W XX wieku zgładzono w egzekucjach 260 milionów ludzi. Trzy razy więcej, niż zginęło w wojnach, łącznie z obydwoma wojnami światowymi. Z tych 260 milionów ludzi aż 240 milionów zabili komuniści, a tylko około 20 milionów wszelkie inne reżimy, łącznie z hitlerowcami. Nie można więc obrażać się, gdy ktoś twierdzi, że komunizm nie był lepszy od nazizmu i twierdzić, że jest to umniejszanie zbrodni Holocaustu.
Gdy szefowa MSZ Łotwy, Sandra Kalniete, oświadczyła na targach książki w Lipsku, że „oba reżimy totalitarne – nazizm i komunizm – były równie zbrodnicze”, przedstawiciel Centralnej Rady Żydów w Niemczech, Salomon Korn, demonstracyjnie wyszedł z sali. Salomon Korn uznał wypowiedź Sandry Kalniete za antysemicką, gdyż w jego przekonaniu „żaden naród nie ucierpiał tak wiele w skutek zbrodni totalitaryzmu, co naród żydowski” i dlatego uważa takie porównanie za umniejszanie znaczenia Holocaustu.
Z całą pewnością nie jestem antysemitą. Z całą pewnością nie chcę negować zbrodni dokonanych na narodzie żydowskim, ale jeśli już mówić o narodzie, który ucierpiał w skutek zbrodni totalitarnych, jak żaden inny naród, to jest nim naród chiński, który zapłacił za rządy Mao Zedonga 200 milionami trupów. Tak, wiem że nie można licytować się w ilości ofiar, że nie tylko liczby stanowią o skali zbrodni, ale też nie można pamiętając o własnym cierpieniu nie dostrzegać cierpienia innych. Zbrodnia jest zbrodnią, nie ważne, na jakim narodzie dokonana. Nie można twierdzić, że ktoś umniejsza moje cierpienie, gdy mówi o cierpieniu innych, a tak właśnie robi Salomon Korn.
Trzeba jednak stwierdzić, ze nie ma on złej woli, tylko po prostu nie wie o zbrodniach komunizmu, tak jak nie wie o nich większość obywateli Zachodu. Ale czy tylko Zachodu? Niestety nie. Także my, którzy przeżyliśmy komunizm, najczęściej znamy tylko ułamek jego zbrodni – ten który nas dotyczył. Pora się proszę państwa obudzić i uświadomić sobie skalę zbrodni XX wieku. Lektura tego tekstu nie będzie przyjemnością, ale nie można uciekać od prawdy. Tę prawdę dedykuję nie tylko Salomonowi Kornowi. Dedykuję też elitom Zachodu, które na większość zbrodni XX wieku uparcie, przez dziesięciolecia zamykały oczy i uszy.
Wiek krwi
XX wiek miał być „wiekiem pary i elektryczności” a humaniści spodziewali się po nim rozkwitu nie tylko technicznej, ale i humanistycznej, myśli oraz większego niż dotąd poszanowania „losu człowieka” (pojęcie „praw człowieka” na początku wieku nie było jeszcze znane). Tymczasem XX wiek stał się wiekiem bomby atomowej, obozów koncentracyjnych, dwóch wojen światowych, największych zbrodni w historii i największego głodu w historii.
Niedawno opinia światowa została poruszona ujawnieniem przez BBC faktu gazowania ludzi w Korei Północnej. Wstrząs wywołał nie tyle sam fakt zabijania, ile metoda kojarząca się jak najgorzej (z komorami gazowymi obozów hitlerowskich). Tymczasem dla ludzi zabijanych metoda ma znaczenie drugorzędne i opinia publiczna cywilizowanego świata powinna się skupić na wymuszeniu całkowitego zakazu dokonywania egzekucji ujętego w prawie międzynarodowym i nie przewidującego wyjątków dla żadnych krajów czy kultur. Przydałaby się zasada stanowiąca, że zabójstwo nigdy i nigdzie nie ulega przedawnieniu, ścigane jest we wszystkich krajach, co dotyczy także sprawców i zleceniodawców każdej egzekucji. Nie wystarczy sam zakaz stosowania kary śmierci, bo ogromna część egzekucji dokonywana jest przez państwa bez żadnego wyroku sądowego.
