Kilka tygodni temu zamieściliśmy moje wspomnienie z lat 1980-82 opisujące tak zwaną „sprawę Narożniaka”. Tekst pod tym tytułem jest ciągle dostępny w naszym archiwum. Moje wspomnienie było, z natury swojej, relacją jednostronną, w której marginalnie tylko wspominam o akcji uwolnienia Janka Narożniaka przez działaczy MRKS, Adama Borowskiego i Jerzego Bogumiła. Marginalnie, nie dlatego, bym nie doceniał ich akcji, ale dlatego, że pisząc ten tekst niewiele o tej akcji wiedziałem.
Tydzień temu zgłosił się do mnie młody historyk z Ośrodka „Karta”, Bartosz Kaliski, zajmujący się badaniem historii „Solidarności” w podziemiu. Dzięki niemu poznałem nieco więcej faktów z drugiej strony tej akcji, czyli dotyczących akcji MRKS. Muszę przyznać, że zaczyna to wyglądać ciekawie, parę rzeczy się wyjaśniło, ale i, niestety, powstało parę nowych zagadek.

Artykuł w „Życiu”
W 1999 roku, w „Życiu” z dnia 11-12 grudnia, Rafał Geremek opublikował relację o akcji MRKS spisaną na podstawie rozmów z Adamem Borowskim i kilkoma innymi osobami biorącymi w niej udział. Artykułu tego wcześniej nie czytałem, bo nie czytam „Życia”. Co ciekawe, autor owego artykułu, Rafał Geremek, pracował we „Wprost” parę biurek ode mnie, ale jakoś nie zgadaliśmy się na ten temat.
Ponieważ artykuł ten jest najbardziej zwięzłą i spójną relacją o akcji MRKS, skoncentruję się na jego omówieniu i powiązaniu opisanych w nim faktów z moją wiedzą.
Zacznijmy od drobnego sprostowania. Autor pisze, że Janek Narożniak w 1980 roku „w drukarni przypadkiem przechwycił esbecką instrukcję ‘Jak zwalczać opozycję’ i przedrukował ją w podziemnym pisemku”, co stało się powodem jego ówczesnego aresztowania. Uff! Niemal wszystko w tym zdaniu jest nieprawdą. Dokument, o którym mowa, nie był „esbecką instrukcją”, tylko listem prokuratora generalnego Lucjana Czubińskiego do prokuratorów wojewódzkich. W pewnym sensie był on rzeczywiście instrukcją zwalczania opozycji metodami niezgodnymi z prawem, zalecaną „do umiejętnego stosowania w pracy politycznej i zawodowej”. Dokument ten zamieszczamy w całości, w materiałach do tekstu „Sprawa Narożniaka”, w naszym archiwum. Janek Narożniak nie wszedł w jego posiadanie ani przypadkiem, ani „w drukarni”. Dostał ten dokument do ręki ode mnie w celu powielenia w biurze Zarządu Regionu Mazowsze. Dokument wyniosłem z Prokuratury Generalnej ja i dałem go Narożniakowi do powielenia (opisałem to dokładnie w tekście „Sprawa Narożniaka”). Oczywiście Janek Narożniak nie opublikował tego w żadnym „podziemnym pisemku” (wszystkie pisemka wychodziły wówczas jawnie, żadnych podziemnych w październiku 1980 roku nie było), tylko wykonał kilka, może kilkanaście kserokopii. Smutnym aspektem jest postępowanie samego Narożniaka, który przecież doskonale wie, jak była moja rola w tej sprawie, oraz wie, że sam w ujawnieniu listu Czubińskiego nie miał dokładnie żadnej zasługi. Gwoli prawdy powinien sprostować (i nie tylko tę publikację), ale milczy. Rozumiem, że rola „bohatera narodowego” jest bardzo wygodna, nawet, gdy w „bohaterstwie” brało się udział wyłącznie bierny.
