Ustalenie granicy wschodniej Europy, tak jak kiedyś północnej, stanowi od początków XIX najtrudniejszy z problemów z którym musi uporać się samoświadomość Europy. Staram się dowieść w tym opracowaniu, że granica ta jest oczywistością i jest bardzo łatwa do wyznaczenia. Europa kończy się razem z wielokulturową pstrą przestrzenią zajmowaną na mapie przez państwa narodowe.
WPROWADZENIE
Ustalenie granicy wschodniej Europy, tak jak kiedyś północnej, stanowi od początków XIX najtrudniejszy z problemów z którym musi uporać się samoświadomość Europy. Staram się dowieść w tym opracowaniu, że granica ta jest oczywistością i jest bardzo łatwa do wyznaczenia. Europa kończy się razem z wielokulturową pstrą przestrzenią zajmowaną na mapie przez państwa narodowe. Jest ona bowiem różnorodnością, kończy się wobec tego tam, gdzie kończą się takie państwa a zaczyna monotonna, w niewielkim stopniu kulturowo dyferencjowana jednobarwna płaszczyzna przedstawiająca Rosję. Rosja bowiem, mimo utraty swoich republik radzieckich w swej istocie nie przestała stanowić imperium. Korzenie rosyjskiego imperium, mimo bez wątpienia europejskich korzeni rosyjskiej kultury, nie są bynajmniej europejskie.

Założeniem niniejszego opracowania jest teza, że Unia Europejska, podobnie jak w początkach XIX w. Święte Przymierze, stanowi kontynuację idei zjednoczonego politycznie obszaru chrześcijańskiej kultury i chrześcijańskich wartości. Obszar ten składa się z bardzo różnorodnych, ale wzajemnie zrozumiałych i wzajemnie przystających kultur. Tym samym dzisiejsza Unia jest zsekularyzowanym przedłużeniem odnowionego Cesarstwa Rzymskiego, u podwalin którego stoją postacie Karola Wielkiego i Ottona III.
Przeprowadzam analizę procesu powstania więzi europejskiej w dziejach, zatrzymując się nie na wydarzeniach uznawanych za przełomowe w historii politycznej, a na tych, które miały znaczenie dla procesu powstawania więzi, pod względem zarówno pozytywnym, jak i negatywnym. Dowodzę, że w dziejach istniały dwie Europy. Ta druga, po rozejściu się świata chrześcijańskiego zachodu i wschodu to spuścizna cesarstwa wschodniorzymskiego. Nie uczestniczyła ona w tworzeniu się więzi europejskiej, wypracowanej na zachodzie, w dużym stopniu jako odpowiedź na zagrożenie muzułmańskie.. Zdobycie Konstantynopola oznaczało dla tej drugiej Europy - Europy wschodniej nie tylko prowincjonalizację, narzuconą degradującą ją dominację turecką, ale i upadek własnej lokalnej więzi. Doprowadziło to w końcu do sytuacji, w której dla wschodnich Europejczyków nie istniała żadna alternatywa wobec włączenia się w pełni w tę pierwszą Europę, czyli Europę ukształtowaną na zachodzie.
Analizując proces rozszerzania się Europy zachodniej w kierunku północno-wschodnim - jedynym zresztą kierunku rozwoju Europy do czasów rekonquisty i wielkich odkryć geograficznych dochodzę do chrztu Wielkiego Księstwa Litewskiego. Był to ostatni akt ekspansji Europy postępującej na spotkanie barbarzyńców pragnących włączyć się w nią.
Obszar, który Europa zyskała w wyniku swego rozwoju dokonanego dzięki woli barbarzyńców stania się Rzymianami-Europejczykami, definiuję pojęciem Europy środkowej, której granice i wchodzące w jej skład kultury staram się określić jak najdokładniej. Dokonując analizy przestrzeni środkowoeuropejskiej, koncentruję się na jej dwu najdalszych ogniwach, państwach sukcesorskich Wielkiego Księstwa Litewskiego Białorusi i Ukrainie, wykazując, że są jakościowo zupełnie różne od imperium rosyjskiego, w skład, którego zostały włączone, jako ostatni akt fazy budowy imperium nazwany w historiografii „zbieraniem ziem ruskich”, który po Kongresie Wiedeńskim doprowadził Rosję do władania ziemiami polskimi aż za Włocławek, Konin, Kalisz i Sosnowiec.
Dużo miejsca poświęcam dramatycznej drodze przetrwania narodów Rusi Zachodniej, prowadząc do konkluzji, że jednym z podstawowych obowiązków Europy, nie uświadomionych jeszcze w pełni, jest udzielenie im pomocy w przezwyciężeniu skutków wlania ich krajów w obce im istotowo imperium. Z imperium tym łączy Ruś Zachodnią jedynie prawosławie i dość odległe dziedzictwo wschodnioeuropejskiej kultury staroruskiej, a także bliskość językowa Europa zaś bez tych dwóch swoich ostatnich członów, pozostanie Europą niepełną, a tym samym kaleką. Jest dla mnie pewnikiem, że robienie wszystkiego, aby umożliwić tym dwóm krajom, a zwłaszcza słabszej Białorusi, odbudowę swej środkowoeuropejskie samoświadomości i przekonanie do niej Europy, powinno stanowić najważniejszą misję Polski w Unii. Niestety i my Polacy, do tej pory, jesteśmy jeszcze bardzo daleko od nabrania pewności w tej sprawie. Do zachodnich zaś Europejczyków

POCZUCIE TOŻSAMOŚCI I ROZWÓJ TERYTORIALNY EUROPY ZACHODNIEJ
Żadna naturalna granica nie określa Europy od strony wschodniej. Wyznaczyć ją można tylko na płaszczyźnie historyczno-kulturowej. Jest to jedyny sposób na przeprowadzenie wschodniej granicy naszego kręgu cywilizacyjno-kulturowego, a innego znaleźć się nie da. Europa nie zawiera jednak w sobie całego obszaru, który definiujemy jako „Zachód”, tożsamego z kręgiem cywilizacji chrześcijańskiej.
Wobec tego wyróżnienie Europy z Zachodu, czyli rzeczywistości świata chrześcijańskiego, który zawierając w sobie wiele pierwiastków europejskich, w sensie reprezentowanych przez siebie wartości Europą już nie jest, będzie zawsze obarczone znacznym marginesem dowolności. Łatwo tego dokonać na zachodzie, bowiem Amerykę oddziela od Europy Ocean. Na wschodzie jest to trudniejsze. Wobec tego wszystkie podziały wyznaczane, w ciągu historii, na mapach przez geografów, nie wynikającymi ze świata kultury i wartości jakie ma do spełnienia państwo, były raczej podziałami formalnymi wynikającymi z linii brzegowej, przebiegu łańcuchów górskich i wielkich rzek. Wszystko zaś co stanowi ustalenie formalne, zawsze będzie pojmowane w sposób niejednoznaczny.
Sam jednak fakt podejmowania poszukiwań tej granicy i rysowania jej na mapach świadczy o tkwiącej w nas od bardzo dawna potrzebie wyznaczenia gdzie kończy się nasz świat, nazwany w czasach nowożytnych światem zachodnim. Potem rozszerzono go uznając, że do niego tak naprawdę to należą dwie Europy: łacińska i grecka, a jeszcze później, już po rewolucji amerykańskiej zawężono go stwierdzając, że Ameryka, jeśli chodzi o wyznawane wartości, kulturę i mentalność mieszkańców to też Zachód, ale nie jest już Europą i to nie tylko w sensie geograficznym.

