Polski Oddział Marynarki Wojennej w Wielkiej Brytanii zalążkiem floty atlantyckiej.
Autor przedstawia malo znane fakty z historii II wojny światowej i wpływ doświadczeń współpracy flot - polskiej i brytyjskiej - na koncepcję utworzenia NATO. (przypis redakcji)
Sytuacja strategiczna w Europie
W obliczu drugiej wojny światowej Rzeczypospolita znalazła się w niekorzystnej sytuacji strategicznej, którą komplikowały rosnące zagrożenie niemieckie i sowieckie, rozwijająca się współpraca faszyzmu z komunizmem oraz trudności w pozyskaniu realnych sprzymierzeńców wojskowych. Zabrakło wówczas odpowiednich sojuszy, a te, które istniały, były kruche.
Nie było jedności wśród demokratycznych państw europejskich i każde z nich działało dla siebie. Propaganda faszystowska i komunistyczna przybierały na sile, wyzwalając w różnych krajach negatywne postawy, w tym nacjonalistyczne. Władzę w państwach zachodnich sprawowali politycy, którzy za wszelką cenę unikali konfliktu zbrojnego z III Rzeszą. Ich tchórzostwo prowadziło do takiej tezy – niech inni sobie walczą, a my poczekajmy, zobaczymy, co z tego wyniknie. I czekali, każdy z osobna. Ponadto państwa zagrożone przez Niemców, w tym Rzeczypospolita, zbytnio liczyły na mocarstwo francuskie, które okazało się niedołężnym tworem politycznym i wojskowym.
W tej sytuacji Wielka Brytania nie była w stanie – bez wsparcia amerykańskiego – na dłuższy czas przeciwstawić się siłom zbrojnym III Rzeszy, wspieranej przez Sowietów.
Podziały polityczne i działania każdy dla siebie wzrosły po niepowodzeniach wojsk polskich we wrześniu 1939 roku. Obawa przed losem Polski, gdzie niemieckie barbarzyńskie bombardowania ludności cywilnej spowodowały duże straty, paraliżowała zachodnich polityków i pozbawiła woli walki ich armie. A to z kolei pozwoliło na dalsze zacieśnianie współpracy faszystów z komunistami i pozyskiwanie przez nich sojuszników we wszystkich państwach europejskich, nawet w rodzinie królewskiej Wielkiej Brytanii.
Krótkotrwałe kampanie wojskowe na zachodzie Europy, poza Anglią, podporządkowały Niemcom ogromne obszary. W opanowanych krajach, poza Polską, miejscowi faszyści i komuniści wspierali III Rzeszę, tym bardziej że Niemcy nie spowodowali zniszczeń, ponieważ nie prowadzono tam większych działań bojowych. Poszczególne armie, poza grecką, po wystrzelaniu amunicji rozsypywały się.
W owych głównie wysoko rozwiniętych krajach, nastąpił wzrost produkcji przemysłowej tych gałęzi, które były przydatne dla Wehrmachtu. Dało się zaobserwować rytmiczne dostawy surowców energetycznych i żywności dla Niemiec. Na rzecz okupanta potulnie pracowali inżynierowie i robotnicy w Belgii, Czechach, Francji, Holandii i w pozostałych krajach. Bez zakłóceń szły dostawy surowców ze Szwecji, głównie ruda żelaza, zaś Szwajcaria inwestowała w niemiecką gospodarkę wojenną coraz znaczniejsze fundusze. Nadzór nad gospodarką i porządkiem sprawowały własne siły policyjne i wojskowe, bez ingerencji Niemców. A to pozwoliło na zwiększenie ilościowe wojsk niemieckich, ponieważ nie było potrzeby angażować w okupowanych krajach, poza Polską, mężczyzn z III Rzeszy.
Ponadto w różnych krajach powstawały organizacje wojskowe i paramilitarne na rzecz Niemiec. Powstawały proniemieckie ochotnicze dywizje i inne jednostki wojskowe we Francji i krajach wschodniej Europy. Szczególnie groźne ze względu na okrucieństwo wobec ludności cywilnej były dywizje ukraińskie, rosyjskie, litewskie i chorwackie. Zaczęły powstawać formacje wojskowe profaszystowskie – czeskie, duńskie, norweskie, a nawet proniemieckie jednostki muzułmańskie. Niemców wsparli również ich sojusznicy – Węgrzy, Rumuni i Bułgarzy. Jedynie spośród Polaków nie udało się sformować proniemieckich jednostek wojskowych.
Chaos polityczny, wzrost zwolenników faszyzmu i komunizmu oraz namiętności nacjonalistycznych spowodował brak jedności w ówczesnej Europie, a politycy nie potrafili sformować odpowiedniego bloku, wojskowego dającego bezpieczeństwo narodom. Nie opracowano nawet namiastki wspólnej doktryny wojennej, a każde państwo kurczowo trzymało się swoich doktryn narodowych, zresztą źle opracowanych.

Doktryny wojenne
Możliwości bojowe armii określały doktryny wojenne – oficjalne poglądy danego państwa na prowadzenie wojny. Na doktrynę wojenną wpływ wywierały: polityka, gospodarka, położenie geograficzne, doświadczenia wojenne oraz sytuacja wewnętrzna. Każda doktryna ustalała trzy zasadnicze problemy: charakter i sposób prowadzenia wojny; główne założenia strategii (sztuki wojennej dla całości sił zbrojnych i rodzajów wojsk); plany organizacji sił zbrojnych oraz przygotowanie do wojny (szkolenie wojsk w czasie pokoju).
Rzeczypospolita w 1939 roku znalazła się w orbicie doktryn wojennych przeciwników – III Rzeszy niemieckiej i Sowietów oraz sojuszników – Francji i Wielkiej Brytanii.
Doktryna wojenna III Rzeszy miała charakter pancerno-lotniczej totalnej wojny błyskawicznej. Była ona szczególnie niebezpieczna dla słabego gospodarczo państwa i skazanego na walkę z Niemcami w osamotnieniu. Przeciwnik zamierzał zaskoczyć naszą armię pierwszym błyskawicznym uderzeniem pancerno-lotniczym, po czym przystąpić do działań totalnych niszcząc, nie tylko wojska, ale i ludność cywilną. Jak wiemy, założenia te realizowano z żelazną konsekwencją. Wehrmacht atakował otwarte miasta i wsie celem wywołania paniki wśród ludności cywilnej, tłoku na drogach, co stanowiło łatwy cel dla niemieckich lotników i blokowało drogi wojskom polskim. I co ważniejsze, działania błyskawiczne miały nie dopuścić do wojny na dwóch frontach – z Polską i Francją.