O tym, że Narożniak doskonale zna role w tej sprawie, świadczy jego zeznanie podczas tamtego aresztowania (w 1980 roku), w którym mówi, iż „otrzymał ten dokument od osoby, której nazwiska nie ujawni, wykonał 10 kopii i oddał osobie, której nazwiska nie ujawni”. To zeznanie Narożniaka cytuje Lucjan Czubiński na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR w dniu 26 listopada 1980 roku (patrz: dokumenty KC PZPR w Archiwum Akt Nowych w Warszawie).
Rafał Geremek wspomina o tym, że działacze dawnego podziemia mają do Janka Narożniaka pewne żale, a dokładnie o to, że korzystając z amnestii ujawnił się, gdy Adam Borowski siedział jeszcze w wiezieniu. To też pewna nieścisłość. Żal to my, owszem mamy, ale nie o to. Raczej o to, że do dziś nie słyszeliśmy od niego słowa „dziękuję”, a także za pewien „wjazd kserokopiarką do historii”, za to granie roli bohatera i umniejszanie roli innych osób. Szczególnie przykro odebraliśmy film dokumentalny Krzysztofa Langa „Palec Jana Narożniaka”. Tak się bowiem złożyło, że w tym filmie Jerzy Bogumił, Adam Borowski i ja jesteśmy jedynymi osobami, które pojawiają się na ekranie nie podpisane nazwiskiem (a podpisano dokładnie wszystkie inne osoby). Ja pojawiam się na tym filmie jako „jakiś młody człowiek” przemawiający na wiecu w Ursusie, Adam i Jerzy, jako „jacyś ludzie”, którzy wywożą Narożniaka ze szpitala. Naprawdę nie chodzi nam o to, by nam dawano ordery i stawiano pomniki, tylko o zwykłą uczciwość wobec faktów. Zwłaszcza, że autor filmu, Krzysztof Lang, doskonale mnie zna i dokładnie wie, jak się ten „jakiś młody człowiek” na ekranie nazywa. Nie podpisanie Adama i Jerzego to już bardzo gruby nietakt.
Do artykułu dołączona jest kopia komiksu Jacka Fedorowicza „Solidarność – pierwsze 500 dni”, gdzie w komiksowy sposób pokazano to wydarzenie. Jest i tu sporo nieścisłości, ale sprostuję tylko jedno. Na rysunku widać drukarnię z maszynami, w której esbecy dokonują przeszukania. To nie tak. Powielarnia regionu, w której pracował Narożniak, to był maleńki pokoik z jedną prymitywną kserokopiarką i powielaczem białkowym. Romayorów to my się dorobiliśmy dużo później.

Skąd się wzięły dwie akcje?
Pisałem już o tym, że gdy tylko dowiedziałem się o postrzeleniu Janka, zacząłem organizować akcję jego uwolnienia, ale uwolnili go Borowski i Bogumił, którzy organizowali akcję równolegle, nie wiedząc o naszej (a my nie wiedzieliśmy o nich). Pewne rzeczy już się tu wyjaśniły. Były jakby trzy równoległe i jednoczesne kierunki działania podziemia. Pierwszy mój, drugi inspirowany przez dr Jerzego Siwca ze szpitala na Banacha, a trzeci polegający na spontanicznym działaniu wielu różnych osób.
Zaczynając od początku, było to tak: Lekarz, który przyjmował Janka do szpitala 25 maja, dr Krasnodębski, odruchowo i z własnej woli mocno pogorszył jego stan w dokumentach, by nie przewieziono go do szpitala więziennego. Napisał, że „w skutek zatorów tłuszczowych przewiezienie pacjenta do szpitala więziennego jest niemożliwe”. Od strony medycznej była to bzdura, bo stan Janka wcale nie był taki zły. SB uwierzyło do tego stopnia, iż później pisano w listach gończych, że „nie może poruszać się samodzielnie”. Mógł i to całkiem dobrze. O tym, że pogotowie przewiozło go na Banacha, zdecydowała dr Ewa Kunicka, mocno zaangażowana w działalność podziemną. Kierowała się tym, że akurat w tym szpitalu podziemie miało najsilniejsze struktury, a przynajmniej jej się tak wydawało. Z innych źródeł wiem, że SB samo zrezygnowało z zawiezienia Janka do szpitala MSW na ul. Komarowa (obecnie Wołoska), bo nieco wcześniej na Komarowa zmarł postrzelony sierżant Karos i bano się, by Narożniak też nie umarł. Oczywiście mogli go zawieść do szpitala wojskowego na Szaserów, a wtedy o akcji moglibyśmy zapomnieć.
