Czym dla Zakopanego - Krupówki, dla Sopotu - molo, dla Delhi - Main Bazar, dla Kthmandu - Thamel, tym dla Bangkoku - Thanon Khao San, inaczej Khao San Road lub po prostu ulica Khan San i przyległa do niej uliczka Soi Rambuttri w dzielnicy Baglampu.
Jednym słowem jest to miejsce, w którym miasto żyje. Tutaj znajdujecie większość tanich hoteli, masa knajpek, sklepików, burdeli, salonów masarzu, w których nie chodzi o masarz, tylko o zupełnie co innego... Khao San tętni życiem niemal przez całą dobę i jest miejscem, które konicznie trzeba zobaczyć, bo tu jest wszystko - fantastyczna tajska kuchnia wprost na ulicy, sklepiki z pamiątkami i bizuterią, masa trekersów, czyli turystów normalnych, seks-turystów, pań, które raczej nie przyszły tu na spacer, normalnej tajskiej młodzieży a czasem nawet klientów biur podróży z drogich hoteli i autokarów (na Khao San wyglądają oni jak przybysze z kosmosu). Wprost na ulicy podaje się jedzenie, robi fryzury, dredy, tatuaże, zaplata warkoczyki, pije piwo, podrywa dziewczyny (nie koniecznie zaraz prostytutki), wymienia informacje o drogach w Kambodży i Losie, hotelach w Wietnamie i kolejach w Birmie.

Czymś, co koniecznie trzeba tu zobaczyć i przeżyć, jest „nocny targ" na południowym końcu ulicy Soi Rambuttri (rzut beretem od Khao San). Właściwie nie jest to targ, tylko wielkie żarcie wprost na ulicy, w restauracyjnych ogródkach otwieranych po godzinie 18-tej i czynnych niemal do rana. Królują owoce morza: krewetki, kraby, kalmary, ryby, langusty, homary, ośmiornice. Zrobione na łagodnie lub na ostro, jak samo piekło. Zdarzyło mi się spotkać potrawę tak egzotyczną, że do dziś nie wiem, co to było. Ale było smaczne.

Kto nie był na Khan San, ten właściwie nie był w Bangkoku.

Krzysztof Łoziński