Dziennikarze nie powinni na własną rękę wyprzedzać działań Instytutu Pamięci Narodowej - "chyba że byłyby one zagrożone przez przeciwników ujawniania prawdy" - podkreśliła Rada Etyki Mediów w oświadczeniu dotyczącym tzw. listy Wildsteina.




Rada zaapelowała do wszystkich mediów, by nie rezygnując z przysługującej im funkcji kontrolnej, "z dobrą wolą" towarzyszyły działaniom IPN - "instytucji zaufania publicznego, której autorytet może zapewnić pożądany przebieg odtajniania dokumentów".<?xml:namespace prefix = o ns = "urn:schemas-microsoft-com:office:office" />



Przedstawiciele REM przypomnieli, że zadaniem dziennikarzy jest nie tylko "urzeczywistnianie prawa obywateli do jawności życia publicznego", ale też minimalizowanie kosztów społecznych, które ów proces za sobą pociąga.
"Takie względy jak oglądalność, słuchalność i poczytność muszą ustąpić poczuciu odpowiedzialności i rozwadze" - czytamy w oświadczeniu.



Według Rady, "zadaniem w tej chwili najważniejszym jest ciągłe powtarzanie, iż krążący w internecie skorowidz nazwisk NIE JEST listą agentów." Członkowie Rady zaapelowali też, by przedstawiciele mediów jak najpełniej korzystali z wiedzy specjalistów IPN.



REM dodała, że niektóre publikacje np. "Gazety Wyborczej" ("Ubecka lista krąży po Polsce", "Barbarzyństwo Wildsteina") "dezinformowały odbiorców, nasilając atmosferę wzajemnych podejrzeń".



"Przestrzegamy przed próbami instrumentalnego traktowania mediów przez przeciwników odsłaniania prawdy o historii Polski" - podkreślono w oświadczeniu.



Od redakcji: Lista katalogowa zwana listą Wildsteina jest tylko czymś w rodzaju przewodnika po półkach w archiwum IPN, spisem katalogowym, jak w bibliotece. Nie jest prawdą, że jest to lista funkcjonariuszy i agentów SB oraz ich tajnych współpracowników. Nie jest też prawdą, że numery teczek TW zaczynają się na dwa zera. Wręcz odwrotnie, są to najczęściej numery ludzi, których nie zdołano zwerbować, ale i to nie jest regułą. Na liście dokumentów tworzonych od 1945 roku znajduje się ogromna liczba osób dawno już nie żyjących, a noszących te same imiona i nazwiska, co osoby obecnie żyjące. Samo imię i nazwisko, bez bliższych danych (imiona rodziców, data urodzenia) nie pozwala na identyfikację osoby. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że osób noszących to samo popularne imię i popularne nazwisko żyje dziś w Polsce po kilkadziesiąt, kilkaset lub nawet kilka tysięcy. Od 1945 roku takich osób było kilkakrotnie więcej. Na liście tej znajduje się też wiele osób ewidentnie poszkodowanych, których nawet werbować nie próbowano. Zawartość wielu teczek nie została jeszcze w ogóle zbadana i zupełnie nie wiadomo, co się w nich znajduje. Nie wiedziały tego także osoby tworzące obecny katalog. Tym bardziej wiec nie jest to lista agentów i rozpowszechnianie jej pod takim tytułem jest nieuczciwe.



Niepokoić muszą sygnały o tym, że przez Internet są już rozpowszechniane także fałszywe, bądź zmodyfikowane listy, do których dopisano pewne nazwiska, lub pewne nazwiska z nich usunięto.

< body>