Pół żartem, całkiem serio

Dwa miesiące temu ukończyłem 75 lat i miałem za sobą 50 lat dziennikarstwa. Owe rocznice obchodziliśmy hucznie z moją żona w Warszawie i córką w Nowym Jorku. Miłą niespodzianka była kartka z życzeniami od Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, którego jestem współzałożycielem. Spodziewałem się bowiem, że nie odezwie się pies z kulawą nogą i o dziwo – tym razem moja prognoza okazała się nader trafna.
To wspaniałe uczucie mieć już wszystko za sobą. Karierę, zaszczyty, nagrody, kierownicze funkcje w organizacjach społecznych, audycje radiowe, programy telewizyjne, działalność w podziemiu w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, w prasie podziemnej i wydawnictwach poza cenzurą, a potem w „Gazecie Wyborczej” i Radiu Wolna Europa. Jakże miło zdać sobie sprawę, że już nikt nie może mi zaszkodzić. Mogę być wdzięczny losowi, że odchodziłem w niebyt publiczny łagodnie, stopniowo, bez wstrząsów czy szoku, ot po kolei ludzie i instytucje zapominali mojego adresu i numeru telefonu. Nie spadałem zresztą z nazbyt wysoka, trudno więc było się potłuc. Nieżyczliwi koledzy zauważą, że przemawia przeze mnie gorycz zarozumiałego faceta, który spodziewał się frenetycznych oklasków, gdy schodził ze sceny. Mają rację. Tyle wysiłku poszło jak psu w dupę. Koniec świata jak z Elliota - nie z trzaskiem, ale skomleniem. Tłumaczę się nieśmiało, że jako niepoprawny inteligent zwracam uwagę nie tylko na treść, ale również na FORMĘ, która wynika z tradycji kultury, jak i z kindersztuby. Dziś według spostrzeżenia prof. Małgorzaty Szpakowskiej – etos inteligencki został wyparty przez etos sklepikarski.

Skoro wzruszenie nad swoją niedolą mam już za sobą (olaboga matulu, tatulku, a dyć krzywduję se ino ociupinkę), czas na refleksję istotną wedle Witkacego, czyli o bycie od strony bytowości. Tak więc refleksjuję sobie, że po Polsce szlacheckiej, Polsce Chrystusie Narodów, Polsce niepodległej, Polsce zniewolonej, Polsce Ludowej, Polsce odrodzonej, mamy Polskę półinteligencko-komercyjną. Od góry do dołu pospolitość skrzeczy. Koronnym dowodem owego stanu istotnego jest prezentacja „Terra Polska”, gdzie szczytowym osiągnięciem młodej polskiej prozy prezentowanej światu jest pisarstwo panny Masłowskiej, zaiste zajebiste, podczas gdy ongiś pokazalibyśmy prozę i poezje młodych: Herberta i Grochowiaka, dramaturgię Mrożka, a muzykę Komedy. O tempora, o mores!

Nie wiem, gdzie pochowała się polska inteligencja, czyli ta warstwa wykształconych, dla których troska o wspólny los Polaków był wartością nadrzędną. Czasami jakiś inteligencki niedobitek odezwie się w „Tygodniku Powszechnym”, bywa, że dawny powiew intelektu dmuchnie z „Polityki” i „Przeglądu”. Podobno gdzieś, chyba w ukryciu akademickich pustelni pracują socjolodzy, wymieniając potajemnie między sobą rezultaty swoich badań i przemyśleń. W Polsce skrzeczącej pospolitości rolę socjologii spełniają „sondaże opinii”, donoszące co tydzień ile się Lepperowi wydłużyło, a Rokicie skurczyło i odwrotnie.

Umysłami półinteligentów zawładnęły brukowce, z którymi usiłują konkurować gazety (lub czasopisma) dotychczas uznawane za rzetelne. Gdyby nie grafika i czcionka trudno byłoby czasem poznać jaki tytuł mamy przed oczami. Tak to już jest, że informacja, publicystyka, komentarz są dodatkiem do reklamy, która dziś rządzi mediami, czyli światem. Nasza cywilizacja trwa przecież dzięki reklamie, bez której zawaliłaby się nie tylko cała światowa produkcja przemysłowa, ale ustałoby życie na ziemi, bo egzystencja ludzka straciłaby sens istnienia. Spójrzmy wreszcie prawdzie w oczy: dzisiejszemu człowiekowi, który przecież w statystycznej większości jest pół- lub ćwierćinteligentem reklama zastąpiła religie i mitologie, tradycje i obyczaje, naukę i filozofię, estetykę i etykę. To ona decyduje czego człowiek ma pragnąć, do czego dążyć, co zdobywać, to ona określa sens życia, jest wszechobecną wyrocznią i spolegliwym przewodnikiem. Dzięki reklamie życie stało się proste: kup ten produkt, wybierz tego polityka, a będziesz zdrowy, bogaty i szczęśliwy.

Nie mam zamiaru walczyć z wiatrakami, chodzi mi jedynie o proporcję, aby poza światem reklam zaistniała w Polsce jakaś enklawa kultury bezreklamowej, jakaś nisza intelektualna, jakiś tytuł gazetowy, który reprezentuje nie tylko kapitał Mr. Coxa, alei kapitał umysłowy, rozgłośnia radiowa i stacja telewizyjna, które na serio traktują zadania misyjne...
Ot, stary, a głupi.

Aleksander J. Wieczorkowski