Dobrze było by też odgrzać zapomnianą zasadę, wypracowaną przez Trybunał Norymberski, głoszącą, że „za zbrodnie państwa odpowiada każdy, kto bierze świadomy udział we władzach tego państwa”, oraz zaprzestać usprawiedliwiania zbrodni „specyfiką wynikającą z odrębności kulturowej”. Trzeba też przestać dzielić zbrodnie na słuszne i niesłuszne, na takie, wobec których można nieco przymknąć oczy i takie, które trzeba potępiać bezwzględnie.
Państwa i narody, zamiast licytować się tym, kto więcej ucierpiał, powinny zjednoczyć się w działaniu, by w końcu przerwać odwieczną spiralę przemocy.
Festiwal barbarzyństwa
W XX wieku, jeśli nie liczyć ofiar wojen, zabijano za pomocą:
Ścięcia
W początku wieku w wielu krajach stosowano ścięcie szablą lub toporem. Na wyróżnienie zasługuje Arabia Saudyjska, gdzie ścięcie szablą stosowane jest do dzisiaj. Pod koniec XX wieku w Rwandzie i Burundi ponad milion ludzi ścięto maczetami (często wcześniej podcinając im ścięgna nóg, by nie uciekali – zalecała tę metodę rwandyjska telewizja). W Kambodży, pod rządami czerwonych Khmerów obcinano głowy motyką. Syn dyktatora Iraku, Udaj Husain, lubował się w ścinaniu głów piłą łańcuchową. We Francji jeszcze do niedawna używano gilotyny. W czasie II wojny światowej, żołnierze japońscy ćwiczyli cięcia szablą na chińskich i amerykańskich jeńcach.
Obłupienia ze skóry
Aż do lat 20. XX w. karę śmierci tą metodą stosowano w Chinach, Korei i w państewkach Indochoin (dzisiejsze: Wietnam, Laos, Kambodża). Skazanemu specjalnymi ostrzami zdejmowano około 40 proc powierzchni skóry (na rękach, udach, klatce piersiowej, plecach, pośladkach) tworząc w ten sposób ogromne bramy infekcji. Nie był zabijany od razu, lecz po takim obłupieniu puszczano go wolno. Nie miał żadnych szans przeżyć. Taki nagi, krwawiący desperat biegał kilka dni po mieście odganiany przez wszystkich i jednocześnie budzący popłoch. Mógł zrobić wszystko, bo i tak miał zginąć. W końcu wyczerpany umierał.
Rozerwania
Dawniej stosowano rozerwanie końmi. W XX w. używano w tym celu samochodów. Ostatni odnotowany przypadek takiej egzekucji miał miejsce w Czeczenii już XXI wieku. Dopuścili się go żołnierze rosyjscy na złapanym partyzancie.
Zrzucenia
Metoda stosowana do dziś w kilku krajach islamskich. Wprawdzie nie dopuszcza jej oficjalne prawo, ale stosują ją lokalne społeczności, zwłaszcza wiejskie, rządzone przez mułłów. Zrzucanie skazanego ze skały (o tak dobranej wysokości, by nie umarł od razu) zdarza się najczęściej w Pakistanie i Iranie. W Afganistanie stosowali tę metodę egzekucji talibowie. Dyktatury kilku krajów Ameryki Południowej (Chile, Peru, Argentyna) stosowały zrzucanie ludzi z samolotu lub helikoptera. Stosowano też zrzucanie do morza pełnego rekinów. Wyrzucanie ludzi przez okno z wysokich pięter było ulubioną metodą naszego rodzimego UBP i SB, oczywiście metodą zapożyczoną od „bratnich służb” ZSRR.
Kamienowania
Podobnie jak zrzucanie ze skały, kamienowanie stosowane jest do dziś w wielu krajach islamskich Azji i Afryki. Tylko w Arabii Saudyjskiej i do upadku talibów w Afganistanie, kara taka przewidziana była oficjalnym prawem. W wielu innych krajach przewiduje ją prawo lokalne (Nigeria), lub stosują ją społeczności wiejskie na skutek wyroków sądów koranicznych. Najczęściej kamienowanie stosowane jest za przestępstwo zina (stosunki pozamałżeńskie).
