Jeśli pracownikom dzieje się krzywda, to organizują strajki. A co mają uczynić kibice i sami zawodnicy, aby wywalczyć sprawiedliwe zasady gry w piłkę nożną, aby cieszyć się tą grą?
Niedziela 27 czerwca 2010 to podwójnie pechowy dzień na Mundialu w RPA.

Najpierw był fatalny błąd sędziego podczas meczu Niemcy-Anglia, kiedy to angielski napastnik Lampard posłał piłkę w dolną krawędź poprzeczki i kiedy to ona spadła w obszar bramki określany zwykle krótkim a treściwym mianem GOL, jednak nie tym razem, bowiem sędziowie nie dopatrzyli się wyraźnego a poprawnego zdobycia bramki. Byłby wówczas remis 2:2. Ich błąd mógł wpłynąć na wypaczenie gry, która zakończyła się zaskakująco wysokim wynikiem - aż 4:1 dla naszych sąsiadów.

Najbliżej piłki był niemiecki bramkarz Manuel Neuer, który dokładnie widział, że piłka wpadła jednak do bramki i mógł... No właśnie - cóż mógł ów sportowiec uczynić? Gdyby to był sport indywidualny, to mógłby podejść do sędziego i powiedzieć, że gol został jednak zdobyty. Mógłby także ostentacyjnie wrzucić piłkę do siatki, zmieniając wynik na 2:2 i niewątpliwie zdobyłby wyróżnienie za postawę fair play, które byłoby wspominane przez wieki jako postawa godna prawdziwego sportowca. Niestety, nie zdobył się na ten gest, choć najprawdopodobniej niemiecka drużyna i tak wygrałaby ów mecz (gdyby jednak minimalnie przegrali, to nikt nie chciałby być w skórze takiego szlachetnego bramkarza...).

Media piszą o chichocie historii, bowiem w 1966 roku piłka odbiła się od poprzeczki, ale najważniejszej linii nie przekroczyła, jednak wówczas popełniono błąd (niejako odwrotny) i Anglia została mistrzem świata, wygrywając z... Niemcami.

FIFA ślepa nie jest i - podobnie jak miliardy telewidzów - przyzna, że sędzia z Urugwaju popełnił błąd, jednak wyniku nie zmieni. Pechowy sędzia jest zawodu hydraulikiem. Nasz (polski) ostatni a sławny hydraulik zawojował Francję, która pechowo (dla Irlandii i sportowego świata) dostała się na obecny Mundial dzięki złotej rączce, ale nie w znaczeniu specjalisty do wszystkiego (w tym w hydraulice), lecz dzięki oszukańczej rączce francuskiego napastnika Henry´ego...

W drugim niedzielnym meczu spotkały się dwie latynoskie drużyny. Argentyna (pod wodzą trenera a sławnego ongiś piłkarza, Diego Maradony) pokonała Meksyk 3:1. Nie obyło się bez kolejnego skandalu, choć bez udziału ręki (na cześć wspominanej a sławnej górnej kończyny, przypomnijmy, że Maradona podczas MŚ w Meksyku (1986) zdobył gola przy pomocy - jak twierdził - ręki... Boga.

Pierwszego gola meczu dla Argentyny zdobył Tevez i (niestety!) był to gol zdobyty z wyraźnego spalonego, którego widzieli wszyscy (zwłaszcza na powtórkach), ale nie sędziowie, którzy kątem oka dostrzec mogli również ową repetę...

FIFA ślepa nie jest i - podobnie jak miliardy telewidzów - przyzna, że sędzia z Włoch popełnił błąd, jednak wyniku nie zmieni. Pechowy sędzia po takiej wpadce zapewne straci tytuł najlepszego włoskiego sędziego.

Maradona mógłby po przerwie (i po analizie zdobycia pierwszego gola) nakazać swoim zawodnikom wbicie samobójczego gola, aby naprawić błąd sędziego i zrehabilitować się za swój błąd młodości, jednak taka postawa mogłaby zaistnieć w tandetnej powieści, nie zaś w realnym drużynowym sporcie, gdzie kasa ma największe znaczenie, nie zaś jakieś dziwne a podobno szlachetne odruchy i to wymyślone przez faceta, który w piłkę grał już tak dawno, że dzisiejsi futbolowi mistrzowie jeszcze wówczas nie wiedzieli, że będą piłkarskimi tuzami i milionerami.

Niestety, piłkarscy decydenci mają wyraźny wstręt do pomysłów zastosowanych w hokeju - uparli się, że nie zastosują żadnego dobrego hokejowego rozwiązania w piłce nożnej, zatem hokej jest coraz uczciwszą (bo pilnowaną przez czujniki i kamery) grą przeplataną technicznymi nowinkami, zaś piłka nożna jest coraz mniej uczciwa, bowiem coraz lepsza wizyjna technika bezlitośnie ukazuje błędy sędziów i coraz bardziej irytuje prawdziwych kibiców, nawet tych najbardziej wyrozumiałych wobec arbitrów i najbardziej niechętnych wideopowtórkom. Owszem, przeciętny telewidz irytuje się, ale co ma powiedzieć kibic, który wyjechał na drugi koniec świata, wydał na podróż i na bilety spore pieniądze, pasjonuje się piłką nożną, chce kibicowac lepszym a ogląda mecz wypaczony sędziowskimi błędami, które są oglądane na telebimach przez wszystkich, ale nie przez decydentów.

Ciekawe, kiedy runie ten mur niechęci wobec techniki już stosowanej przez sędziów wielu dyscyplin sportowych? Podczas ważniejszych meczów, w stadionowym studiu powinno być trzech sędziów, którzy większością głosów - podobnie jak w podnoszeniu ciężarów (tam zaliczenie boju) - w parę chwil (maksymalnie w kilkadziesiąt sekund) decydowaliby o (nie)uznaniu gola.

Mirosław Naleziński

Komentarze

Feahisim | 2010-07-01 15:03

Wie Pan, przeważają poglądy - także jednego z sędziów (byłego?) - uczestnika studia mundialowego, że błędy sędziowskie są oczywistym i zrozumiałym elementem meczu piłkarskiego.Dopóki tak popaprana argumentacja będzie ukazywała się bez komentarza i przyjmowana jako oczywista oczywistość, dopóty nie ma co marzyć o uczciwej grze w piłke nożną.Inna sprawa, że na uczciwości zależy tylko idealistom.