziałem Ekonomii Politycznej byli zaś tacy ekonomiści jak Edward Lipiński, Michał Kalecki, Kazimierz Łaski, których również znałem.

 

Wykłady profesora Kuli zawsze były niezwykle interesujące, tak jak Jego cała twórczość. Są to Jego wybitne książki: „Rozważania o historii”, „Teoria ekonomiczna ustroju feudalnego”, „Problemy i metody historii gospodarczej”, „Miary i ludzie” oraz liczne wykłady i artykuły. To właśnie w „Miarach i ludziach” Witold Kula wpisał mi swoją dedykację „Stefanowi, W. Kula starszy habilitowany inspektor roz-wagi i u-miaru 31.5.70.”. Ową przestrogę rozwagi i umiaru mam stale w pamięci, ale nie zawsze niestety się do niej stosuję (czego ostatnie moje teksty są świadectwem). Warto też zwrócić uwagę, że współcześnie wybitny amerykański historyk gospodarczy – Holender zresztą - Joel Mokyr się w swej książce „Podarunek Ateny” odwołuje się do pracy „Miary i ludzie” Witolda Kuli.

 

To w  modelu ekonomicznym ustroju feudalnego Witold Kula postawił fundamentalne dla ekonomistów pytanie, które stało się podstawą mojej rozprawy doktorskiej o racjonalności gospodarki socjalistycznej – pytanie, „czy jest możliwe zbudowanie teorii ekonomicznej ustroju nie opartego na wolnej konkurencji?” Poszukiwanie odpowiedzi na tak sformułowane przez Kulę pytanie stanowiło tezę mojej rozprawy doktorskiej o racjonalności gospodarki centralnie planowanej. Tym bardziej, gdy się ma w pamięci sformułowanie profesora Michała Kaleckiego – „tak skutecznie udało nam się obalić kapitalizm, że teraz jedyny problem, to wyjść z feudalizmu”.

Jeżeli przedmiotem współczesnej ekonomii jest gospodarka rynkowa, to logiczne i zasadne jest badanie takich gospodarek – które nie są rynkowe. W bardzo wielkim skrócie mogę streścić moją rozprawę stwierdzeniem, że to nie brak działania mechanizmu rynkowego sprawiał, że gospodarki centralnie planowane były gospodarką nierynkową, ale przeciwnie - to nierynkowy charakter gospodarek centralnie planowanych powodował, że mechanizm regulacji rynkowej był w nich zbędny. I dlatego pojęcie „socjalistycznej gospodarki rynkowej” jest bytem wewnętrznie sprzecznym – oksymoronem. To oczywiście jest moja opinia – nie profesora Witolda Kuli.

 

Pytanie Witolda Kuli o racjonalność nierynkowych gospodarek –  również stawiane przez np.: Aleksandra Czajanowa, Artura Lewisa, Nicolas’a Georgescu-Reogena, Johna Fei’a i Gustava Ranisa  -  jest aktualne po dziś dzień.

 

Tej świadomości istnienia nierynkowej gospodarki, nie mają współcześni ekonomiści   amerykańscy, którzy już nie stawiają żadnych pytań tylko – w tak zwanych „jednolitych teoriach wzrostu – unified growth theory” [Lucas, Prescott, Galor, Jones] – udzielają  „jedynie słusznych” odpowiedzi. Ekonomiści, którzy są niezwykle podejrzanie pewni swych dociekań, że istnieje tylko jedna „jedynie słuszna” neoklasyczna formuła rozwoju – od powstania świata do jego końca, formuła ważna zawsze i wszędzie – nie uprawiają już nauki. Nauka ma stawiać pytania – współczesna ekonomia już o nic nie pyta. Współczesna ekonomia wie najlepiej jak wszystko ma być. I w ten sposób mamy do czynienia ze zdegenerowaną nauką ekonomii – przerostu formy nad treścią.   

 

A właśnie cały dorobek profesora Witolda Kuli świadczy na rzecz takiej postawy badawczej, wedle której należy się zawsze dziwić – i pytać. Od prof. W. Kuli wiem, że nie istnieje jeden „klucz-wytrych” otwierający wszystkie światy. Nie istnieje żadna jedna „jednolita teoria” tłumacząca dzieje ludów, gospodarek i społeczeństw od 10 000 lat wstecz po dzień dzisiejszy.