Sowiecka doktryna wojenna – długotrwałej wojny manewrowej z okresami strategicznej wojny pozycyjnej – miała umożliwić podbijanie ościennych państw (w tym Polskę) i pozwolić na rozbudowę ośrodków wojskowo-propagandowych dla rozwoju komunizmu.
Francuska doktryna wojenna – długotrwała, pozycyjna wojna obronna – była fatalna. Aż dziw, że to potężne mocarstwo, dysponujące wysoką techniką i świetną armią, nie potrafiło zdobyć się na doktrynę wojenną godną takiego narodu. Francuzi zbudowali linię Maginota i nie planowali żadnych zaczepnych działań zbrojnych. Sztab francuskich sił zbrojnych zakładał obronę fortyfikacji linii Maginota przed Niemcami, a po ich wykrwawieniu kontruderzenie. Była to koncepcja fatalna w skutkach nie tylko dla Francji, ale i Polski oraz całej Europy.
Armia francuska była źle przygotowana do nowoczesnej wojny. Dysponowała lepszymi czołgami od niemieckich, ale rozdzielono je po dywizjach piechoty tak, że było ich wszędzie po trochu, ale nie utworzono pancernej siły uderzeniowej. Podobnie postąpiono z lotnictwem, które rozproszono po całym wojsku francuskim. Piechotę pozbawiono samochodów. Dokonano tego w państwie, które pod względem motoryzacji należało do czołówki światowej. Nawet artyleria była bez samochodów, a tylkow trakcji konnej. Gdyż francuscy generałowie uważali, że na linii fortyfikacji samochody będą zbyteczne, a armaty przeciągać z miejsca na miejsce mogą konie.
Doktryna wojenna Wielkiej Brytanii – wojny morskiej, opierała się na silnej flocie wojennej, z wykorzystaniem lotnictwa i nielicznych wojsk lądowych. Zakładała obronę wysp angielskich, morskich linii komunikacyjnych i zamorskich posiadłości imperium brytyjskiego. Jej realizacja w znacznym stopniu pozwoliła na zbudowanie koalicji antyfaszystowskiej i pokonanie początkowo Włoch, a następnie III Rzeszy i ich sojuszników.
Doktryna wojenna Rzeczypospolitej była obronna i miała charakter krótkotrwałej, manewrowej wojny obronnej. Innej doktryny Polska wówczas nie mogła opracować. Wojsko polskie miało prowadzić działania opóźniające ruchy wojsk przeciwnika, dezorganizować niemieckie ataki i zadawać wrogowi jak największe straty. W czasie tych działań Francja i Anglia, miały zmobilizować swoje siły i po dwóch tygodniach uderzyć na III Rzeszę. Natomiast wojska polskie po przegrupowaniu swoich sił ruszyłyby do kontruderzenia.
Polska doktryna wojenna była prawidłowa – w ówczesnych warunkach nie mogło być lepszej. Jednak jej wykonanie nie było w pełni możliwe: mieliśmy złe zaplecze techniczne i bezkrytycznie liczyliśmy na sojuszników. Ponadto nie brano pod uwagę pomocy wojsk sowieckich dla niemieckich, a więc wojny na dwa fronty. Polskie dywizje były prawie bez samochodów, ale miały przeciętnie po siedem tysięcy koni i po dwa tysiące wozów. Były trudne do manewrowania i trudno im było walczyć z nowoczesną techniką przeciwnika.
Wojsko polskie było dobrze wyszkolone, miało dobrych oficerów. Żołnierze wszystkich rang charakteryzowali się bardzo wysoką dyscypliną i patriotyzmem; i nikt nie zamierzał uchylić się od żołnierskiego obowiązku. Duch bojowy w polskich jednostkach wojskowych był wspaniały, a naród otaczał swoją armię szacunkiem i miłością. Wychowanie w takim duchu setek tysięcy ludzi było głównie zasługą nauczycieli, których dwudziestoletni wysiłek wychowawczy nie poszedł na marne.
Wojska polskie we wrześniu 1939 roku stanęły do walki przeciwko dwóm światowym potęgom – niemieckiej i sowieckiej. Obaj napastnicy mieli wsparcie wśród faszystów i komunistów niemal w całej Europie, działających na naszą szkodę. W tak niekorzystnej sytuacji nie znalazła się żadna armia europejska. Mimo to wojska polskie położyły kres pokojowym podbojom III Rzeszy, która w Rzeczypospolitej musiała prowadzić ciężkie walki.
Niemcy w obliczu zdecydowanego oporu polskich wojsk angażowali coraz większe siły. Dlatego już 3 września 1939 roku żądali, aby wojska sowieckie zaatakowały Rzeczypospolitą. Z tym samym żądaniem wystąpili 8 września. Armia Czerwona dokonała agresji, gdy wojska polskie były zaangażowane w walce na całym froncie, a Wehrmachtowi wyczerpywała się amunicja. Niemcy mieli jej na 10-15 dni, polska obrona twardniała. Społeczeństwo nasze już się nauczyło unikać barbarzyńskich nalotów wroga, kraj nie wyczerpał swych możliwości operacyjnych.
Szczególnie na kresach wschodnich czekały na swoją kolej rezerwy, a tysiące zmobilizowanych żołnierzy nie oddało jeszcze strzału, rwąc się do walki. 17 września biło się z Niemcami 25 polskich dywizji, które nie myślały o zaprzestaniu walki, a rozmach ofensywy niemieckiej począł maleć i stawał się miękki. Coraz bardziej wydłużały się linie zaopatrzeniowe wojsk niemieckich, zawodziła organizacja tyłów i dowodzenie, zaś drogi stawały się trudne do działań jednostek pancernych i zmotoryzowanych. Atak sowiecki pozwolił na szybsze przegrupowanie sił niemieckich przeciwko Warszawie i ostateczne wyeliminowanie armii polskich z walk.

Fiasko teorii Clausewitza w Polsce
Przy tworzeniu doktryn wojennych brano pod uwagę teorie wojenne opracowane między innymi przez pruskiego generała i teoretyka wojskowego Karla von Clausewitza. Jego tezy wykładano we wszystkich akademiach wojskowych, a w wojskowości niemieckiej i sowieckiej były kanonem. Clausewitz określał trzy zasadnicze zadania w wojnie: pobicie armii przeciwnika, szybkie opanowanie jego kraju i złamanie woli dalszego oporu w narodzie.
