Władimir Putin odkrył idealną receptę na Rosję – naród musi się stale bać! A gdy naród się boi, to popiera silną władzę, która musi tylko stale dbać, by naród nie przestał się bać, by ciągle gdzieś wybuchały jakieś bomby, ginęły jakieś dzieci, by ciągle gdzieś tliła się wylęgarnia terrorystów – ludobójcza wojna.




Trudno nie odczuwać niepokoju patrząc na Rosję i poczynania jej prezydenta. Likwidacja wolnych mediów, zniesienie wyborów regionalnych, pacyfikacja partii politycznych (poza własną), unifikacja poglądów Dumy, postępująca renacjonalizacja gospodarki…



Władimir Putin doszedł do władzy z namaszczenia schorowanego i przesyconego alkoholem Borysa Jelcyna. Startował jako nikomu nieznany wcześniej pułkownik KGB. Pierwszym krokiem do jego elekcji było wytworzenie „odpowiedniej atmosfery” w kraju. Przygotowaniem gruntu zajęli się koledzy po fachu towarzysza pułkownika – wyżsi oficerowie Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Najpierw „nieznani sprawcy” wysadzili w powietrze razem z ludźmi budynki mieszkalne w Moskwie i Wołgodońsku. Następnie „właściwy kandydat na prezydenta”, pułkownik Putin, wskazał wroga – Czczenię. Naród cerkiewny, który ciągle jeszcze mentalnie nie przestał być „narodem radzieckim”, natychmiast „aluzju poniał” i ochoczo poparł nową wojnę „właściwego kandydata” i oczywiście jego kandydaturę.



Już na samym początku swych rządów Putin wszczął nową wojnę w Czeczenii, rozpętał rasistowską nagonkę na „czarnych”, czyli narody kaukaskie, rozprawił się z wolną prasą, zmarginalizował partie polityczne poza partią władzy. Naród był zachwycony, a nowy prezydent za pomocą niezwykle sprawnych zabiegów socjotechnicznych obracał na swą korzyść nawet ewidentne klęski („Kursk”, Dubrowka, Biesłan). „Silny człowiek” na Kremlu rozbił nawet i podporządkował sobie oligarchów, z którymi nie mógł uporać się Jelcyn.



Naród rosyjski jest dziś zniewolony w stopniu, w jakim nie był od czasu początków reform Michaiła Gorbaczowa. Autorskim dziełem Putina jest rozkręcenie w Rosji zjawiska terroryzmu, ale paradoksalnie ten naród właśnie dlatego wodza kocha. Władimir Putin odkrył idealną receptę na Rosję – naród musi się stale bać! A gdy naród się boi, to popiera silną władzę, która musi tylko stale dbać, by naród nie przestał się bać, by ciągle gdzieś wybuchały jakieś bomby, ginęły jakieś dzieci, by ciągle gdzieś tliła się wylęgarnia terrorystów – ludobójcza wojna.



Trzeba też budować wizerunek wodza, jako człowieka siły. A więc Putin leci na Kaukaz myśliwcem. Leci jako pasażer, bo pilotem przecież nie jest, ale po wylądowaniu, do zdjęcia, przesiada się za stery. Putin występuje w kimonie z czarnym pasem jako judoka. Wprawdzie, każdy, kto choć trochę liznął judo, od razu widzi, że Putin nic nie umie, a czarny pas „ma” bo go sobie przewiązał, ale kto tam będzie sprawdzał certyfikaty prezydenta… W Petersburgu wychodzi książeczka dla dzieci „Skazki o Putinie”. Aluzja do popularnych w czasach ZSRR bajeczek o Leninie („Dzietskije i szkolnyje gody Illicza” sprzedawano nawet w Polsce) jest dobrze czytelna. Dzieci poradzieckie dowiadują się, jak to „młody Wołodia” pokonywał rówieśników w zapasach podwórkowych „nie tylko siłą, ale i sprytem”. Naiwny świat odbiera te zabiegi jako niegroźne śmiesznostki a tym czasem w mocno okrojonej terytorialnie Rosji dojrzewa „nowy człowiek radziecki” – pokolenie młodych Rosjan kochających wodza.



