(o nieodbytym wywiadzie z aktorką Joanną na temat roszczeniowości,

gejowskiego lobby itd...)

motto:

 

oto co się w praniu było okazało -

komunizm choć się skończył

lekce sobie ważenie

jednak pozostało...

 

Po kontrowersyjnych wypowiedziach aktorki Joanny Szczepkowskiej na temat - jakoby istniejącego w środowisku aktorskim – gejowskiego lobby i jego postawy roszczeniowej, wymyśliłam sobie, że chętnie porozmawiałabym z aktorką na ten temat. Zwłaszcza, że sama – obok naturalnie całkowicie uzasadnionych oczekiwań – stykam się z przejawami podobnej postawy, w znakomicie mi znanym środowisku osób niepełnosprawnych, do którego, chcą nie chcąc, należę od urodzenia. Taka konfrontacja spostrzeżeń mogła być więc interesująca. I to nie tylko dla mnie jak się zdaje.


Głównie w celu nawiązania kontaktu, do którego zręcznym pretekstem wydała mi się prawdziwa chęć uzyskania autografu na mojej ulubionej książce Joanny Szczepkowskiej, wydanych dziewięć lat temu „Fragmentach z życia lustra”, udałam się 19 maja 2013 roku na stoisko GRUPY ZWIERCIADŁO, gdzie ( na STADIONIE NARODOWYM w ramach IV WARSZAWSKICH TARGÓW KSIĄŻKI) autorka miała spotkać się z czytelnikami. Tłumek przed stoiskiem gęstniał. Panie obsługujące stoisko wykazywały coraz większą nerwowość, spowodowaną nieobecnością Pani Joanny. W końcu jednej z nich, po licznych bezskutecznych próbach nawiązania telefonicznego kontaktu z aktorką, udało się do Pani Szczepkowskiej dodzwonić i po krótkiej z Nią rozmowie, oświadczyła rozczarowanym zebranym, że z ważnych powodów Pani Joanna nie przybędzie, za co Ona – tj. pracownik wydawniczego stoiska – bardzo serdecznie przeprasza.


Nic to, pomyślałam wtedy. W końcu aktor też człowiek, a człowiekowi, jako takiemu, różne rzeczy wypadają. I choć już w tym momencie nie bardzo podobało mi się, że to Pani z wydawnictwa musiała, w zaistniałych okolicznościach „ścigać” telefonicznie Panią Szczepkowską, a nie odwrotnie. To zakładając, że nie wiem przecież wszystkiego postanowiłam nie być małostkowa.


„Swoją sprawę” załatwiłam w ten sposób, że dzięki uprzejmości ww. Pani z wydawnictwa, i oczywiście za uprzednią telefoniczną zgodą „gwiazdy scen polskich”, pozyskałam numer telefonu Tej Drugiej, celem umówienia się na wywiad. Zadzwoniłam i po kilkutygodniowych pertraktacjach, podczas, których powiedziałam nie tylko o czym I DLACZEGO, chcę z Joanna Szczepkowską rozmawiać. Udało nam się ustalić miejsce możliwego spotkania i jego termin przypadający ostatecznie na niedzielę 9 czerwca 2013. W międzyczasie rozmów było kilka, gdyż – jak to w wielkim świecie, trudno było znaleźć odpowiadający aktorce termin, a raz, na wiele razy nie mogłam ja, bo nie miałby mi kto towarzyszyć. Było więc dość okazji, aby Pani Joanna doskonale wiedziała, że rozmawia z osobą niepełnosprawną ruchowo, która nie jest w stanie wyjść gdziekolwiek dalej bez pomocy męża i, że takie wyjście jest dla mnie pewnym kłopotem logistycznym. Dysponowała też moim numerem telefonu, tudzież informacją dla jakiego pisma jest wywiad, i że – mimo pełnego wolontariatu działania - pisują lub pisywały dla nas takie osoby jak Poseł Adam Szejnfeld, Ks. Wojciech Lemański, Ś.P. Aleksander Jerzy Wieczorkowski i wielu innych o znanych i uznanych nazwiskach.


Choć, mimo doświadczeń z targów, nie przeczuwałam już żadnych kłopotów, to w piątek -poprzedzający umówioną niedzielę – zadzwoniłam do Pani Szczepkowskiej, upewniając się, że wszystkie ustalenia są aktualne. W niedzielę o umówionej godzinie, udałam się w towarzystwie męża na ustalone spotkanie.