Napastnicy – Niemcy i Sowieci – wykonali dwa pierwsze zadania, ale trzeciego – złamania woli oporu w narodzie nie byli w stanie przeprowadzić.
Już od września 1939 roku zaczyna się czynny opór – w oparciu o bazy brytyjskie walczyły polskie niszczyciele, we Francji przystąpiono do odtworzenia Wojska Polskiego. Polacy nie zrezygnowali z walki również na własnej ziemi.
Poszczególne armie wycofując się pozostawiały specjalne grupy dywersyjne. Przed kapitulacją Warszawy zorganizowano podziemne siły zbrojne – Służbę Zwycięstwu, początek Armii Krajowej. Organizacja ta powstała jeszcze w czasie wrześniowych walk, była odgórnie inspirowana i planowana, przechodząc do wojny w nowych warunkach. Na terenach okupowanych żywiołowo powstawały różne organizacje konspiracyjne, które tworzyli żołnierze, często przy pomocy harcerzy. W ten sposób we wrześniu 1939 roku powstało kilkaset organizacji, które gromadziły broń, sprzęt wojskowy, ekwipunek, zbierały na polach bitew broń polską, niemiecką i sowiecką.
Jeżeli już trzeba było oddać ją wrogom, to oddawano zepsutą. Poza tym powstawały oddziały regularne walczące metodami partyzanckimi, jak na przykład Hubal (oddział sformowano 23 września 1939 roku, a jego dowódcą był major Henryk Dobrzański, pseudonim Hubal). Takich oddziałów było o wiele więcej, ale Hubal jest ich symbolem. Oddziały odcięte od swoich sił podejmowały walkę, jednak Hubalczycy walczyli najdłużej, bo aż do czerwca 1940 roku i sami się rozwiązali na wieść o klęsce Francji, a następnie przeszli do działań konspiracyjnych. Na ziemiach okupowanych przez Armię Czerwoną również rozwijały się oddziały i grupy bojowe walczące z Sowietami i z rodzimymi komunistami.
W kraju naród nie pogodził się, nie pogodzenia się z klęską i postanowił walczyć z wrogami aż do zwycięstwa.

Wpływ działań w Polsce na rozwój sztuki wojennej
Wojna z Polską spowodowała intensyfikację niemieckich prac badawczych w zakresie wojskowym. Wehrmacht wyciągnął wnioski, doskonaląc swoją sztukę wojenną. Analizowano niemal każdy szczegół z kampanii wrześniowej, wzbogacając w ten sposób doświadczenia bojowe przydatne wkrótce na frontach zachodniej Europy. Niemcy nie lekceważyli Wojska Polskiego, natomiast lekceważyli je nasi sojusznicy.
Szczególnie Francuzi nie doceniali naszych sił zbrojnych i nie wyciągnęli żadnych wniosków z toczących się działań wojennych, mimo że generał Sikorski dokonał odpowiedniego opracowania i przedstawił je Sztabowi Generalnemu Francuskich Sił Zbrojnych.
Również Sowieci nie wyciągnęli odpowiednich wniosków z walk w Polsce. Z wojskowego punktu widzenia ich agresja okazała się wcale korzystna dla Moskwy. Na zajęte tereny Rzeczypospolitej przegrupowano najsilniejsze i najlepsze wojska sowieckie, co osłabiło ich tyły. Przegrupowano tam masy lotnictwa, w tym najlepszego, choć liczba lotnisk była niewystarczająca. Przystąpiono do budowy nowych lotnisk, ale na przeszkodzie stanęły braki materiałowe, techniczne i niedowład organizacyjny. Plany i perspektywy ich rozbudowy były nierealne i niewykonalne. Dlatego na lotniskach zgromadzono nadmierne ilości samolotów, co utrudniało ich wykorzystanie w razie potrzeby. I rzeczywiście, w pierwszych godzinach wojny z Niemcami samoloty radzieckie zostały zniszczone. Po prostu z powodu tłoku nie mogły startować i zostały zbombardowane.
W latach trzydziestych wprowadzono w Armii Czerwonej nową, świetną organizację w wojskach pancernych – korpusy. Przejęli to natychmiast Niemcy, ponieważ korpus pancerny pozwalał w maksymalny sposób wykorzystać siłę uderzeniową czołgów. Niemieckie sukcesy w pierwszych latach wojny na lądzie – to właśnie sukcesy korpusów pancernych, wynalazku sowieckiego. Jednak wobec tego, że w hiszpańskiej wojnie domowej korpus taki nie zdawał egzaminu (bo nie mógł w tamtejszych warunkach terenowych i technicznych zostać odpowiednio wykorzystany), część sowieckich dowódców dążyło do likwidacji tego szczebla organizacji wojsk. Dopomógł im w tym 17 wrzesień 1939 roku, gdyż sowiecki korpus pancerny idący w kierunku Lwowa pogubił się, zawiodło dowodzenie, nastąpiła dezorganizacja marszu kolumn czołgowych i łączności, stracono wiele sprzętu bojowego bez walki. Drobne potyczki z nielicznymi polskimi pododdziałami dopełniły reszty. Korpus niemal przestał istnieć. Władze sowieckie rozwiązały więc korpusy pancerne w całej armii, by wkrótce jednak odtworzyć je od nowa. Działania te pochłonęły wiele wysiłku organizacyjnego i straty materiałowe.
Zajęto również linie polskich umocnień i zaprzestano rozbudowy własnych, silnych fortyfikacji wzdłuż dotychczasowej granicy. Przystąpiono natychmiast do budowy umocnień na kierunku niemieckim, w nowym terenie. Wymagało to jednak czasu, opracowań, środków technicznych i materiałów budowlanych. Jednocześnie nie zdołano przerwać wszystkich prac budowlanych na poprzednich umocnieniach. W rezultacie nie wykonano dobrze ani jednych, ani drugich umocnień.
Wojnę wrześniową barbarzyńscy wrogowie Polski – III Rzesza i Związek Radziecki, starali się wykorzystać propagandowo dla własnych celów. Tak samo postępowali polscy komuniści. Przez kilkadziesiąt lat starano się ośmieszać i poniżać godność polskiego żołnierza, obwiniając naszą wojskowość za wrześniowe niepowodzenie. Ale pokazywano to poprzez pryzmat ludności cywilnej. Bo żołnierz był świetny i napastnicy tak naprawdę mieli duże trudności z jego pokonaniem. Trzeba było wspólnego wysiłku – niemieckiego i sowieckiego, aby dopiero po miesiącu opanować kraj. Wojsko polskie radziło sobie z wrogami, ale ogromne straty poniosła ludność cywilna. Polscy komuniści, chcąc wykazać niezbędność sojuszu z Sowietami, stale mówili o naszych niepowodzeniach, natomiast przemilczali sukcesy. Pokazywali płonące wsie i miasta, uciekającą ludność cywilną i nie wspominali skutecznych akcji wojska. Chodziło głównie o to, aby przekonać naród, że zwycięstwo można odnieść wyłącznie w oparciu o Armię Czerwoną.
