Dole i niedole drobnego handlu

Pierwsza bitwa o handel została rozegrana przed ponad pół wiekiem w stalinowsko-bierutowskiej Polsce zakończyła się pogromem prywatnego handlu. W jego miejsce - na wzór radziecki - wszedł podówczas handel państwowy. Handel państwowy był pod szczególną opieką państwa. Podatki płacił małe, a o swoich szeregowych pracowników nie zawsze dbał należycie. Państwowy handel pożegnaliśmy, bez żalu, jakieś 13-14 lat temu.
Druga bitwa o handel rozpoczęła się też jakieś 13-14 lat temu. Najpierw była pełna swoboda - handlował każdy, kto chciał i kto mógł. Potem państwo zwolnione z opieki nad handlem państwowym postanowiło zaopiekować się tymi, którzy do polskiego handlu mieli wnieść nową organizację, innowacyjność, dynamikę, a więc stworzyć nowe oblicze handlu. To nowe oblicze handlu miał zagwarantować międzynarodowy kapitał.

Ażeby „biedni” kapitaliści z zachodu chcieli do Polski przyjść i dać naszemu krajowi nowe spojrzenie na handel, zaczęto ich masowo zwalniać od podatków. Potem w ramach „zielonego światła” dla zagranicznych super- i hipermarketów zaczęto wydawać pozwolenia budowlane omijając wszystkie możliwe przepisy. Np. w Warszawie, jak się ostatnio okazało, co drugi tzw. obiekt wielkopowierzchniowy powstał z ewidentnym naruszeniem prawa. Pracowników często zatrudniano na okresy próbne i przed upływem trzech miesięcy na ogół zwalniano. Zasobny w kapitał handel zagranicznego pochodzenia nie płacąc podatków (to się nazywa kreatywna księgowość) zaczynał coraz powszechniej sięgać po znany oręż do walki z konkurencją - zaczął stosować dumping.

Polski drobny i średni handel takiej konkurencji wytrzymać nie mógł - bo musiał płacić podatki i przestrzegać prawa, a na dumping go po prostu nie stać. To, co przed pół wiekiem zrobiono wzorując się na doktrynie bolszewików, teraz zaczęto robić w ramach nowej doktryny. Doktrynę mówiącą o wyższości handlu państwowego zastąpiono tą mówiącą o wyższości handlu opartego o kapitał zagraniczny. Pierwszym efektem takiej polityki władz III Rzeczpospolitej był wzrost bezrobocia. Ocenia się, że co najmniej 10% obecnych bezrobotnych to osoby, które w przeszłości pracowały w drobnym polskim handlu. Każdy nowy pracownik zatrudniony w obiekcie wielkopowierzchniowym oznacza odejście z drobnego handlu co najmniej czterech osób (niektórzy powiadają, że nawet więcej).
W tym miejscu przypomnijmy pewne stare prawdy z zakresu ekonomii. Przemysł może zwiększać produkcję bez wzrostu zatrudnienia - zwiększając wydajność pracy. Tak było w naszym kraju w 2003 roku. Produkcja przemysłowa, zwłaszcza ta na eksport, rosła szybko, natomiast zatrudnienie nie rosło.

Dlatego też w rozwiniętych krajach zatrudnienie rośnie przede wszystkim w usługach, w tym również w handlu. Struktura organizacyjno-kapitałowa handlu ma tu pierwszorzędne znaczenie. Zauważono to już wiele lat temu np. we Francji i z inicjatywy prezydenta Chiraca administracyjnie zahamowano powstawanie nowych supermarketów w miastach. Rozwój tej formy handlu ma miejsce na dalekich obrzeżach miast. Nie bez znaczenia dla inicjatywy Chiraca był fakt, że sukcesy Le Pena miały swoje źródło w spontanicznych protestach tysięcy bankrutujących francuskich sklepikarzy. Oni stali się trzonem Frontu Narodowego Le Pena.
Nie płacący podatków i zwiększający bezrobocie tzw. wielkopowierzchniowy zagraniczny handel to marny interes dla naszego kraju. Już nie mówiąc o tym, że opisane wyżej praktyki w sposób oczywisty naruszają konstytucyjną zasadę równości wobec prawa wszystkich podmiotów gospodarczych. Sytuacja wypisz wymaluj jak ze znanego powiedzenia Mikołaja Reja z Nagłowic: „Prawo jest jak pajęczyna. Bąk się przebije a na muchę wina.”

Dramatyzm sytuacji drobnego polskiego handlu pogłębia fakt, że ma on przeciwko sobie większość liczących się mediów. Oto jaskrawy przykład. O wynikach kontroli super- i hipermarketów przeprowadzonej przez NIK w 2001 roku było głucho w polskiej prasie, radiu i telewizji. Wyniki kontroli były miażdżące (zwłaszcza w sferze podatków).Cenzurę prewencyjną zniesiono. Obowiązuje zasada: Pecunia non olet.

Zmowę milczenia przełamał katolicki „Nasz Dziennik” prezentując obszernie na swych łamach raport NIK. Na początku 2004 roku prasa zaczęła pisać o ujawnionych przez NIK nadużyciach w Warszawie przy wydawaniu pozwoleń na budowę wielu supermarketów.

Wreszcie o praktykach dumpingowych zaczęła mówić ostatnio telewizja publiczna. Brawa dla nowego szefa publicznej TVP.
Samo zainteresowane środowisko drobnego handlu w naszym kraju zaczyna się organizować
i zerkać z rosnącą nadzieją w stronę „Samoobrony”.

PS: W rozmaitych formach handlu w Polsce pracuje ok.2 milionów osób.

Marcin Nurowski

Od red.: Marcin Nurowski był wiceministrem handlu i usług w latach 1981-1987, w rządzie M. Rakowskiego - ministrem rynku wewnętrznego (1988-89). W PRL - naczelny specjalista od tzw. miejskiej gospodarki prywatnej. W III RP dyplomata (ambasada w Estonii - radca ekonomiczno-handlowy w latach 1995-2000). Członek Stronnictwa Demokratycznego od 1957.