Głęboka nasza przeszłość - zaistnienie Europy
Zawsze mieliśmy nieodpartą potrzebę chęci oddzielenia własnego zrozumiałego świata, naszej oekoumene od barbarorum pojmowanego przez nas jako sprzeczne z nią, a przynajmniej obce i zagrażające. Imperium Rzymskie jednoczące zrozumiały świat śródziemnomorski otoczyło się ufortyfikowanym limesem. Póki istniało imperium rzymskie, rozgraniczenie na świat swój i obcy było oczywiste. Istnieli tylko Rzymianie i barbarzyńcy i ich światy
Przestało to być jasne i proste z początkiem procesu przekształcania się świata antycznego w Europę, który zaczął się gdzieś w połowie V wieku. Wówczas władza cesarzy zachodu utrzymała się jedynie w Italii. W Galii, Hiszpanii i Brytanii
i północnej Afryce powstały niepodległe państwa rządzone przez barbarzyńskich królów. Rzymianom było niewątpliwie tak samo trudno zauważyć rozpad własnego imperium, jak dziś Rosjanom. Nowo powstałe królestwa, mimo obcej władzy nadal traktowane były jako własne, jakby nic się nie zmieniło. Oekoumene, czyli ojczyzna Rzymian, składała się teraz z paru niezależnych królestw. Ograniczone do Italii imperium gasło, aby po kilkudziesięcioletnim okresie agonii, stać się państwem Gotów króla Teodoryka Wielkiego Posiadając Rzym i odbudowując go ze zniszczeń, przodowało ono na całym obszarze pars occidente dawnego imperium, którego jeszcze wtedy nie było postrzegano jako byłe. Panowaniu Teodoryka towarzyszył ostatni przedśmiertny rozbłysk antyku, wydały one ostatnie wybitne indywidualności, starożytnego Rzymu, wystarczy wspomnieć Boecjusza i Aureliusza Kasjodora a przede wszystkim postaci jaka stała się symbolem przekazania duchowego dziedzictwa chwiejącej się chrześcijańskiej kultury śródziemnomorskiej pokoleniom następnym - św. Benedykta z Nursji, uznanego za patrona i założyciela Europy.
Europa zachodnia prostą kontynuacją zachodniego Cesarstwa, które próbowano wielokrotnie odnowić
Europa rodziła się w konwulsjach, w warunkach rozpadu cywilizacji i gospodarki. Towarzyszył im krach wszystkich instytucji na których opierał się dotychczasowy ład, powstawała wobec tego jako nowa wspólnota łącząca szybko cywilizujących (co wtedy oznaczało romanizujących się) przybyszy z rdzennymi Rzymianami. Europa zachodnia stanowi prostą kontynuację zachodniego cesarstwa, w nowych warunkach. Przejmowała ją tęsknota za utraconym ładem, wobec czego największym z jej pragnień, przez całe tysiąclecie, było odnowienie cesarstwa. Pierwsze próby podejmowało już pokolenie św. Benedykta. Po kolejnym chaosie wywołanym najazdem Arabów, który ogarnął ponad połowę oekoumene, próby odnowienia Cesarstwa jako uniwersalne Sancti Imperii Romani renovatum podjął się Karol Wielki, a po nim Otto III.
Na wschodzie pozostało jeszcze nienaruszone cesarstwo wschodnie, początkowo też podejmujące zakończone fiaskiem próby odbudowy starego ładu na zachodzie Zakończyły się one definitywnie z momentem najazdu muzułmańskiego w początkach VIII wieku, który Zachodowi (pisanemu z dużej litery, jako termin oznaczający cały świat chrześcijański, w równej mierze zachodni, jak i wschodni, wraz z ludami barbarzyńskimi, które przyjęły chrzest) odebrały Afrykę, Syrię, Sycylię i Hiszpanię.
Ponieważ na wschodzie Europy trwało, uszczuplone już terytorialnie przez cywilizację islamu, cesarstwo wschodnie, nowa jakość, nowa wspólnota, jaka ukształtowała się na przełomie starożytności i średniowiecza obejmowała, bardzo jeszcze długo, tylko Europę zachodnią.

Rozwój Europy przez chrześcijańską akulturację
Rozszerzać się mogła ona, przez prawie tysiąclecie, aż do reconquisty w Hiszpanii i wielkich odkryć geograficznych, tylko w jednym kierunku - na północny wschód. Rozwijała się wychodząc na przeciw zagrażającym jej nowym falom pogańskich jeszcze barbarzyńców. Barbarzyńcy ci to Germanowie, Słowianie, ludy turskie, Madziarowie, w końcu ludy nadbałtyckie - Bałtowie i Ugrofinowie. Wszyscy oni, może z wyjątkiem turkojęzycznych Hunów, Awarów i Chazarów, ale już nie Bułgarów, Połowców i Pieczenigów - przyjmowali chrześcijaństwo. Muzułmanie chrześcijaństwa nie przyjmowali, a tym samym nie stawali się Rzymianami--Europejczykami. Poganie zaś przyjmowali je osiedliwszy się na terenach przylegających do zamieszkiwanych przez chrześcijan, a później tak jak Germanowie w Skandynawii, Czesi, Polacy, Bałtowie, a zwłaszcza ugrofińscy Liwonowie, Estończycy i Finowie, przyjmowali je mieszkając od tysiącleci na swoich ziemiach, do których chrześcijańska Europa podeszła sama. Poddając się, dzięki chrześcijaństwu, asymilacji kulturowej stawali się Europejczykami. Rozwój Europy przez akulturację nowych ludów podążał na północny wschód i trwał do roku 1386, kiedy to Litwini - ostatni wojowniczy poganie żyjący na rubieżach zachodniej Europy przyjęli trwale i ostatecznie chrześcijaństwo. Na trwające do dziś kulturowo-polityczne następstwa tego faktu historycznego, zmaterializowane pod postacią narodów-sukcesorów Wielkiego Księstwa i ich losy zwrócę szczególną uwagę w niniejszym opracowaniu.
Podstawowym i najważniejszym następstwem chrztu ówczesnej Litwy było ukształtowanie się, w oparciu o uczestnictwo
w kulturze zachodniej Europy odrębnych kultur Wielkiego Księstwa i Ukrainy. Chrzest Litwy i unia z Polską dały im cztery wieki bytu państwowego w łączności z Europą, wprawdzie pod rosnącą polską dominacją. Te cztery wieki zadecydowały jednak o późniejszym ukształtowaniu się narodów białoruskiego i ukraińskiego. Łaciński chrzest Litwy i unia rozszerzyły obszar Europy środkowej o 600-700 kilometrów w kierunku wschodnim.
Jedno szczególne miejsce - ilustracja akulturacji - pogranicze białorusko rosyjskie - najpełniejsza Europy środkowa na najdalszym wschodzie dawnej Rzeczypospolitej 602 km płatnej autostrady, zwanej olimpijską, dzieli dziś Brześć od Redziek, ostatniej granicznej miejscowości na Białorusi, położonej za Orszą i sienkiewiczowskimi Babiniczami, a przed Krasną Horką na rosyjskiej już Smoleńszczyżnie. Symbolem i ilustracją dokonanej wówczas akulturacji, rozszerzającej zasięg przestrzeni środkowoeuropejskiej aż do przedpoli Smoleńska jest cerkiew św. Ducha w Orszy wybudowana w najczystszym stylu toskańskiego renesansu, przypominającym nieco nasz Kazimierz Dolny. Fakt, że świątynię tę budowano jako prawosławną, a nie łacińską katolicką, świadczy o tylko o tym, jak głęboko był już zaawansowany proces wtopienia ruskiej części Wielkiego Księstwa w kulturę Europy, w momencie, kiedy wybudowano ją, czyli w latach 20-tych XVII w. Pamiątek pochodzenia katolickiego, na tych najdalszych kresach Europy zachowało się więcej. Wystarczy wspomnieć o ogromnym kościele pokarmelicki na grodzisku w Mścisławiu, który pod względem zastosowania elementów barokowych, wyprzedza krakowski kościół jezuicki św. Piotra i Pawła, kopię słynnego rzymskiego Il Gesu. Nie było by nic dziwnego w tym fakcie, poza tym, że Mścisław, to stolica najdalszego z województw Wielkiego Księstwa Litewskiego i miasto nadgraniczne, leżące na rubieży z Moskwą.
W Mścisławiu również znajdowało się znane kolegium jezuickie i zachował się kościół. Na głuchej oddalonej prowincji, jaką nam się ciągle wydają najdalsze kresy białoruskie, tej europejskiej klasy wybitne budowle nie miałyby szans powstawać. Powstały bo Mścisław i Orsza nie stanowią ostatecznego końca Europy. Jeszcze dalej znajduje się Smoleńsk, miasto zbudowane pod przemożnym wpływem Wilna, całkowicie po europejsku, wewnątrz murów starej moskiewskiej twierdzy, już po ostatecznym wcieleniu go do Rosji w traktatem pokojowym podpisanym przez Krzysztofa Grzymułtowskiego w 1686 roku. W tym tkwi tajemnica europejskiej akulturacji.
Wyznaczona wówczas ostateczna granicy okazało się niezmienną do dziś granicą Rosji i Białorusi. Umożliwiła wówczas ogromną ekspansję kulturową Rzeczypospolitej na Moskwę, zamienioną wprawdzie później przez wzory niemieckie i holenderskie.

EUROPA JAKO JEDNOŚĆ LUDÓW I KULTUR. GDZIE ZNAJDUJE SIĘ JĄDRO EUROPY I JEJ PERYFERIE.
W wyniku prawie tysiącletniego procesu akulturacji równoz-nacznego z pojęciem europeizacja, zachodzącego w oparciu o: chrześcijaństwo, kulturę łacińską i kolejne próby przywracania dawnego ładu rzymskiego, powstała jedność kulturowa mozaiki ludów zwana Europą. Posiadała ona od swego zarania jądro pokrywające się z zasięgiem rzymskiego limesu. Wewnątrz jądra cywilizacja i historia trwały, nie mniej niż dwa tysiąclecia. Jądro Europy to: Włochy, Hiszpania, Francja, Wielka Brytania i Niderlandy wraz z najbardziej zachodnimi częściami Rzeszy.
Pozostałą część, tak pojmowanej Europy, to obszar gdzie historia zaczęła się znacznie później, o od ośmiuset do prawie tysiąca czterystu lat. Obszar ten, do dziś, jest jakby peryferyjną częścią Europy zachodniej, co bynajmniej nie umniejsza jego europejskości w sensie zachodniości. Na wcześniejszych stronicach podjąłem próbę wyznaczenia zasięgu Europy pojmowanej kulturowo, jako obszar zachodnioeuropejskiej akulturacji.

