Unia Wolności, Jerzy Hausner i stu kilkudziesięciu polityków, artystów i działaczy samorządowych ogłosili, że powołują Partię Demokratyczną, która będzie ugrupowaniem centrowym.



Walka o zajęcie pozycji w środku sceny politycznej trwa w Polsce od wielu lat. Od kiedy zaczęły zwyciężać w wyborach parlamentarnych na zmianę partie czy ugrupowania i koalicje mianujące się a to lewicą, a to prawicą – politycy tych zwłaszcza partii, które pozostawały ze swym mało wyrazistym umiarkowaniem poza sceną na politycznym urlopie bezpłatnym twierdzili, że ich stronnictwa zajmują polityczne centrum. Jeśli ktoś nie chciał z jakichś powodów utożsamiać się z jednym ze skrzydeł, ochoczo mianował się partią środka. Można było nawet mówić o rywalizacji o miano partii centrowej. Bywały nią kolejne unie, różne chadecje, akcje i porozumienia, a nawet - platformy. Chyba też jedno stronnictwo i pewien sojusz w jakimś momencie chciały być lewicowe, prawicowe, a zarazem – centrowe. <?xml:namespace prefix = o ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:office" />



Od dawna zadaję sobie pytanie, co takiego jest w tym środku, w tym politycznym centrum, co każe prawie każdemu ugrupowaniu przyznawać się do tej właśnie pozycji. Może to lęk przed zbyt wyrazistym wizerunkiem, obawa przed posądzeniem o skrajność, przed zaliczeniem do politycznych oszołomów lub psycholi? Okazuje się więc, że dziś i prezydent Wałęsa jest przeciw skrajności, a za środkiem, w którym pragnąłby nawet ulokować swojego syna Jarosława.



Koniecznie też chce być uznany za centrystę obecny prezydent, który potrzebuje snadź oparcia w jakiejś formacji, zwłaszcza, że – póki co – nie udaje mu się utworzyć własnego ugrupowania lewicowego, które dałoby mu nie tylko możliwość identyfikacji, ale jeszcze utrzymało go w bliskości warszawskich salonów, do których tak przywykł.



Na niedzielnym – 27 lutego – spotkaniu Władysława Frasyniuka z Unii Wolności z Jerzym Hausnerem (z rządu Marka Belki) w obecności Tadeusza Mazowieckiego przywódca UW wołał: Czekamy na pana, panie premierze! Nie miał jeszcze odwagi wzywać w ten sposób Aleksandra Kwaśniewskiego, ale na wszystko niechybnie przyjdzie czas.



Na razie liczne grono naukowców, ludzi kultury i elit tak ulubionych przez media i polityków namawia ogół, by wsparł nowy byt polityczny. Którego ukoronowaniem będzie pewnie wyłoniony i namaszczony przez miłośników centrum kandydat na prezydenta. Mówi się, że będzie to albo prof. Zbigniew Religa, albo redaktor Tomasz Lis. Jeden umie trafić do serc, drugi mówi, że wie, co zrobić z tą Polską.



Jego – Lisa - wyobrażenia o naszym państwie i jego potrzebach są widocznie spójne z oczekiwaniami sygnatariuszy wspomnianego apelu a także z programem – jeśli w tej mierze jakiś został przez UW sformułowany – partii Wł. Frasyniuka.



Tylko, gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Jerzego Hausnera? Bo że poparcie Kwaśniewskiego kosztuje gwarancje dla niego i dla ludzi z jego kancelarii, to raczej pewne. Przesłuchania sejmowej komisji śledczej do spraw Orlenu wskazują, że prezydent i jego droga małżonka mogą potrzebować bardzo solidnych zapewnień o wyrozumiałości prawa. Hausner zaś chyba nie potrzebuje ochrony, może co najwyżej przed samotnymi matkami, które straciły Fundusz Alimentacyjny.



Polityk uzyskuje poparcie elektoratu, gdy daje nadzieje na skuteczność. Wyborcę często mniej interesują przekonania, wyznanie czy intelekt polityka, a bardziej pewność, że to, co zapowiada rzeczywiście zrealizuje. Frasyniuk takich nadziei nie niesie, jak dotąd nie udało mu się odnieść żadnego sukcesu. A Hausner? Ten przynajmniej część swoich planów wcielił w życie. Dlatego Unia Wolności, by jej przedstawiciele znów mogli zapaść w fotele sejmowe, tak potrzebuje wicepremiera. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na Lisa? Propozycja telewizyjnego dziennikarza to przede wszystkim jego nieumiarkowana ambicja i publicystyka, w której nic nowego przeczytać nie sposób. I świetna promocja, która jednak braku charyzmy nie zastąpi.



Tak więc przyszła centrowa Partia Demokratyczna, w której nie dostrzegł miejsca dla siebie Janusz Steinhoff, przewodniczący Partii Centrum, będzie musiała nie tylko przekonać publiczność do tego, że prawdziwy środek zajmuje ona właśnie, będzie też musiała ich uwieść czymś, czego nie mają inni, również aspirujący do wypełniania pustki w środku. Czy to coś to będą tylko Hausner, Lis oraz cała plejada niespełnionych dotąd polityków UW?



Miejmy nadzieję, że wyborcy właściwie ocenią taką ofertę.



Piotr Rachtan

< body>