Rozstrzelania
Najpopularniejsza metoda egzekucji XX w. Na uwagę zasługuje zjawisko masowych egzekucji publicznych. Najpierw wyróżniła się tym leninowska Rosja. Później hitlerowska III Rzesza, a w końcu rekord świata pod względem ilości rozstrzelań pobiły Chiny pod rządami Mao.
W czasie II wojny światowej zarówno Niemcy, jak i ZSRR przeprowadzali gigantyczne zbiorowe egzekucje. Po stronie Niemiec rekordowa była egzekucja ukraińskich Żydów w Babim Jarze pod Kijowem. Do historii przeszedł też mord katyński po stronie ZSRR. Bolszewicy pod przywództwem Lenina i Trockiego wymyślili normy rozstrzelań, które musiały wykonywać miesięcznie wszystkie gubernie. Mao Zedong rozwinął to twórczo wprowadzając normy denuncjacji, dla każdego szczebla urzędników, poczynając od szczebla powiatu, co najczęściej kończyło się rozstrzelaniem zadenuncjowanych lub tych, który nie wykonali normy.
Formy instytucjonalne rozstrzelaniom nadali też Niemcy w okupowanej Polsce. Najpierw sformowali specjalny pododdział dokonujący systematycznych egzekucji ludności żydowskiej. Później planową akcję terroryzowania za pomocą publicznych egzekucji prowadził w Warszawie Franz Kuschera. Zgładzono w nich prawdopodobnie ok. 5 tysięcy ludzi. Kolejnych zbiorowych rozstrzelań dokonywały złożone z Rosjan, ale walczące po stronie Niemiec, oddziały SS RONA (Ruskaja Oswobożdiennaja Narodnaja Armia) w czasie tłumienia Powstania Warszawskiego.
Do historii przeszedł dekret dyktatora Chin, Jiang Jeshi (Chang Kai Sheka), „o likwidacji narkomanii z dniem 1 stycznia 1937 roku”. W samym Szanghaju rozstrzelano tego dnia kilkanaście tysięcy ludzi arbitralnie uznanych za narkomanów przez patrole wojskowe. Liczba ofiar tego dekretu w całym kraju nie jest znana. Prawdziwe rekordy pobili jednak dopiero chińscy komuniści. W ciągu jednego dnia 1951 roku w samym tylko Pekinie dokonano 220 zbiorowych publicznych egzekucji. W tym samym roku w Kantonie, w ciągu 9 miesięcy, rozstrzelano 23 tysiące ludzi. Wedle słów samego Mao rozstrzelano w ciągu 1951 roku 1 milion „kontrrewolucjonistów” w miastach i 3 miliony na wsi.
Jest to tylko drobny ułamek ofiar rządów Mao, które w ciągu 30 lat kosztowały życie ok. 200 milionów ludzi. Ta straszna liczba ciągle nie dociera do świadomości nie tylko zwykłych ludzi, ale nawet większości historyków Zachodu, którzy za największych zbrodniarzy w historii tradycyjnie uznają Hitlera i Stalina. Nawet autor rozdziału o Chinach w „Czarnej księdze komunizmu”, Jean Louis Margolin, zaniża tę liczbę – podaje 65 milionów – podczas gdy inni badacze wyżej kalkulują same liczby ofiar takich wydarzeń jak głód po Wielkim Skoku, czy Rewolucja Kulturalna, którą np. Simon Lyes wycenia na ok. 100 mln. ofiar.
Dzisiejsze Chiny też przodują pod względem liczby rozstrzelań. Wykonuje się tam od 65 do 85 proc. wyroków śmierci na świecie. Niedawno wyszło na jaw, że ogromne liczby egzekucji w Chinach podawane przez Amnesty International i Human Rights Watsh są zaniżone dziesięciokrotnie. W dzisiejszych Chinach rozstrzeliwuje się ponad 10.000 ludzi rocznie.