Władze sowieckie uznały Polskę za kraj prowadzący wojnę niesprawiedliwą. Uważały, że skoro dwa państwa kapitalistyczne walczą ze sobą to bez względu na to, kto pierwszy zaatakował, oba są winne. Dlatego międzynarodówka komunistyczna uznała, że Polska prowadziła w 1939 roku wojnę niesprawiedliwą i polscy komuniści nie brali udziału w walkach z Niemcami, ale wycofali się na wschód. Opinia, że Polska była w 1939 roku agresorem, panowała jeszcze w latach sześćdziesiątych.
Wrzesień 1939 roku, mimo ogromnych strat wśród ludności cywilnej, był polskim zwycięstwem moralnym. Z tego powodu my, Polacy, jesteśmy dumni i nie mamy żadnych podstaw do przygnębienia, frustracji czy wstydu.

Początkowe sukcesy faszyzmu i komunizmu – nieznana współpraca flot wojennych
Od września 1939 roku nastąpił zwycięski marsz faszyzmu i komunizmu, a ich liderzy współpracowali ze sobą. Szczególnie groźna była współpraca III Rzeszy ze związkiem Radzieckim na morzu.
Dla sowieckiej floty ważna była niemiecka pomoc w zakresie myśli technicznej i dostaw niektórych jednostek pływających, uzbrojenia oraz sprzętu okrętowego. Niemcy chętnie wspierali rozbudowę floty sowieckiej, nastawionej przeciwko aliantom. Sowieckim ekspertom pokazywano urządzenia bojowe, znajdujące się w fazie doświadczalnej i inne tajemnice wojskowe, których nie udostępniano nawet wypróbowanemu włoskiemu sojusznikowi, a wzajemna pomoc wojskowa przybierała na sile. Już w październiku 1939 roku Moskwa zażądała od Berlina sprzedaży 2 ciężkich krążowników – „Seydlitza” i „Lützowa”, a nawet „Prinz Eugenia” oraz planów nowoczesnego pancernika typu „Bismarck”. Niemcy sprzedali Sowietom, Lützowa”, który w Leningradzie przemianowano na „Pietropawłowsk”. Dostarczyli im też wieże artyleryjskie dużych kalibrów, wzorcowe silniki do dużego niszczyciela, sprzęt do budowy okrętów, armaty morskie, urządzenia do central artyleryjskich, rozpoznawczych i obserwacyjnych, kilka modeli samolotów, laboratorium balistyczne, sprzęt radiowy, najróżniejsze maszyny i urządzenia, próbki materiałów wybuchowych do skopiowania, statki itp. Wraz ze sprzętem i urządzeniami dostarczono Rosjanom instrukcje i dokumentację. Celem bliższego zaznajomienia się z nimi i możliwością podjęcia produkcji. Do Związku Radzieckiego przybyli specjaliści niemieccy którzy udzielali porad i omawiali możliwości podjęciaprodukcji sprzętu wojskowego. Osobisty patronat nad sowiecko-niemiecką współpracą wojskową sprawowali Stalin i Hitler oraz ich bezpośredni współpracownicy.
Sowieci udzielali natomiast pomocy Kriegsmarine w zakresie współpracy sztabowej i rozpoznania, korzystania przez niemieckie okręty z portów i baz oraz przybrzeżnych szlaków żeglugowych, stoczni i zaopatrzenia.
Sowieckie statki zaopatrywały w paliwo i żywność niemieckie pancerniki, krążowniki pomocnicze i U-booty na oceanach, zwalczające żeglugę aliancką. Wymieniano dane o rozpoznaniu, o żegludze oraz o siłach alianckich na morzu. Dzięki tym informacjom Kriegsmarine mogła dokładniej przygotować operacje bojowe. Sowieckie okręty już we wrześniu 1939 roku starały się wytropić polskie okręty podwodne.
Sowieci udostępnili Kriegsmarine własne porty i bazy, w których okręty niemieckie mogły usuwać uszkodzenia, pobierać paliwo i żywność oraz schronić się w razie niekorzystnej sytuacji operacyjnej na morzu. Amunicję i inne elementy uzbrojenia dostarczano drogą lądową lub przez Bałtyk. Jedną z baz morskich – Teribierkę, leżącą 127 km na południowy wschód od Murmańska, przeznaczono dla U-bootów. Dobrze usytuowana, nieznana aliantom, miała wyjście z Morza Barentsa w kierunku Islandii, stwarzając dobre warunki do zwalczania alianckiej żeglugi. Z bazy tej Niemcy zrezygnowali jesienią 1940 roku, ponieważ opanowali Norwegię, gdzie przygotowano odpowiednie porty dla okrętów nawodnych i podwodnych.
Kriegsmarine bez przeszkód korzystała z sowieckich przybrzeżnych szlaków żeglugowych. Pozwalało to na przerzut niemieckich okrętów poza zasięgiem rozpoznania alianckiego, co szczególnie przydatne było dla krążowników pomocniczych. Przechodziły one bezpiecznie sowieckimi wodami północnymi aż na Pacyfik, gdzie przystępowały do zwalczania żeglugi alianckiej. Czyniono również starania, aby niemieckie krążowniki pomocnicze i statki transportowe mogły korzystać z portu we Władywostoku.
Sowieckie stocznie przeprowadzały remonty niemieckich okrętów i przygotowywały się do ich produkcji dla Kriegsmarine. Jednak z produkcji U-bootów i nowoczesnych jednostek nawodnych w stoczniach sowieckich Niemcy zrezygnowali.
Znacznej pomocy niemieckim okrętom udzielały sowieckie statki zaopatrzeniowe. Dezorganizowało to alianckie siły patrolowe, które musiały się rozpraszać, a więc i osłabiać ochronę własnej żeglugi.
Sowiecka pomoc znacznie osłabiła aliancką blokadę morską i wzmocniła Kriegsmarine. Dzięki temu Niemcy dokonały znacznych szkód w żegludze alianckiej, w tym również i w polskiej.

