Ubuland – instrukcja obsługi

Odkryłem prawdę wydawałoby się oczywistą, że wszędzie jest inaczej niż TU. Nie chodzi o Amerykę i Polskę, ale generalnie TU określa miejsce, z którego wyruszamy w podróż. TU na Manhattanie jest inaczej niż TU w Texasie i jeszcze bardziej inaczej niż w Main. Na Nowym Świecie w Warszawie jest zupełnie inaczej niż TU na Broadway’u w Nowym Jorku. Jakiekolwiek porównania nie mają sensu, ani jest lepiej, ani gorzej, po prostu INACZEJ.
Uznajemy za fakt oczywisty, że ta sama rzecz nazywa się inaczej po polsku i angielsku i żadnego podobieństwa może nie być, jak np. między „ulicą” a „street”. Jednocześnie dziwimy się, że nowojorska street jest tak zupełnie różna od warszawskiej ulicy. Choćby z tego powodu, że na ulicy pierwszeństwo ma samochód, a na street’cie – pieszy. Polaka na Manhattanie poznać po tym, że na skrzyżowaniu czeka na światło zielone, nawet gdy jezdnia jest pusta, a tam, gdzie świateł nie ma – boi się przejść przez jezdnię, skoro po niej jeżdżą samochody. Na street’cie samochód zatrzyma się przed pieszym i to nie tylko na pasach... To nie uprzejmość, ale wredna kalkulacja kosztów leczenia, odszkodowania i ewentualnej dożywotniej renty.

Gdy w Polsce słyszę: ...„u was, w Ameryce” – pytam: - a konkretnie, gdzie? Przecież co stan, to obyczaj, prawo stanowe, tradycja, a nawet dominujący język. Między Wschodnim Wybrzeżem, a Zachodnim jest większa różnica, niż między Polską a, dajmy na to, Bułgarią. Wprawdzie taka posłanka Renata Beger i w Kalifornii, i w Main siedziałaby w pudle z wysokim wyrokiem za sfałszowanie wyborów, ale taki milioner, jak Andrzej Lepper otoczony adwokatami, specjalistami od spraw gangsterskich – mógłby jeszcze długo chodzić na wolności. Wprawdzie nie wiem, czy w ostatecznym rachunku to by się opłacało, bo jego prawnicy puściliby go z torbami i dopadłaby go w końcu ława przysięgłych.

W Bostonie Adam Michnik chodziłby czerwony ze wstydu, że jak pijane dziecko we mgle dał się wykorzystać przez dwie biznesbaby, a w Waszyngtonie nie znalazłby pracy w żadnej gazecie, po kompromitacji półrocznego „śledztwa dziennikarskiego”, bo przecież udowodnił, że żaden z niego dziennikarz śledczy. Porównywanie RYWINGATE do WATERGATE możliwe jest tylko w Polsce, chyba jako przeciwstawienie blamażu do sukcesu. Podobnie humorystycznie wygląda naśladowanie przez speckomisję posła Nałęcza jakiejkolwiek Komisji Senatu – tu chodziło o poklask tłumu, tam chodzi często o życie.

Jeśli myślimy całościowo „Ameryka a Polska” to tylko pod jednym względem porównanie jest prawomocne ze względu na totalną różnicę. Amerykanin czuje się obywatelem wielkiego, wolnego kraju, którego jest patriotą niezależnie od wszystkich istotnych różnic, szanuje narodowy sztandar, od dziecka zna i ceni Konstytucję jako gwaranta swoich praw i obowiązków. Wie, że najważniejsza Poprawka do Konstytucji zapewnia mu wolność słowa, poglądów, przekonań. W Polsce... no cóż, patriotą jest się nie ZA, ale PRZECIW. Konstytucja? Tej nie znają nawet posłowie i senatorowie, skoro Trybunał ciągle unieważnia ich ustawy. Wolność słowa i poglądów? Teoretycznie istnieje, chyba, że jakiś „religijny poseł” poczuje się urażony, np. widokiem gołej dupy lub kuśki w „obrażającym jego uczucia religijne kontekście”, choćby w zamkniętej galerii, w której nigdy nie był, a wtedy żegnaj wolności i wkracza prokurator.

Flagi biało-czerwonej używa się w Polsce głównie jako znaku protestu przeciw władzy państwowej w celu uzyskania świadczeń materialnych. W tym samym celu śpiewa się zbiorowo „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Mimo wszystko, jeśli „Samoobrona” nie dojdzie do władzy, to chyba TU w Polsce zostanę, tu mój język, moja kultura, obyczaje, tradycja, bo tu moja ojczyzna. Chyba że... nie, to niemożliwe, aby Polacy, którzy zaczynali od Piastów i Jagiellonów, kończyli swój byt wielkiego narodu na Andrzeju Lepperze...

Albert Axeldorf