Europa środkowa - Wnioski dla Polski i jej wschodnich sąsiadów
W oficjalnym nazewnictwie XIX wieku nie istniał termin Europa środkowa, a jej teren nazywano obszarem władzy „dworów północnych”, czyli Berlina, Wiednia i Petersburga. Nie ukształtowała się wobec tego żadna więź pozioma łącząca kraje dominacji tych trzech dworów, bowiem nie zaistniała taka potrzeba. Ze spóścizną dzielącej nas „władzy dworów północnych” powodujących, że ośrodki władzy znajdowały się na zewnątrz regionu, mamy problemy do dziś, bowiem Europa środkowa do dziś nie zdołała wypracować żadnego swego regionalnego centrum. Nazwa „władza dworów północnych” nie dotyczyła w XIX w. rzeczywiście północnej Skandynawii, ponieważ ona (poza terenem Finlandii, której przynależność do świata skandynawskiego jest dość świeża), nie podlegała władzy żadnej
z wymienionych imperialnych stolic. Najbardziej interesujący nas w niniejszym opracowaniu północno-wschodni kres zasięgu bezpośrednich wpływów Europy zachodniej, znajdował się pod władzą Petersburga i ulegał jego niwelującym wpływom. Europejczycy, jak można sądzić na przykład z korespondencji Balzaka, gdzieś tam, na wschodzie Ukrainy i Białorusi, gdzie kończyła się uznana za polską wielka własność ziemska, lokowali wówczas początek Azji. Razem
z nią i bezdyskusyjnie europejską Liwonią i Estlandią kończyła się przestrzeń zorganizowana po europejsku. Było to najbliższa jej istocie wyznaczenie zasięgu Europy.
Polityczne pojęcie „wschód”, stworzone w wieku XX,(w wieku XIX wschodem nazywano kraje imperium tureckiego) jest sztuczne i kulturowo indyferentne, wrzuca jednego worka nie tylko wspomniany wyżej Mścisław, ale nawet i Wilno i Estonię z Samarkandą i Czukotką. Przyjęcie go również w Polsce, traktowanej przez zachodnich sąsiadów jako element tego samego „wschodu” jako termin zamienny z pojęciem „przestrzeń poradziecka”, zawiera milczące założenie o braku zróżnicowania tej przestrzeni i nie do końca chyba uświadomiony przejawem rezygnacji z traktowania rubieży białoruskich i ukraińskich, jako części własnego obszaru kulturowego. Ten sposób odczuwania przyjął się dość powszechnie u nas mimo, że historycznie Białoruś i Ukraina należą do wspólnego z nami dziedzictwa kulturowego. Dla zachodu zaś są to po prostu części Rosji. Wobec tego Polacy w Unii Europejskiej obowiązek ciągłego przypominania, gdzie rzeczywiście kończy się nasza własna przestrzeń europejska. Następnym utrudnieniem w odegraniu, przez nas, roli adwokata i pośrednika wobec wymienionych krajów jest ciągle jeszcze dominujący schemat krzywdy i martyrologii narodu polskiego na Kresach, uzasadnionej tragicznymi wydarzeniami na Wołyniu i w Galicji i wspomnieniem o niemożliwości nawiązania współpracy z ruchami niepodległoś-ciowymi litewskim i białoruskim w czasie II wojny światowej. Źródłem tej krzywdy, w stopniu większym niż narzucony na „kresach” bolszewizm jest emancypacja narodowa i polityczna narodów z którymi współtworzyliśmy Rzeczpospolitą, za to że oni uświadamiając sobie własną odrębność, nie chcieli dłużej utożsamiać się z nami. Stało się to przyczyną dla dwóch pokoleń Polaków prawie pełnego odcięcia się od naszych Kresów. Uznaliśmy je za mityczną rzeczywistość z przeszłości i poza środowiskiem gromadzącym się na emigracji wokół „Kultury” paryskiej, które pierwsze nie ze względów koniunkturalnych rzuciło hasło niepodległości dla Litwy, Białorusi i Ukrainy, interesowaliśmy się nimi w jedynie w aspekcie mityczno-wspomnieniowym, jako rzeczywistością która, naszym zdaniem, dawno odeszła. Bardzo utrudnia to nam stosunki z dążącą w tym samym kierunku co my Litwą, której nie traktujemy w pełni poważnie i powoduje, że stosunki z Ukrainą, przy doskonałych kontaktach na samym szczycie, wszędzie poniżej i w planie społecznym, są ciągle martwe. Równie odpowiedzialność za brak rzeczywistych kontaktów z Polską ponoszą i Ukraińcy, którzy nawet w swych najbardziej europejskich kręgach demokratycznych, chrześcijańskich i narodowych, bezwiednie przejęli nadzwyczaj niebezpieczną dla Europy środkowej „perspektywę moskiewską”.
Polega ona na intensyfikowaniu kontaktów na zachodzie Europy, przy pełnym nie zauważaniu i ignorowaniu naszego kraju, jakby był on jedynie szybą w oknie, przez które spogląda się na świat bardziej pociągający.

EUROPA ŚRODKOWA I EUROPA PÓŁNOCNA, ICH KONTRAST W STOSUNKU DO ROSJI. PEŁNY WYBÓR DROGI EUROPEJSKIEJ JAKO JEDYNE ROZWIĄZANIE PROBLEMÓW REGIONU ŚRODKOWO-EUROPEJSKIEGO

Gdzie znajduje się naprawdę Europa wschodnia
Po pierwszej wojnie światowej zaczęto stosować nazwę „Wschód”, dawniej odnoszącą się do imperium ottomańskiego,
i wschodu bliskiego i dalekiego, w odniesieniu do nowych państw rodzących się na gruzach trzech „imperiów północnych”. Nazwa ta, upowszechniona w okresie podziału na dwa bloki, ma nie tylko odcień pejoratywny, ale była słuszna jedynie w aspekcie dwubiegunowego politycznego, jałtańskiego podziału Europy i świata .
Jeżeli bowiem nazwać „wschodem” wschodnią tylko geograficznie część Europy zachodniej, która jest od jej jądra nowsza historycznie, ale ma zwykle już ponad tysiącletnią tradycję historyczną, to gdzie umieścić rzeczywistą Europę wschodnią.
Tym mianem, nawiązującym do dawnego podziału imperium rzymskiego na pars occidentalae i pars oriente określimy rzeczywistość kulturowo-historyczną, składającą się z krajów i kultur dziedziczących spuściznę wschodniego cesarstwa rzymskiego, położoną geograficznie w południowo-wschodniej części naszego kontynentu.
Rozciąganie na te nowsze kraje i kultury wchodzące w skład ogólnego pojęcia kultury zachodnio-europejskiej nazwy Europa środkowa - mimo że nazwa ta w sensie kulturowo-politycznym jest ciągle jeszcze podważana, co oznacza, że nadal jest nośnikiem pewnej utopijności - wydaje mi się najwłaściwsze na określenie rzeczywistości znajdującej się między jądrem Europy - Europą zachodnią, a Krajami Europy wschodniej lub Rosją.
Wszystkie kraje środkowoeuropejskie, politycznie i kulturalnie stanowią państwa i społeczności sukcesorskie dawnej spuścizny
1) Królestwa Pruskiego,
2) Rzeczypospolitej,
3) monarchii habsburskiej,
4) części królestwa szwedzkiego wchłoniętych przez Rosję (Łotwa, Estonia i Finlandia),
Z punktu widzenia geografii kraje te tworzą rdzeń kontynentu, stąd ich zbiorcza nazwa - Europa środkowa.. Użycie pojęcia Europa środkowa eliminuje, przynajmniej z literatury naukowej, używanie obarczonego negatywnymi konotacjami emocjonalnymi terminu „wschód”, na kraje naszego kręgu kulturowego.
Termin Europa środkowa może funkcjonować jako równoległy i symetryczny do terminu Europa północna używanego w odniesieniu do Skandynawii. Moglibyśmy wówczas podzielić Europę zachodnią na jej stare jądro, któremu należałoby pozostawić przymiotnik „zachodnia” i ziemie akulturowane do niej, tworzące jedną Europę jej zachodniej kultury. W takim obrazie „Stara Europa” (jądro cywilizacji zachodniej promieniujące w równym stopniu na kontynent amerykański) przedłużałaby się na naszym kontynencie, zgodnie z kierunkiem ekspansji zachodniego chrześcijaństwa w średniowieczu, na północny wschód tworząc Europę północną, w dzisiejszym rozumieniu pojęcia i Europę środkową, ograniczoną na wschodzie dawnymi granicami Szwecji, Rzeczypospolitej i monarchii naddunajskiej. Granice te, mimo przeróżnych kolei losu w wiekach XIX i XX, zachowały zdumiewającą trwałość zarówno w pejzażu kulturowym, jak i mentalności mieszkańców po obydwu ich stronach. Główną podstawę ich wyróżnienia po zachodniej stronie wspomnianej wyżej linii stanowi dominacja kulturowa zachodniego chrześcijaństwa: katolicyzmu lub protestantyzmu, tradycje autonomicznych praw wspólnot miejskich, uniwersytetów, cechów, systemu immunitetów i zastosowania i prawa rzymskiego najpóźniej w czasach Renesansu, wreszcie pierwszeństwo praw jednostki nad prawami zbiorowości, charakterystyczne dla Europy od czasów filozofii Oświecenia, które w społecznościach środkowoeuropejskich zakorzeniło się znacznie mocniej niż w Rosji. Rosja tak naprawdę weszła w krąg oddziaływania Europy zachodniej dopiero w epoce oświecenia.