Specjalnością XX wieku były też wielkie masakry pokojowych demonstracji, które de facto stały się rozstrzeliwaniem tłumu. Dwie największe to masakra w Rangunie dokonana przez birmańską juntę (ok. 10 tysięcy ofiar śmiertelnych) i na placu Tiananmen w Pekinie (ok. 7 tysięcy zabitych). Władze innych państw dokonały w XX wieku kilkuset podobnych, choć nieco mniejszych, masakr. Mają tu skromny wkład i komuniści polscy.
Wartym odnotowania incydentem była rzeź Nankinu w czasie wojny japońsko-chińskiej, gdy żołnierze japońscy w ciągu kilku dni zabili co najmniej 400 tysięcy ludzi. Ostatnią masową egzekucją XX wieku było rostrzelanie 7 tysięcy ludzi przez Serbów Bośniackich w Srebrenicy.
Głodu
Głodzenie ludzi na śmierć było i jest powszechnie stosowane we wszelkich obozach koncentracyjnych, od leninowskich i stalinowskich, przez hitlerowskie i japońskie, po dzisiejsze chińskie, płn. koreańskie, wietnamskie i birmańskie. Osobliwym zjawiskiem XX wieku były wielkie klęski głodu sztucznie wywołane przez państwo (celowo lub wskutek obłąkańczej polityki gospodarczej). Dwie wielki klęski głodu przeżywał ZSRR, jedną za Lenina, drugą większą za Stalina. Kosztowały one życie ponad 5 mln. ludzi. Planowo głodzili ludzi hitlerowcy w gettach dla Żydów i obozach jenieckich dla Rosjan. Sam głód pochłonął tam życie ok. 3 mln. ludzi.
Największą klęskę głodu w dziejach nie tylko Chin, ale i całego świata, spowodował Mao Zedong polityką Wielkiego Skoku. Literatura sinologiczna i historyczna podaje wysoko rozbieżne liczby ofiar – od 30 mln. (J. K. Fairbank) po 64 mln. (S. Lyes). Skrajane oszacowanie przytacza prof. Marek Śliwiński w książce „Zbrodnia, kłamstwo, amnezja” – 162 mln. ludzi zmarłych z głodu. Źródła chińskie na ten temat milczą, dokumenty zostały zniszczone, zaś samo wydarzenie było określane eufemistycznie jako „wstrzemięźliwość żywnościowa w roku obfitości” lub „kampania uzupełniania jadłospisu warzywami i brukwią”.
Na uwagę zasługuje też sztucznie wywołany polityką państwa głód w Korei Północnej. Z jego powodu zmarły już co najmniej 2 mln. ludzi (a może i dużo więcej). Kraj ten wyłudza pomoc zagraniczną posługując się argumentem głodu, ale gdy tylko może przeznacza tę pomoc na zbrojenia i luksusy. Za jedną z transzy takiej pomocy zakupiono 200 luksusowych mercedesów 600 SL.
Osobliwym dokonaniem komunistów jest spowodowanie głodu na tropikalnej Kubie, gdzie owocuje nawet przysłowiowy kij od szczotki wbity w ziemię.
Porzucenia
Metodę tę stosowali sowieci, nazywając to „przesiedleniem na grunty wymagające uzdatnienia”. Całe wsie z europejskiej części ZSRR wywożono i porzucano w syberyjskiej tajdze lub w środku kazachskiego stepu. Najnowszy podobny przypadek miał miejsce po pierwszej wojnie czeczeńskiej, gdy wojska rosyjskie zostały wycofane w step i porzucone przez władze (bez zaopatrzenia i żołdu). Część żołnierzy, którzy przeżyli wojnę, zmarła wówczas z głodu.
Utopienia
Za rządów Lenina i Stalina parokrotnie wywożono więźniów barkami na Ocean Arktyczny, a następnie zatapiano barki. W Wietnamie, od czasów historycznych do dziś, stosowane są „tygrysie klatki” (klatki z bambusa zatopione w wodzie). Więzień ma w takiej klatce tylko tyle miejsca, by ponad wodą utrzymać twarz. Stopniowo traci siły i tonie. Może to trwać całe dnie. O „tygrysich klatkach” stało się głośnio, gdy zachodnia prasa doniosła o stosowaniu ich przez reżim Ngo Dinh Diema. Mało kto zauważył, że znacznie częściej stosował je reżim Ho Shi Minha, a jego następcy stosują do dziś.
