Środowisko ludzi dawnej opozycji antykomunistycznej jest dziś skłócone i podzielone. Krążą wzajemne oskarżenia i pomówienia, często bezpodstawne, lub wynikające z błędnej interpretacji lub niepełnej znajomości faktów. W czasach trudnych wszyscy byliśmy poddani ogromnej presji przeciwnika, wielkim stresom. U wielu z nas pozostawiło to trwałe piętno, trwałe okaleczenie duszy. Niestety w walce nie tylko zadaje się ciosy, ale także obrywa. Wielu z nas zapłaciło za swe poświęcenie cenę rozbitego życia rodzinnego i osobistego, ale także cenę krążących w ich środowisku bezpodstawnych pomówień, nieraz celowo i świadomie kolportowanych przez SB a następnie bezkrytycznie kolportowanych prze plotkarzy i ludzi zawistnych. Pomówienia te są obecnie narzędziem używanym przeciw nam w grze politycznej a także w grach środowiskowych. Powstała atmosfera, w której niemal każdy z nas jest niszczony, często rękami innego z nas, a przeciwnik się cieszy i zbiera punkty.




Czas ten festiwal pomówień przerwać. Powołajmy, pod auspicjami Stowarzyszenia Wolnego Słowa, komisję prawdy i pojednania. Podejmijmy próbę przełamanie wzajemnych uprzedzeń i doprowadzenia do zgody. Nie musimy mieć jednakowych poglądów politycznych, nie musimy być jedną partią, ale przestańmy nazywać się wzajemnie „Bolkami”, „Lokami”, „Zapalniczkami”, „Monikami” itp. Spróbujmy na przykład spotkać Lecha Wałesę z Andrzejem Gwiazdą i nakłonić do zgody. Wyjaśnijmy prawdę na temat Henryka Karkoszy. Takich spraw jest mnóstwo.<?xml:namespace prefix = o ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:office" />



Wiem, że nie wszystko da się w ten sposób załatwić, że nie wszyscy na to pójdą, ale niech wówczas będzie chociaż jasne, kto zgody i prawdy nie chce, a kto ma czyste sumienie i gotów jest wyciągnąć rękę na zgodę, przełamać wieloletnie uprzedzenia. Wiem, że nie jest to łatwe ani przyjemne, ale jest potrzebne Polsce i nam samym. Sprawy techniczne, jak to zrobić, są do dyskusji, ale chyba lepiej byśmy niejasne karty naszej historii wyjaśnili sami, niż by robili to ludzie z zewnątrz, nie znający realiów tamtego czasu i często nam niechętni.



Kolejnym zadaniem dla takiej komisji powinna być weryfikacja faktów, by powstrzymać lawinę ludzi, którzy poczuli się bojownikami dopiero po skończonej wojnie i wznoszą dziś sami sobie pomniki.



Krzysztof Łoziński

< body>