W każdym społeczeństwie brutalność i prymitywizm były by zapewne najbardziej rozpowszechnionym poziomem kultury osobistej, ale w społeczeństwach cywilizowanych są trzymane w ryzach przez prawo i obyczaj. Dzisiejszy wysyp brutalnego chamstwa w życiu politycznym stał się możliwy z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest głęboka zapaść sądownictwa czyniąca prawo nieegzekwowalnym, drugim zaś narastający od dłuższego czasu obyczaj polityczny zyskiwania popularności metodą licytowania się w absurdalnych pomówieniach i ubliżaniu przeciwnikom.
Partia Andrzeja Leppera nie powstała wczoraj, a metody jej działania są znane od dawna. Już na samym początku wszyscy wiedzieli, że „Samoobrona” jest organizacją, która powstała w celu przeciwstawiania się egzekwowaniu prawa (ściąganiu należności i wykonywaniu wyroków sadowych). Mimo to wszystkie kolejne ekipy rządzące nie zrobiły nic, by zapobiec organizowaniu się części środowisk przestępczych w partię polityczną. Dziś mamy rezultat: przestępcy uzyskali reprezentację w parlamencie i uczynili z niego trybunę do dalszych ataków na praworządność. W tej chwili zagrażają już istnieniu demokratycznego i praworządnego państwa, a być może - nawet jego suwerenności. Nie ma wątpliwości, że po ewentualnym zwycięstwie wyborczym, Lepper powtórzy scenariusz Łukaszenki – rozgoni parlament, zmieni konstytucję i wprowadzi dyktaturę podległą Rosji. Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, to chyba nieuważnie słucha jego wypowiedzi, bo wszak Wódz wcale się z tym nie kryje.
Nie jest prawdą, że nic nie można było zrobić. Istnieją narzędzia prawne do delegalizacji organizacji, której władze popełniają przestępstwa, jednak od długiego czasu brak jest woli politycznej, by z tych narzędzi skorzystać. Partię polityczną, czy związek zawodowy można wykreślić z rejestru, jeżeli działa w sposób niezgodny z deklarowanym statutem. Każdą organizację można zdelegalizować, jeśli podejmuje działania przestępcze. Jednakże podjęcie tak radykalnych kroków było dla wielu niewygodne z bardzo prozaicznej przyczyny: bo sami nie byli bez grzechu. „Solidarność” za rządów SLD-PSL urządzała demonstracje, na które uczestnicy przychodzili z drewnianymi pałami, w czasie których dochodziło do starć z policją i demolowania urzędów państwowych. Działacze Kółek Rolniczych wysypywali zboże na tory niszcząc cudzy majątek. Prawicowe organizacje rolnicze organizowały okupację ministerstw. Przykłady można by mnożyć.
Nie jest bez grzechu także SLD. Choć samo nie organizowało blokad dróg i wysypywania zboża, to przez cały okres działania rządu Jerzego Buzka swoją propagandą podpuszczało a to Leppera, a to Zagórnego, a to pielęgniarki. Co więcej, jeśli prawdą jest to, co pisała „Gazeta Polska” na podstawie informacji byłych działaczy „Samoobrony”, Piotra Trznadla i Janusza Malewicza, SLD w okresie sprawowania rządów po cichu wspomagał finansowo „Samoobronę” i Andrzeja Leppera, organizując fikcyjne szkolenia przez Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa.
Obelgi rzucane przez Andrzeja Leppera na polityków, sędziów i urzędników państwowych też nie są nowością. Wieloletnia niemożność wyegzekwowania prawa w tym zakresie wynika zarówno z zapaści sądów, jak i z braku woli politycznej. Lepperowi uszło nawet na sucho zorganizowanie pobicia dzierżawcy majątku przejętego za długi.
Wszystkie dotychczasowe rządy lekceważyły potrzeby sądownictwa. Doprowadzono w końcu do tego, że najbardziej nawet błahe, wręcz oczywiste, sprawy ciągną się latami, że przerwy między rozprawami trwają po wiele miesięcy, a sędziowie lub protokolanci przynoszą z domu papier, by rozprawę można było w ogóle zaprotokołować. W dobie powszechnej komputeryzacji, do niedawna w sądach postanowienia spisywano długopisem, a powielano metodą przepisywania na maszynie przez kalkę, bo sekretariaty sądów nie miały nawet ksero. Wprawdzie ostatnio w sądach wielkomiejskich pojawiły się już komputery, a sytuacja finansowa sądownictwa nieco się poprawiła, ale w wielu sądach prowincjonalnych jest, jak było. Brakuje tysięcy etatów sędziów. Uzyskanie prawomocnego wyroku w prostej sprawie cywilnej trwa przeciętnie osiem lat.
