Środowisko dawnej opozycji antykomunistycznej jest podzielone od co najmniej 16 lat. A właściwie już wcześniej, w czasach prehistorycznych te podziały się ujawniły na tle najpierw strategii, gdy na fundamentalne pytania o granice reformowalności systemu socjalistycznego znajdowano odmienne odpowiedzi



1. Wtedy to mieliśmy obok KSS KOR - Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, potem – KPN, a obok – PPN. Potem Solidarność, ruch na pozór masowy i skupiający wszystkich, z samej swojej masowej natury był podzielony na radykałów, zwolenników porozumień z władzą, samorządowców, ekspertów. Pojawili się antysemici, endecy i czort wie, ile jeszcze powstałoby frakcji wewnątrz związku, gdyby nie stan wojenny, który wprowadził podział prosty - na my i oni. Ale i wśród „my” byli internowani i wolni, konspiratorzy i obojętni, zwolennicy porozumienia i jego przeciwnicy. Wszystko zatem wróciło w koleiny starych podziałów ideowych. <?xml:namespace prefix = o ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:office" />



2. Okrągły Stół i Gruba Linia wzmogły jeszcze te różnice i drogi dawnych towarzyszy walki właściwie ostatecznie rozeszły się w latach 1990 – 92. Próżne więc żale – Antoniego Macierewicza i Adama Michnika żadna Komisja Dobroci dla Wszystkich nie pojedna, Zygmunt Wrzodak ze Zbigniewem Bujakiem przy wspólnym stole nie zasiądą, Czesław Bielecki nie znajdzie wspólnego języka z Waldemarem Kuczyńskim. I rzecz nie w uprzedzeniach, a w twardych faktach.



3. W walce istotnie, obrywa się nieraz mocno. I zasługą to jest nie przyjaciół, a wyłącznie – nieprzyjaciół. Jednak zadawane z ukrycia razy, które miały zniszczyć godność, dobre imię i cześć, choć zadane przez esbeków, dosięgały nas nieraz z ręki tych, których za przyjaciół uważaliśmy. Z ręki Ketmanów, Nowaków, może – Bolków albo Świętych. To oni przenosili do naszych środowisk wymyślone przez fachowców od brudnej wojny potwarze. Ich zdrada i przekazywane o współtowarzyszach walki informacje pozwalały majorom i porucznikom montować gry, które nie miały na celu złowienie grubych ryb podziemia, tylko zasianie nieufności i podzielenie tak zwartego początkowo środowiska podziemia. Przeniesione przez TW plotki i pomówienia trafiały dopiero później do uszu plotkarzy i zawistników, którzy roznosili je dalej. Bez tajnej współpracy współpracowników SB nie byłoby to możliwe.



4. Atmosfera dziś nie jest ciężka i duszna – ona właśnie zaczyna się oczyszczać, bo dopiero teraz pojawiła się szansa, by nasze pokomunistyczne życie ufundowane było na prawdzie, a nie jej wyobrażeniu, które jest przyczyną tylu pomyłek w ocenie ludzi, ich charakterów i uczciwości, a w konsekwencji - niezliczonych rozczarowań, jakie przyniosły nam ostatnie lata.



5. A więc przed wybaczeniem i pojednaniem pierwsza być musi prawda o ludziach, czynach i okolicznościach. Za nią zaś niech idzie skrucha. Dopiero potem można myśleć o pojednaniu i wybaczeniu.



Tej skruchy żadna instytucja nie zastąpi. Nie stowarzyszenie, nie komisja, nawet z najbardziej zacnych osób złożona – tylko akt prawdziwego rachunku sumienia osób, o których uczynkach może wolelibyśmy pomilczeć, jak katharsis do końca oczyści atmosferę i przywróci klimat zaufania, tak naszemu krajowi potrzebny. Bez tego nie ma mowy o pogodzeniu Andrzeja Gwiazdy z Lechem Wałęsą, czy o wybaczeniu Małgorzacie Niezabitowskiej przez niektórych jej kolegów z Tygodnika Solidarność.



Dlatego nie przystąpię, Krzysiu, do Twojej Komisji.



6. Co zaś do spóźnionych bojowników, to cóż, mimo upływu lat nie ubywa żołnierzy Armii Krajowej… Myślę, że moc przyciągania mitu z czasem rośnie. Moc każdego mitu.

Piotr Rachtan< body>