W Chinach, co roku, ok. 1,5 mln. „ponadplanowych” noworodków (głównie płci żeńskiej) jest zaraz po urodzeniu topiona w rzekach. Część z nich jest zabijana w szpitalach zastrzykami z trucizną.
Spalenia
Na początku lat 20., w ZSRR, z rozkazu Lenina podpalano lasy, w których ukrywali się zbiegli chłopi. Podpalanie budynków, do których zapędzono duże grupy ludzi, stosowali też hitlerowcy. Niechlubnym wyczynem w tej dziedzinie była zbrodnia w Jedwabnym dokonana na Żydach przez ich polskich sąsiadów. Szczególnym wyczynem w tej dziedzinie wsławiła się policja religijna w Arabii Saudyjskiej (Komisja do Wspierania Cnót i Walki z Występkiem). Strażnicy tej policji nie wypuścili z płonącego internatu kilkunastu uczennic, bo nie miały zasłon na twarzy. Dziewczęta spłonęły żywcem.
Zjedzenia
W Chinach, w 1928 roku, walczący po stronie komunistów komisarz Pang Pai wprowadzał „rządy czerwonego terroru”. Jego Czerwona Gwardia zabijała „kontrrewolucjonistów” i zmuszała ich rodziny do zjedzenia zwłok na oczach kolejnych skazanych czekających na egzekucję. Kolejna fala kanibalizmu nastąpiła w Chinach w okresie wielkiego głodu, gdy odnotowano przypadki zamieniania się dziećmi przez rodziny, w celu ich zjedzenia.
Wywołane głodem przypadki kanibalizmu odnotowano też w czasie wielkiego głodu w ZSRR, a ostatnio w Korei Północnej. W okresie Rewolucji Kulturalnej w Chinach akty kanibalizmu zapoczątkowała uczennica, która wzniosła okrzyk: „wrogów klasowych nie wystarczy zabijać – trzeba ich zjadać!” Następnie wycięła nożem wątrobę z ciała zabitego nauczyciela i na surowo ją zjadła. Została okrzyknięta bohaterką przez propagandę Mao. Po tym incydencie doszło do tysięcy ideologicznych aktów kanibalizmu.
Zakopywania w ziemi żywcem
Ulubiona metoda Mao Zedonga. Znana jest jego wypowiedź: „Żółty Cesarz zakopał w ziemi 450 uczonych. My zakopaliśmy 45 tysięcy. Czyż nie jesteśmy sto razy lepsi?” Metoda ta stosowana była też przez wojska japońskie w Chinach.
Mrozu, prądu, wieszania, duszenia, ustawicznego dręczenia, katorżniczej pracy, gazowania, eksperymentów z bronią jądrową, wstrzykiwania trucizny…
Omówienie wszystkich metod zabijania stosowanych w oświeconym XX wieku wymagałoby napisania książki. Ograniczę się więc do omówienia dwóch metod szczególnie perfidnych.
Pierwsza, to stosowana w Korei Północnej „kara śmierci do trzeciego pokolenia”. Za winę jednego odpowiada cała rodzina, łącznie ze starcami i małymi dziećmi. W KRL-D kodeks karny jest tajny, akt oskarżenia jest tajny, rozprawa jest tajna. W około 60 proc. spraw zapada kara śmierci.
Druga, to stosowana w Chinach „kara śmierci w zawieszeniu na 2 lata”. Skazany zostaje umieszczony w obozie koncentracyjnym (laogai), gdzie musi przypodobać się swoim oprawcom, bo od nich zależy czy egzekucja zostanie wykonana. Jest całkowicie zdany na wszystkie wybryki strażników i więźniów, bo każdy może zabić skazanego na śmierć. Po 2 latach jest albo zabijany, albo umieszczany dożywotnio w obozie, co na jedno wychodzi, bo laogai niemal nikt nie opuszcza żywy. Paradoksalnie na Zachodzie kara ta odbierana jest jako „łagodność” władz ChRL, choć jest jedną z najokrutniejszych tortur, jakie ludzkość wymyśliła.