A wódz, wykorzystując szok po kolejnych masakrach (Dubrowka, Biesłan i pomniejsze), likwiduje wybory gubernatorów (odtąd mianuje ich Kreml) i tym samym obsadza z Kremla połowę miejsc w Dumie. Drugą połowę obsadza partia władzy. I oto mamy znów dyktaturę mówiącą chytrze o demokracji, bo jak pisał Janusz Szpotański, nie sztuka „zbombardirować” – „duraczyć” trzeba. Towarzysz wódz zna także mentalność Zachodu i znakomicie nią manipuluje. Voltaire chwalił „oświeconą” carycę Katarzynę, Benard Shaw – Stalina a całe rzesze lewicujących „użytecznych idiotów” na Zachodzie kochają dziś Putina za „stałe dążenie do demokracji, szacunek do człowieka po prostu” (Jacques Chirac). A wódz odsłania na budynku Łubianki tablicę ku pamięci Jurija Andropowa i jednoczy ponownie „służby” dawnego KGB rozproszone przez Jelcyna.



Naiwni myślą, że wódz przegrał batalię o Ukrainę. Nieprawda, przegrała Rosja a Putin wygrał. Naród poradziecki znów poczuł się zagrożony i skupia się wokół wodza, a ten ma okazję, by dalej przykręcić mu śrubę. Co robi chytry dyktator w obliczu klęski? Ogłasza zwycięstwo! A więc Rosja jest znów mocarstwowa. Obchodzi uroczyście rocznicę „wygnania Polaków z Moskwy” (kilkaset lat temu), rocznicę pierwszego zwycięstwa Armii Radzieckiej (które było klęską, ale co tam, zwycięstwem mianował je Stalin).



I tak doszliśmy do dni ostatnich. Władimir Putin szokuje świat oświadczeniem na temat Jałty i chce obchodzić jej rocznicę razem z fałszywą rocznicą zakończenia II wojny światowej. Fałszywą, bo Niemcy skapitulowały 8 maja, a ZSRR kazał im kapitulować ponownie 9-go, bo jego reprezentanta przy prawdziwej kapitulacji nie było. Ledwo świat ochłonął z szoku a już mamy nowe słowa Putina i jego ambasadorów. Kilkanaście godzin przed spotkaniem Putina z prezydentem USA Georg’em W. Bushem w Bratysławie, ambasador Rosji w USA Jurij Uszakow zapowiedział, że „prezydent Władimir Putin będzie twardo odpierał ewentualne zarzuty o łamanie demokracji i transakcje z Iranem i Syrią”.<?xml:namespace prefix = o ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:office" />



W wywiadzie dla „Washington Times” ambasador przestrzegł przed próbami „zapędzania do narożnika” Rosji w sprawie wolności prasy i swobód dla opozycji, mówiąc, że jest to „skazane na porażkę”. „Ubolewam, że Rosja znowu staje się celem surowej krytyki za tak zwany odwrót od demokracji. Wskutek tego jak media amerykańskie i ośrodki analityczne interpretują wydarzenia w Rosji, atmosfera przed szczytem w Bratysławie nie wydaje się sprzyjająca” - powiedział Uszakow. Oświadczył też, że „Rosja jest zdecydowana kontynuować budowę reaktora atomowego w Iranie i rozważa sprzedaż rakiet Syrii”. Z kolei w wywiadzie dla „New York Timesa” ostrzegł, że ewentualna krytyka Rosji przez Busha w Bratysławie spotka się z ostrą ripostą. „Putin wytknie Bushowi nasze własne zastrzeżenia dotyczące sytuacji w USA i pewne niepokojące aspekty polityki Waszyngtonu. […] Część opinii publicznej w Rosji niekoniecznie popiera pewne działania Ameryki w niektórych regionach świata […] niektórzy bardzo krytykują system wyborczy w USA” - głosił Uszakow.



Ledwie zdumione agencje zdążyły odnotować tę wypowiedź, gdy już dotarły na zachód nowe słowa Putina. Oto „Bałtowie zabełtali Zachodowi w głowie”, „Rosja nie unieważni paktu Ribentrop-Mołotow, bo był on potrzebny”. Wkrótce dochodzi do spotkania Putin – Bush. Prezydent USA wygłasza krytykę antydemokratycznych praktyk Putina a ten a to: „Pryncypia demokracji muszą być adekwatne do tradycji Rosji”. Cóż, tradycja Rosji to Iwan Groźny, Mikołaj II, Józef Stalin, Jurij Andropow. Jaki kraj, taka tradycja. Wszystko jasne.



A co w tej sytuacji ma zrobić Polska? Odpowiedzieć sobie na dwa pytania:



1. Czy można mieć normalne stosunki z nienormalnym krajem?



2. Czy można mieć dobre stosunki z krajem, który życzy nam źle?



A do Moskwy na obchody rocznicy zakończenia wojny trzeba pojechać, ale trzeba powiedzieć tam coś takiego, co Putin zrozumie jako nowy „gest Kozakiewicza”.



Jan Wolny

< body>