Zdjęcie z ekranu telewizora.

Po parogodzinnym śledztwie Międzynarodowa Federacja Saneczkarska (FIL) i kanadyjski koroner ogłosili, że śmierć gruzińskiego saneczkarza była spowodowana błędem sportowca, a nie wadliwym zabezpieczeniem toru. Skandal, po prostu skandal! I to w wykonaniu Kanadyjczyków miłujących rzetelność i fachowość.
Ale podobnie pokrętne oświadczenie wydała wankuwerska policja po tragedii 14 października 2007, kiedy to paralizatorem zabito Polaka Roberta Dziekańskiego. Gdyby nie amatorskie nagranie, nigdy byśmy nie poznali prawdy. Kłamstwom i mataczeniom nie było końca i słynna kanadyjska policja kompromitowała się na każdym etapie śledztwa.

Dzisiaj również możemy obejrzeć wypadek Gruzina i dokładnie widać, że zginął z powodu konstrukcyjnych niedoskonałości olimpijskiego obiektu. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której jakikolwiek saneczkarz (zawodowiec lub amator, początkujący albo doświadczony) wypada z toru i ginie. Nawet gdyby tam jechał przypadkowy kibic, który dla żartu wdarł się na obiekt i jechał; nawet on nie powinien zginąć, bowiem nowoczesny tor saneczkowy w państwie o wysokich technicznych standardach, powinien mieć nadzwyczajny zapas bezpieczeństwa. Im bogatsze państwo, im życie jest tam cenione wyżej, tym współczynnik bezpieczeństwa powinien być wyższy, bowiem cena życia (liczona przez towarzystwa ubezpieczeniowe) jest znacznie wyższa, niż w krajach trzeciego świata, jak również w Polsce. 

Kanada to nie Polska, zaś infantylne wyjaśnienia tak policji (sprawa Dziekańskiego), jak organizatorów (sprawa Kumaritaszwiliego), przypominają krętactwa znane nam z codziennych łgarstw polskich funkcjonariuszy i urzędników oraz lekarzy, którzy popełniają błędy i latami nikt nie może im tego udowodnić, choć wszyscy mają całkiem odmienne opinie.

Jednak w omawianym przypadku, każdy (z wyjątkiem niewidomego) może ocenić powód śmierci gruzińskiego młodzieńca, który otrzymał zaszczytne wyróżnienie w swojej ojczyźnie, pojechał ją reprezentować na drugim końcu świata, ufał wysokiemu poziomowi bezpieczeństwa w Kanadzie, czyli w państwie o doskonałej technicznej reputacji, i śmiertelnie się na tym zawiódł; mało tego - teraz organizatorzy po prostu kłamią!

Mam nadzieję, że w końcu Kanadyjczycy przyznają się do błędu i wypłacą ogromne odszkodowanie oraz przebudują swoje wszystkie zimowe tory w taki sposób, że już nigdy nie usłyszymy o tak kompromitującym ich wypadku. Ameryka Północna to kontynent, na którym zapadają dziwne wyroki - nie tylko milionowe, ale miliardowe odszkodowania (w dolarach), obszar, na którym można dostać odszkodowanie z powodu instrukcji zawierającej małą usterkę, gdzie można otrzymać zadośćuczynienie z takich powodów, które u nas, w światłej Polsce, byłyby uznane za całkiem kuriozalne - u nas sądy wyśmiałyby petenta albo zasądziły parę tysięcy złotych (np. przypadek polskiego robotnika, który po wypadku samochodowym w Wielkiej Brytanii otrzymał tam ponad 30 mln zł odszkodowania).  


Mirosław Naleziński