GRANICA WSCHODNIA EUROPY
Linia, ustalenie której postawiliśmy sobie jako temat niniejszego opracowania - gdzie przebiega granica wschodnia Europy - stanowiąca linię graniczną Europy, nie potrzebuje specjalnego wyznaczania, wystarczy nam przezwyciężyć myślenie kategoriami podziałów zgodnych funkcjonowaniem bloków militarno-politycznych przed 1989 r. i dziedzictwa zaborów. Zabory te, to nie tylko znane nam z podręczników historii „rozbiory Polski”. Proces dokonywania „zaborów” w Europie środkowej przez Rosję zaczął się już od czasów Piotra I, który kosztem Królestwa Szwedzkiego włączył do imperium rosyjskiego niemały obszar nadbałtycki, wówczas w całej pełni europejski. Wschodnia zaś granica Europy wyłoniła się sama, w momencie gdy zaniknęło zakrywające ją na mapie imperium radzieckie. Widać ją dokładnie na każdej mapie politycznej. odzwierciedlającej rzeczywistość ukształtowaną po dniu 25 grudnia 1991, czyli porozumienia białowieskiego, zawartego między prezydentami Rosji, Ukrainy i Białorusi w białowieskich Wiskulach, kończącego istnienie ZSRR.
Jak wspomniano we wstępie, Europę, wyznacza na mapach, zasięg różnorodności. Jej kres znajduje się tam, gdzie różnokolorowe plamy oznaczające państwa narodowe ustępują jednobarwnej monotonnej płaszczyźnie euroazjatyckiego imperium, które powróciło do historycznego miana - Rosja. Niczego tu nie trzeba ustalać, niczego korygować. Proces historyczny sam poprowadził linię graniczną.
Nakładając na taką mapę omawiane w niniejszym opracowaniu podziały kulturowe, patrząc na nią od północy, widzimy, że najpierw do jednobarwnej płaszczyzny przylega Europa północna, bądź środkowa, w zależności od tego do którego obszaru zaliczymy Finlandię i Estonię, potem już bezdyskusyjnie Europa środkowa (Łotwa i Białoruś), a dalej Ukraina, która w swym zrębie i podstawie należy również do Europy środkowej. Należy w swym zrębie, a nie całości, bowiem została sztucznie rozszerzona w kierunku południowo-wschodnim, wskutek czego w jej skład weszła historyczna Małorosja z Odessą, stanowiące pod każdym względem część Rosji i dawny tatarski Krym, obecnie wracający do swej tatarskiej lewantyńskości. Kulturowo Krym nie stanowi kontynuacji imperium stepowego Złotej Ordy z centrami w nadwołżańskich miastach Kazaniu i Astrachaniu, w całości wchłoniętego przez Rosję, a do świata tureckiego Lewantu, dla którego jeszcze w XIX w. odnosiło się określenie „Wschód”. Krym, mimo położenia na przeciwległym brzegu morza Czarnego, kulturowo należy do tureckiego wybrzeża czarnomorskiego i jak cała Turcja ukształtował się na ziemiach o tradycji wschodniorzymskiej.
Cała granica wschodnia Europy, bez względu, czy będzie to granica Finlandii z Rosją, czy, nie zauważona przez nas do dziś, z powodu likwidacji kontroli paszportowej, granica Białorusi z Rosją, jest w każdym swym punkcie bardzo widoczna w pejzażu kulturowym i stanowi kontynuację dawnego zachodnio-, czy wschodniorzymskiego limesu, oddzielając dwa mocno różniące się światy: europejski i rosyjski. Momenty nieostrości, wskazujące na jej sztuczność, występują jedynie na południowym, czarnomorskim odcinku granicy ukraińsko-rosyjskiej. Jednak i tu, w żadnym wypadku nie powinna być poprawiana, z czego doskonale zdaje sobie sprawę zarówno Moskwa, jak i Kijów, bowiem każda jej korekcja może pociągnąć za sobą nieobliczalne skutki wobec czego, od czasów propozycji Borysa Jelcyna z 1992 r. korekt granicznych z Ukrainą, nie są ponawiane. Ich miejsce zajął wtedy spór o rozdział sowieckiej Floty czarnomorskiej i Status Sewastopola na Krymie.
Rosyjskie dążenia do trzymania w szachu Ukrainy, realizowane są za pomocą udziałów rosyjskich w jej prywatyzacji w zamian za długi, co stanowi skuteczną drogę podporządkowywania sobie Ukrainy za pomocą gospodarki. W interesie zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i Unii Europejskiej powinno być hamowanie tego procesu. Świat zachodni utożsamiany przez obie te instytucje powinien również, jak najprędzej, znaleźć drogę do rozpoczęcia rozmów akcesyjnych z Ukrainą Zaproponowany temu krajowi, razem z Białorusią i Mołdawią, po przyjęciu aktualnej dziesiątki nowych członków status nowego sąsiada UE, do niczego nie zobowiązuje i niczego nie załatwia. Ukrainie też niczego nie daje, wobec czego zupełnie nie zadawala jej aspiracji. Tymczasem, z jednej strony, dopiero przyjęcie Ukrainy do Unii, stanowiłoby całkowity i ostateczny koniec imperium rosyjskiego, a z drugiej strony, Unia Europejska, kiedy przestała już być regionalną organizacją współpracy krajów zachodnioeuropejskich, bezwzględnie powinna dojść do naturalnych granic różnorodnej Europy, wyznaczonych przez jej historię i kulturę. Ukraina, która bez żadnych wątpliwości była częścią Europy, najpierw wschodniej - w czasach staroruskich, a potem od unii z Polską i wcześniejszym wcieleniu Rusi z Lwowem do Polski, a Zakarpackiej do Węgier, (starorus. i ukr. nazwa Rusi Halickiej brzmi, Hałyczyna stąd późniejsza zlatynizowana nazwa austr. Galicja), stała się częścią Europy środkowej. Wobec tego Ukraina w swojej ponad tysiącletniej historii, od końca XIV do końca XVIII wieku, czyli przez pełne osiemset lat (w przypadku Galicji i Zakarpacia, ich formalna przynależność do Europy trwała do 1939 r., czyli 951 lat, podobnie jak nasza własna polska) - nie może dłużej być obecnie w wieku XXI wykluczona z niej. Ukraina była też częścią Europy bez przeżywania żadnego okresu nieciągłości - tak jak Moskwa - która z Europy wschodniej wykluczyła się sama, podejmując w XIII w. świadomą decyzję włączenia się w imperium tatarskie, co pozostawiło po sobie bardzo trwałe ślady, dotyczące głębi jej istoty. Ukraina nie posiada tak głębokich, nieeuropejskich składników, dotyczących samej istoty swego społeczeństwa i państwa.
My Polacy przywiązujemy ogromną rolę do naszego powrotu do Europy, bardzo słabo reagujemy na równie uzasadnione oczekiwania naszych sąsiadów ze strony wschodniej, o europejskości których mamy dość mierne pojęcie. Nie umiemy nigdy zrezygnować z poczucia własnej wyjątkowości i traktować siebie jako jednego z członków krajów wstępujących do Unii. Szczególność swoją podkreślamy na każdym kroku twierdząc - my i inne kraje kandydackie. Rozpoczęcie przez Unię Europejską, rozmów akcesyjnych z Ukrainą, stwarza też szansę na przyszłe zamknięcie granic Unii na naturalnej granicy kulturowej na wschodzie, również na kierunku białoruskim. Białoruś zaś jest bardzo jednorodna, nie rozczłonkowana kulturowo,a w swojej kulturowej europejskości przewyższa Ukrainę, nie różniąc się praktycznie niczym - oprócz głębszego nalotu sowieckości i daleko posuniętej rusyfikacji językowej - od wschodniej Polski. Sukces integracji Polski i krajów bałtyckich z UE i rozpoczęty proces stowarzyszania Ukrainy, spowodowałby otoczenie Białorusi z trzech stron przez coraz bardziej jednoczącą się przestrzeń europejską. Stałaby się ona wówczas jasno zauważaną, alternatywą wobec dyktatury Aleksandra Łukaszenki. Dyktatura ta coraz bardziej pogrąża swój kraj w chaosie i nie daje szans na jego rozwój. Poza tym nie objęcie Ukrainy i Białorusi procesem integracji, stwarzać będzie stałe niebezpieczeństwo odrodzenia się imperium rosyjskiego, w bardziej. czy mniej zawoalowanej formie. Wskrzeszenie tego imperium nie jest potrzebne nikomu na świecie, a najmniej samym Rosjanom, których zniewala, a ich energię kieruje na nierealną i tak, jeśli chodzi o możliwości osiągnięcia czegokolwiek, drogę ekspansji zewnętrznej. Poza tym, cechą imperium rosyjskiego, niezależnie od formy jego rządów, zawsze było dążenie do przekreślenia europejskiej odrębności Białorusi i Ukrainy. Celem Polski, powinno być wobec tego, solidarne z całą Europą i narodami Ukrainy i Białorusi, niedopuszczenie do uszczuplenia przecież naszej własnej przestrzeni środkowoeuropejskiej, w zbudowaniu której, w tych dwóch krajach mieliśmy znaczący udział. Powinniśmy być świadomi tego, że wszelkie uszczuplanie Białorusi i Ukrainy, jest w istocie uszczuplaniem nas samych i dorobku naszej własnej historii i przestrzeni kulturowej, której częściami są cztery dziś odrębne kultury: polska, litewska, białoruska i ukraińska.