Już drugiego dnia (26 maja), na moją prośbę, Michał Wroniszewski skontaktował się (nie wiem czy sam, czy za pośrednictwem jakiejś innej osoby) z Andrzejem Sankowskim, chirurgiem, który operował Janka i uzyskał od niego pierwsze informacje o tym, gdzie Narożniak się znajduje, jak jest pilnowany, jaki jest jego stan. Uczciwie muszę stwierdzić, że nie wiem, do jakiego stopnia Andrzej Sankowski był wtajemniczony w przygotowanie akcji. Musiał jednak przynajmniej domyślać się, że nie zadajmy mu pytań o Janka z czystej ciekawości. Tym bardziej, że informacji udzielał nam jeszcze kilka razy i to bardzo dokładnych. Nie jest więc prawdą to, co pisze Rafał Geremek cytując dr Siwca, że Sankowski po aresztowaniu nic nie powiedział, „bo nic nie wiedział”.
Tego samego dnia (26 maja), dr Jerzy Siwiec, anestezjolog i przewodniczący „Solidarności” w szpitalu, sprowadził do szpitala matkę Janka, bo „chciał mu jakoś ulżyć”. Sam jednak mówi, że wywiezienie Janka ze szpitala zaczął planować „dopiero później”. Kiedy, tego nie wiem. Zapewne jednak musiało to być dość szybko, bo od strzałów ZOMO-wca do akcji minęło zaledwie dwa tygodnie. W tym czasie my już zrobiliśmy bardzo dokładny zwiad i zaczynaliśmy już mieć nawet plan akcji.
Pod koniec tygodnia Janka Narożniaka odwiedza Ewa Kunicka (znają się) i pyta, czy chce być uwolniony. Narożniak się waha. Następnego dnia do Janka dociera moja łączniczka Zuzanna Wychowańska (nie znają się) i zadaje mu to samo pytanie. Narożniak się zgadza. Prawdopodobnie myśli, że Zuzia jest łączniczką Kunickiej i że odpowiada na jej pytanie. Po wyjściu Zuzi milicja orientuje się, że do Narożniaka można wejść przez sąsiedni pokój, omijając milicjantów przed drzwiami. Przenoszą go do izolatki, ale nam już to w niczym nie przeszkadza.
Po tygodniu my byliśmy już praktycznie gotowi do akcji. Pozostały drobiazgi, które można było dograć w jeden dzień, ale zaczęliśmy czekać na zgodę Zbyszka Bujaka (na wykonanie akcji), a ten zwlekał (do dziś nie wiem, dlaczego, ale zapewne jakieś powody miał). Jednocześnie Jerzy Siwiec dotarł przez Ewę Kunicką do Zbigniewa Romaszewskiego, który skontaktował go z Adamem Borowskim i Jerzym Bogumiłem. Z relacji zamieszczonej w „Życiu” wynika, że Borowski i Bogumił byli wyznaczeni do akcji przez Romaszewskiego, ale co innego powiedział mi kilka lat temu sam Borowski. Powiedział mi, że na pomysł akcji wpadł sam na kilka dni przed jej wykonaniem.
5 czerwca milicja otrzymuje donos tajnego agenta o pseudonimie „Karol” o naszych przygotowaniach do akcji. Od tej pory jestem pod obserwacją (dość kiepską, prawie nic nie zauważyli) razem z Wiesławem Morawskim, Tomaszem Gołębiewskim i Mirosławem Święchem. Milicja jednak lekceważy meldunek. Nie wzmacnia ochrony Narożniaka. Widać są pewni, że obserwują organizatorów akcji, ale nie wiedzą (my też nie), że akcję przygotowuje równolegle jeszcze druga grupa.
