Warszawa 27.11.07

Ewa Karbowska, (adres znany redakcji)

Do Dyrekcji Teatru Narodowego w Warszawie,

Wielce Szanowna Dyrekcjo,

Wobec niemożności dostania się do Państwa gabinetów i podjęcia bodaj próby rozwiązania problemu, z którym zetknęłam się właśnie w warszawskim Teatrze Narodowym, a przede wszystkim mając nadzieję, iż są Państwo ludźmi życzliwymi dla osób niepełnosprawnych, postanowiłam opisać w tym liście moje doświadczenia z, jak się okazało karkołomnych, zamiarów obejrzenia spektaklu „Żar". Nie tracąc wiary w to, że moje ,opisane poniżej, doświadczenia w tej materii skłonią Państwa nie tylko do głębokiej refleksji, ale przede wszystkim konstruktywnych działań - w tym być może także przedmiotowego spotkania ze mną - pragnę donieść co następuje:

    • 1. Od premiery „Żaru" bezskutecznie usiłowałam dostać bilety na ten spektakl (początkowo próbowałam uczynić to najzupełniej normalną drogą, gdyż jako osoba od urodzenia ruchowo niepełnosprawna i potrzebująca w poruszaniu się pomocy osób trzecich, wprost nie znoszę korzystania z jakichkolwiek przywilejów, TAM, GDZIE NIE JEST TO BEZWZGLĘDNIE KONIECZNE).
    • 2. Wobec braku powodzenia w zakupie biletów -do tej pory nie przyszło mi nawet do głowy, że nie będzie to wcale mój największy, związany z chęcią obejrzenia „Żaru", problem - 27.11.2007 roku zwróciłam się telefonicznie o pomoc do Waszego Biura Organizacji Widowni. A tam , po informacji, że jestem osobą niepełnosprawną i sama nie mogę stać w kolejce po bilety, ponadto nie zawsze mam kogo wysłać, aby uczynił to za mnie, usłyszałam coś takiego:
    • a. od 3 grudnia będę znowu sprzedawane bilety i wtedy będzie możliwość rezerwacji telefonicznej (odparłam, że wielokrotnie próbowałam takiego sposobu i w takie dni nie sposób się dodzwonić, prosiłabym więc bardzo o zarezerwowanie dwóch biletów już teraz),
    • b. wcześniejsze zarezerwowanie biletów jest niemożliwe, BO - ZGODNIE Z POSTULOWANĄ PRZEZ NIEPEŁNOSPRAWNYCH ZASADĄ RÓWNOŚCI - jestem traktowana jak wszyscy,
    • c. zresztą zaraz, pewnie, i tak się okaże, że spektakl nie jest dla mnie, jeśli - na przykład, poruszam się na wózku (zdziwiłam się mocno, ale jednak
    zapytałam: „dlaczego?". Poza tym dodałam, zgodnie z prawdą, że poruszam się, w zależności od sytuacji, trochę na wózku trochę o kulach),

    • d. winda dochodzi tylko do trzeciego piętra, a potem trzeba jeszcze pieszo pokonać, pieszo bo inaczej się nie da, jeszcze sporo schodów, skoro więc chcę zobaczyć spektakl, to muszę po pierwsze kupić bilety, NA ZASADACH IDENTYCZNYCH DLA WSZYSTKICH, a po drugie przyjść do teatru na tyle wcześnie, aby zdążyć pokonać schody do sali kominkowej, o ile oczywiście dam radę, JAK WSZYSCY. O wprowadzeniu wózka, nawet już po moim ewentualnym wejściu, nie może być, oczywiście, mowy, przecież już zostałam poinformowana, że salka jest mała, więc (powiedziano to po raz kolejny!) muszę się zachowywać JAK WSZYSCY.
    (Zrozumiawszy, że z Panią w BOW w zasadzie nie bardzo jest o czym rozmawiać, podziękowałam jej serdecznie za kilkukrotne dowartościowywanie mnie sformułowaniem „JAK WSZYSCY". Ironii nie zrozumiała, i zapewniłam ją, że takiego dowartościowania nie potrzebuję, bo doskonale znam swoją wartość, po czym podziękowałam za informację).