Zaczątki flot alianckich
Niemiecka flota uzyskała znaczną pomoc również w pokonanej Danii i Norwegii, a później – w Belgii, Holandii i Francji. A na rzecz niemieckich sił zbrojnych, w tym dla Kriegsmarine, chętnie pracowało wielu Czechów, Szwedów i Szwajcarów. W początkowym okresie wojny nawet wielu Irlandczyków udzielało pomocy niemieckim okrętom podwodnym. W zacisznych irlandzkich zatokach załogi U-bootów były chętnie przyjmowane przez wielu Irlandczyków, za co zresztą Niemcy dobrze płacili.
9 kwietnia 1940 roku Wehrmacht zajął Danię, a rząd tego państwa podporządkował się III Rzeszy i utrzymał przy władzy. Armia nie stawiała oporu, flota wojenna nie przejawiała żadnej inicjatywy do podjęcia walki. Dania poparła plany niemieckie.
Mimo uległości Duńczyków, ich flota została ograniczona w samodzielności, rozdrobniono ją po różnych portach. Ponadto Dania przekazała niektóre okręty Niemcom, którzy z kolei pozwolili oficerom duńskim służyć w Wehrmachcie. A nawet rozpoczęto formowanie ochotniczego korpusu duńskiego w służbie niemieckiej. Natomiast Kriegsmarine uzyskała dobre bazy morskie i lotnicze oraz fiordy, chronione przez silną duńską artylerię nadbrzeżną, stocznie i chętnych do pracy Duńczyków.
Dopiero po faktycznej okupacji kraju część Duńczyków zaczęła przystępować do ruchu oporu, a w 1943 roku flota duńska została zatopiona przez samych Duńczyków. I dopiero wówczas część oficerów duńskiej floty przedostała się przez Szwecję do Anglii. Ale nadal znaczna część Duńczyków wiernie służyła III Rzeszy, Duńczycy swój błąd uznali dopiero wówczas, gdy Wehrmacht zaczął ponosić klęski i do Danii zbliżyli się alianci.
Analogiczna była sytuacja Norwegii. W toczącej się wojnie nie mogła ona zostać krajem neutralnym, ze względu na dogodne bazy morskie i lotnicze, przemysł oraz trasy żeglugowe dla transportu szwedzkiej rudy żelaza i nowoczesnej techniki. Dlatego zajęcie Norwegii przez Wielką Brytanię lub Niemcy, było tak konieczne, zaś po drugiej wojnie światowej, należało do celów strategicznych ZSRR.
W Norwegii zwyciężyli zwolennicy Vidkuna Quislinga, stojącego na czele narodowo-socjalistycznego ruchu Nasjonal Samling, który opowiedział się za III Rzeszą. Dlatego wojska niemieckie bez większych trudności opanowały kraj. Jedynie dwór norweski, rząd i wierna im nieznaczna część wojska na czele z flotą wojenną nie podporządkowały się Quislingowi, uchodząc z kilkoma okrętami do Anglii. W Wielkiej Brytanii znalazła się też niemal cała norweska flota handlowa.
Norwegia udzielając swych baz dla Kriegsmarine i Luftwaffe, zapewniła sobie pokój i nie była nękana wojną. Niemcy swobodnie korzystali z gospodarki norweskiej, której nie zagrażał zastój. Zaś współpraca niemiecko-norweska, przynajmniej w początkowym okresie, nie napotykała na trudności. Ponieważ Norwegowie sumiennie pracowali na rzecz Niemiec i znacząco wspomagali ich potencjał wojenny przeciwko aliantom, Rzesza nie potrzebowała angażować tam swoich dodatkowych sił. Walkę z III Rzeszą podjęli ci Norwegowie, którzy w wyniku wojny w 1940 roku znaleźli się w Anglii. Korzystając z doświadczeń organizacyjnych polskiej floty i wzorów już tam stosowanych, utworzono Norweską Sekcję Royal Navy, która rozwijała się dzięki dostawom brytyjskim, a potem amerykańskim.
Wraz ze zwycięstwami aliantów i klęskami Niemców, nastroje zaczęły się zmieniać, zaczął rozwijać się nawet ruch oporu. Był on jednak słaby i w kraju nie zapanowała niszcząca wojna. Jednostki niemieckie przebywały w Norwegii jeszcze w 1946 roku, a ich okręty trałowe i pomocnicze zaczęły służyć Anglikom i Amerykanom.
Podobnie było w Belgii. Wojsko tego kraju nie zamierzało prowadzić walk na większą skalę i właściwie po 3 dniach oddało broń napastnikom. Po kapitulacji Belgii do Anglii udał się dwór królewski i część jego zwolenników. W portach brytyjskich znalazła się również większość belgijskiej floty handlowej i rybackiej. Wiele statków przekształcono w jednostki wojenne – głównie przed niemiecką inwazją na wyspy brytyjskie w 1940 roku. Niektóre z nich obsadziły polskie załogi. Belgowie idąc w ślady Norwegów powołali – wzorując się na polskiej flocie – Belgijską Sekcję Royal Navy, która korzystając z brytyjskiej pomocy rozwijała swoją działalność bojową.
Niemcy zagarnęli w Belgii bardzo dobrze wyposażone stocznie, porty, statki i jednostki pomocnicze; i co najważniejsze – uzyskali posłusznych pracowników belgijskich, poczynając od inżynierów a na zamiataczach ulic kończąc. Jednocześnie wielu Belgów oficjalnie kolaborowało z Niemcami i pomagało okupantowi w prowadzeniu wojennej gospodarki. Z drugiej strony Niemcy starali się o poprawne stosunki z miejscową ludnością; i na początku Belgia nie odczuła skutków wojny.
Sytuacja zaczęła powoli odwracać się, gdy alianci przystąpili do ofensywy, a samoloty amerykańskie i angielskie, w tym i polskie, przystąpiły do bombardowania obiektów przemysłowych i wojskowych na terenie Belgii. Wówczas też zaczął się rozwijać ruch oporu, organizowany właściwie przez belgijskie władze w Wielkiej Brytanii I dopiero później – w obawie przed konsekwencjami – Belgowie zaczęli sabotować prace na rzecz Niemiec. Wrogość miejscowej ludności wobec okupanta narastała wraz z nasileniem się operacji wojennych przeciwko Rzeszy. Nastroje proalianckie potęgował między innymi coraz częstszy widok wylatujących w powietrze statków od min magnetycznych stawianych przez alianckie samoloty – w tym polskie – na wodach i w portach belgijskich. W ruchu oporu na terenie Belgii działali Polacy. Nasze wojska brały udział w wyzwalaniu tego kraju.
