Będzie o stanowieniu prawa, czyli tzw. legislacji. Nudne? Zapewne. Ale jak diablo może być uciąż-liwe w skutkach, co dzień przekonuje się tysiące Kowalskich.
Przepisy, które mają dawać obywatelowi jakieś uprawnienia, uchwalane są często w blasku reflek-torów, w obecności kamer, tłumów speców od informacji, nierzadko z wielką pompą.
Wrzawa i odświętne nastroje cichną, wraca spokój szarego dnia. Przepis wchodzi w życie i Kowal-ski – uszczęśliwiony danymi mu uprawnieniami – zabiera się do ich wykonywania. W tym momen-cie następuje punkt zwrotny w świadomości szczęśliwca. Okazuje się bowiem w praktyce, że teore-tyczne intencje ustawodawcy są wymysłem dziennikarskim, a tak naprawdę chodziło o coś zupełnie przeciwnego. Tę jakże prostą prawdę uświadamia Kowalskiemu urzędnik, który ma ów przepis stosować.
Pierwszym z brzegu przykładem może być art. 45 ustawy o służbie cywilnej, mówiący o prawie do odwołania od wyników konkursu na wyższe stanowiska w służbie cywilnej. Po ludzku, od zastępcy dyrektora departamentu wzwyż. Prawo do odwołania jest. Ale jak z niego praktycznie korzystać, można wykazać na konkretnym przykładzie.
W konkursie na stanowisko dyrektora Biura Administracyjno-Budżetowego w GITD - bardziej szczegółowo opisany w tekście „Paragrafy i kaptury” - próba ustalenia szczegółów przebiegu pro-cedury napotykała na poważne trudności. Poczynając od odmowy sporządzenia kopii dokumentacji dotyczącej kandydata, który chciał coś wiedzieć o samym sobie. O sposobie oceny i wynikach kontrkandydata w ogóle nie było mowy.
Aby złożyć odwołanie od wyniku konkursu, trzeba mieć ku temu jakieś racjonalne przesłanki. Przynajmniej dla człowieka myślącego. W tym zaś przypadku można było jedynie oprotestować kwaśne miny komisji, co najwyżej.
Wielomiesięczna wymiana korespondencji z Urzędem Służby Cywilnej pozwoliła wreszcie, po wielkich trudach, na zgromadzenie takiego materiału, iż były dość mocne podstawy do postawienia tezy, że konkurs ten od początku był niezupełnie przejrzysty. Począwszy od konstrukcji ogłoszenia. Poznane szczegóły – po wielu miesiącach dobijania się o nie, należy przypomnieć – mogły też wzbudzić wątpliwości, co do bezstronności niektórych członków zespołu konkursowego. W szcze-gólności tej części, która pochodziła z urzędu, skąd wywodził się kontrkandydat. Zwłaszcza zasta-nawiało to, iż te właśnie osoby znały w szczegółach sposób postępowania tegoż kandydata w prze-szłości. Nie tak znów odległej, bo sprzed roku. Chodziło wówczas o inną procedurę, też z zakresu procedur konkurencyjnego zatrudniania do korpusu służby cywilnej. Kandydat ów, wówczas prze-wodniczący komisji rekrutacyjnej, spośród blisko 90 aplikacji wybrał kandydata, który praktycznie dotąd w ogóle nie miał styczności z zakresem zadań określonych w ogłoszeniu. Teraz zaś, w kon-kursie na wyższe stanowisko w tym samym departamencie, w którym poprzednio był „p.o.” – oka-zał się być najlepszym.
Strona etyczno-moralna, jak wynika choćby z Kodeksu Etyki Służby Cywilnej, jest ponoć nie mniej ważna od szeroko pojmowanego profesjonalizmu. W tym wypadku chodziło jednak o weryfikację oceny wiedzy i doświadczenia, czyli materii mogącej być w sposób uchwytny i w miarę precyzyjny ocenione i porównane. Porównano.
W piśmie do Urzędu Służby Cywilnej wskazano konkretne punkty, które mogły świadczyć o pro-blematycznej bezstronności komisji. Efekt? Odpowiedź z-cy Szefa SC sprowadziła się do tego, że…termin odwołania od wyników konkursu wynosi 7 dni. Odniesienia do wskazywanych konkre-tów nie było w ogóle, w tym i do precyzyjnie pokazanych – co najmniej kontrowersyjnych – ocen porównawczych. Również do postawionej tezy naruszenia przepisów konstytucyjnych w związku z bezzasadnym ograniczeniem dostępu do udziału w konkursie dla sporej części pracowników admi-nistracji publicznej.
Najzabawniejsze jest to, że pismo nie było żadnym odwołaniem, a jedynie zwróceniem się o zwery-fikowanie – w imię praworządności i w interesie dobrego imienia służby cywilnej - okoliczności przebiegu procedury. A także zastanowienie się, czy w tym konkretnym przypadku nie zachodzą okoliczności wykorzystania przez funkcjonariusza publicznego stanowiska służbowego dla wła-snych celów.
Z-ca Szefa SC zdawał się również nie zauważać takiego drobiazgu, jak wielomiesięczne wyszar-pywanie informacji, które mogły stanowić podstawę wniesienia odwołania. Wszystko tajne przez poufne, chronione – rzekomo – ustawą o ochronie danych osobowych. Nawet punktacja uzyska-nych wyników.
Goły przepis art. 45 usc, okazuje się w praktyce zwykłą fikcją uprawnień.

W obecnym projekcie nowelizacji ustawy ma być wprowadzona jawność kwalifikacji, doświadcze-nia oraz wymóg uzasadnienia dokonywanego wyboru. Dotyczy to jednak obszaru tzw. naboru do korpusu służby cywilnej. Czyli na stanowiska w administracji rządowej poniżej zastępcy dyrektora departamentu.
Wreszcie, chciałoby się powiedzieć. Tyle, że w tej procedurze znów „zapomniano” o instrumencie kontroli urzędnika. W szczególności o kontroli społecznej, jako jedynie efektywnej i nieiluzorycz-nej. Zabrakło instytucji zatytułowanej odwołanie. Jest za to nadal to uprawnienie w odniesieniu do konkursów na wyższe stanowiska. Tu jednak z kolei zabrakło w nowelizacji przepisów w zakresie jawności na każdym etapie postępowania. Skutek? Taki, jak opisywany powyżej. Tajność przez poufność i fikcja uprawnień.

Wiele obszarów życia publicznego tak właśnie wygląda. Wprowadza się przepisy, które już z defi-nicji są martwe, bo bez otoczki innych przepisów towarzyszących dają urzędnikowi pole do popisu i prezentowania wątpliwej jakości profesjonalizmu.

Witold Filipowicz
mifin@wp.pl