Bezpośrednie korzyści polityczne ze zbliżenia z Ukrainą
Jeśli zaś chodzi o samodzielną politykę Polski wobec Rosji, nasze zbliżenie z Ukrainą i Białorusią, dające możliwość wyznaczania i realizacji wspólnych celów, ogromnie wzmocniłoby wagę naszego stanowiska, zarówno wobec Rosji, jak i wewnątrz samej Unii. I dziś to jest już widoczne, że Polakom naprawdę niełatwo jest cokolwiek załatwić w Rosji, jeśli nie leży to w interesie Ukrainy i nie jest przez nią popierane. Nasza integracja wzmocniłaby zarówno nas, jak i Ukrainę, wzmacniając przy okazji pozycję obu naszych państw. Cel ten jest wart trudu przeznaczonego na przezwyciężanie starych kompleksów i oporów psychologicznych po stronie tak polskiej, jak i ukraińskiej. Jego efektem może stać się stopniowe, coraz silniejsze przyciąganie nawet i obecnej łukaszenkowskiej Białorusi. Sprawa „przyciągania Białorusi”, jak i wspólna polityka UE wobec Rosji, muszą być realizowane wspólnie z państwami bałtyckimi, którzy w swoim rozumieniu i wpływach na Białorusi ogromnie wyprzedzają nas Polaków.

Moldowa
Pewną osobliwością wschodnich rubieży Europy stanowi Mołdawia, upierająca się, aby we wszystkich językach świata nazywano ją jej oryginalnym historycznym mianem Moldova. Maleńki ten wschodnioeuropejski kraj, kulturowo, językowo
i historycznie stanowi część Rumunii. Dodatkowo prawdziwa Moldova-Mołdawia, ze swą historyczną stolicą Jassy, w mniej więcej 75% swego obszaru współtworzy wraz ze wschodnioeuropejską Wołoszczyzną (Valacchia, Ţara Românească) i środkowoeuropejskim Siedmiogrodem (Transilvania), Rumunię.
Państwowo odrębna Moldova, ze stolicą w Kiszyniowie, pod względem historycznym jest tylko jedną z czterech prowincji mołdawskich o nazwie Besarabia. Besarabia została włączona w skład Rosji w latach dwudziestych XIX w. Rosjanom udało się nie dopuścić do jej europeizacji, jaka dokonała się na reszcie ziem rumuńskich. Utrzymali wobec tego w Guberni Besarabskiej starą ortografię cyrylicką języka rumuńskiego, a państwowy język cerkiewno-słowiański miejscowej administracji zastąpili rosyjskim, co przywrócili znowu po ponownym zaborze Besarabii w 1940 r. Na pozostałych ziemiach rumuńskich do urzędu, Kościołów i szkoły wprowadzono w połowie XIX w. język narodowy zapisany alfabetem łacińskim. Nie dopuszczenie do europeizacji zatrzymało w Besarabii, proces unarodowienia miejscowego chłopstwa rumuńskiego, któremu administracja carska, a potem sowiecka, wmówiła, że stanowią odrębny naród mołdawski. Okres przynależności do Rumunii, między dwiema wojnami światowymi, przedstawiano jako okupację rumuńską. Po rozpadzie ZSRR, po krótkim okresie fascynacji niepodległością i Rumunią, kiedy okazało się, że sprzeczności z sztucznie zaludnionym, przez Moskwę - ludnością rosyjską, Naddnieprzem - są nie do przezwyciężenia, do władzy wrócili postkomuniści orientujący się na Moskwę. Przyjęcie Rumunii do UE, uczyni orientację pro moskiewską zupełnie bezsensowną i pozbawioną jakichkolwiek perspektyw, w sytuacji, gdy Mołdawię od Rosji zawsze będzie oddzielać Ukraina. Danie Ukrainie realnych perspektyw akcesji do Unii, pozostawiło by Mołdawii alternatywę - włączenie się do Europy, bądź degradacja, prowadząca kraj do roli enklawy prorosyjskiej w otoczeniu europejskim, czyli w praktyce sprowadzenie jej do roli Kaliningradu i to w dodatkowo w sytuacji gdy Mołdawia przylega do kraju tożsamego pod względem kulturowym i narodowym, od którego została odłączona w sposób sztuczny.

GRANICA WSCHODNIA EUROPY - Z PERSPEKTYWY DOŚWIADCZEŃ Z PODRÓŻY
Wystarczy zadać sobie niewiele trudu, podróżując po pograniczach Europy środkowej, aby namacalnie zauważyć, że granica między Rosją i krajami naszego regionu, bez różnicy czy znajdujemy się na niej od strony Finlandii, czy Estonii, albo Łotwy, jak i Białorusi, stanowi rozgraniczenie dwóch różnych światów. Światy te mogą się do siebie zbliżać, ale nigdy nie będą tożsame po dwóch stronach linii granicznej. Wjazd do Rosji ma zawsze posmak przygody, natomiast wyjazd do krajów europejskich – bez względu, czy to będzie Białoruś, czy Litwa, czy Estonia, czy wreszcie Finlandia jest czymś, co przypomina powrót do domu, do własnej strefy kulturowej i cywilizacyjnej. Zeszłym latem odbyłem podróż podróż z rosjyjskiej Karelii do fińskiej Karjali. Finlandia pojawia się już od momentu przekroczenia dawnych umocnień linii Mannercheima, już tu czuje się, że nasz dom zbliża się i powoli staje się odczuwalnym faktem. Wtedy pojawia się odczucie zmęczenia nienormalnością Rosji, którego nie uświadcza się znajdując się w jej głębi. I wreszcie przejeżdża się granicę, za którą ukazuje się kraj tak normalny, tak zwykły i zrozumiały, niczym własny rodzinny dom. Ta nienormalność Rosji wynika chyba głównie ze wszechobecnego w niej bałaganu, braku „zorganizowanej przestrzeni” poza wielkimi miastami i miejscami gdzie znajdują się najważniejsze zabytki, przestrzeni takiej jaką określa dziś mianem „przestrzeni przyjaznej” Takie uczucia towarzyszą w nie mniejszym stopniu podróżom z rosyjskiej enklawy kaliningradzkiej do Polski, czy na Litwę.
Północna część Prus Wschodnich, wyrwana ze swej niemiecko-środkowoeuropejskiej koleiny historycznej, stała się bowiem krajem martwym, którego Rosjanie nie są w stanie ożywić, przez którą to martwotę przebija się jednak wspomnienie dawnego życia. Dokładnie tak samo wyglądają ziemie oderwane w 1940 roku od Finlandii. Rosjanie nie są w stanie na trwale zakorzenić się na ewidentnie europejskich ziemiach, co stanowi jeszcze jedno ze świadectw inności Rosji i znajdowania się jej poza granicą Europy.

Europa Wschodnia, czyli jakby ta „druga Europa”
Jak już była mowa w poprzedniej części opracowania, Europa Zachodnia stanowi dziedzictwo łacińskiego średniowiecza, Renesansu i reformacji. Oprócz Europy Zachodniej, w południowo-wschodniej części naszego kontynentu znajdują się kraje i kultury prawosławne, ukształtowane na wspólnej podstawie dziedzictwa chrześcijańskiego i grecko-rzymskiego, ale w których brak wymienionych wyżej elementów historyczno-kulturowych: europejskiego średniowiecza, Renesansu i reformacji. Kraje te są jednak na tyle bliskie Europie katolicko-protestanckiej, że dziś nie można ich nie zaliczyć do całości obszaru kulturowego Europy. Są one bezpośrednimi spadkobiercami tradycji cesarstwa wschodnio-rzymskiego. Umownie można je nazwać Europą Wschodnią, jakby tą „drugą Europą”, ponieważ nie uczestniczyły w tworzeniu tej „pierwszej Europy”.
Mimo że do Europy kraje te włączyły się od razu po zrzuceniu jarzma tureckiego, blokującego ich wszelki rozwój, do dziś w mentalności kultury prawosławnej zaznacza się pewna subtelna różnica w pojmowaniu państwa i społeczeństwa. Wyraża się ona w przewadze greckiego pragnienia budowania harmonii nad prawami jednostki i autonomicznością instytucji, na które z kolei kładzie nacisk kultura Europy Zachodniej.
Kraje kultury prawosławnej włączyły się w nurt życia europejskiego, zarówno kulturalnego, jak społecznego i politycznego na początku XIX wieku. Do dziś jednak nie zdołały dogonić Europy Zachodniej pod względem gospodarczym i narodowo-społecznym. Poza najbardziej dziś zaawansowaną politycznie i kulturowo Grecją, kraje Europy Wschodniej przeżyły – razem z krajami Europy Środkowej – okres komunizmu, który hamował ich rozwój oraz degenerował społecznie i politycznie. Najtragiczniejsze skutki wywołał on, jak powszechnie wiadomo, w krajach dawnej Jugosławii, angażując wspólnotę międzynarodową w przywrócenie ładu i rozwiązanie spraw, które były nie do rozwiązania za pomocą własnych sił. Pod względem cywilizacyjnym kraje Europy Wschodniej są nieco w tyle za krajami Środkowoeuropejskimi. Jeśli natomiast chodzi o organizację przestrzeni, wszystkie one dziedziczą grecką tradycję harmonii i – podobnie jak w całej Europie – bardzo mało jest w nich tymczasowości i bylejakości typowych dla porewolucyjnej Rosji i współczesnej Turcji, która również narodziła się po krwawej rewolucji, ale jako państwo narodowe z aspiracjami europejskimi.

