Szanowny Panie,
W redagowanym przez pana magazynie on-line „Kontrateksty" zamieścił pan informację, w której uskarża się pan na Prokuraturę Rejonowa Warszawa-Śródmieście, cytuję: Dziś, 4 sierpnia, otrzymaliśmy pocztą pismo, w którym prokuratura odmawia wszczęcia postępowania „w sprawie", czyli odmawia nawet sprawdzenia, czy nasze zarzuty mają pokrycie w faktach. Pismo z prokuratury, którego skan zamieszczamy poniżej, nie zawiera żadnego uzasadnienia.... Koniec cytatu.
Zastrzegam się, iż nie jestem ani prokuratorem ani rzecznikiem prokuratury i daleki jestem od przynależności do grona sympatyków obecnego MEN Romana Giertycha. Wprost przeciwnie, do pana Giertycha mam ogromne pretensje, iż będąc przewodniczącym sejmowej komisji d/s ostatecznego rozwiązania kwestii Polonii nie uczynił nic w kierunku rozwiązania problemów nurtujących Polaków i osób pochodzenia polskiego zamieszkałych za granicą. Mam na myśli takie sprawy jak uregulowanie podwójnego obywatelstwa, przywrócenie obywatelstwa polskiego osobom niesłusznie go pozbawionym, ułatwienie zrzekania się obywatelstwa polskiego osobom, które sobie tego życzą, repatriacji Polaków ze Wschodu itd. Ja nie kształtuję opinii o kimkolwiek na podstawie tego kto był jego ojcem, dziadkiem czy stryjem a tylko na podstawie takich czy innych uczynków.

Po prostu kopia pańskiego zażalenia została zamieszczona w grupie dyskusyjnej, której jestem członkiem i zamiast kontynuować dyskusję na temat owego pisma bez udziału autora, postanowiłem skontaktować się bezpośrednio z panem.

Niepotrzebnie pan się dąsa na prokuraturę, która odmawiając wszczęcia postępowania bez podania uzasadnienia działała zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem a ściślej Art 17 § 1. pukt 1. KPK, cytuję:

Art. 17. § 1. Nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza, gdy:

  1)  czynu nie popełniono albo brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie jego popełnienia,

Koniec cytatu.

Składając zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z góry wiedział pan, iż istnieje jedynie domniemanie popełnienia przestępstwa przez pana Giertycha. Wprowadzając system Beniamin (uczciwie przyznaje, że nie mam bladego pojęcia na czym on polega) do szkół, Minister Edukacji Narodowej, którym obecnie jest pan Giertych, działał zgodnie z uprawnieniami nadanymi mu na mocy Rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 5 maja 2006 r. w sprawie szczegółowego zakresu działania Ministra Edukacji Narodowej § 1 punkt 2, cytuję:

2. Minister kieruje działem administracji rządowej - oświata i wychowanie.

Koniec cytatu. W ramach kierowania działem administracji rządowej „oświata i wychowanie", pan Gertych ma prawo wprowadzić taki system zabezpieczeń jaki mu się podoba, a także obowiązek noszenia żółtych berecików przez uczniów klas III-cich, czy kokardek przez dziewczynki od klas I do V-tej i ani panu, ani mnie, ani Prokuraturze Warszawa - Śródmieście, ani nikomu na świecie nic do tego.

W dalszej części artykułu staje pan w obronie Mariusza Ziomeckiego, niesłusznie pańskim zdaniem nękanego przez prokuraturę. Po pierwsze pan Ziomecki nie jest osobą prywatną tylko dziennikarzem czyli osobą kształtującą i reprezentującą opinię publiczną a zatem musi liczyć się z każdym słowem wypowiadanym pod adresem każdej osoby fizycznej, nie tylko posłów prawnie chronionych immunitetem nietykalności. Po drugie: co pan ma wspólnego z panem Ziomeckim, ex-redaktorem Polityki za komuny a następnie dziennikarzem Detroit Free Press - od której na lewo jest tylko francuska L´Humanite? Słyszałem, że był pan internowany w stanie wojennym. Ja również, (od 18 grudnia 1981 do 22 listopada 1982 r.) i jakoś nie po drodze mnie ani z panem Ziomeckim ani tym bardziej z jego polityczną orientacją - bardzo zresztą zmienną. Dziennikarze przedstawiający krańcowo odmienne opinie w zależności od tego w jakim czasie, czy w jakim medium się produkują, nie wzbudzają mojego zaufania ani mojej sympatii. Po trzecie; w cywilizowanych krajach ( mam nadzieje, ze do takich zalicza pan USA, w których mieszkam od ponad 23 lat) jest odrobinę inaczej, niż pan napisał jeżeli chodzi o ochronę prawną polityków.

Ani prawo karne ani cywilne w USA  nie zajmuje się „pyskówkami". Jeżeli osoba cywilizowana obrazi publicznie inną osobę cywilizowaną to musi ją publicznie przeprosić pod rygorem utraty statusu osoby cywilizowanej. Przykład 1: niedawno członkini trio wokalnego Dixie Chicks publicznie obraziła Prezydenta USA posługując się pospolitymi obelgami i oszczerstwami, twierdząc ponadto, iż nie ma zamiaru tych oszczerstw odwołać. W efekcie organizatorzy byli zmuszeni odwołać 14 z 20 zaplanowanych koncertów Dixie Chicks. Nie muszę dodawać iż oznacza to początek końca zespołu, ponieważ żaden promotor nie podejmie się zorganizowania koncertów, na których sale będą świeciły pustkami. Przykład 2: kilka dni temu, znany aktor i reżyser Mel Gibson został zatrzymany przez  policję za prowadzenie samochodu po pijanemu a po zatrzymaniu wyraził niepochlebne opinie pod adresem Żydów. Natychmiast po wytrzeźwieniu publicznie przeprosił wszystkich Żydów oraz wszystkich, którzy mogli się czuć dotknięci jego wypowiedziami „w pijanym widzie". Środowiska żydowskie nie były w pełni usatysfakcjonowane przeprosinami, natomiast sondaże opinii publicznej wykazały, iż ogromna większość ankietowanych uznała przeprosiny za wystarczające. Również zdecydowana większość ankietowanych uznała za wysoce naganne prowadzenie samochodu po pijanemu przez Mel Gibsona. Reasumując, w cywilizowanych krajach nie prawo a opinia publiczna reguluje sprawy obrazy słownej, bez względu na pozycję obrażających czy obrażanych.