Jerzy Siwiec przeprowadza z Jerzym Bogumiłem i Adamem Borowskim manewry na sucho na terenie szpitala. My, a ściślej grupy „Orzeł” (Bogdana Zalegi) i „Sokół” (Włodzimierza Strzyżewskiego), mamy już takie manewry za sobą. Ćwiczenia na sucho nie przeprowadziła tylko grupa „Kondor”, którą traktowałem jak rezerwę. Ćwiczenie tej grupy wstrzymałem, bo stwierdziłem, że za dużo nas się już po tym szpitalu kręci i w końcu ktoś się kapnie (i dobrze zrobiłem, bo 3 osoby z tej grupy były już pod obserwacją, ale o tym wiem dopiero teraz). Sam na terenie szpitala na Banacha byłem po raz pierwszy dopiero 21 lat później, ale znałem jego rozkład tak dokładnie, że mogłem chodzić jak po sznurku.
Ponieważ Zbyszek Bujak wciąż zwleka z podjęciem decyzji, a jednocześnie on, Michał Wroniszewski i Marek Hołuszko zaczynają nam zlecać różne inne zadania, 6 czerwca postanawiam zastosować mały podstęp. Polecam Bogdanowi Zaledze puścić w podziemiu plotkę, że 8 czerwca mają przewieźć Janka Narożniaka do szpitala więziennego. Nieświadomie wywołałem tym przyspieszenie akcji Adama i Jerzego. Bogdan Zalega, który miał cały czas dobry kontakt z otoczeniem Zbyszka Romaszewskeigo, prawdopodobnie puścił tę plotkę właśnie w tym otoczeniu. Borowski i Bogumił uwierzyli w plotkę i przyspieszyli akcję, wyznaczając ją na 7 czerwca. Jednocześnie ja, postanawiam nie czekać dłużej na decyzję Bujaka i wyznaczam akcję na 9 czerwca (przecież wiem, że ten 8. to lipa).
Gdy ktoś popatrzy na to z boku to powie: bałagan, bezhołowie, każdy robi co innego, żadnej koordynacji. Ale spójrzmy inaczej. To chaotyczne podziemie w sumie okazało się bardzo skuteczne. My, będąc pod obserwacją, nieświadomie odwróciliśmy uwagę od Borowskiego i Bogumila, którzy pod obserwacją nie byli. Nieświadomie też przyspieszyliśmy ich akcję i bardzo dobrze, bo bez tego pewnie zrobilibyśmy ją my i pewnie byśmy wpadli (bo już nas obserwowali).

Przebieg akcji
7 czerwca Adam Borowski i Jerzy Bogumił pojawili się w szpitalu o 8.30 i czekali, aż Narożniaka przewiozą na blok operacyjny. Około godziny 10 rano dr Siwiec zadzwonił na oddział i „wydał komendę: Narożniak na operację” (tak głosi wersja z „Życia”). Coś mi tu się nie zgadza. Adam Borowski mówił mi, że to on dzwonił z budki na zewnątrz. Podobno na bloku operacyjnym był też Andrzej Sankowski i został tam zatrzymany przez milicję. Skoro Siwiec „wydał; komendę” bez wiedzy Sankowskiego, to skąd Sankowski tam się wziął? W całej relacji dr Siwiec pomniejsza i lekceważy Sankowskiego. Może go nie lubi, ale to nie powinno wpływać na obiektywizm relacji. To całe pisanie „Sankowski nic nie powiedział, bo nic nie wiedział”… A przecież wiem, że Sankowski wiedział i sypnąć mógł.
