Po raz drugi już w Willi Decjusza odbyła się konferencja „Misje Czwartej Władzy".
6 czerwca, w ramach tego spotkania, odbyły się trzy panele dyskusyjne, podczas których dyskutowano o przyszłości mediów w Polsce, o ich problemach i tendencjach rozwoju. Poruszono również temat konfliktu między mediami komercyjnymi, a publicznymi. Czy publiczne zawsze musi oznaczać polityczne?
Pierwszy panel dyskusyjny o tytule „Publiczne? Prywatne? Profesjonalne! IV władza i podziały między dziennikarzami",
moderuje Grzegorz Gauden.

„Zastanawiam się, czy IV władza istnieje
"
-  pierwszy zabiera głos Witold Gadowski (TVP).

Według niego tylko dumni dziennikarze używają stwierdzenia „IV władza". Czy ludzie służb nie wywierają zbyt dużego wpływu na dziennikarzy? Czy dziennikarze potrafią bronić się przed naciskami politycznymi? Gadowski uważa, że Polska jest bardzo scentralizowana. Istnieje podział na Warszawę i całą resztę.

Tu szybko wtrąca się Marcin Borowski (TVN).

On zna inny podział. Na tych „komercyjnych i niekomercyjnych", gdzie „ci komercyjni" to ci nieprzyzwoici.

Dla Gadowskiego nie ma różnicy między dziennikarzem publicznym, a tym z innych mediów.

„Kiedyś to była jednak znaczna różnica" - odnosi się do tej wypowiedzi W. Godzic (SWPS), który zasiada wśród publiczności.

„Dziennikarz publiczny dawniej był po prostu lepszy, był większym profesjonalistą, ale jak wspomniał Pan Gadowski, nie ma tej różnicy teraz" - tłumaczy profesor.

Wgłębiając się we wszelkie różnice i podobieństwa, wiadomo było, że padnie słowo „misja", wszak telewizja publiczna ma „misję", a komercyjna misji nie ma.
Czy aby na pewno? I bardzo ładnie o owej misji wypowiada się dr Zbigniew Bajka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Przeczytał większość sprawozdań KRRiTV i twierdzi, że opowiadają one to, co nie jest powiedziane oficjalnie.
I tak: „misyjnymi" programami w emitowanymi w telewizji publicznej są „Sprawa dla Reportera", ale również „M jak Miłość". Taniec z gwiazdami prezentowany w TVN jest w rubryce „komercyjne", ale już „Gwiazdy tańczą na lodzie", to „misja", która propaguje łyżwiarstwo w Polsce.

Po chwili zastanowienia prowadzący debatę G. Gauden zadaje pytanie:

Państwo stało się właścicielem mediów i wygodnie mu z  tym, nie może się od tego odzwyczaić. Czy obywatele zatem muszą się składać na telewizję publiczną (chodzi o abonament)? Czy władze samorządowe strzegłyby niezależności mediów regionalnych?

„Jeśli chodzi o imperium radiowo- telewizyjne, to Polska jest za mała by je utrzymywać" - zabiera głos Cezary Łazarewicz (Polityka).

Pracując w lokalnej rozgłośni radiowej mógł zaobserwować jej działania. Radia lokalnego nikt nie słuchał, ale większość tam pracujących uważała, że mają oni „misję". Tam pracuje 100 osób, a w komercyjnej stacji jest ich 10. Właśnie tak funkcjonuje imperium, w którym 95% kosztów utrzymania rozgłośni, to wpływy z abonamentu, a pozostałe 5% to wpływy z reklam.

Borowski bacznie obserwuje rynek radiofonii.

„Państwo od zawsze trzymało rękę na pulsie, to ono przyznawało częstotliwości i nigdy nie zrezygnowało z roli regulatora" - mówi.

Skoro obywatele płacą abonament, to nic dziwnego, że chcieliby wiedzieć, na co przeznacza się te pieniądze. No właśnie, JAK realizuje się tę misję? Na co idą środki z abonamentu?

„My też wypełniamy tę misję, chociaż o nas mówi się źle. Nasi koledzy z publicznych mediów są wspierani przez abonament. My nie. Niemniej jednak uważam, że media publiczne są potrzebne" - dodaje.

„Każda kolejna ekipa zaraz po objęciu władzy piekli się, że jeszcze nie przejęła mediów publicznych. W takiej sytuacji realizacja misji na poważnie nie jest rzeczą możliwą" - mówi Krzysztof Fijałek (INTERIA.PL).

Jeśli chodzi o rozwiązania samorządowe, jest on ich zdecydowanym przeciwnikiem.

"Problemem Europy Środkowej nie jest kontrola mediów publicznych przez rządzące partie, ale sprawy publiczne."spokojnie zabiera głos Wawrzyniec Smoczyński (Polityka).

Według niego dyskusja na temat kondycji mediów nie dotyczy spraw instytucjonalnych. Po 2004 r. nastąpiło przeformułowanie pluralizmu w Polsce, konkretne media zaczęły opowiadać się po jakiejś ze stron. Wyjątkiem  jest TVN24, które to według niego zachowało niezależność.

Debata zmierza ku końcowi. O podsumowanie został poproszony Z. Bajka, który uważa, że po zlikwidowaniu abonamentu radio publiczne padnie pierwsze, bowiem ma ono zbyt dużą konkurencję radia internetowego. „Jestem przeciwny oddawaniu telewizji publicznej władzom samorządowym".

„Po roku 1996 zdarzyła się rzecz straszna, bowiem 76% sprzedanych gazet w Polsce to gazety warszawskie - czyli centralne! Praktycznie jesteśmy we władzy pięciu tytułów ogólnokrajowych". - mówi na zakończenie.

I tak jak mówił na samym początku o podziałach W. Gadowski - „Polska to Warszawa i cała reszta".

Joanna Kusy
Kraków