Belgijska Sekcja Royal Navy była słaba. Wynikało to z braku chętnych do tej służby, chociaż tysiące Belgów znajdowało się w różnych krajach brytyjskich. Jednocześnie setki Belgów pływało na swoich statkach handlowych w konwojach alianckich, nieraz z polskimi statkami i pod ochroną polskich niszczycieli.
Wojska holenderskie również nie pałały chęcią do walki z Niemcami, a idee faszystowskie miały zwolenników wśród wielu Holendrów. Po czterech dniach wojny o słabym natężeniu, z przeciwnikiem słabszym ilościowo, żołnierze holenderscy złożyli broń. Niemcy starali się tak operować, aby zaoszczędzić ośrodki produkcji, zaś ludność holenderską podporządkować własnym ideom, co się zresztą powiodło.
Niewłaściwe kierowanie walką spowodowało, że Niemcy przejęli wiele okrętów holenderskich, wzmacniając w ten sposób siły Kriegsmarine. Zaś te nieliczne, które zdołały przedrzeć się do portów angielskich, zostały objęte dowodzeniem Kwatery Głównej Królewskiej Marynarki Wojennej Holandii, przeniesionej do Londynu.
Kriegsmarine w Holandii miała się bardzo dobrze. Pozostały tam doskonałe bazy, niezniszczone porty i funkcjonujące urządzenia portowe, znaleźli się chętni do współpracy Holendrzy. Cały holenderski przemysł, w tym stoczniowy, pracował pełną parą na potrzeby wojsk niemieckich. Bez zakłóceń pracowały holenderskie biura konstrukcyjne. Setki tysięcy wykwalifikowanych Holendrów, zaangażowało się w dobrowolną pracę na rzecz III Rzeszy. Dopiero gdy alianci zaczęli odnosić sukcesy, legalne władze holenderskie w Londynie utworzyły ruch oporu.
III Rzeszę wsparło również wielu Francuzów. Armia francuska została szybko pokonana. Francuzi utracili nie tylko fortyfikacje, ale i bazy lotnicze i morskie. Po zawieszeniu broni marynarze francuscy zatopili wiele okrętów w portach atlantyckich. Część załóg udała się do Anglii, bądź do posiadłości afrykańskich. Niestety, Francuzi oddali wrogowi wiele okrętów w pełnej gotowości bojowej lub gotowych do wodowania w stoczniach po remontach. Przekazali Niemcom porty wojenne i ich urządzenia oraz – co gorsze – baterie nadbrzeżne w nienaruszonym stanie. A szkoda, bowiem Polska usilnie zabiegała o francuskie armaty, których zabrakło nam w 1939 roku.
Haniebną klęskę francuskiej floty ze smutkiem przyjęto w Polskim Oddziale Marynarki Wojennej w Wielkiej Brytanii. Flotę tę przecież wysoko u nas ceniono, we Francji przez dłuższy czas szkolono polskich oficerów. W latach 30-ych coraz częściej dochodziło jednak do pewnych nieporozumień, Francuzi niechętnie udostępniali nowoczesne zdobycze techniki morskiej. A co gorsza, polskich oficerów wyokrętowywano, gdy wchodziły tematy, których według francuskich admirałów nasi nie powinni znać. Potem jednak wszystkie dokumenty szkoleniowe bez wahań przekazali Niemcom.
Kapitulacja była hańbą nie tylko armii, ale i floty wojennej francuskiej. Czołówka sił morskich świata, o ogromnych tradycjach i doświadczeniu, mająca do dyspozycji nowoczesne okręty, uległa rozsypce i została unicestwiona przez o wiele słabszego przeciwnika. Zaprzestając walki Francuzi rozbili się na trzy grupy, różniące się siłami i ideologią. Pierwsza grupa walczyła później po stronie aliantów, druga stała długo bezczynnie w portach, a trzecia stanowiła ogromne zagrożenie dla brytyjskich sił morskich, ponieważ mogła zostać przejęta przez Niemców. I tę trzecią grupę Anglicy częściowo zniszczyli, natomiast okręty, które przebywały w portach brytyjskich, zostały internowane. Marynarze francuscy, którzy nie chcieli walczyć po stronie aliantów w szeregach wolnych Francuzów, zostali odesłani do swojego kraju. Po internowaniu okręty francuskie przejęli Anglicy. Kilka z nich zwrócili wolnym Francuzom, a po kilka przekazali napewien czas Polakom i Holendrom.
Fakty te zwolennicy Vichy wykorzystali w ostrej propagandzie przeciwko aliantom. Zgromadzenie Narodowe zdecydowaną większością udzieliło poparcia rządowi Petaina, zaś Charles de Gaulle i jego wolni Francuzi postrzegani byli jako element wrogi Francji. Jeszcze w 1943 roku Petain był entuzjastycznie witany przez Francuzów. Co prawda nie doszło do wojny między Anglią i Francją Vichy, ale ciągle występowały różne zadrażnienia. Wielu Francuzów służyło Niemcom. We wszystkich bazach Kriegsmarine na wybrzeżu francuskim oficerowie francuskiej marynarki wojennej zostali zatrudnieni w administracji cywilnej. Na czele poszczególnych pionów administracji stali francuscy admirałowie i starsi oficerowie, którzy podlegali niemieckiemu komendantowi określonej bazy morskiej. Dla Kriegsmarine wytrwale pracowały francuskie stocznie, biura konstrukcyjne i nie było w produkcji żadnego przestoju.
Zmiana nastrojów na proalianckie następowała powoli, głównie po skutecznej ofensywie aliantów w Afryce, a następnie w rejonie Morza Śródziemnego i w Normandii. Dawały się we znaki coraz silniejsze naloty bombowców amerykańskich, angielskich i polskich na miasta francuskie, w których znajdowały się różnie niemieckie obiekty wojskowe. Pod naciskiem aliantów i Wolnej Francji de Gaulle’a, szybko rósł ruch oporu. Francuzi coraz chętniej występowali przeciwko Niemcom. Coraz więcej Francuzów w obawie przed odpowiedzialnością za zdradziecką postawę i wysługiwanie się Niemcom – przechodziło na stronę aliantów. Po operacji w Normandii szybko zaczęły rosnąć szeregi francuskiej armii i marynarki wojennej.

