17 września 2002 r. zginął Sebastian K. Wciąż nie wiadomo, czy było to morderstwo, czy samobójstwo
- Z naszych ustaleń wynika, że winę ponosi szkoła Marymount College. Staraliśmy się też ustalić gdzie i w jakich okolicznościach znaleziono ciało naszego syna. Czekaliśmy też na wynik niezależnej autopsji. - relacjonuje pozornie bez emocji ojciec chłopca, Tadeusz. - Jesteśmy w trakcie ustalania, dlaczego nastąpiło znaczne opóźnienie w przybyciu straży przybrzeżnej na miejsce wypadku oraz gdzie znaleziono ciało. Faktem jest, że przez kilka godzin trwała przepychanka pomiędzy funkcjonariuszami szeryfa, a strażą, kto ma zabrać naszego syna. W tym samym czasie jego ciało leżało w kalifornijskim skwarze, aż do godziny piątej po południu...

Pierwsze informacje

Sebastian zginął późno w nocy. Nie wiadomo jednak, dlaczego straż otrzymała wezwanie dopiero o 23.58 18 września, kiedy pewien turysta znalazł go już o 10.30. Człowiek ten zarzeka się, że zawiadomił od razu odpowiednie służby.
Kto zatem jeszcze tam był i dlaczego opóźniono zawiadomienie? Może szkoła wiedziała o wypadku wcześniej niż policja? Czyli byli inni świadkowie..?

Zostanę kilka lat w USA

Sebastian poznał w Polsce amerykańskiego doradcę szkolnego Liz Lisan. Na przełomie 2001/2002 gościł u niej i razem odwiedzili kilka college´ów w okolicach Los Angeles. Wybrali Marymount College, katolicką szkołę z doświadczeniem w kształceniu studentów zagranicznych.
W maju 2002 przechodzi badania lekarskie przed wojskową komisją lekarską stwierdzającą znakomity stan zdrowia i przyznającą kategorię A. Po zdaniu matury w kraju przylatuje 15 sierpnia 2002 do Los Angeles i zamieszkuje u Lizan i jej męża, doświadczonego psychologa.
1 sierpnia przenosi się do szkolnego akademika Marymount College, mieszka tam razem z trzema kolegami. „Jego współmieszkańcy to dzieci bardzo bogatych ludzi w USA".
Od samego początku jest w codziennych kontaktach z rodzicami telefonicznie lub przez Internet. Wiedział, że pierwszy okres może być trudny, ale podjął decyzję, że pozostanie kilka lat w USA.

Koledzy dokuczają

Po kilku dniach poskarżył się, że koledzy mu dokuczają. Nie miał samochodu i nie brał udziału w ich zabawach. Wszystkie weekendy spędzał w towarzystwie Liz i jej przyjaciół. Mówił: „Ja przyjechałem uczyć się, a nie bawić". W Marymount College nie miał żadnych problemów z nauką. Potwierdziła to szkoła. Psycholog szkolny napisał, że „był to bardzo inteligentny chłopiec, który pięknie mówił po angielsku".
W dniu 28 sierpnia nastąpił otwarty konflikt z mieszkańcami akademika. Grupa młodzieży wtargnęła do jego pokoju. Antenę od telefonu komórkowego usiłowali mu włożyć w odbyt. Sebastian wyrwał się i wybiegł z pokoju, aby zadzwonić do domu. Za nim podążył rosły Amerykanin chcąc go pobić. Po kilku sekundach to on jednak leżał na ziemi. - Sebastian jest cool! - powiedzieli wtedy świadkowie zdarzenia.

Kłopoty z koncentracją

Od tego momentu skarży się rodzicom na kłopoty z koncentracją. Radzą mu, aby udał się do doradcy szkolnego po pomoc. Doradca stara się rozmawiać, ale jednocześnie wysyła Sebastiana... do psychiatry. Według niego polski student ma bliżej nieokreśloną depresję i przypisuje mu Zoloft, środek o podobnym działaniu, co słynny Prozac. Zaleca jego używanie od zaraz i prosi, aby po wykonaniu dodatkowych badań zgłosił się ponownie na wizytę. Chłopak ciągle opowiada o konflikcie ze środowiskiem, w którym przebywa. Na pytania, o co właściwie chodzi, mówi, że „najlepiej powiedzieć mu to bezpośrednio". Tadeusz czuje, że jest „jakiś duży problem i wręcz obawę o coś": - Tato oni mi dokuczają i przeszkadzają się uczyć. Potrafią rozmawiać tylko o samochodach i kobietach...
W tej sytuacji rodzice piszą list do Lizan i podejmują decyzję, że Tadeusz przyleci na tydzień i omówi sprawy syna w samej szkole.
Sebastian umawia go na spotkanie z doradcą szkolnym w dniu 16 września. Termin przyjazdu zostaje uzgodniony na 14 września...

Chciałbym, abyś przyjechał później

W dniu przylotu Tadeusza chłopak telefonuje: - Tato, chciałbym abyś przyjechał za kilka dni... Postanawiają więc, że spotkają się tydzień później. Weekend z 13 na 16 września Sebastian spędza u państwa Lizan. Nieoczekiwanie w rozmowie telefonicznej w dniu 16 września, stwierdza: - To nie była moja decyzja, abyś odłożył swój przyjazd... - A czyja?  - Powiem ci na miejscu...
Umawiają się, że spotkają się 20 lub 21 września. Tego samego dnia ojciec rozmawia z nim jeszcze kilkakrotnie mówiąc m.in. o paczce, która dotrze prawdopodobnie 17 września oraz o 200 dolarach wysłanych przez córkę przyjaciela z Dayton. Precyzują też, jaki rodzaj wyczynowych rolek ma przywieźć, bo „Sebastian chce pokazać tu swoje umiejętności".
Ostatnia rozmowa odbywa się 17 września około godziny 16.19 według czasu Los Angeles. Chłopak mówi, że nie może spać, gdyż właśnie trwa w jego akademiku balanga i jest głośno (Potem jego koledzy mówili, że oglądali telewizję). Umówił się z ojcem, że zadzwoni za godzinę.
Kiedy w umówionym czasie nie było telefonu, Tadeusz wielokrotnie próbuje się z nim kontaktować, ale bez skutku. Ostatni telefon wykonuje około godziny 10.00 nazajutrz chcąc, jak mówi, obudzić syna na zajęcia. Nikt nie podnosi słuchawki...
Dalsze informacje oparte są na doniesieniach policji, prywatnego detektywa i szkoły. Są sprzeczne pomiędzy sobą i niektóre fakty wzajemnie się wykluczają. Podobno Sebastian był widziany w pokoju akademickim jeszcze o godz. 19.30... O godz. 20.30 był widziany przez Chrisa Lee... Podobno widziała go też niejaka Liz Dedrick o godz. 19.30 i to w okolicy miejsca tragedii... Podobno, podobno, podobno.

18 września przypadkowy przechodzień zainteresował się helikopterem wykonującym manewry tuż nad ziemią. Zwabiony tym widokiem turysta poszedł w kierunku plaży. Ale helikopter odlatuje... Zagadka tajemniczej śmierci młodego Polaka do dziś pozostaje nie rozwiązana.

Arkadiusz Panasiuk

Imiona ojca i syna zostały zmienione