Harmonia pejzażu kulturowego i uporządkowanej przestrzeni cywilizacyjnej
Ten, wspomniany wyżej, brak „przyjaznej przestrzeni” przy występowaniu zbliżonej historycznej architektury i rozwiązań cywilizacyjnych, w sposób bardzo silny odróżnia Rosję od krajów Europy Wschodniej. Jako Europę Wschodnią traktuję istniejącą, jakby na peryferiach, obok Europy łacińskiej, Europę grecko-słowiańską. Od kilkuset lat nie stanowi już ona wiodącego centrum cywilizacji, została spauperyzowana i sprowincjonalizowana po upadku Konstantynopola. Jako taka – mimo braku wypracowania głównych instytucji Europy łacińskiej na przykład średniowiecznych uniwersytetów – wykazuje tyle podobieństw do zachodniej części kontynentu, że stanowi także część Zachodu; i nie ma podstaw, aby jej mieszkańców, mimo szeregu cech odróżniających ich od zachodnich Europejczyków, nie traktować jako części europejskiej całości.

Granica zewnętrzna Europy Wschodniej i „wyspa europejska” na Kaukazie
Przyjmując powyższe podziały trzeba uznać, że wbrew używanemu przez Turków pojęciu „europejskiej Turcji”, linia oddzielająca Europę Wschodnią od reszty świata biegnie w poprzek historycznej Tracji, zgodnie z biegiem granicy Bułgarii i Grecji z Turcją; biegnie cieśninami oddzielającymi greckie wyspy na Morzu Egejskim od tureckiego wybrzeża Anatolii, a następnie przecina Cypr zgodnie z linią oddzielającą jego część turecką od greckiej Republiki Cypryjskiej, która właśnie wstępuje do UE.
Niewątpliwie do Europy wschodniej należy, także jeszcze jeden chrześcijański krąg cywilizacyjny – wyspa przedchalcedońska na Zakaukaziu, która przyjęła chrześcijaństwo wcześniej niż obie stolice imperium rzymskiego. Chrześcijaństwo kaukaskie jest tak silne, że określiło rozwój Gruzji i Armenii na prawie dwa tysiąclecia ich historii, mimo że rozwijały się one od samego początku poza limesem Cesarstwa Rzymskiego i były otoczone przez perskich wyznawców zoroastryzmu, pogańskich górali, kurdowskich i azerskich koczowników, którzy później przyjęli islam. Na skutek tego ich rozwój był niezależny od Konstantynopola, a Zakaukazie, do naszych dni zaliczano do Azji. Krótko przed upadkiem ZSRR argumenty kulturowe – wysuwane przez dwa wymienione narody przekonały nawet zwykle bardzo opornych na nie geografów i cały Kaukaz „włączono” oficjalnie do Europy. Chrześcijańskie kraje Zakaukazia również powinny znaleźć się w Unii Europejskiej. Pytanie tylko, czy możliwe jest utworzenie tak odległej wyspy Unii Europejskiej między Azerbejdżanem, Rosją, Turcją i Iranem. Bardziej prawdopodobne jest to, że drogę do Unii otworzy im dopiero włączenie do struktur UE zupełnie nieeuropejskiej Turcji, gorąco pragnącej być Europą. Kiedy to nastąpi i czy nastąpi w ogóle, bardzo trudno dziś przewidzieć. Do tej pory nadzieje Turków opierały się na poparciu udzielanemu im przez Stany Zjednoczone. Jak będzie to wyglądało nadal, to szalę przeważy pewnie postawa Turków, dotychczas nieobliczalna, wobec amerykańskiej akcji stabilizacyjnej w Iraku.

Europejskie składowe Rosji znajdującej się na zewnątrz Europy
Pojęcie Europy wschodniej, tak określonej jak powyżej, nie odnosi się do Rosji. Jeśli chodzi o rosyjską przynależność kulturową do Europy prawosławnej, ogranicza się ona do staroruskiego dziedzictwa Rusi Kijowskiej, wspólnego zresztą ze środkowo-europejskimi krajami, czyli Białorusią i Ukrainą. Dzięki temu dziedzictwu, wszystkie te trzy kraje i narody posiadają w swej kulturze i tożsamości bardzo mocny element wschodnioeuropejski. Nie określa on jednak Rosji w całości, bo ją, chyba w równym, jeśli nie w większym stopniu określa pierwiastek azjatyckiego imperium. Pierwiastek ten stanowi jakby genetyczną cechę jej państwowości. Następnym składnikiem cywilizacji rosyjskiej jest, dzielony również z Rusią zachodnią, germański pierwiastek organizacyjny, częściowo będący dziedzictwem skandynawskich Waregów od zarania historii Rusi. Uwidocznił się on zwłaszcza w kupiecko–kolonialnym państwie nowogrodzkim. Jako pierwiastek europejski, został jej wszczepiony wraz z niemiecką arystokracją, która otrzymała czołowe stanowiska w administracji imperialnej za czasów Piotra I, po podboju Estlandii z Rewlem i Liwonii z Dorpatem i Rygą, będącymi do tej pory szwedzkimi prowincjami na wschodnim wybrzeżu Bałtyku. Wchłonięto wówczas także Kurlandię – formalnie nadal stanowiącą lenno Rzeczypospolitej.
W oparciu o europejskie dziedzictwo zarządzania prowincjami nadbałtyckimi i rękami bałtyckiej arystokracji Piotr I przeprowadził reformę administracyjną cesarstwa. Imperialna, petersburska Rosja, po krótkim okresie zafascynowania kulturą Rzeczypospolitej, brała wszystkie stosowane wzorce z protestanckiej i germańskiej Europy. Rosja bolszewicka, natomiast ukształtowała się jako swoista odpowiedź Rosjan na wszystko co w dziedzinie myśli, kultury, sztuk, wojskowości, organizacji państwa, rozwiązań politycznych i społecznych przychodziło do niej, a właściwie na jej euroazjatycki grunt, z zachodu. Z uwagi na ogromną rolę chrześcijańskich pierwiastków zarówno wschodnio- jak i zachodnioeuropejskich w ukształtowaniu się Rosji, nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że ten kolosalny kraj należy w całości do świata zachodniego. Natomiast znaczna odległość jego centrum – Moskwy – od centrów Europy i trwające parę wieków zanurzenie się w „stepowym imperium” Złotej Ordy, którego imperium rosyjskie jest bezpośrednim dziedzicem, sprawia że Rosji – podobnie zresztą jak Stanów Zjednoczonych Ameryki albo krajów latynoskich – nie można traktować jako Europy w sensie społecznym, kulturowym i politycznym. Rosja stanowi rzeczywistość oddzielną, na której Europa kończy się, sięgając co najwyżej na jej zachodnie rubieże, mające zresztą – nie tylko w przeszłości – centralne i kapitalne znaczenie dla całego jej organizmu. Chodzi tu o Sankt Petersburg, Smoleńsk i Psków, należące do sfery przejściowej między Europą a Rosją, a także rejony zdegradowane w swym znaczeniu i mocno dziś podupadłe, czyli Nowogród Wielki i rosyjską część Skandynawii, a więc Karelię wraz z basenem Morza Białego.

