5000 km po drogach a czasem nawet bezdrożach Indii i Nepalu, w miejscach, gdzie nie dojeżdżają luksusowe  klimatyzowane autokary, koleją i jeepem... w 3 tygodnie?!

Brzmi niewiarygodnie a jednak to prawda. Co spowodowało, ze dotychczasowa klientka renomowanych biur podróży, nawykła do wygód zdecydowała się podjąć trudy podróży przez kraj tak wielki i tak różnorodny, jak Indie?! Kraj, gdzie obok żebrzących biedaków i dzieci, rozkrzyczanych kupców z Pacharn Ganiju w Delhi, poprzez świętych mężów Sadhu z nieodłączną menażką na datki spod świątyń w Benares aż do skupionych na modłach Sighów w ich Złotej Świątyni w Amristarze spotkać można też zwykłych sympatycznych, dobrych i ciepłych zwykłych ludzi! Małych ludzi o wielkich sercach! Tacy właśnie są Hindusi i Nepalczycy!

Każdy dzień obcowania z Nimi, odkrywania ich piękna zewnętrznego i wewnętrznego, poznawania ich kultury, przybliżał mi Indie coraz bardziej A im bliżej Nich byłam – czy to w rikszach, autobusach, pociągach, taksówkach – dzieląc trudy podróży z nimi z dnia na dzień stawałam się jedną z Nich i coraz bardziej zbliżałam się do tego kraju i jego mieszkańców. I tak dzień w dzień, kilometr za kilometrem aż do momentu, w którym zdałam sobie sprawę, że Indie mam już w sercu i chcę i będę do nich wracać!

 

I do tego Nepal, jeden z najpiękniejszych krajów świata, kraj najwyższych gór, najlepszych pierożków „momo”, najcieplejszych kurtek i swetrów z wełny jaka i najpiękniejszych haftów. Kraj wielkich kontrastów, gdzie nieprawdopodobne nagromadzenie zabytków starego Kathmandu sąsiaduje z kawiarenkami internetowymi a rzeźby sprzed 2700 lat niemal ocierają się o anteny satelitarne.

Aby przeżyć to piękno, można wytrzymać nawet 12 godzin w „goverment bus” z Sonauli do Kathmandu, przy którym warszawski autobus 517 jadący przez Aleje Jerozolimskie w godzinach szczytu wydaje się pieszczotą. Da się nawet przeżyć 23 godziny jazdy pociągiem z Gorakhpur od Amristaru.

Specjalne podziękowania dla mojego życiowego towarzysza Krzysztofa Łozińskiego, który w przeciwieństwie do mnie będącej pierwszy raz w Indiach i Nepalu, będąc tam już po raz 12–ty (w Indiach) i 8-my (w Nepalu) przeprowadzał mnie krętymi ścieżkami przez te piękne kraje przybliżając ich piękno, historię. Zakochany w Indiach i Nepalu do szaleństwa nauczył mnie je kochać i chcieć je odkrywać jeszcze nie raz!


Agnieszka Glinkowska


Zdjęcia prezentujemy w takiej kolejności, w jakiej zostały zrobione. A więc najpierw Indie: Delhi, Agra, Jansi, Kajuraho, Varanasi (Benares). Dalej Nepal: Kathmandu, Nagarkot (widok na Himalaje), Bagdaphur, Patan i znów Katnamdu. I jeszcze raz Indie: Amristar i Delhi.