W artykule Konrada Godlewskiego „Bruce Lee – symbol pojednania i walki z niesprawiedliwością” (Gazeta Wyborcza, 27-28 listopada 2005) znalazło się stwierdzenie, że dzięki filmom Bruce’a Lee „miliony ludzi na całym świecie zaczęły uprawiać kung fu. W Polsce ten fenomen wywołała premiera ‘Wejścia Smoka’ w 1982 r.”

Wszystko w tych zdaniach jest nieprawdą. Kung fu ma co najmniej 7 tysięcy lat w Chinach. Nie było znane w Europie, ale w wielu krajach Azji było popularne na setki lat przed urodzeniem Bruce’a Lee. Nawet w USA było ćwiczone ponad sto lat wcześniej i Bruce Lee właśnie tam się kung fu nauczył.<?xml:namespace prefix = o ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:office" />


Kung fu w Polsce było też znacznie wcześniej niż jakikolwiek film Bruce’a. Zacząłem ćwiczyć w 1964 roku w prywatnej grupie, która już jakiś czas istniała. W tym samym czasie powstał ośrodek śląski braci Jana i Józefa Brudnych (dziś ćwiczą co innego). W 1972 roku powstał ośrodek krakowski Grzegorza Ciembroniewicza. W 1976 roku założyłem własną szkołę walki w Warszawie. Równocześnie powstał ośrodek w Gdańsku. W 1982 roku działało już w Polsce kilkadziesiąt klubów kung fu, które były na tyle silne, że zignorowały zakaz ćwiczenia ze strony władz stanu wojennego. Według dzienników zajęć, które do dziś posiadam, przez mój klub przewinęło się ok. 9 tys. ludzi, głównie przed 1982 rokiem. Kilku moich uczniów miało już stopnie mistrzowskie, w tym późniejsi mistrzowie świata w stylu Hung Gar – Piotr Osuch i Jacek Świątkowski. Nie zauważyłem by filmy Bruce’a Lee miały jakikolwiek wpływ na popularność kung fu w Polsce.


Amerykański aktor Bruce Lee jest niewątpliwie ikoną pop kultury, ale za mistrza kung fu uważają go głównie filmowcy i dziennikarze. Mistrzowie kung fu mają nieco inne zdanie.


Krzysztof Łoziński


mistrz kung fu, 41 lat praktyki