Początki współczesnej koalicji zachodnioeuropejskiej
Po niepowodzeniach w samotnej wojnie przeciwko Niemcom i Sowietom w 1939 roku, polskie siły zbrojne przestały istnieć. Bez przerwy funkcjonowała jedynie polska marynarka wojenna, która wsparła Royal Navy i operowała z baz brytyjskich przeciwko Kriegsmarine.
Polskie okręty podnosiły wartość Rzeczypospolitej jako wiarygodnego sojusznika, dlatego czyniono usilne starania, by mogły stale uczestniczyć we wszystkich ważniejszych operacjach prowadzonych przez Royal Navy. Stanowiły czynnik nie tylko wojskowy, ale i polityczny oraz prawno-państwowy. Anglicy z chwilą wypowiedzenia wojny III Rzeszy uważali nas za swoich sojuszników. Władze polskie na emigracji wysoko ceniły naszą flotę wojenną, stanowiącą początkowo jedyną realną siłę wojskową na Zachodzie.
Walki toczone przez polskie okręty z dala od kraju, nie miały znaczenia operacyjnego na przebieg działań wojennych w Polsce. Miały jednak wpływ moralny na wojsko i społeczeństwo polskie, konsolidując je w oporze przeciw wrogom.
Jesień 1939 roku stanowiła dla polskiej bandery wojennej okres walk i przystosowania się do nowych warunków operacyjnych i organizacyjnych, do dalszego rozwoju naszej floty i współpracy z Brytyjczykami. Flota składała się z dywizjonu 3 niszczycieli – „Błyskawicy”, „Gromu” i „Burzy”, które zawinęły 1 września do portu Leith w Szkocji oraz 2 okrętów podwodnych – „Wilka” (przybył do Anglii 20 wrzesnia) i „Orła” (przybył do Anglii 14 października). Ponadto na wodach francuskich znajdowały się 2 okręty szkolne – „Wilia” i „Iskra”, odbywające programowe rejsy szkolne. Dla Royal Navy szczególnie ważna było wzmocnienie jej sił przez 2 nowoczesne niszczyciele – „Błyskawicę” i „Grom” oraz jeden z najnowocześniejszych okrętów podwodnych „Orzeł”.
Ważne było i to, że miały one świetnie wyszkolone załogi, i że na pokładach okrętów szkolnych znajdowały się załogi gotowe do obsadzenia nowych okrętów bojowych. Nie było również problemów z dowodzeniem i organizacją polskiej floty. Dowódcą został szef Kierownictwa Marynarki Wojennej – kontradmirał (później wiceadmirał) Jerzy Świrski – przybyły z kraju tak szybko, jak było to możliwe. Ta nieliczna flota rozpoczęła operacje bojowe już w pierwszym tygodniu września 1939 roku i prowadziła je nieprzerwanie do końca wojny, wzmacniając swe siły dzięki brytyjskim dostawom.

Nasze okręty zalążkiem późniejszej koalicyjnej floty aliantów
Polska marynarka wojenna w Wielkiej Brytanii funkcjonowała na podstawie umowy polsko-brytyjskiej zawartej 18 listopada 1939 roku. Dotyczyła ona utworzenia Oddziału Polskiej Marynarki Wojennej w Wielkiej Brytanii, określała zasady współdziałania polskich okrętów z brytyjskimi, gwarantowała zachowanie polskiego charakteru jednostek pływających, które przekazano pod operacyjne kierownictwo dowództwa Royal Navy. Rząd polski na uchodźctwie zachowywał zwierzchnictwo nad okrętami, które miały polskie załogi, znaki i własne regulaminy. Umowa przewidywała również rozbudowę polskiej floty wojennej w oparciu o potencjał militarny Wielkiej Brytanii.
Sukcesy wojskowe III Rzeszy w 1940 roku i brak szans na szybkie zakończenie wojny, skłaniały Wielką Brytanię do szukania realnych sprzymierzeńców do walki z wrogiem. Dlatego Anglia przekazała Rzeczypospolitej Polskiej nowe okręty. Nastąpiła konieczność uściślenia współpracy brytyjsko-polskiej: 3 grudnia 1940 roku został podpisany dodatkowy, tajny protokół do umowy z 18 listopada 1939 roku. Dotyczył on okrętów czasowo przekazywanych pod polską banderę, ich uzbrojenia, wyposażenia, modernizacji, eksploatacji oraz ponoszenia kosztów.
Polska flota wojenna operowała poza krajem i na obcych wodach. Niosła pomoc zbrojną innym flotom – angielskiej, francuskiej, holenderskiej, norweskiej, greckiej, a nawet sowieckiej. Działała tylko na rzecz tych państw natomiast wymienione floty operowały również w interesie własnych krajów. Początkowo większość z nich operowała z dala od własnych wód, ale potem walki prowadziły przy własnych wybrzeżach. Jedynie polska flota wojenna od początku do końca wojny operowała na obcych wodach. Po wojnie do kraju wróciły jedynie trzy zdewastowane okręty. Jednocześnie polskie jednostki przejęły najnowocześniejsze rozwiązania taktyki morskiej i techniki okrętowej, były szkolone według wzorów najlepszej floty wojennej świata – Royal Navy. Nasze sztaby, dowództwa, dowódcy okrętów i inni oficerowie, mieli nowoczesne wzory, przenoszone do naszej floty, zachowując jednocześnie jej narodowy charakter.
Po opanowaniu przez III Rzeszę Europy Zachodniej, przybierał na sile front zachodni na Atlantyku i na morzach europejskich.
Nastąpiła wówczas konieczność ujęcia w ramy organizacyjne flot sojuszniczych tym bardziej wówczas, gdy wybuch wojny niemiecko-sowieckiej postawił na porządku dziennym problem pomocy w dostawach wojskowych dla Moskwy. Od tego momentu flota sowiecka stała się również sojusznikiem Royal Navy. Zaczęła rodzić się silna koalicja polityczno-wojskowa państw demokratycznych, w której znaczną role odgrywały floty wojenne Polski, Belgii, Holandii, Francji, Norwegii i częściowo Jugosławii.