    • 3. Ja akurat pewnie z dużą trudnością, ale dałabym radę wdrapać się, gdzie trzeba, ale postanowiłam nie robić tego, głównie w geście solidarności z tymi, którzy na pewno nie mogą tego zrobić.
    • 4. Kolejnym moim krokiem w sprawie był więc telefon do Sekretariatu Dyrekcji Teatru. A oto co tam się zdarzyło:
    a. Poprosiłam Panią Sekretarkę o możliwość spotkania z Panem Dyrektorem Torończykiem, lub Panem Dyrektorem Englertem. Niestety, zanim jeszcze usłyszała w jakiej sprawie, oświadczyła kategorycznie, że, Panowie Dyrektorzy są obecnie bardzo zajęci przygotowaniem dwóch premier i nie

    znajdą dla mnie czasu.

    b. Nie ustępując dodałam, iż potencjalne spotkanie miało dotyczyć dostępności dla osób, jak ja, ruchowo spektaklu "ŻAR".

    c. Wtedy usłyszałam, że wymogi reżyserskie, scenograficzne i inscenizacyjne są takie, a nie inne i dla mnie, JAKBY TU CHODZIŁO TYLKO O MNIE, nikt nie zgodzi się na żadne zmiany.

    • d. Dorzuciłam nieśmiało, że nawet reżyserzy i scenografowie są tylko ludźmi i można, przynajmniej spróbować, wypracować z Nimi jakiś rozsądny kompromis.
    • e. Pani Sekretarka wreszcie skapitulowała i trochę na odczepnego, zaproponowała mi napisanie tego listu, co też czynię.
    • 5. Poniżej przedstawiam, w wersji skróconej i naturalnie zawsze możliwej do negocjacji, istotę mojej propozycji:
    Biorąc pod uwagę wszystkie reżyserskie, scenograficzne i inscenizacyjne

    uwarunkowania tego spektaklu, a zwłaszcza posiadając absolutną pewność, iż nie jestem jedyną, w Warszawie, a tym bardziej w Polsce, osobą ruchowo niepełnosprawną, która marzy o równoczesnym zobaczeniu na scenie:

    Pani Danuty Szaflarskiej, Pana Ignacego Gogolewskiego i Pana Zbigniewa Zapasiewicza, szczególnie w tak znakomitej sztuce, chciałam spotkać się z Dyrekcją ,i może dodatkowo twórcami tego konkretnego spektaklu, i zaproponować jakieś salomonowe wyjście. Na przykład, aby opracowanie, dodatkowo, być może nieco zmienionej takiej wersji przedstawienia ŻAR, które , powiedzmy raz na 10 spektakli, zamiast w nie dostępniej dla większości ruchowo niepełnosprawnych sali kominkowej, mogłoby odbywać się w innym, dostępnym także, CHOĆ PRZECIEŻ - w razie braku konkretnego dnia stosownej ilości ludzi niepełnosprawnych lub ich opiekunów- WCALE NIE WYŁACZNIE, na terenie teatru, ale w miejscu dla nich dostępnym.

    Pozostając z poważaniem i nadzieją, iż dyrekcja Teatru udzieli konstruktywnej i wnikającej w istotę rzeczy odpowiedzi na mój list, pozwalam sobie równocześnie wyrazić przekonanie, iż TEATR NARODOWY nie zechce, z pewnością, uchodzić za instytucję łamiącą prawa człowieka, a takim łamaniem byłoby niewątpliwie ograniczanie jego dostępu do kultury,

    pozdrawiam serdecznie - Ewa Karbowska - filolog germanistka i specjalistka od brechtowskiego teatru epickiego, (adrers znany redakcji).