Taki stan sądów stwarza sytuację wręcz kryminogenną, w której dochodzenie racji na drodze sądowej traci wszelki sens, w której niemal zupełnie bezkarnie można nie zastosować się do wyroku sądu w sprawie cywilnej, lub całymi latami wykręcać się najpierw od wyroku, a później od jego wykonania, w sprawie karnej. Jest to sytuacja, w której cwane chamstwo pozostaje praktycznie bezkarne, przynajmniej dopóty, dopóki nie popełni ono tak spektakularnego przestępstwa, że w końcu zmusi aparat sprawiedliwości do działania. Ci ludzie bardzo dobrze wyczuwają granicę bezkarności. Wiedzą, że dokąd nie popełnią napadu z bronią, ciężkiego pobicia, lub morderstwa, to praktycznie nic im nie grozi. Wyłudzanie kredytów, fałszowanie dokumentów, ubliżanie prezydentowi i ministrom, obrażanie sądu, bójki z policją, uchodzą bez konsekwencji.
Nawet jeśli znajdzie się energiczny sędzia, który poleci aresztować oskarżonego nie stawiającego się na wezwania sadu, to zaraz pojawią się politycy, którzy zaczną wywierać naciski, by go zwolnić. Plagą polskiego wymiaru sprawiedliwości są też wyroki w zawieszeniu, których nie odwiesza się przy kolejnych przestępstwach. A wystarczyłoby niektórym notorycznym warchołom odwiesić dotychczasowe wyroki, by nie wyszli z więzienia do późnej starości. Jednak zamiast tego, daje im się kolejny wyrok w zawieszeniu, z którego oni po prostu się śmieją.
Nie jest przypadkiem, że szczególnie bezkarnie uchodzi w Polsce zniesławianie innych, a zwłaszcza osób publicznych. Przyczyna jest znowu ta sama: nikt nie jest bez grzechu. Skoro przez lata można było wyzywać uczciwych ludzi - Mazowieckiego, Kuronia, Balcerowicza, miotać przeciw nim absurdalne oskarżenia, to trudno teraz winić Leppera. Skoro Marian Krzaklewski mógł w swojej książce bredzić pomawiając działaczy KOR-u o sprzyjanie komunizmowi, nazywając ich „lewicą laicką” lub „koncesjonowaną opozycją”, to czemu Lepper ma nie nazywać Jerzego Buzka „złodziejem”, a Janusza Tomaszewskiego „bandytą z Pabianic”? Skoro Jacka Kuronia, który spędził dziesięć lat w komunistycznych więzieniach, można nazwać kryptokomunistą, to czemu nie ma być wolno nazywać wicepremiera bandytą?
Lech Kaczyński, który teraz oburza się na Leppera, jeszcze niedawno ubliżał profesorowi Zollowi i innym profesorom prawa karnego nazywając ich „zwolennikami bandytów, gwałcicieli i morderców”. Zasiadający obecnie w sejmie Zygmunt Wrzodak mógł bezkarnie nazywać najbardziej zasłużonych dla walki z komunizmem ludzi „różowymi hienami”. Działaczom SLD też trudno oburzać się, że Lepper kłamie, skoro sami co chwila robią to samo (przykłady w każdej gazecie).
