W Afryce z powodu gruźlicy co minutę umiera jedna osoba. 11 milionów dzieci umiera zanim ukończy 5 lat. Do 2020 roku 68 milionów mieszkańców Czarnego Kontynentu zabije AIDS. Brak antidotum, odpowiedniej opieki medycznej i słabe warunki mieszkalne skutecznie przyspieszają niszczycielską działalność wirusów. W Ugandzie na 10 tysięcy mieszkańców przypada jeden doktor. Natomiast jeden tradycyjny zielarz przypada na 300 osób. Chociażby dlatego, tego drugiego odwiedzają wszyscy, bo w przeciwieństwie do lekarza... na wszystko znajdzie lekarstwo.
Wierzenia afrykańskie są dużo silniejsze niż misjonarsko narzucana religia. Od czasów kolonialnych nieznany cywilizowany świat i nowe poglądy mieszają się tutaj z tradycyjnym zielarstwem, uzdrowicielstwem i magią, praktykowaną w każdym rejonie kontynentu.

Wiedza zielarzy zazwyczaj przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Nie uczą się o tym w szkole, nie czytają książek. Ich celem i zadaniem jest niesienie pomocy ludziom. Wierzą, że każda choroba ma swój odnośnik w produkcie zwierzęcym lub roślinnym, który skutecznie neutralizuje jej negatywne efekty. Sami przygotowują i przepisują leki w formie pudrów, wywarów, naparów i maści. Spożywane są wraz z wodą, piwem lub kukurydzianą kaszką lub używane jako inhalatory, lewatywy, czopki dopochwowe.

Tradycyjni uzdrowiciele pracują nad umysłem i ciałem pacjenta, wierząc, że wiele chorób i problemów ma podstawę duchową i, że psychiczny brak równowagi musi być w pełni odzyskany, aby poszkodowany mógł wyzdrowieć fizycznie.

Konsultują się ze spirytualnym światem w poszukiwaniu rozwiązań. Mogą ranić, jak i jednocześnie powodować dobro, w zależności od pragnienia danej osoby. Większość ich pracy polega jednak na ochronie "klienta" przed możliwymi nieszczęściami, która polega na niedopuszczeniu negatywnych mocy czarnej magii i zachowanie równowagi z innymi ludźmi, duchami i przodkami, poprzez spożywanie odpowiednich leków, noszenie amuletów itp.

Proces konsultacji ze spirytualną sferą i naradzanie się z przodkami odbywa się po wcześniejszym zażyciu naturalnych substancji psychotropowych, które w zależności od rodzaju, są połykane, wciągane nosem lub wypalane przez ceremonialną rurkę.

Aby wzmocnić cały proces uzdrowiciele grają na bębnach, tańczą lub wykonują specyficzne rytuały, jakim są ziołowe kąpiele. Następnie ubrani w naszyjniki z pereł, specjalne ubrania i nakrycia głowy (jak peruki czy futra), gotowi są do przyjęcia pacjenta.

Podczas tej fazy, uzdrowiciel stara się ustalić naturę problemu poprzez badanie objawów i zadawanie bezpośrednich pytań, aby uwidocznić problem w kontekście życia pacjenta, jego statusu społecznego i środowiska fizycznego, w którym przebywa. Często używają też dodatkowych przedmiotów (kości, nabojów, muszli itp.), wierząc, że przemawiają przez nie przodkowie, dlatego też rzucone na matę lub wysuszoną zwierzęcą skórę, interpretowane na podstawie położenia, mogą być kluczem do rozwiązania problemu.

W poszczególnych regionach Afryki (głównie położonych na południe od Sahary) czarna magia i voodoo są również na porządku dziennym. Wielu ludzi nie tylko wierzy, ale namiętnie ją praktykuje.

Rzucanie klątwy na znienawidzonego sąsiada, opuszczanie własnego ciała i podróżowanie w przestrzeni, składanie ofiar ze zwierząt, szmaciane laleczki, rytuały opętania czy chociażby pomoc w znalezieniu męża są sprawami o których nie mówi się na co dzień, jednak nadal uważane są za coś normalnego, naturalnego.

Ludzie często wybierają się do czarownika, po to, aby porozmawiać ze zmarłą osobą, zasięgnąć porady lub po prostu poznać swoją przyszłość. Czarnoksięstwo do tego stopnia jest na porządku dziennym, iż jest praktykowane zarówno przez polityków, biznesmenów, policję, nauczycieli, prawników, czy nawet prezydentów, po to, aby wzmocnić swoją pozycję w państwie.

Według opowiadań mojej współlokatorki z Zimbabwe, ospa wietrzna u afrykańskiego dziecka jest często niepodważalnym dowodem zdrady jednego z rodziców. Wiara w ten przesąd jest na tyle mocna, że może zakończyć się nawet rozwodem. W taki też sposób tłumacząc się powodem, bo "skoro ja nie zdradzam, więc musi to być on/ona", skłócone znajome małżeństwo zeszło na wojenną ścieżkę i gdyby nie jej interwencja sprawa zakończyłaby się w sądzie.

Wielu Afrykanów wierzy również w syreny. Pół kobiety, pół ryby. Początek tego wierzenia pochodzi już z afrykańskiej mitologii, gdzie istnieje wzmianka o Bogini zwanej Wodną Matką (Matką Wody). Jest niewiarygodnie piękna i bogata. Często przedstawiana z wężem otaczającym ją w pasie i głową złożoną pomiędzy piersiami. Ma czarne, proste włosy i jasną skórę.

Postać syreny jest naga. Przedstawia się ją tylko ze złotym lusterkiem lub grzebieniem. W opowiadaniach folklorystycznych syrena jest zarówno jako zwiastunką fortuny jak i klęski. Powodem jest wiara, iż syrena nie jest i nigdy nie była człowiekiem, dlatego też nie rozumie ludzkich potrzeb i pragnień. Dla niej nie istnieje żadna różnica pomiędzy dobrem i złem. Potrafi ofiarować zdrowie i wspaniałe życie, a za złamanie słowa odebrać nawet więcej. Wywołuje strach i przerażenie lub uwielbienie.

Wiara w jej istnienie jest na tyle silna, iż w niektórych państwach (chociażby Togo) po zmierzchu nie spotka się nikogo w okolicach plaży. Niedawno, w lokalnej prasie ukazał się artykuł o kobiecie, która została oszukana przez miejscowego muzyka. Obiecał jej, że zwróci się do syren, żeby znaleźć ukradziony samochód.

Problem polegał na tym, że syreny należało sprowadzić z Londynu. Kobieta kupiła mu bilety lotnicze i opłaciła zakwaterowanie. Po powrocie ze stolicy Wielkiej Brytanii mężczyzna upierał się, że przy jego zdolnościach tylko on może je zobaczyć, a one nie będąc u siebie w kraju, potrzebują telefonów komórkowych, aby kontaktować się z Londynem.

Cała sprawa zakończyła się w sądzie. Samochodu, co prawda nie odnaleziono, ale kobieta stwierdziła, że w syreny wierzy nadal, tylko po prostu trafiła na nieodpowiedniego czarodzieja.

Joanna Składanek (Dubaj)