„Życie” pisze: „Łóżko z chorym przewieziono do sali przedoperacyjnej. Siwiec dla alibi wyznaczył sobie zabiegi w innych salach. Narożniak leżał na sali. Zmieniono mu tylko opatrunek i łóżko z chorym znalazło się w sali pooperacyjnej. Stamtąd Borowski z Bogumiłem zabrali go do małego pomieszczenia obok i przenieśli chorego na wózek.”
Przepraszam, ale to się kupy nie trzyma. Zacznijmy od tego, że Siwiec był anestezjologiem a nie chirurgiem. Jankowi zmieniano codziennie opatrunki i robił to Sankowski, który się nim opiekował (wiem o tym na pewno). W chirurgii plastycznej opatrunki zmienia chirurg na bloku operacyjnym. Tak się to robi normalnie. Anestezjolog nie bierze w tym udziału i nie musi sobie nic wyznaczać dla „niepoznaki”, bo normalnie go tam nie ma i nikt nie ma powodu go podejrzewać. „Zmieniono mu tylko opatrunek” – to znaczy, powiedzmy po polsku, zmienił go Sankowski – chirurg plasytyczny. Dlaczego Siewiec ciągle przemilcza rolę Sankowskiego? Siwiec sam mówi, że był gdzie indziej, a Jankowi „zmieniono opatrunek”. To kto zmienił? Duchy? „Łóżko z chorym znalazło się w sali pooperacyjnej”. Samo „się znalazło”? Jest dla mnie całkowicie oczywiste, że Siwiec nie mógł „wydać komendy” bez współpracy Sankowskiego.
W dodatku zupełnie inną wersję podaje sam Narożniak w filmie „Palec Jana Narożniaka”. Podaje, że został zwieziony windą na dół na wózku i dopiero w korytarzu przez prosektorium czekali na niego Borowski i Bogumił (w filmie „jacyś ludzie”). To, w którym miejscu Adam i Jerzy przejęli Janka, nie jest akurat specjalnie ważne. Rozbieżności zaznaczam dla porządku. Wydaje mi się też dziwne, by sami przekładali rannego na wózek. To trzeba umieć, ale być może…
Dalej wersja jest już tylko jedna. Janka Narożniaka wywieziono korytarzem przez prosektorium do jedynego niestrzeżonego wyjścia ze szpitala. Tam podjechała nyska z kierowcą Markiem z MRKS. Wniesiono do niej nosze z Jankiem i wszyscy wsiedli. Po kilkuset metrach Bogumił i Borowski przesiedli się do BMW, które miało w razie czego staranować milicyjną blokadę. Nikt ich jednak nie zatrzymywał. Milicja zorientowała się dopiero po godzinie 14. Blisko 3 godziny po akcji. W tym czasie Janek Narożniak był już na ul. Staffa w mieszkaniu Małgorzaty Jastrzębskiej. Później ukrywał się u szeregu innych osób. W czasie ukrywania się poznał przyszłą żonę.
W artykule w „Życiu” czytamy, że Narożniak „miał już dość ukrywania się i za pośrednictwem adwokata wynegocjował z SB ujawnienie się i w zamian za to, że ‘zaprzestanie prób obalania systemu’ będzie miał spokój”. Z tego, co pamiętam było to inaczej. Władze po prostu ogłosiły amnestię a Janek z niej skorzystał.
Adam Borowski, Jerzy Bogumił i Zbigniew Romaszewski wpadli po denuncjacji agenta SB Sławomira Miastowskiego w październiku 1982 roku. Jednakże ich rolę w akcji SB znało już dużo wcześniej. Gdy zostałem aresztowany 8 czerwca około godziny 11 rano (mniej niż dobę po akcji) SB już pytało mnie o Borowskiego i Bogumiła. Ode mnie nic się nie dowiedzieli. Zresztą jeszcze w tym momencie nie wiedziałem, kto zrobił „moją” akcję i byłem tym kompletnie zaskoczony.
