Większość Niemców ma poczucie wyższości pośród innych narodów, w tym sąsiednich i dalszych (zwłaszcza europejskich). Istotnie, górują w opiece zdrowotnej, technice i w... sporcie.
W pracy (częściej na niższym poziomie, ale przecież nie tylko) pomagają im (wszak nie bezinteresownie) przedstawiciele narodów, którzy wybrali sobie niemieckie miejsce osiedlenia, najczęściej ze względów ekonomicznych. Niemców jest ok. dwóch razy więcej, niż Polaków (licząc tylko dwa owe rozpatrywane państwa), ale gdyby policzyć wskaźnik dotyczący liczby Polaków pracujących i mieszkających w Niemczech i odwrotnie (w przeliczeniu na tę samą liczbę odniesienia) oraz gdybyśmy te dwa wskaźniki porównali, to mielibyśmy pewną wielkość odwzorowującą różnice cywilizacyjne, które są, niestety, niezależnie od tego, czy będziemy o nich pisać, czy spróbujemy ich nie zauważać.

W sporcie oczywiście mamy zjawiska podobne - wyjazdy jednak Polaków do Niemiec, niż Niemców do Polski, nie tylko do fabryk, ale też do klubów sportowych. W niemieckiej piłce nożnej zatrudnienie znalazło wielu cudzoziemców, w tym Polacy.

Podczas obecnego Mundialu 2010 (RPA), w pierwszym meczu Niemcy rozgromiły Australię 4:0, przy czym połowę goli już w pierwszej połowie strzelili nasi (byli) rodacy. Wydawało się, że w drugim meczu łatwo poradzą sobie z Serbią. Jakież było wielkie rozczarowanie (dla Niemców) i miła sensacja (dla nie-Niemców), bowiem nasi sąsiedzi mecz... przegrali (0:1)! Wprawdzie pechowo, ale jednak! Przy okazji dostało się naszym byłym rodakom, czyli dwóm niemieckim bohaterom pochodzących z Polski, którzy (w przenośni) zostali strąceni z postumentu sławy (bo jak jest dobrze, to chwała niemieckim piłkarzom, ale jak kiepsko, to wina... polskich zawodników). Miejmy nadzieję, że nie na długo.

Ciekawe, czy ktoś z Niemców postawił duże pieniądze na wygraną Serbii... A może ktoś inny został bogaczem?

Niemcy i Serbia to dwa państwa, z których pierwsze w ostatnim ćwierćwieczu zostało powiększone*, zaś drugie zostało... pomniejszone. I z tego punktu widzenia selekcjoner drużyny piłkarskiej Niemiec ma znacznie większy wybór piłkarzy spośród mieszkańców powiększonego obszaru, natomiast trener Serbii** ma znacznie mniejsze pole manewru, a jednak...

Prawdopodobnie Niemcy, nasi zachodni przyjaciele, zostaną mistrzami świata AD2010, ale wyobraźmy sobie miny naszych sąsiadów podczas meczu (prze)granego 18 czerwca 2010, kiedy to pod koniec dnia pracy (w piątek!) zbierali się do domów i na działkowe grylowanka, wsiadali do swych wypasionych merców, włączali radyjka i słuchali transmisji z meczu. Byli pewni, że znowu wygrają, bo przecież któż mógłby im zepsuć pogodne, niemal już letnie, popołudnie i dobrze zapowiadający się wieczór, wszak nie bałkańscy Słowianie... A tu taka siurpryza!

Schłodzone browarki w lodówkach nie doczekały się uroczystego otwarcia, co najwyżej rozgniecenia (wzorem niemieckiego trenera, który medialnie zbeszcześcił plastykową butelkę przy linii autowej). A jakież to bluzgi mogły okrasić grylowane potrawki na świeżo zadymionym powietrzu? W każdym języku są one dźwięczne, ale szczególnie są takie w języku Goethego...

Ujrzenie niemieckiego kibica po piątkowej przegranej - bezcenne!

Mirosław Naleziński

* - obecne Niemcy*** to Niemcy Zachodnie*** oraz Niemiecka Republika Demokratyczna
** - Serbia: największe pojugosłowiańskie państwo
*** - w obu przypadkach: Republika Federalna Niemiec (nazwy po zjednoczeniu nie zmieniono)