Polska – Unia Europejska – Rosja
Z perspektywy zarówno Polski, jak i innych krajów środkowoeuropejskich (wstępujących obecnie do Unii Europejskiej) liczenie na zainteresowanie Moskwy poważniejszymi formami współpracy z nami stanowi utopię. Powiedziałbym nawet że niebezpieczną utopię, bowiem stanowi ona nieziszczalną iluzję. Cechą Moskwy – stolicy imperium – jest myślenie w kategoriach imperialnych; myślenie połączone z globalną wizją świata, w której to wizji przypadło nam zajmować miejsce małego i niewiele znaczącego elementu; tak niewielkiego, że nie warto nam nawet poświęcać uwagi. Dla Moskwy zachodnimi partnerami są: Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja i Wielka Brytania, ponieważ Rosjanie nie traktują Unii jako jednego organizmu gospodarczego. Tylko przedstawiciele wspomnianych państw mogą wszczynać w Moskwie negocjacje i rozmowy dotyczące współpracy Rosji z Europą i zbliżania jej do UE. Dotyczy to także ułatwienia dostępu naszych towarów na rynek rosyjski. Europejskość Polski i innych krajów obecnie wstępujących do Unii – wbrew doświadczeniu Polaków, którzy Rosję poznali przez pryzmat toastów na oficjalnych imprezach dyplomatycznych, ale za to zgodnie z doświadczeniem naszych biznesmenów wypartych z tamtejszego rynku – poddaje się w Moskwie w wątpliwość.
Przy takim myśleniu większości Rosjan, my Polacy, nie jesteśmy jednak w sytuacji beznadziejnej. Mamy bowiem trzy drogi do Rosji i do załatwiania w niej istotnych dla nas spraw.
Pierwsza droga – przez Brukselę, w ramach Unii – udostępnia nam udział w tym, co utorowała dla siebie zachodnia obecność polityczna i gospodarcza w Rosji. Europa nierzadko załatwia przeróżne sprawy w Moskwie za pośrednictwem Bałtów, najważniejszych jej ekspertów od spraw Rosji. Polska jako „pomost między wschodem i zachodem” poniosła pełną klęskę, a nasza obecność w Rosji zakończyła się definitywnie wraz z upadkiem Związku Radzieckiego.
Droga druga, samodzielna – w niedostatecznym stopniu uświadomiona przez nas samych z powodu słabej znajomości Rosji – prowadzi przez „europejską rubież Rosji”, czyli zgodnie z oficjalnym nazewnictwem – przez rosyjski „Północny Zachód” z centrum w Petersburgu i (w mniejszym stopniu) w Smoleńsku, gdzie zresztą bezwzględnie powinien znajdować się nasz konsulat. Jest to droga już utorowana dzięki zupełnie innej optyce geopolitycznej przyjmowanej tradycyjnie przez opiniotwórcze środowiska „Północnego Zachodu” niż optyka moskiewska. Peterburżanie, smolanie (mieszkańcy Smoleńska) i archangiełogorodcy (mieszkańcy Archangielska nad Morzem Białym, gdzie znajduje się największy z rosyjskich portów morskich, do którego jednak nie zawijają nigdy polskie statki) są przeważnie zwolennikami „drogi do Europy” przez kraje basenu Morza Bałtyckiego, którymi tradycyjnie udzielają wiele uwagi, interesując się nimi jako obszarami ciekawymi same w sobie i jako krajami tworzącymi ten sam region geograficzny. Są one wobec tego im bliskie, a przez to znacznie wdzięczniejsze do nawiązywania wszelkich kontaktów i znacznie bardziej zrozumiałe niż wielkie państwa Europy. Wśród mieszkańców zachodnich rubieży Rosji jest wielu szczerze i żywo zainteresowanych kulturą Polski. Kulturą polską bardzo trudno zainteresować Moskwę, natomiast w Petersburgu każda impreza stanowi zauważalne wydarzenie. Niestety, w małym stopniu zdajemy sobie z tego sprawę i bardzo rzadko załatwiamy istotne dla nas sprawy w Petersburgu, Archangielsku czy Smoleńsku, nie zdając sobie sprawy, że zwykle to, co przyjmie się i zostanie uznane za dobre na gruncie „Północnego Zachodu”, wobec którego moskwianie zwykle mają kompleks, podobny jak Warszawa wobec Krakowa, prędzej czy później dotrze do Moskwy i reszty Rosji. Wybieraliśmy zwykle drogę odwrotną i ponosiliśmy same porażki, których wynikiem jest zakończenie naszej obecności w Rosji wraz z upadkiem Związku Radzieckiego w 1991 roku.
Droga przez bliskie nam kulturowo kraje Rusi zachodniej: Ukrainę i Białoruś, na których rynkach, tak gospodarczym, jak i kulturalnym, a także „rynku idei” jesteśmy nadal atrakcyjni, zrozumiali i chętnie przyjmowani. Zachodzi tu pewna analogia do wchodzenia do Moskwy przez jej zachodnie rubieże. Z powodu funkcjonujących nadal bliskich związków społecznych w ramach WNP, znacznie łatwiej jest przebić się do Rosji z tym, co przyjęło już się na gruncie Ukrainy i Białorusi. Paradoksalnie polityka obecności w krajach leżących między nami a Rosją stwarza szanse przynoszenia rezultatów w dwóch przeciwnych kierunkach. Pierwszym i podstawowym z nich jest zwiększanie własnej obecności w tych krajach. Drugim – znacznie łatwiejsze niż z Polski przenoszenie z Ukrainy i Białorusi na grunt rosyjski tego, co udało się nam już zaszczepić w tych krajach.

Ruś zachodnia ciągle in statu nascendi
Białoruś i Ukraina nie przeszły przez okres udziału w tatarskim imperium. Zostały wprawdzie również zawojowane przez koczowników, ale ich najazd ograniczył się do zewnętrznej okupacji, którą Litwini usunęli bez większych problemów. Kiedy Ruś zachodnia przeszła pod dominację Wilna, które konkurowało z popieraną przez Tatarów Moskwą, po jego oficjalnym, państwowym, katolickim chrzcie, ziemie ukraińskie i białoruskie wchodząc do ówczesnej Europy stały się, od końca XIV wieku, zupełnie inną jakością. Wówczas drogi Rusi zachodniej i Rosji rozeszły się diametralnie.
Ziemie zachodnioruskie, dzięki unii z Polską, wchodząc w skład Europy wraz z całym Wielkim Księstwem Litewskim, nie utraciły dziedzictwa swej prawosławnej kultury wschodniorzymskiej, ale stały się stopniowo częścią tego obszaru, który dziś z coraz większym powodzeniem zaczyna być nazywany Europą środkową. Traktowanie Rosji za jedyną prawdziwą i bezpośredniej dziedziczkę Starej Rusi, rozpowszechnione nie tylko na zachodzie Europy, ale i u nas, wynika z braku wiedzy o Białorusi i Ukrainie. Kraje te i ich kultury do tej pory nie zdołały ukazać się światu jako podmioty całkowicie odrębne od Rosji. Rosyjska zaś historiografia, w tym względzie niezwykle tendencyjna, jest tłumaczona na języki zachodnie i na jej podstawie Europa zachodnia buduje swą wiedzę o dziejach Rusi (w literaturze angielskiej określanej tym samym słowem Russia co i Rosja), nie domyślając się nawet, jak głębokie było niegdyś pęknięcie. Moskwa zawładnęła całą Rusią (nie licząc Galicji i Zakarpacia) do końca XVIII wieku.
Po kilkudziesięcioletniej izolacji spowodowanej polityką Związku Radzieckiego, wiedza o Ukrainie i Białorusi jest znikoma nawet w pozostałych krajach regionu środkowoeuropejskiego. Naprawdę tylko nieliczni zdają sobie sprawę z ich europejskości, tym bardziej że w społeczeństwie ukraińskim, nie mówiąc już o białoruskim, przyjmowanie własnej, fundamentalnie różnej od rosyjskiej wizji dziejów ojczystych, postępuje wyjątkowo opornie. Miejscowi przywykli do patrzenia na historyków, jak na urzędników opisujących dzieje na koniunkturalne zamówienie władz, i określone wymogi aktualnej polityki. Na Białorusi i Ukrainie świadomość pełnej historycznej i kulturowej odrębności od Rosji, jest podzielane przez elity, w nikłym jednak stopniu docierając do społeczeństwa. Wiedza zwykłych ludzi jest nadal pełna schematów, nierzadko ewidentnych bzdur o charakterze ideologicznym, narzuconych i wpojonych im przez radziecki system edukacyjny i propagandowy.
Pisanie syntezy dziejów Białorusi i Ukrainy, syntezy odpowiadającej wymogom dzisiejszego aparatu naukowego, jest wciąż utrudnione przez niełatwy dostęp do „metryki litewskiej”. Jest to zbiór kopii wszystkich dokumentów wydanych przez kancelarię Wielkiego Księstwa od roku 1440 do rozbiorów. Został on zagrabiony w Wilnie przez wojska Katarzyny II, a następnie podzielony według niejasnego klucza przez carskich urzędników i umieszczony w przeróżnych, nawet bardzo odległych archiwach całego imperium. Apele naukowców litewskich, białoruskich i ukraińskich o zwrot „metryki” nadal pozostają bez odpowiedzi ze strony rosyjskiej. Działania rosyjskich władz archiwalnych od czasów zagrabienia „metryki” do dnia dzisiejszego mają jeden cel – cenzurowanie dziejów krajów i narodów, które według powszechnej opinii panującej w Rosji nie mają odrębnej historii. Wychodząc z tego założenia, tak długo, jak tylko jest to możliwe, utrudnia się dostęp do dokumentów. W ten sposób opóźnia się napisanie pełnej narodowej historii, przez tych, których pozbawia się prawa do niej. Do dziś „metryka koronna” dotycząca dziejów Polski i Ukrainy nie została a zwrócona w pełnym komplecie.

Płytkie pojmowanie europejskości
Ogólne postrzeganie europejskości jest zwykle bardzo płytkie, nawet w społeczeństwach „jądra” Europy. Bardzo rzadko bierze się bowiem pod uwagę wyznaczniki obiektywne, takie jak: obraz architektoniczny, pejzaż kulturowy danego kraju i świadomość jego mieszkańców, z trudem przyjmujących u siebie europejski porządek prawny. Decydujące natomiast znaczenie przywiązuje się do zaopatrzenia sklepów i jakości asfaltu na drogach, czyli spraw, które można osiągnąć – przy korzystnej koniunkturze – w ciągu kilku lat. Truizmem też jest stwierdzenie, że w społeczeństwach środkowo-europejskich, którym poszczęściło się bardziej, bo nie weszły w skład ZSRR, przeważa odcinanie się od wszystkiego, co obarczone jest ludowo-potocznym pojęciem „wschód”, zawierającym w sobie organiczną europejską chęć odcięcia się od tego co zgodnie z zasobem posiadanych informacji nie należy już do Europy, wobec czego nie jest nasze, a dodatkowo – w krajach pokomunistycznych – zostało wzmocnione przez negatywny stosunek do Związku Radzieckiego. Powtarza się dziś schemat stosunku średniowiecznego Zachodu do krajów sukcesorskich wschodniego cesarstwa. Zachodni Europejczycy mają skłonność czynienia z krajów, które później weszły w krąg ich kultury, nie tracąc przy tym wcześniej ukształtowanej własnej odrębności, jakby „pierwszego kręgu” obcego im świata, na podobieństwo pierwszego kręgu dantejskiego piekła, które dalej pod postacią „obcej cywilizacji” staje się piekłem dalszych kręgów. Od stosunkowo niedawna obcość ta – spowodowana brakiem wiedzy i normalnych kontaktów ludzkich w ostatnich dziesięcioleciach – usprawiedliwiana i tłumaczona jest słowem-zaklęciem „wschód”, które rzekomo ma usprawiedliwiać domniemanie nie przystawania krajów tego „pierwszego kręgu” do przestrzeni kulturowej uznanej za własną.
Pojęcie „wschód” w znaczeniu „wschód europejski”, czyli integralny składnik „Zachodu”, gdyby nie było obarczone tyloma negatywnymi konotacjami, można by z powodzeniem zastosować do „drugiej Europy”, czyli wschodniej, która istniała i istnieje równolegle i w znacznym stopniu niezależnie od „Europy pierwszej”, czyli zachodniej.