Załączam serdeczne pozdrowienia

Z wyrazami szacunku

Bolko J. Skowron

Od autora: Dziękuje za list. Myślę, że kluczem do nieporozumienia jest fakt, iż nie wie Pan, jak działa program Beniamin. Otóż nie chroni on dzieci przed szkodliwymi treściami, lub chroni w stopniu znikomym. Jest natomiast narzędziem ideologicznej cenzury. Blokuje dostęp do stron, których Roman Giertych ideologicznie nie lubi, w tym do wielu stron legalnych organizacji pozarządowych i wielu artykułów w prasie internetowej a nawet do całych gazet internetowych. Zgadzam się z Panem, że minister ma prawo wprowadzać regulacje w szkołach ale wprowadzanie ideologicznej cenzury oraz działanie na szkodę legalnych organizacji i przedsiębiorstw (wydawców prasy internetowej) daleko poza jego uprawnienia wykracza. Jest nawet przestępstwem w świetle kodeksu karnego. Żaden przepis nie daje żadnemu ministrowi delegacji do popełniania przestępstw. Oczywiście „minister kieruje działem administracji rządowej - oświata i wychowanie" ale to nie znaczy, że może na tym terenie łamać prawo karne, konstytucję i międzynarodowe konwencje (np. Europejską Konwencję Praw Człowieka).

Oczywiście prokuratura ma prawo odmówić wszczęcia postępowania w myśl artykułu, jaki Pan przytoczył. Dobrym obyczajem państwa prawa jest jednak to, by prokuratura odmawiała postępowania PO zapoznaniu się z faktami a nie PRZED zapoznaniem się z faktami. Niestety w Polsce prokuratura jest podległa politycznie partii rządzącej a szef tej partii i minister sprawiedliwości otwarcie mówią o „polityce karnej". Przypuszczam, że gdyby w USA minister sprawiedliwości powiedział publicznie, że realizuje nie prawo, lecz „politykę karną", to opinia publiczna by go zmiażdżyła. Niestety nasz kraj nadal się nieco różni od krajów cywilizowanych (do których USA jak najbardziej zaliczam).

Powiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa jest krótką formą zwrócenia uwagi prokuratury na niepokojące zdarzenia i nie musi zawierać kompletu dowodów w sprawie. To jest tylko sygnał. Pisze Pan, że prokuratura „nie wszczyna postępowania, a wszczęte umarza, gdy, czynu nie popełniono albo brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie jego popełnienia". A ja się spytam: a skąd prokuratura wie, że „czynu nie popełniono albo brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie jego popełnienia", jeśli nawet nie zapoznała się z faktami? Przecież nawet odmówiono zapoznania się z materiałem, jaki my w tej sprawie zebraliśmy.

Co do pana Ziomeckiego, to ani mi on brat, ani swat. Nie o to chodzi. Jak Pan sam pisze, w krajach cywilizowanych od pyskówek, obraz itp. jest opinia publiczna i towarzyskie wykluczenie a nie prawo karne. Praktyki wytaczania spraw karnych dziennikarzom za głupi żart na temat rządzących są godne władz Białorusi albo Birmy a nie demokratycznego kraju w środku Europy. Niestety naszym rządzącym chwilami jest mentalnie bliżej do Białorusi, niż do Europy i jest to smutne.

I jeszcze dwie uwagi:

1. Ja nie byłem w stanie wojennym internowany. Zostałem potraktowany „z grubszej rury". Byłem skazany na 1,5 roku więzienia i nie był to mój pierwszy pobyt w „salonach MSW". I To również dlatego czuję niepokój, gdy widzę, że wracają praktyki z tamtych czasów.

2. Komisja sejmowa nie nazywała się „d/s ostatecznego rozwiązania kwestii Polonii", tylko nieco inaczej, ale dobrze Pan to ujął. Od dłuższego czasu mam wrażenie, że naszym władcom (z każdej opcji politycznej) marzy się „ostateczne rozwiązanie" kwestii Polonii". Najlepiej jej likwidacja. Za kompletną hańbę uważam porzucenie obywateli polskich wywiezionych na Syberię i opowiadanie bzdur, że Polski nie stać na ich ratowanie a stać, na przykład, na wywalanie ogromnych pieniędzy na imprezy patriotyczno-rozrywkowe, defilady, Świątynię Opatrzności, finansowanie partii politycznych, do których prawie nikt nie należy lub propagandowych kanałów telewizyjnych, których prawie nikt nie ogląda, itp.

Serdecznie pozdrawiam

Krzysztof Łoziński

Komentarze

mifin | 2006-08-20 11:31

Przytoczony w liście przepis nic nie mówi o formie nie wszczynania postępowania, jak również o formie umorzenia. Jak Szanowny Autor listu wyobraża sobie zatem takie działanie prokuratury? Po prostu wyrzuca je do śmieci? Proponuję zerknąć na przepisy art. 93 i 94 KK i czytać je łącznie z przepisami 304-306 KK.