Po akademickim kwadransie zadzwoniłam, aby dowiedzieć się dlaczego mojej rozmówczyni jeszcze nie ma. Bo ja. mimo deszczu i gradu, oraz korzystania z komunikacji miejskiej, dotarłam Wszak nie dotrzeć na spotkanie z samą Joanną Szczepkowską nie wypada.Odebrawszy telefon, aktorka zapewniła mnie solennie, że pamięta o naszym spotkaniu JUTRO. Gdy przypomniałam że to nie jutro, a dziś, i ja siedzę w lokalu i czekam, Pani Joanna była bardzo zdziwiona. Poinformowała mnie, że skutkiem zawirowań rodzinnych zmuszona była dziś zająć się wnuczką, a córka przyjedzie po swoje dziecko dopiero za jakieś 40 minut. W międzyczasie zaczęła się w Warszawie burza i ulewa, córka utknęła w korku, itd., itp... Mimo, że – z własnej zresztą inicjatywy , ale w porozumieniu z J.Sz. - czekałam dwie i pół godziny i w końcu, prawdopodobnie tym razem z prawdziwie istotnych przyczyn natury opiekuńczo- pogodowej - stało się jasne, że rozmowa nasza się nie odbędzie.


Na koniec, przy ostatniej, z tego dnia przeprowadzonych rozmów dowiedziałam się, że do końca bieżącego miesiąca Pani Joanna w zasadzie nie ma czasu, bo kończy książkę i gonią ją terminy wydawnicze. Ale w lipcu może być do mojej dyspozycji. Na co ja odparłam, że to niemożliwe, bo – co absolutnie zgodne z prawdą – w lipcu ja jadę na urlop, na którym ja będę kończyć swoje dwie książki. Tego, że nie wiem, czy je wydam, bo nie nazywam się Szczepkowska, już powściągliwie nie dodałam.


Dla jasności, nie chodzi mi o to, że Pani Joanna nie przyszła. Nadmieniałam już, że aktor też człowiek, i że rozumiem, iż różnie bywa. Ale telefonicznie mogła mnie uprzedzić o stanie spraw. I to nie tylko dlatego, że sprawiła mi kłopot, a co za tym idzie zawód, znacznie większy, niż większości innych dziennikarzy. Wnoszę jednak, teraz już też wyciągając wnioski z doznań targowych, że Pani Joanna czuje się z obowiązku liczenia się z ludźmi zwolniona. Nie powiem w tym miejscu, że szlachectwo zobowiązuje, bo zdaje się nie mamy z nim do czynienia Nie uzupełnię też, że w obliczu takiego zachowania tracą dla mnie na wiarygodności wszelkie oświadczenia Pani Szczepkowskiej w sprawie homoseksualnego lobby w teatrze. Diabli wiedzą jak tam było, reżyser Krystian Lupa nie jest w końcu idiotą... CHYBA... A komunizm się wprawdzie skończył, arogancję i lekceważący stosunek do ludzi jednak po sobie pozostawił.


Na koniec jeszcze dowód, że nie z takim nastawieniem szłam na inkryminowany wywiad. Ale, że na moje obecne wątpliwości Pani Szczepkowska sobie zapracowała. Poniżej zamieszczam pytania, których aktorce nie zadałam, bo nie miałam okazji. W miejscach przeznaczonych na Jej odpowiedzi zostawiam puste miejsca:


Z Joanną Szczepkowską o...


(Z aktorką, poetką i publicystką – córką Andrzeja Szczepkowskiego i wnuczką Jana Parandowskiego - Joanną Szczepkowską

o lobbingu, roszczeniach i... rozmawia Ewa Karbowska)


Ewa Karbowska:

1. Na początek może trochę nietypowo, zamiast pytania do Pani moje oświadczenie: Przyprawianie Pani „gęby gejojada” wydało mi się i przesadzone, i niesprawiedliwe, dlatego tu jestem, bo...


2. Nie wyobrażam sobie, a i wyobrażać nie muszę, bo zdaje mówiła Pani o tym, w którymś z wywiadów w sprawie gejowskiego lobby, aby wnuczka autora ,między innymi,EROSA NA OLIMPIE i córka, nie tylko aktora, ale też twórcy przedowcipnych limeryków, miała w sobie cokolwiek z apriorycznej niechęci do homoseksualistów. Cóż więc takiego się stało, że nabrała Pani przekonania o istnieniu gejowskiego lobby wśród aktorów? A może to jest tak, że istotnie zaistniało jakieś lobby, powiedzmy umownie „przeciwko Joannie Szczepkowskiej”, w którym, załóżmy, że przez przypadek, zaistnieli geje?...


Joanna Szczepkowska:


3.