Straszna statystyka
W XX wieku państwa oraz organizacje zbrojne zabiły w egzekucjach i masowych zbrodniach (nie licząc wojen):
- 200 mln. ludzi w Chinach
- 20 mln. w ZSRR
- 10 mln. zabiły partyzantki komunistyczne nie sprawujące władzy (nie licząc walk)
- 6 mln. w hitlerowskich Niemczech i na terenach przez nie podbitych
- 4 mln. na terenach podbitych przez Japonię w latach 1922-1945
- 4 mln. w Korei pod rządami komunistów
- 2 mln. w Kambodży pod rządami Czerwonych Khmerów
- 2 mln. zabili w różnych krajach terroryści islamscy
- 1,7 mln. zabiły reżimy komunistyczne w Afryce
- 1,5 mln. zabiły wojska ZSRR w Afganistanie (nie licząc walk)
- 1,2 mln. w czasie rzezi w Rwandzie i Burundi
- 1 mln. zabili komuniści wietnamscy (nie licząc walk)
- 1 mln. zabiły reżimy komunistyczne Europy Wschodniej
- 0,3 mln. łącznie dyktatury i komuniści Ameryki Łacińskiej
ok. 5 mln rządy innych państw, wliczając w to oficjalne wyroki śmierci.
 Łącznie w ciągu XX wieku zabito w egzekucjach i zbiorowych zbrodniach co najmniej 259,7 mln ludzi. Jest to trzykrotnie więcej, niż we wszystkich wojnach tego wieku, wliczając w to dwie wojny światowe. Ogromna większość egzekucji (ponad 90 proc.) nie poprzedzona była żadnym procesem sądowym (o wyroku nie mówiąc). Spośród skazanych tylko niewielu (mniej niż 0,01 procenta) miało rzetelne procesy. Ogromna większość została skazana przez rożnego rodzaju „wiece walki klas”, wiece mieszkańców wiosek, wspólnoty religijne.
Znikomą część zabitych stanowili kryminaliści skazani za przestępstwa. Dominującymi przyczynami egzekucji była przynależność narodowa, rasowa, religijna, polityczna a także takie przyczyny jak np.: posiadanie gospodarstwa rolnego („obszarnictwo”, „kułactwo”), noszenie okularów, czytanie niedozwolonych pism, potrzeba pobrania nerki, a ostatnio także ćwiczenie gimnastyki qi gong w stylu Falun.
Organizacje broniące praw człowieka na całym świecie walczą o całkowite zakazanie kary śmierci. Kara ta ma też zwolenników, ale dyskusja cały czas toczy się wobec tej znikomej części kryminalistów skazywanych w rzetelnych procesach. Tymczasem trzeba dążyć do całkowitego zakazu wszelkich egzekucji i uznania ich wszystkich bez wyjątku za zbrodnię ściganą wszędzie oraz bez przedawnienia, jeśli nie chcemy, by XXI wiek był podobny pod tym względem do XX w.
 Oczywiście dziś jest to nierealne, ale może będzie realne za 20-30 lat. Upadek komunizmu też 20 lat temu wydawał się niemożliwy. Czemu nie dążyć do tego, by za kolejne lata do lamusa historii przeszły legalne zbrodnie?
Wracając na koniec do wyjściowej kwestii, twierdzenia Salomona Korna, że Holocaust był największą zbrodnią w historii, której z żadna inną porównywać nie można bez przyjęcia postawy antysemickiej, trzeba zauważyć, iż rozumowanie takie prowadzi do dwóch niebezpiecznych wniosków. Pierwszy – zabicie Żyda jest większą zbrodnią. niż zabicie człowieka jakiejkolwiek innej narodowości. Wybaczcie Państwo, ale to właśnie jest twierdzenie rasistowskie. Drugi wniosek – komisarz Pang Pei, Mao Zedong, Kim Ir Sen, Saddam Husain, Pol Pot, Ho Shi Minh, Ławrientij Beria, bojówkarze Hutu i inni im podobni byli lepszymi ludźmi niż Adolf Hitler.
Moim zdaniem, nie byli.

Krzysztof Łoziński