W areszcie śledczym siedział Andrzej Sankowski. Nie pamiętam jak długo, ale mam wrażenie, że kilka miesięcy. Został aresztowany od razu. Coś mi świta w pamięci, że chyba miał nawet jakiś wyrok, ale głowy nie dam. Po kilkunastu dniach aresztowano Jerzego Siwca. Zwolniono go po 2 miesiącach. Jerzy Bogumił dostał wyrok 3 lata. Odsiedział rok do amnestii w 1983 roku (wtedy właśnie ujawnił się Narożniak). Adam Borowski dostał wyrok 6 lat. Odsiedział 2 lata do amnestii w 1984 roku. Mirek, kierowca nyski dostał 2 lata, odsiedział rok. Ja dostałem 1,5 roku, odsiedziałem 8 miesięcy, po czym zmniejszono mi wyrok do 7 miesięcy w wyniku sprawy rewizyjnej. Na krótki czas zatrzymano jeszcze kilkanaście osób ze szpitala na Banacha oraz co najmniej kilkadziesiąt osób w całej Warszawie (patrz: „Sprawa Narożniaka” w naszym archiwum). W śledztwie zostali pobici: Mirosław Święch (najciężej), Leszek Gago i Michał Sienkiewicz (zatrzymany omyłkowo).
Jedyny znany publicznie bohater całej sprawy, Jan Narożniak, pełnił w niej rolę całkowicie bierną na wszystkich etapach (ujawniania listu Czubińskiego, ucieczce ze szpitala). O ile wiem, w żadnym okresie (przed postrzeleniem, w czasie ukrywania się i później) nie brał on istotnego udziału w podziemnym ruchu oporu.

Krzysztof Łoziński

Spis osób
Osoby biorące udział w akcji (i w przygotowaniach do niej), ujawnieniu listu Czubińskiego i w działaniach związanych z akcją pośrednio (w kolejności alfabetycznej, bez stopniowania „zasług”). Pomijam osoby działające nieświadomie lub zatrzymane przez SB pomyłkowo:

1. Łączniczka „Anka” z podziemia w Łodzi
2. Wiktor Bodnar - lekarz, pomagał w uwolnieniu mnie z więzienia.
3. Jerzy Bogumił – uczestnik akcji, skazany na 3 lata.
4. Adam Borowski – uczestnik akcji, skazany na 6 lat. Obecnie działacz Ligi Republikańskiej, wydawca.
5. Marek Bożko – działacz podziemia w Teatrze Wielkim, aresztowany i skazany po innej akcji. Brał udział w przygotowaniu akcji.
6. Stefan Bratkowski - wybitny dziennikarz, prezes SDP, wynegocjował zwolnienie Narożniaka i Sapeły z aresztu w październiku 1980 roku. Obecnie, między innymi, redaktor "Kontratekstów".
7. Bogdan Bujak – działacz MRKS, brał udział w przygotowaniu akcji.
8. Zbigniew Bujak – przewodniczący regionu, ukrywał się 5 lat, aresztowany i skazany. Obecnie polityk Unii Wolności.
9. Wiesław Chałat – z Teatru Wielkiego, aresztowany i skazany po innej akcji. Brał udział w przygotowaniu akcji.
10. Stanisław Filipowski – z grupy „Sokół”, brał udział w przygotowaniu akcji. Obecnie na emigracji.
11. Leszek Gago „Siwy” – z grupy „Kondor”, pobity w śledztwie, brał udział w przygotowaniu akcji.
12. Tomasz Gołębiewski – z grupy „Kondor”, brał udział w przygotowaniu akcji.
13. Marek Hołuszko – członek prezydium zarządu regionu, ukrywał się, aresztowany i skazany. Brał udział w przygotowaniu akcji.
14. Zbigniew Janas – członiek prezydium zarządu regionu. Ukrywał się skutecznie. Wiedział o okolicznościach ujawnienia listu Czubinskiego.