Kultury składające się na Europę wschodnią
Oczywistością jest, że Europa wschodnia dziedziczy wprost tradycję parti orientale cesarstwa rzymskiego. Łączy nas z nią wspólne dziedzictwo „kolebki Europy” starożytnej Hellady, imperium rzymskiego i chrześcijaństwa. Europa wschodnia składa się głównie z krajów bałkańskich, które geografia określa mianem Europy południowo-wschodniej.
Analogicznie jak w przypadku Europy zachodniej Europę wschodnią można z powodzeniem podzielić na jądro, w skład którego wchodzą Grecja z Bułgarią, Cyprem, Macedonią i Czarnogórą a częściowo także z Albanią, czyli dawnym Epirem i kraje historycznie „nowe”, jako że i ta odrębna część Europy rozwijała się w tym samym kierunku co Europa zachodnia – równolegle do niej. Te „nowe kraje” to Rumunia z Besarabią, która nosi oficjalną nazwę Moldova, Serbia i dawna Ruś Kijowska. Dziedzictwo starej Rusi, o czym była mowa wcześniej uległo podziałowi na dwie gałęzie. Podobnie jak Ruś, historia podzieliła Rumunię. Podział ten polegał na tym, że ponad trzecia część jej obszaru (położona wewnątrz łuku Karpat i nazywana Siedmiogrodem) została we wczesnym średniowieczu włączona w skład Węgier. W prowincjach włączonych do Węgier pierwszeństwo w budowie cywilizacji miała nie autochtoniczna i zromanizowana ludność pasterska, ale koloniści sprowadzani przez państwo węgierskie. Byli wśród nich zarówno osadnicy z Niemiec, jak i pogańscy koczownicy stepowi, chroniący się na Węgrzech przed najazdami Mongołów. Ci ostatni, przyjmując chrześcijaństwo, nadzwyczaj szybko madziaryzowali się. Dlatego już za Stefana Batorego, którego ród z nich się wywodził, zatracili wszystkie cechy koczowniczych ludów turskich. Nazwano ich Szeklerami, dziś stanowią trzon mniejszości węgierskiej w Rumunii. Zromanizowana prawosławna ludność pasterska, zasilana przybyszami napływającymi zza Karpat, włączała się stopniowo w cywilizację tworzoną przez przybyszów, przejmując zachodnio-europejski układ życia, pozostając jednak przy swym romańskim języku, własnej kulturze pasterskiej – oddziałującej zresztą na całe Karpaty –i wschodnim obrządku chrześcijańskim, włączonym częściowo, w 1700 roku, na mocy unii użhorodzkiej w skład Kościoła katolickiego.

Odrębność losu Europy wschodniej
Nie zaistniała potrzeba, ani nawet możliwość uczestnictwa Europy wschodniej w odbudowie ładu na Zachodzie, ponieważ porządek na Wschodzie zaczął się chwiać dopiero w XIII wieku, kiedy Zachód zdołał już wyjść z załamania. Symbolem odbudowy było odnowienie Cesarstwa – najpierw przez Karola Wielkiego, a potem Ottona III w uniwersalnym Sancti Imperii Romani renovatum. Europa wschodnia znajdowała się na zewnątrz procesu „tworzenia Zachodu”. W skutek tego, mimo istnienia pewnych, niekiedy całkiem intensywnych, zwłaszcza na jej „nowych” obszarach, związków z Europą zachodnią, stała się dla mieszkańców jądra Zachodu, jakby pierwszym kręgiem obcości. Drugim – były już dwa światy: muzułmański i zachowany jeszcze tu i ówdzie pogański.
Jedność świata zachodnio-chrześcijańskiego, a przynajmniej jego elit, była namacalną oczywistością przez pełne tysiąclecie po upadku parti occidentalae imperium rzymskiego, na przekór wszystkim wojnom i kataklizmom. Podstawą tej jedności było powszechne stosowanie łaciny, jedność liturgii, takie same wszędzie księgi, dość jednolity obraz architektoniczny, te same zakony i rycerstwo oraz uczestnictwo w budowaniu uniwersalnej, w pojmowaniu jej uczestników, jedności chrześcijańskiej. Jedność ta została zachwiana – ale z perspektywy wieków widać, że nie tak głęboko, jak się mogło wydawać – przez reformację i narodowe monarchie absolutne, wreszcie narodowe państwa o charakterze liberalnym, powstające w miejscu średniowiecznych uniwersalnych potęg, które wcześniej wzajemnie zdruzgotały się: odnowionego cesarstwa i papiestwa. W tę jedność elit katolicko-łacińskich nie wpisywały się elity świata grecko-prawosławnego, co powodowało pogłębianie się poczucia obcości. Wobec tego europejski Wschód – dla katolika pierwszy krąg obcości – nie był przyjmowany, jako część własnego zachodniego świata, ale jako pół-zrozumiały, a do tego pomawiany o obłudę i przewrotność – świat schizmatycki.
Cesarstwu wschodniemu nadano, funkcjonującą zresztą do dziś, umniejszającą i poniżającą nazwę „bizantyjskie”, wywodzoną od miana miasteczka, które znajdowało się wcześniej na terenie założonej przez Konstantyna Wielkiego stolicy wschodniego cesarstwa. To tak mniej więcej, jakby historyczną nazwę Księstwa Warszawskiego przemianować na Księstwo Jazdowskie, albo Bródzieńskie, jako że Warszawa powstała na miejscu dwóch grodów i osad o takich nazwach.

Negatywy mitu cesarstwa wschodniego na Zachodzie
Nazwy cesarstwo bizantyjskie i bizantynizm nie są znane w żadnych źródłach z cesarstwa wschodniorzymskiego, którego mieszkańcy określali się do samego końca mianem Romai, czyli Rzymianie i sugerują rzekome zerwanie przez wschodnie cesarstwo związku z tradycją grecką i rzymską, oraz popadnięcie w formalistyczne skostnienie, co nie tylko nie jest słuszne, ale i bezpodstawne. Sugerują, że świat nazwany „bizantyjskim” przestał nie tylko współtworzyć Europę, ale nawet sam się z niej wykluczył. Świadczą o zaniku wzajemnego zrozumienia się, co – niestety – do dziś dzieli Kościoły Zachodu i Wschodu.
W języku tureckim nie występuje termin Bizancjum, a Europa nazywana jest tym samym słowem co cesarstwo wschodnie, a więc Rumelia, pochodzącym od słowa Rum, czyli Rzym. Zachodnich Europejczyków świat muzułmański określa do dziś zbiorowym mianem Franków, stanowiącym dziedzictwo wypraw krzyżowych.

Podział Europy
Rozdzieliły nas z Europą wschodnią: podział Imperium Romanum na dwie części, podział chrześcijaństwa, stosowanie przez Wschód greki i cerkiewnej słowiańszczyzny, gdy u nas cały wysiłek kulturalny do czasów nowożytnych dokonywany był w języku łacińskim, tragiczne skutki wypraw krzyżowych wobec Grecji i upadku Konstantynopola, co pogrążyło całe jądro Europy wschodniej w zastoju kulturowym i cywilizacyjnym, trwającym aż do XIX wieku. Kraje tworzące w momencie zdobycia przez Turków cesarstwo wschodnie, miały za sobą dwa tysiąclecia historii i cywilizacji, i zdecydowanie wyprzedzały cywilizacyjnie Europę zachodnią.
Innym czynnikiem, który bardzo zagmatwał i poróżnił chrześcijan Wschodu i Zachodu były kolejne unie kościelne zawierane przez Rzym przy poparciu miejscowych czynników państwowych. Mimo wzorców soboru we Florencji z 1439 roku, który nie bez racji można traktować – jak czynią to katolicy – za ostatni sobór ekumeniczny i który na krótko zjednoczył znowu chrześcijan Wschodu i Zachodu w przededniu upadku Konstantynopola, w powszechnej świadomości zachodniej Europy należało świat „schizmatycki”, podobnie jak pogan, nawracać na jedyną prawdziwą wiarę – katolicyzm. Istotą tego nawracania było doprowadzanie do rozłamów w lokalnych Kościołach prawosławnych i innych Kościołach Wschodu, aby zawrzeć unię z rozłamowcami, określaną jako przywrócenie powszechności danemu Kościołowi. Istotę unii stanowiło pełne, formalne i organizacyjne podporządkowanie się papieżowi. Wówczas byłym schizmatykom z ich własnej tradycji można było pozostawić właściwie wszystko to, co uważano za „nie istotne dla osiągnięcia zbawienia” – własny obrządek, brak filioque w symbolu wiary, czy małżeństwo kapłanów. Jednak zmuszanie byłych schizmatyków do wyłącznego poruszania się w katolickim k