E.K.:

Moje niedowierzanie odnośnie istnienia homoseksualnego lobby akurat w sztuce w ogóle, a w teatrze w szczególe wzięło się, oczywiście, nie z powątpiewania w prawdziwość Pani słów czy obserwacji, ale po prostu z poczucia niedorzeczności. To przecież równie głupie i nieracjonalne jak prowadzenie w tym obszarze lobbingu na rzecz np. zielonookich? Nie sądzi Pani?


J. Sz.:


E.K.:

4. Czy homoseksualny „teatralny gniot” jest, w jakimkolwiek sensie, czy aspekcie, inny od „teatralnego gniota” w wersji heteroseksualnej. A jeśli, ewentualnie, tak, to czy byłaby Pani łaskawa wymienić najważniejsze dla Niej samej objawy tej inności?


J. Sz.:


E.K.:

5. Czy zechce Pani odnieść się do wypowiedzi jakie ostatnio na temat gejów i lesbijek serwowała nam posłanka Krystyna Pawłowicz z PiS-u? Albo, mówiąc jeszcze precyzyjniej, czy – jako osoba inteligentna i wrażliwa, nie ma Pani obaw, że tzw. „szeroka opinia publiczna” wrzuci Pani wypowiedzi do jednego worka z tamtymi?...


J. Sz.:


6. Może jestem wyjątkowo tępa, ale nie rozumiem do końca podłoża skandalu, jaki wywołało obnażenie przez Panią pośladków w spektaklu u Krystiana Lupy? Przecież aktor pracuje całym sobą, w tym także ciałem, i pokazanie, tych albo innych, jego fragmentów, jeśli tylko czemuś służy, a w Pani wypadku służyło, nie przypominam sobie zresztą, aby Joanna Szczepkowska gdziekolwiek rozebrała się publicznie ot tak, i nie było golizną dla samej golizny, nie jest – jak mi się zdaje – niczym występnym?Jak dla mnie, o ile ma to artystyczne uzasadnienie, to może Pani, wespół z koleżankami i kolegami, biegać nago przez cały spektakl. Skąd więc taki „purytanizm” akurat w tym miejscu?


J. Sz.:


E.K.:

7. Jak często, jeśli w ogóle – w związku z zaistniałą sytuacją, lub z innych powodów – żałuje Pani, że została aktorką, a może szerzej, osobą publiczną?


J. Sz.:


E.K.:

8. Ale wracając, mimo wszystko, do Pani aktorstwa, jeśli chodzi o to najwcześniejsze, to ja doskonale pamiętam Pani rolę nieszczęśliwie zakochanej Zosi z filmu „Con amore” Jana Batorego, który oglądałam, zaraz po premierze, w warszawskim kinie ATLANTIC, jako szesnastolatka. Czym, - TAK NAPRAWDĘ ISTOTNYM -oprócz jednakich dla niemal nas wszystkich, fizycznych skutków upływu czasu, różni się Joanna Szczepkowska z tamtego czasu od Joanny Szczepkowskiej po 37. latach? Pytam także w kontekście patrzenia na zjawisko „ksobności”....


J. Sz.:


E.K.:

9. A czy po latach, nie tylko aktorskich i nie tylko dobrych, doświadczeń nie byłaby Pani skłonna przyznać, że fenomen postawy roszczeniowej jest czymś człowiekowi, a zwłaszcza artyście, w autopoczuciu wyjątkowości, przyrodzonym?


J. Sz.:


E.K.:

10. Gdzie Pani zdaniem przebiega, w życiu społecznym, granica lobbingu i postawy roszczeniowej konkretnych grup interesów? Pytam o to także jako osoba niepełnosprawna ruchowo, która – czasem – obok absolutnie słusznych postulatów, dostrzega , i w tej grupie, elementy niczym nieuzasadnionej postawy roszczeniowej.


J. Sz.:


E.K.:

11. A pytanie, którego nie zadałam ani ja, ani być może nikt inny, a na które chciałaby Pani odpowiedzieć?...


J. Sz.:


E.K:

12. Serdecznie dziękuję za rozmowę i za taki stopień szczerości, jaki jeden człowiek może uznać za stosowny względem drugiego, widzianego po raz pierwszy w życiu...


J. Sz:


P.S. Tak to jest, Droga Pani Joanno, gdy człowiek zaczyna nadmiernie gwiazdorzyć. Z czasem może nie pomóc, ani znane nazwisko, ani niekwestionowana wspaniałość Dziadka. W końcu dostaje się po uszach. Żeby nie wymienić innego organu, tego który była Pani uprzejma obnażyć podczas spektaklu Pana Krystiana Lupy, a który dość łatwo zrymować, bez jakiejkolwiek ironii, czy chęci Jego urażenia, z nazwiskiem tego reżysera.


Ewa Karbowska