15. Małgorzata Jastrzębowska – ukrywała Janka Narożniaka.
16. Marek Ketner – lekarz, nawiązał kontakt z podziemiem w Łodzi
17. Ewa Kunicka – lekarz, brała udział w przygotowaniu akcji ze strony MRKS
18. Krzysztof Łoziński „Monter”, „Warchoł”. Ujawnił list Czubińskiego, organizował akcję. Obecnie redaktor „Kontratekstów”.
19. Krzystyna Łubnicka - brała udział w przygotowaniu akcji.
20. Dariusz Michniak – z grupy „Kondor”, brał udział w przygotowaniu akcji.
21. Mirek, kierowca z MRKS – uczestnik akcji.
22. Wiesław Morawski – z grupy „Kondor”, brał udział w przygotowaniu akcji.
23. Jerzy Narkun - brał udział w przygotowaniu akcji.
24. Jan Narożniak – postrzelony przez ZOMO, uwolniony przez podziemie.
25. Tomasz Nowakowski – z grupy „Sokół”, brał udział w przygotowaniu akcji. Obecnie na emigracji.
26. Piotr Osuch – z grupy „Kondor”, brał udział w przygotowaniu akcji. Dwukrotny mistrz świata w kung fu.
27. Wojciech Pasternak – przekazywał informacje ode mnie do Bujaka, przez redakcję „Tygodnika Mazowsze”.
28. Zofia Romaszewska – członek zarządu regionu. Ukrywała się. Brała udział w przygotowaniu akcji. Aresztowana i skazana za „Radio Solidarność”.
29. Zbigniew Romaszewski – członek prezydium regionu. Brał udział w przygotowaniu akcji. Ukrywał się, aresztowany i skazany. Obecnie senator RP.
30. Andrzej Sankowski – chirurg, aresztowany i skazany(?). Brał udział w przygotowaniu akcji.
30. Jerzy Siwiec – lekarz, brał udział w przygotowaniu akcji. Aresztowany, zwolniony bez wyroku.
31. Elżbieta Strojny – udzielała lokalu na spotkania organizatorów akcji. Działaczka podziemia.
32. Paweł Strojny – udzielał lokalu na spotkania organizatorów akcji. Działacz podziemia.
34. Włodzimierz Strzyżewski „Ring” – znany sportowiec, twórca gry w ringo, szef grupy „Sokół”, brał udział w przygotowaniu akcji. Nie żyje.
35. Jacek Świątkowski – z grupy „Kondor”, brał udział w przygotowaniu akcji. Aktualny mistrz świata w kung fu.
36. Janusz Świeca – z grupy „Sokół”, brał udział w przygotowaniu akcji.
37. Mirosław Święch – z grupy „Kondor”, brał udział w przygotowaniu akcji, pobity w śledztwie.
38. Wojciech Tomaszczuk – brał udział w ujawnieniu listu Czubińskiego, szef podziemia w Teatrze Wielkim. Uczestnik wielu akcji podziemia. Nigdy nie wpadł.
38. Barbara Tryjarska – współpracowała z „Barnabą”, brał udział w przygotowaniu akcji.
40. Michał Wroniszewski „Barnaba” – lekarz, mój kontakt z Bujakiem, brał udział w przygotowaniu akcji. Ukrywał Zbigniewa Bujaka. Aresztowany i skazany za ukrywanie Bujaka.
41. Zuzanna Wychowańska „Zuzanna” – moja łączniczka, brała udział w przygotowaniu akcji.
42. Małgorzata Zajdler – ukrywała mnie po ujawnieniu listu Czubińskiego
43. Bogdan Zalega „Laborant” – szef i organizator grupy „Orzeł”, jednej z najważniejszych i najlepiej zakonspirowanych grup podziemia. Zajmował się rozpracowaniem milicji i SB. Nie wpadł. Nie żyje.
44. Katarzyna Zon – przekazywała wiadomości ode mnie do Bujaka przez „Tygodnik Mazowsze”.
45… Nie znane mi z nazwiska osoby z MRKS, grupy „Orzeł”, grupy „Sokół”, pracownicy szpitala na Banacha i Pogotowia Ratunkowego.