Wysypowi chamstwa w życiu publicznym sprzyja pewien fatalny obyczaj dziennikarstwa radiowego i telewizyjnego. Rafał Ziemkiewicz napisał we „Wprost”, że znaczną część dziennikarzy tych mediów można by bez straty zastąpić stojakami do mikrofonów, bo pozwalają bez sprzeciwu politykom pleść nawet najbardziej wierutne bzdury. W ten sposób radio i telewizja stają się nośnikami absurdalnych pomówień, a czasami wręcz obelg. A oto przykład: w niedzielę, 25 listopada 2002 roku, w wieczornych wiadomościach telewizji Puls, występująca jako gość prof. Jadwiga Staniszkis oświadczyła, że winę za kryzys gospodarczy ponosi „Balcerowicz, który niszczył rozwój, trzymając się tylko jednego wskaźnika”. Prowadzący program młody człowiek ani jednym słowem nie zareagował na ten wypowiedziany publicznie idiotyzm. Zachował się właśnie jak stojak do mikrofonu. Podobnie zachował się kilka dni temu prezenter TVN, który z okazji rocznicy porozumień Okrągłego Stołu zaprosił do studia ideologicznie oszołomionego publicystę, Cezarego Michalskiego i drugiego równie kompetentnego „eksperta” (nazwiska nie spamiętałem, bo zaśmiecania pamięci niegodne), a następnie pozwolił im bredzić, że porozumienie kończące 45 lat panowania komunizmu było klęską narodu i zdradą i że komuniści tracąc władzę odnieśli zwycięstwo, bo dzięki temu, że stracili władzę, to rządzą. Tenże prezenter nie zareagował nawet na absurdalne twierdzenie Cezarego Michalskiego, że SLD zakładali razem „Michnik, Urban, Rakowski i Jaruzelski”. Nie wiem, jak piramidalną bzdurę trzeba palnąć, by stojak do mikrofonu zareagował. Zresztą telewizja, nie tylko publiczna ale i TVN, przoduje w programach typu – niech przyjdzie ktokolwiek i gada cokolwiek. Całkiem niedawno TVN nadawał wielokrotnie raport o terroryzmie, w którym między prawdziwymi ekspertami znalazł się pewien były milicjant z Okęcia (zwany w środowisku „służb” – „komandosem ani jednej akcji”, oraz niejaki Rafał Brzeski, który twierdził, że zamachu na World Trade Center dokonał Mossad, sterując samolotami przez radio za pomocą joysticków.
Tymczasem nieprawdą jest, że dziennikarz musi przełknąć wszystko, co plecie osoba, z którą prowadzi wywiad. Można chociażby wtrącić zdanie: „ja się z tym poglądem nie zgadzam”. Wydawca programu może też zwyczajnie wyłączyć mikrofon rozmówcy, który komuś ubliża, lub kłamie. Lepper wie, że wszystko uchodzi, bo przedtem uchodziło innym. Nie jest też prawdą, że trzeba zapraszać do studia i na łamy każdego, kto tylko zechce. Nie jest prawdą, że trzeba tworzyć programy dyskusyjne metodą „zapraszania wszystkich stron” – mądrego i głupiego, uczciwego i kanciarza, kulturalnego i chama, profesora Sorbony i Buraka Pastewnego. To dzięki takim programom ekonomiczne brednie i pomówienia Leppera trafiły na salony jako równouprawnione poglądy, tyle samo warte, co poglądy ludzi uczciwych i wykształconych. Nie jest prawdą, że przedstawiając poglądy profesora, trzeba „dla równowagi” przedstawić i poglądy Buraka. To tak, jakby prawdę trzeba było „dla równowagi” uzupełnić kłamstwem.
Nadszedł jednak czas, gdy chamstwo trzeba zatrzymać, bo zaczyna być groźne dla państwa. Dalsza tolerancja działań Andrzeja Leppera i „Samoobrony” może doprowadzić do sytuacji, w której ta partia będzie zdolna dokonać puczu. Ciśnie mi się tu przykład Mao Zedonga, który dokonał puczu, bo nie mając jeszcze władzy, uzyskał ogromne poparcie ogłaszając anulowanie wszystkich długów. Ciśnie się przykład Lenina głoszącego „grab zagrabione”. Lepper działa podobną metodą. W sytuacji, gdy wielu ludziom żyje się bardzo ciężko, głosi, że można nie płacić należności, przeganiać komorników i że wszyscy politycy, poza nim, to złodzieje. Taka demagogia jest bardzo groźna, bo zyskuje poparcie masy ludzi, którzy nie myślą kategoriami państwa i kraju, lecz własnego doraźnego interesu. Odwołuje się do ludzi niewykształconych, autentycznie cierpiących biedę i nie rozumiejących, że realizacja koncepcji Leppera, to dla kraju i jego gospodarki samobójstwo.
Szanowni koledzy dziennikarze. Sposób na Leppera jest bardzo prosty: przestać mu udzielać audiencji na antenie i na łamach. To nieprawda, że dziennikarz musi prezentować wszystkie poglądy. Poglądów głupich i chamskich prezentować nie musi. To nieprawda, że trzeba, goniąc za sensacją, relacjonować na całą Polskę każdy chamski wybryk. Tego pana trzeba zamilczeć.
Swego czasu był taki zwyczaj, że człowieka nie umiejącego zachowywać się kulturalnie i uczciwie, przestawało się zapraszać i zauważać. Pora ten zwyczaj przywrócić.

Redaktor Odpowiedzialny