Podstawy organizacyjne dały doświadczenia Oddziału Polskiej Marynarki Wojennej, które stały się przydatne w formowaniu innych flot wojennych, bazujących na wyspach brytyjskich. Wraz z natężeniem wojny morskiej wypracowywano wspólne dokumenty, taktykę poszczególnych rodzajów sił, dowodzenie, jednolite szkolenie pojedynczego okrętu i zespołów i inne działania organizacyjno-bojowe. Okręty wyposażano w jednolity sprzęt i uzbrojenie, zaczęto również wyposażać poszczególne floty w nowoczesne okręty brytyjskie i amerykańskie. Przy wspólnej sztuce wojenno-morskiej i jednolitym dowodzeniu, zachowano jednak narodowy charakter poszczególnych flot, ich regulaminy, barwy i inne elementy stanowiące o państwie. Dzięki tym działaniom już w 1945 roku w zachodniej Europie istniała silna sojusznicza flota wojenna, nadająca ton rozwojowi marynarek wojennych w poszczególnych państwach demokratycznych. Ich trzonem była nadal Royal Navy i flota Stanów Zjednoczonych.

Doświadczenia powojenne
Po zakończeniu drugiej wojny światowej powyższe doświadczenia okazały się również przydatne. Dało to możliwość sprawnego oczyszczenia mórz z min morskich i wytyczenia szlaków morskich. Już wiosną 1945 roku na wodach europejskich mogła funkcjonować żegluga. Ponadto gromadzono doświadczenia bojowe z działań morskich, prowadzono studia wojenne i szkolenia, często wspólne różnych flot zachodnich.
Zabrakło tam jedynie Oddziału Polskiej Marynarki Wojennej, który rozwiązano. Wyszedł on zwycięsko w sensie osiągniętych wyników w walkach z siłami niemieckimi i włoskimi, gdy wspierał Royal Navy w najtrudniejszych dla Wielkiej Brytanii chwilach. Zapewnił trwałość i ciągłość polskiej banderze wojennej, która ani na chwilę nie zniknęła z mórz.
Kierownictwo Marynarki Wojennej na czele z wiceadmirałem Jerzym Świrskim czyniło starania, aby siły polskiej floty rosły. W planach jej rozwoju, po powrocie do kraju, przewidywano rozbudowanie floty, włącznie z sześcioma pancernikami, sześcioma lotniskowcami i sześcioma krążownikami. Flota ta miała zapewnić pokoj w rejonie Bałtyku w sojuszu z Amerykanami i Anglikami. Zresztą od początku wojny admirał zabiegał o ścisłą współpracę z flotami tych mocarstw. Stawiał na sojusz z Ameryką i Anglią.
Jednak los polskiej floty wojennej zwycięsko operującej z baz brytyjskich zakończył się w pewnym sensie tragicznie. W chwili gdy floty – francuska, belgijska, holenderska, norweska i grecka – w czasie wojny rozbudowane dzięki dostawom amerykańskim i angielskim, były owacyjnie witane w swoich macierzystych portach, Oddział Polskiej Marynarki Wojennej stał się nagle wszystkim niewygodny. Świetnie wyszkolone załogi polskich okrętów już nikomu nie były potrzebne. Władze komunistyczne w Warszawie nie chciały ich widzieć w Polsce. Zaś dla Wielkiej Brytanii, która uznała rząd warszawski, Oddział Polskiej Marynarki Wojennej stawał się coraz bardziej uciążliwy i niewygodny politycznie. Jednak doświadczenia organizacyjne polskiej floty były z pewnością przydatne dla flot państw zachodnich, ponieważ z dwóch śmiertelnych niebezpieczeństw – faszyzmu i komunizmu – pozostał jeszcze i rósł w siłę ten drugi. Powstała więc pilna potrzeba odtworzenia sojuszu wojskowego, w tym również na morzu.

Utworzenie NATO
W kilka lat po wojnie utworzono NATO, jako odpowiedź na rosnące niebezpieczeństwo sowieckie. Moskwa miała znaczne wsparcie w rozwijających się ruchach komunistycznych, głównie we Włoszech i Francji, a więc w tych krajach, w których dominował przedtem faszyzm. Jednak różnice między tymi formacjami były płynne i wczorajszy faszysta stawał się chętnie komunistą.
Przy tworzeniu NATO przydały się doświadczenia z czasu wojny, w tym doświadczenia morskie. W pierwszej fazie zaczęto organizować siły morskie, zapewniające komunikację na Atlantyku i na przyległych morzach europejskich. Organizowano i doskonalono dowodzenie, zespoły okrętowe, wprowadzono pierwsze wspólne ćwiczenia dowódczo-sztabowe z użyciem sił morskich i lotniczych. Podczas tych ćwiczeń korzystano z doświadczeń współpracy flot wypracowanych w czasach drugiej wojny światowej na morzach i oceanach świata.
Rozwój floty sowieckiej zmuszał do podjęcia odpowiednich przygotowań, głównie do zwalczania okrętów podwodnych przeciwnika, jego samolotów, przeprowadzania konwojów oceanicznych i przybrzeżnych, walki z niebezpieczeństwem minowym, odpierania desantów morskich i operacji ratowniczych. W toku tych wszechstronnych działań opracowywano dokumenty i sposoby łączności, a obowiązującym językiem był angielski, podobnie jak w czasie II wojny światowej. Co prawda w działaniach tych przez wiele lat nie uczestniczyła polska flota ze szkodą dla państwa, ale duchem i tak była z tymi, z którymi łączyła nas wspólnota europejska.
Należy z dumą podkreślić, że Rzeczypospolita rozpoczynając w osamotnieniu wojnę z dwoma szczególnie niebezpiecznymi dla ludzkości formacjami politycznymi – faszyzmem i komunizmem – przyczyniła się do likwidacji pierwszej. Względy natury politycznej pozbawiły nas niepodległości na długie lata, spychając do roli wasala tej drugiej, za zgodą i przyzwoleniem zachodnich sojuszników. Jednak w ostatecznym rozrachunku dziejowym, Rzeczypospolita sama zrzuciła jarzmo komunizmu, odzyskując niepodległość i przyczyniając się w sposób pokojowy do likwidacji drugiego wroga z września 1939 roku – komunizmu. Inaczej – Polska prowadziła wojnę różnymi formami od września 1939 roku do 1989 roku. Długo to trwało, ale się opłaciło. 1 kwietnia 1991 roku Polska Marynarka Wojenna wyszła ostatecznie z formalnej zależności od sowieckiej Floty Bałtyckiej (tym razem pokojowo) i rozpoczęła prace w kierunku współdziałania z NATO. Dążenia i marzenia wiceadmirała Jerzego Świrskiego, dowodzącego Polskim Oddziałem Marynarki Wojennej w Wielkiej Brytanii, aby nasza flota wojenna bezpośrednio i stale współdziałała z amerykańską i angielską, wreszcie się urzeczywistniły.

Tadeusz Górski

Tekst ukazał się w magazynie "Znaki Nowych Czasów", listopad/luty 2003/2004