Na dzień przed rozpoczęciem szczytu większość Polaków nie wie, o co w tej imprezie chodzi. Najwyższe władze państwa, organizując imprezę, nie raczyły ani razu poinformować obywateli, co to za szczyt, w jakim celu się odbywa i w ogóle, po co to wszystko. Oczywiście Europejski szczyt Gospodarczy jest bardzo ważną i POTRZEBNĄ imprezą, ale skąd mają obywatele RP o tym wiedzieć?
Media informacyjne też stanęły „na poziomie”, gremialnie nie informując, albo wręcz dezinformując swych słuchaczy lub czytelników. Efektem jest dezorientacja i panika, a na placu boju pozostaje tylko kłamliwe twierdzenie antyglobalistów, że oto zjechali się bogaci, by dzielić się forsą, przeciw czemu oni (antyglobaliści) słusznie protestują.
Kompletnie nikt nie wytłumaczył naszym rodakom, że taki szczyt jest normalną cykliczną imprezą, która odbywa się kolejno w różnych miastach, a na Warszawę wypadło z kolejki. Nie poinformowano, że takich na forach zapadają decyzje bezpośrednio przekładające się na zawartość naszych portfeli. Zamiast tego wciskano nam kit, że chodzi o promocję stolicy, od czego odżegnały się zaraz władze stolicy, twierdząc, że „to nie my – to prezydent”. Nie wyjaśniono też, że nie można pozwolić, by normalne instytucje normalnego świata chowały się po kątach, tylko z tego powodu, że grupka młodych, agresywnych ludzi ma nierówno pod sufitem i że właśnie dlatego szczyt nie może odbywać się gdzieś na peryferiach albo w Bieszczadach. Oczywiście władze państwa powinny w takiej sytuacji zapewnić obywatelom bezpieczeństwo, a nie ogłaszać alarm w stylu „ratuj się, kto może”.
Oczywiście obaj prezydenci, państwa i Warszawy, zgodnie przemilczeli, że o imprezie wiedzieli od wielu miesięcy i z sobie tylko znanych powodów ujawnili tę informację dopiero miesiąc temu.
Przejdźmy do drugiej strony, czyli antyglobalistów. Z artykułu Artura Domosławskiego „Nie taki alterglobalizm straszny…” (Gazeta Wyborcza, 24-25 kwietnia) dowiadujemy się, że nie ma już antyglobalistów, tylko są alterglobaliści. Nasuwa się skojarzenie z tajną instrukcją Kominternu dla partii komunistycznych na Zachodzie (przypisywaną Leninowi lub Trockiemu): „gdy głupota tego, co głosisz, stanie się aż nadto widoczna, zmień nazwę i głoś dalej to samo” (z archiwum KPZR).
Jednocześnie, w dodatku „Gazety” pt. „Wysokie Obcasy”, przedstawiono obszernie sylwetkę jednej z czołowych antyglobalistek. Dowiadujemy się, że rodzice tej pani mają wielkie zasługi dla świata, bo uciekli przed udziałem w wojnie wietnamskiej (czytaj: przyczynili się do klęski militarnej wojsk własnego kraju oraz do tego, że zwycięzcy komuniści mogli wymordować w zdobytym Wietnamie Południowym około miliona ludzi). Czytamy też, że owa pani czerpie swą wiedzę o świecie z podróży poślubnej (to zresztą widać po głoszonych przez nią poglądach).
Antyglobaliści żyją w fikcyjnym świecie, w którym za nędzę i głód Azji i Afryki nie są odpowiedzialne rządzące tam krwawe dyktatury, tylko demokratyczne i praworządne państwa Zachodu. Dyskusja z tymi ludźmi mija się z celem, bo operują oni nie tylko fałszywym obrazem świata, ale i posługują się fałszywą marksistowską „ekonomią”, według której koszt jest zyskiem (podstawowe twierdzenie marksizmu), celem rozwoju gospodarczego jest wyzysk, a przedsiębiorca nic innego nie robi, tylko dybie na majątki swych pracowników. Stąd biorą się takie twierdzenia, ze za kryzys argentyński odpowiedzialny jest Bank Światowy, a nie tamtejszy rząd i jego błędy gospodarcze. Swoją drogą, jest to kolejna wersja twierdzenia Leppera – „pieniądze są w bankach”. Nic dziwnego, że wierzą w to bardzo młodzi ludzie, żyjący jeszcze w świecie, w którym „pieniądze pochodzą od mamy”, podobnie jak dla Leppera – pieniądze pochodzą z banku.
Antyglobaliści nadal wierzą (za Marksem), że podstawą gospodarki jest przemysł surowcowy i dlatego państwa kolonialne chcą zawładnąć złożami surowców. Stąd, między innymi, teza, że Iraku chodzi o ropę. Klops w tym, że przemysł surowcowy był decydujący w XIX wieku, który skończył się jakieś sto lat temu, zaś dziś o potędze gospodarczej decyduje raczej Dolina Krzemowa i kosmiczne technologie, a nie grzebanie się w ziemi i wiercenie w niej dziurek.
Antyglobaliści wyznają też spiskowa teorię dziejów, tyle tylko, że spisek Żydów i masonów zastąpił w niej spisek „korporacji” i „koncernów”, które, między innymi, po to budują autostrady, by docierać do dalekich rynków.
No dobrze, tylko czemu my, mieszkańcy Warszawy, mamy zabijać okna deskami, bo młodzi ludzie chodząc do szkoły nie uważali na lekcjach i wyrobili sobie fałszywą wizję rzeczywistości? Czemu nie możemy swobodnie poruszać się po własnym miescie, przez to, że rodzice nie wytłumaczyli im, iż do wyrażania poglądów w wolnym świecie służy kartka wyborcza i wolna prasa, a nie uliczna zadyma?
Przykre, że to, czego nie wytłumaczyła im szkoła i rodzice, będzie im musiała tłumaczyć policja.

Redaktor Odpowiedzialny